Modlitwy

 

Bóg kocha twoje ciało. A ty?

 

Zajadasz trudne emocje i niezdrowo się odżywiasz. Odczuwasz niechęć do aktywności fizycznej i masz kompleksy A patrzyłeś kiedyś na swoje ciało jak na dom samego Boga?

 

W pogodny letni dzień zbieramy się wraz z przyjaciółmi, by na górskiej łące pograć "w nogę". Bawimy się naprawdę świetnie, jak za dawnych dziecięcych czasów biegamy za piłką, wywracamy się, krzyczymy i cieszymy, gdy padnie bramka. Ten wesoły krajobraz zakłóca jednak pewien mały szczegół – nie mija nawet 10 minut, jak nasze ciała spowalniają i hamują nasz entuzjazm, a my zaczynamy dyszeć i "wypluwać płuca".

 

Zaledwie po chwili intensywnego biegania zaczynamy odczuwać szereg objawów z ciała, które, odzwyczajone od wysiłku, stawia nam opór na wszelki możliwy sposób. Z cichym pomrukiem wyrzutów sumienia i wstydu schodzimy z boiska, przyrzekając sobie solennie, że jeszcze tej jesieni zadbamy o swoją kondycję.

 

Nielubiane ciało 

 

Nie będzie niczym odkrywczym, gdy powiem, że problemy z ciałem są zjawiskiem powszechnym i niestety coraz bardziej popularnym. Zatrważa mnie, gdy widzę, jak wiele śmieciowego jedzenia wkładamy do zakupowych koszyków. Gdy na plaży odsłaniamy swoje ciała, szokuje mnie, jak bardzo wzrosła liczba młodych osób z otyłością. W gabinecie psychologicznym coraz częściej słyszę o uzależnieniach od jedzenia, alkoholu czy masturbacji. Mimo że problemy w obszarze ciała dotyczą również każdego chrześcijanina, wydaje się, że w środowisku wierzących ciało wciąż jest na liście niepożądanych gości i niechcianych tematów.

 

Nie jest to zresztą nowość – w chrześcijaństwie przez wieki ciało było persona non grata. Uważane za źródło grzechu, a przez to odrzucane, przez wiele lat nie mogło się zrehabilitować i wrócić na należne sobie miejsce. Do dziś zresztą odczuwamy tego bolesne konsekwencje – w nas, chrześcijanach, nikła jest świadomość własnego ciała, słabo rozwinięta skłonność do dbania o nie tak samo, jak dbamy o swoje sumienie, a motywacja do zajęcia się jego potrzebami nijaka.

 

Trudne sprawy ukryte w ciele


Tymczasem temat ciała otwiera całą gamę problemów, z którymi się zmagamy na co dzień – zajadanie trudnych emocji, niezdrowe odżywianie, uzależnienia, choroby, niechęć do aktywności fizycznej, złe samopoczucie, kompleksy, wstyd, nieumiejętność zadbania o siebie, problemy z seksualnością, niedowartościowanie w obszarze męskości czy kobiecości i wiele, wiele innych. Każdy zmaga się z takimi czy innymi konsekwencjami posiadania ciała, a wielu z nas nie potrafi dojść z nim do porozumienia.

 

Zmagania te opisywał już św. Paweł: "Jestem świadom, że w moim ciele nie mieszka dobro; łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie (…). Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?" (Rz 7,18.24). Przeżywamy to samo, co św. Paweł, gdy w przypływie złego nastroju zjadamy całą tabliczkę czekolady, idziemy z kolegami na piwo, uciekając od problemów, lub folgujemy w ten czy inny sposób pożądliwości seksualnej.

 

Skłonność do niezdrowego jedzenia, niedbanie o odpoczynek, mało aktywności fizycznej, ignorowanie komunikatów płynących z ciała, obrastanie w tkankę tłuszczową, problemy zdrowotne u coraz młodszych osób, a w końcu i potężne zniewolenia uzależnieniami – to wszystko świadczy o tym, że z naszym ciałem często nam nie po drodze i wolelibyśmy je raczej usunąć jak przeszkodę, zamiast wsłuchać się w jego potrzeby i zintegrować je z całą naszą istotą.

 

Wydziwianie?

 

Być może tym, co stoi nam na przeszkodzie w zajęciu się swoim ciałem, jest nieświadomość tego, co na ten temat ma do powiedzenia sam Bóg. Niestety, kiedy już słyszymy jakieś konferencje na temat ciała, zazwyczaj dotyczą one czystości przedmałżeńskiej lub seksualności, natomiast rzadko kiedy ktoś zajmuje się biblijnym uzasadnieniem zdrowego odżywiania czy sportu.

 

W kościele nie sposób usłyszeć kazanie dotyczące znaczenia ciała lub konieczności dbania o nie. Kiedy chrześcijanin decyduje się na kupienie sobie karnetu do klubu fitness, ni stąd ni zowąd pojawia się obawa, że mógłby pójść w kierunku zbytniej fascynacji swoim ciałem. Kiedy natomiast decyduje się z przyczyn zdrowotnych przejść na wegetarianizm, pojawiają się głosy, że to wydziwianie, bo Bóg dał nam zwierzęta, by nam służyły. Wydaje się więc, że nasza świadomość Bożego pomysłu na ciało jest w zupełnych powijakach.

 

Święte ciało 


Tymczasem Słowo Boże daje nam wiele inspiracji do tego, jak powinniśmy traktować swoje ciało: "Ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego", "Ciała wasze są członkami Chrystusa", "Ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana" (1 Kor 6,13.15.19). Choć grzech zamieszkał na dobre w naszym ciele (i to on właśnie rodzi powyżej opisane zmagania), pierwotnym przeznaczeniem naszego ciała jest bycie miejscem świętym, w którym zamieszkuje Bóg. Jezus, który przecież przyszedł w ciele, pokazał nam, że nie ma bardziej świętego miejsca narodzenia dla Boga niż ludzkie ciało. Czy wystarczająco mocno uświadamiamy sobie, jak bardzo Bóg uświęcił ciało, przeznaczając je na miejsce zamieszkania Ducha Jezusa?

 

Miłość do ciała to miłość do Boga

 

Bóg w swoim Słowie wielokrotnie odwołuje się do swojego pragnienia zamieszkania pośród swojego ludu. Nie zapominajmy, że Bóg jest bardzo konkretny – kiedy chce zamieszkać pośród swojego ludu, nie ma na myśli metafizycznej metafory. Aby ukonkretnić swoje pragnienie, posyła Syna z ciała i krwi, żywego mężczyznę rodzącego się w żywej kobiecie. Nie jest przecież możliwe, by Jego Syn wcielił się ot tak, przypadkiem. Nie! Wcielenie Jezusa jest najwyższym wyrazem oddania czci ludzkiemu ciału, które wraz z poczęciem Jezusa stało się świętym miejscem.

 

Być może właśnie ta świadomość może być dla nas pierwszym krokiem do twórczej i radosnej troski o swoje ciało. Spójrzmy na swoje ciało jako na dom Boga, a będzie nam łatwiej oddać mu należną cześć poprzez wsłuchanie się w jego potrzeby. Nie będziemy już biegać tylko dlatego, by dobrze wyglądać, powstrzymywać się od jedzenia chipsów, by na następny dzień nie bolał nas brzuch, czy walczyć o czystość, by nie musieć po raz kolejny iść do spowiedzi. Nasze motywacje mogą być znacznie bardziej wzniosłe i silniejsze, gdy zrozumiemy, jak bardzo Bóg ukochał nasze ciała. Czy nie chciałbyś, tak jak gościsz najbliższą osobę w wysprzątanym mieszkaniu, ugościć Boga w zadbanym, zaopiekowanym i ukochanym ciele?

 

Praktyczne pytania

 

Twoje ciało każdego dnia, w każdej sekundzie mówi do Ciebie. Jego potrzeby są Ci sygnalizowane poprzez ból, dyskomfort, złe samopoczucie, głód czy poczucie braku. Wystarczy proste "przeskanowanie" całego swojego ciała, by zrozumieć, że wiele jego części domaga się troskliwej opieki i pielęgnacji. Ile czasu poświęcasz ciału w ciągu dnia? Czy uprawiasz aktywność fizyczną? Jak się odżywiasz? Czy masz dobry kontakt z potrzebami Twojego ciała? Czy odpoczywasz? Czy masz skłonność do ignorowania objawów choroby lub bólu? Zadając sobie te proste pytania, szybko dostrzeżesz, czy szanujesz swoje ciało, czy raczej je odrzucasz.

 

Jeśli swój brzuch traktujesz jak śmietnik, eksploatujesz swój kręgosłup, siedząc godzinami przed komputerem, a w wolnych chwilach zamiast zafundować sobie regenerujący relaks, uciekasz w niekonstruktywną rozrywkę, to prawdopodobnie jesteś na bakier ze swoim ciałem, a z miejsca świętego robisz targowisko (Mk 11,15-17).

 

A jednak to właśnie Ty jesteś wybraną przez Boga świątynią Jego Ducha, miejscem namaszczonym, domem Bożym. Czy chciałbyś coś zmienić w stosunku do swojego ciała, by zaczęło ono w sposób doskonały wypełniać swoje przeznaczenie?

 

***

 

Zrób porządek nieidealny

 

Nie lubimy słowa "porządkowanie", bo kojarzy nam się z ułożeniem czegoś w idealnym ładzie. Życie uporządkowane na 100% brzmi jak książki ustawione na półkach według kolorów (jak ktoś tak lubi to ok!), lodowate wnętrze domu i dzień ze sztywnym planem. Jak wcinanie jarmużu na zmianę ze świeżo wyciskanym sokiem z grejfruta albo szpinaku (z tym, że nie cierpisz ani jarmużu, ani szpinaku) i około pięcioosobowa lista przyjaciół, do których musisz zadzwonić co najmniej raz w tygodniu.

 

W życiu idealnym masz idealną sylwetkę, realizujesz harmonogram tygodnia z zegarkiem w ręku i małą zadyszką. Ale twoja kondycja też jest idealna, więc dajesz radę. To mogłoby być nudne. I jest ryzyko, że zabrakłoby miejsca na dobre, choć zaskakujące szczęśliwe momenty.

 

5 kroków do życia na błysk. Czas na sprzątanie >>

 

Więc "życie na błysk" dla każdego może znaczyć coś  innego. Chodzi o to, żeby konkretne obszary swojego życia wprowadzić w stan osobistego błysku. Żeby pożegnać się z niechcianym chaosem i ściśnięciem w żołądku na samą myśl o poniedziałku albo o odebraniu telefonu. Dla jednych będzie to związane z kupieniem kalendarza i mądrym planowaniem tygodnia, dla drugich z pozbyciem się zbędnych rzeczy, ubrań i książek, dla innych z zadbaniem o codzienne menu, dla jeszcze innych z postawieniem granic w trudnych relacjach i tak dalej… To wszystko naprawdę jest możliwe, a pierwszy krok zwykle brzmi: po prostu wstań i zrób to!

 

Mamy dla was 5 podpowiedzi. Nasi autorzy na podstawie doświadczenia i wiedzy opiszą, jak uniknąć niechcianego bałaganu i wprowadzić osobisty błysk do:

 

– domu/ mieszkania/ pokoju

– pragnieńmyśli i emocji

– relacji
– duszy i ciała

– planów, celów i marzeń

 

Kolejny artykuł przeczytacie niebawem na DEON.pl

 

Maria Krzemień – psycholog chrześcijański, psychoterapeuta i trener. Prowadzi warsztaty psychologiczne w oparciu o Słowo Boże. Pracuje w poradni psychologicznej Fundacji Chrześcijańskiej Głos na Pustyni. Jej teksty można przeczytać na blogu Żyj po Bożemu

 

 

 

 

 

 

Brat Elia – przesłanie dla Polski

DODANE 15.09.2017

 

Gościem specjalnego wydania Tematu Dnia w Salve TV był Brat Elia, stygmatyk, który w rozmowie z Ewą Pietrzak wyjaśniał jak żyć z Jezusem i na czym polegają zjawiska nadprzyrodzone w jego życiu. 

– Matka Boża jest ciągle z nami, pochyla się i jest na ziemi, ale my mamy zamknięte serca – mówił Brat Elia – Należy rozpocząć modlitwę wspólną, razem z rodzinami, mieć więcej cierpliwości do siebie nawzajem. Żebyśmy pięknie ze sobą rozmawiali. Nie możemy zapominać o wszystkich pięknych rzeczach, które stworzył Bóg. Pamiętamy o Bogu tylko wtedy, kiedy zachorujemy, a to jest błąd. Ciągle musimy pamiętać o Bogu. Zapraszam Was, byście dziesięć minut dziennie się modlili – dodał.

Brat Elia – przesłanie dla Polski
SALVE TV

Pytany, jak wyglądał Pan Jezus, którego widział osobiście, opowiadał: – Nie widzę Go codziennie, widzę Go tylko podczas Wielkiego Tygodnia, podczas mojego cierpienia – stwierdził. Jak podkreślał, stygmaty ma od 48 lat. – Nie wiadomo było o co chodzi, bo kiedy moja matka zawoziła mnie do szpitala, lekarze mówili, że dziecko jest źle odżywiane. Zawsze było coś takiego, że po Wielkiej Sobocie zaczynałem się czuć normalnie – mówił. 

– Ojciec Pio jest ojcem Pio, ja mam swoją drogę. Nie chcę, żeby mnie ktoś porównywał. Nie ma porównań między świętymi, ja nie jestem święty, jestem tylko dzieckiem Bożym. Musimy pamiętać jedno, cudów nie czynią ludzie, tylko czyni Bóg – zaznaczył. – Kim jest człowiek bez Boga, a z Bogiem? – zastanawiał się.

Pytany o dar bilokacji i dar czytania w ludzkich sercach, mówił: – Prawda czasami źle robi, trzeba mówić piękne rzeczy, dobre rzeczy. Ponieważ niektórym osobom, kiedy poznają prawdę, przynosi zło. Uczmy ich modlić się – stwierdził brat Elia. 
Brat Elia wygłosił również specjalne przesłanie dla Polski, Polaków i rodzin, a także młodzieży. "Cały czas ktoś na was patrzy, ktoś nad wami czuwa". "Nie bójcie się. Odpowiadajcie na wezwanie."

Dzisiaj święto św. Stanisława Kostki, patrona Polski

Dzisiaj święto św. Stanisława Kostki, 

To świadectwo pokazuje, ile może prosta modlitwa!

Kamil 

(fot. shutterstock.com / youtube.com/radiotvsantamaria)

ZOBACZ WIĘCEJModlitwa na sytuacje bez wyjściaModlitwa na sytuacje bez wyjściaDo niego Ojciec Pio wysyłał najcięższe przypadkiDo niego Ojciec Pio wysyłał najcięższe przypadki

Podczas modlitwy powiedziałem do Niego: "Jezu! Ty się tym zajmij. Ty się zajmij moją chorobą, moimi płucami. Wiesz co z tym zrobić najlepiej".

 

Szczęść Boże!

Pragnę spełnić ten radosny obowiązek dawania świadectwa i podzielić się moim doświadczeniem. Rok temu zacząłem mieć objawy choroby zawodowej płuc – wysoka gorączka, kaszel, duszności.

 

Dowiedziałem się, że choroba ta w zaawansowanej formie może być śmiertelna i nie ma na nią leku. Wystraszyłem się nie na żarty.

 

Opis z badania tomografem jednoznacznie wskazywał na postępujące zniszczenie płuc – w ciągu kilku lat groziła mi śmierć z uduszenia. Jakie myśli przebiegają wtedy przez głowę wie tylko ten, komu realnie groziła śmierć.

 

Myśli samobójcze – chęć zakończenia wszystkiego "po swojemu", lęk o przyszłość bliskich, zawieszenie na haczyk jakichkolwiek planów i marzeń. To wszystko było prawdziwą torturą.

W trakcie oczekiwania na kolejne przyjęcie do szpitala na badania postanowiłem wybrać się z rodziną na rekolekcje oraz na Jasną Górę prosić Matkę Jezusa o uzdrowienie. Po wycieczce coś się zmieniło. Coraz bardziej odczuwałem coś, co można nazwać "głodem Boga".

 

Przypadkiem gdzieś przeczytałem o zawierzeniu ojca Dolindo: "Jezu – Ty się tym zajmij". Podczas modlitwy powiedziałem do Niego:  "Jezu! Ty się tym zajmij. Ty się zajmij moją chorobą, moimi płucami. Wiesz co z tym zrobić najlepiej". Przestałem martwić się chorobą, a czułem za to przyjemne uniesienie i pokój w duszy.

Przyszedł czas badań. Okazało się, że jestem zdrowy. Ale nie było to klasyczne uzdrowienie, cud o jakim pisze się w książkach. Po prostu stwierdzono z całą pewnością, że poprzednie badania były niedokładne i nie jestem przewlekle chory. Przypadek?

 

Do niego Ojciec Pio wysyłał najcięższe przypadki. Historia ojca Dolindo >>

 

Niedawno słyszałem że "Przypadek" to drugie imię Ducha Świętego. Dziękuję Jezusowi za chorobę i to doświadzenie, bo bez niego przez całe życie pozostałbym zapewne letnim katolikiem bez głębszej relacji z Bogiem. Dzisiaj moim największym marzeniem i celem jest wypełniać Jego Wolę. Chwała Panu!

 

*  *  *

 

Od wulgaryzmów naszych powszednich…

(fot. shutterstock

"Proszę księdza przeklinałem, więcej grzechów nie pamiętam". Jak rozumieć "przekleństwo" a jak "wulgaryzm"? Jak się okazuje św. Paweł nie przebierał w słowach, gdy naprawdę wpadał w Boży gniew. 

 

Wyobraź sobie taką sytuację: poważna liturgia w kościele w Galacji, I wiek naszej ery. Jakiś czas wcześniej był w tym mieście słynny kaznodzieja i głosiciel – Paweł z Tarsu. Nawrócił ludzi wierzących w wielu bogów na wiarę w zbawiciela Jezusa Chrystusa. Aby dołączyć do tej wiary, wystarczy tylko chrzest, którego udziela im apostoł lub jego uczniowie.

 

Po pobycie tam wyjechał w dalszą podróż i jakiś czas później przybywają do miasta inni nauczyciele, tzw. judeochrześcijanie (żydzi, którzy nawrócili się na chrześcijaństwo). Mówią oni, że aby dostąpić zbawienia, należy się obrzezać. Dochodzi to do Pawła, który do swojej gminy wysyła list. Odczytywany jest podczas liturgii. Zgromadzili się wszyscy członkowie tamtejszego Kościoła. I co słyszą z ambony? "Ci, którzy tak głoszą, niech się do końca obrzezają!" (Ga 5, 12). 

 

A przecież i Jezus nie zawsze był "dyplomatyczny". Bo nie można dyplomacją nazywać określenia swoich rozmówców "grobami pobielanymi". Czyli tak bardziej po naszemu: totalnymi hipokrytami. Znany jest  fragment Listów , w którym św. Paweł mówi, że wszystko, co go oddziela od Chrystusa, uznaje za śmieci, a w oryginale "σκύβαλα", czyli po prostu gówno (Flp 3,7-11) . 

 

Może nie są to w dzisiejszych warunkach aż tak szokujące słowa, mimo wszystko jednak nie jest to język, do którego przywykliśmy w kościelnych ławkach. I jak to, co opisałem powyżej, pogodzić ze słowami samego św. Pawła z Listu do Efezjan: "Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają" (Ef 4, 29)? 

 

Więc jak to jest: mamy się spowiadać z tzw. przeklinania czy nie? 

 

Przekleństwo to nie wulgaryzm. Przekleństwo faktycznie jest grzechem i znaczy tyle co życzenie komuś zła. Jeśli na przykład w złości życzyłem komuś śmierci: zgrzeszyłem. Wszelkie gorsze lub mniejsze przypadki do tego się zalicza. Dlaczego? Chrześcijanin ma błogosławić, a nie przeklinać. 

 

Dodam, że w dokumentach Kościoła nie ma nic na temat wulgaryzmów. 

 

Pamiętajmy, że jako chrześcijanie jesteśmy wolni. Nad nami nie siedzi Bóg Ojciec, który słysząc cokolwiek "ostrzejszego" niż "kurka wodna", od razu grozi nam palcem. Nasza wiara nie zależy od pięknej, kwiecistej mowy. Nie mierzy się jej stopniem poprawności polszczyzny (czy jakiegokolwiek języka). Mierzy się ją miłością do Boga. To, czy rzucimy mięsem czy nie, nie zależy od tego, czy ktoś nam powie, że to grzech. 

 

Oczywiście, że moment, w którym używamy popularnego k…a jako przecinka, jest zdecydowaną i oczywistą przesadą. Ale co w sytuacji, w której jest potrzeba, żeby powiedzieć coś dosadnie? Czy Jezus w takim razie grzeszył, wyrażając się w ten a nie inny sposób o faryzeuszach?

 

Ludzie, którzy rezygnowali z Boga na korzyść religii pogańskich, zostali w Księdze Ezechiela porównani do kobiet rozwiązłych. Bóg opisuje ich między innymi takimi słowami: "Zapałała namiętnością do swoich zalotników, których członki były jak członki osłów, a wytrysk ich nasienia jak wytrysk ogierów" (Ez 23, 20). Zdarzało mi się zrezygnować z Boga dla czegoś innego, czasem też złego – więc ten cytat też może być do mnie. Co najmniej wywołuje to rumieńce. 

 

Istnieje granica między szczerym i dosadnym postawieniem sprawy (także z użyciem wulgaryzmów) a obrażaniem kogoś, czego nam robić nie wolno: "Kto by rzekł bratu swemu: Rakka, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny" (Mt 5, 22). 

 

 

Maciej Pikor – student, zauroczony w pewnej Książce, szczęśliwy chłopak pięknej dziewczyny, prowadzi bloga zorea.pl

 

Świadectwo- 

Modlitwa i uzależnienie od pornografii

 

 

 

" Jasna Góra-Polska Kana,"koncert        zarejestrowany 26.08. 2017 roku

zachecam do obejrzenia – warto !!!

 

 

 

 

Módlmy się za Polskę

  

Trzeba się modlić za Polskę. Powodów do zatroskania nie brakuje – ważą się bowiem nie tylko losy reformy wymiaru sprawiedliwości, jakże ważnego w demokratycznej strukturze państwa, ale także losy polskiej demokracji i samej Polski.

Totalna opozycja nie ukrywa, że jej głównym celem jest obalenie obecnego rządu metodami pozademokratycznymi. Demokratycznymi się nie da, bo do najbliższych wyborów jeszcze dwa lata, a wyniki makroekonomiczne są obiektywnie wyśmienite. Bezrobocie praktycznie nie istnieje, w budżecie za ostatnie półrocze (mimo programu 500+) mamy prawie sześciomiliardową nadwyżkę, rośnie optymizm inwestorów, co przekłada się na plany rozwoju przedsiębiorstw. Polakom przywracane jest poczucie sprawiedliwości – zwłaszcza wobec nadużyć „reprywatyzacyjnych” w Warszawie. Służby mundurowe są coraz bardziej przyjazne zwykłym obywatelom, czego wyrazem jest choćby taki „drobiazg”, jak wyprowadzenie drogówki zza krzaków. Poparcie dla rządu utrzymuje się w na takim poziomie, że można myśleć o drugiej kadencji.

Nowy, szesnastopunktowy scenariusz „wyłączania rządu” został opublikowany w internecie przez Bartosza Kramka, szefa Rady Fundacji „Otwarty Dialog”, która ma wiele punktów wspólnych z ideologią „społeczeństwa otwartego” finansowaną przez George’a Sorosa. Wśród działań mających doprowadzić do upadku rządu zapisano m.in. powstrzymanie się od płacenia podatków, bunt sędziów, strajk generalny nauczycieli, pikiety pod siedzibami rządu, partii rządzących i przed domami polityków, rozbijanie obozu rządowego. W presji na rząd ważną rolę ma odegrać zagranica. Prezydent i premier mają być nękani przez zagranicznych polityków i ambasadorów ciągłymi prośbami o pilne spotkania, polscy ambasadorzy zaś mają być raz po raz wzywani na dywanik przez zagraniczne rządy.

Częścią tej strategii może być także niepodpisany artykuł, który ukazał się 22 lipca na łamach watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”. Reforma sądownictwa nazwana jest w nim „likwidacją niezależności sądów”, a PiS – partią „nacjonalistyczną i antyeuropejską”. Jedynym pozytywnie ukazanym Polakiem jest w tym tekście Donald Tusk. Artykuł został jeszcze tego samego dnia podchwycony przez niektóre media w Polsce. Według naszych informacji powstał bowiem w Polsce, w środowiskach „Kościoła otwartego”, i został wysłany do druku, aby mógł być cytowany jako watykański.

W strategii Kramka zaplanowano konsolidację wszystkich grup społecznych, które mogą doprowadzić do paraliżu państwa. Parlamentarzyści mają zgłaszać tysiące poprawek do każdej ustawy, paraliżując podejmowanie decyzji. Przyjazne manifestantom samorządy (szczególnie w Warszawie) mają ochraniać miejsca manifestacji, udostępniać przestrzeń miejską na akcje propagandowe, a nawet stosować sabotaż, np. wyłączając prąd w siedzibie premiera, parlamentu i PiS. Pomyślano o wykorzystaniu artystów i celebrytów, aby przyciągnąć jak najwięcej osób postronnych. Wreszcie zatroszczono się o pozyskiwanie życzliwości policji, która w odpowiednim momencie mogłaby przejść na stronę manifestantów. W całej sprawie nie chodzi tylko o zablokowanie reformy sądownictwa. Dlatego manifestacje mają trwać mimo zawetowania spornych ustaw przez prezydenta.

Prezydent zobowiązał się w ciągu dwóch miesięcy przedstawić własną inicjatywę ustawodawczą w kwestii reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Tych, które mu przedstawiono, niezależnie od presji z jednej czy z drugiej strony, podpisać nie mógł. Ustawa o Sądzie Najwyższym w art. 12 i 18 zawierała sprzeczność, której koalicja rządząca nie usunęła w procesie legislacyjnym, choć wielu zwracało na to uwagę. Prócz tego ustawy, jak stwierdził prezydent, zbytnio podporządkowywały najwyższe sadownictwo prokuratorowi generalnemu iministrowi sprawiedliwości. Mało kto z sympatyków prawicy chciałby pewnie takiego podporządkowania, gdyby ministrem sprawiedliwości miał być kiedyś np. Adam Bodnar. Nie zgadzam się, że prezydent działał pod wpływem ulicy i zagranicy. Raczej, jako państwowiec ukształtowany politycznie pod wpływem śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i śp. ministra Władysława Stasiaka, dobro Polski stawia dalekosiężnie ponad osobistymi i partyjnymi względami.

Prezydent RP ma bardzo mocny mandat do wypowiadania się o polskich sprawach. Obiektywnie w swoich wyborach zdobył więcej głosów Polaków niż PiS w swoich. Co więcej, nie tylko wygrana Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich byłaby niemożliwa bez wsparcia PiS, ale także wygrana PiS – o czym mówiłem dwa i pół roku temu – byłaby niemożliwa bez wcześniejszej wygranej Andrzeja Dudy. Oba ośrodki władzy są skazane na współpracę dla dobra Polski i dla własnego dobra. Szczególnie że pozycja prezydenta Dudy została ostatnio wzmocniona przez podczas wizyty w Polsce prezydenta USA Donalda Trumpa i brytyjskiej pary książęcej. Warto zauważyć, że prezydentowi za rozsądną decyzję podziękował przewodniczący episkopatu abp Stanisław Gądecki.

Wymiar sprawiedliwości w Polsce wymaga gruntownej, a nie tylko powierzchownej reformy. Przyznał to w rozmowie z Moniką Olejnik sam Donald Tusk. Ośmioletnią bezczynność rządów PO-PSL w tej sprawie tłumaczył spodziewanym oporem środowisk sędziowskich. Chociaż trudno nie zauważyć, że utrzymywanie „sędziów na telefon”, o których rozpisywały się media przy okazji głośnych afer, mogło być także wówczas rządzącym na rękę. Ani weto prezydenckie, ani dotychczasowe błędy PiS przy uchwalaniu odrzuconych ustaw, ani podtrzymywane napięcie na ulicach nie mogą być powodem do rezygnacji z reformy sądownictwa, które w obecnym kształcie często nie ma nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości.

Dlatego w najbliższych miesiącach trzeba się modlić za Polskę, żebyśmy mądrze i sprawiedliwie rozwiązali nasze problemy. Szczególnie za prezydenta – aby przedstawił dobre projekty ustaw i aby jego weto nie było przyczyną wstrzymania koniecznej reformy. To bowiem, co dzieje się w Polsce w sierpniu 2017 roku, to coś więcej, niż zmaganie o naszą praworządność i niepodległość.

Idziemy nr 31 (617), 30 lipca 2017 r.

 

ks. Henryk Zieliński

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

 

Jezus mnie skarcił, gdy odprawiałem mszę

 ks. Sergio Argüello Vences | Lip 24, 2017

© Jeffrey Bruno ALETEIA

     
     

Ksiądz, przytłoczony trudnymi sprawami swoich wiernych, poszedł odprawiać Eucharystię. Nie mógł się skupić, mylił się, odczytując modlitwę z mszału, aż w końcu wydarzyło się coś niespodziewanego…

Każdy ksiądz na świecie doskonale to zna: nie ma ani jednego dnia, żeby ktoś mnie nie szukał i nie chciał ze mną porozmawiać. Słyszę wtedy pytania, jak należy postąpić w różnych sytuacjach: „Ojcze, już nie mogę znieść mojego męża. Jego wyzwiska, przemoc w domu sprawiają, że chcę go zostawić. Uważa ojciec, że to będzie dobre rozwiązanie? Czuję, że wszystko poszło nie tak w moim życiu. Cały mój wysiłek okazał się daremny, jestem zmęczona. Co mam zrobić…?”; „Moja teściowa jest przeciwko mnie, chcę się od niej odciąć i przestać się do niej odzywać. Co ojciec o tym myśli?”; „Dziadek zostawił nam wszystkim spadek, ale niektórzy na niego nie zasługują…”.

Wiele takich historii i pytań słyszę każdego dnia. Zawsze staram się ich słuchać sercem, pocieszyć tych, którzy do mnie przychodzą, słowami nadziei, zachęcić ich do czynienia dobra. Namawiam też, żeby prosili Boga o siły, by iść naprzód i przypominam, że o wiele bardziej warto cierpieć niesprawiedliwość niż ją wyrządzać.

Ale to, co mogę zrobić przede wszystkim, to modlić się za nich. Zwłaszcza w Eucharystii, kiedy trzymam w dłoniach swego Pana, mówię Mu: „Polecam Ci tę osobę i tamtą, pomóż im, aby podjęły jak najlepsze decyzje, ku chwale Twojej i z korzyścią dla ich rodzin…”.

Czytaj także: Josemaría Escrivá: Patron świętej codzienności

 

Co Jezus zrobiłby na moim miejscu?

Jednak pewnego dnia, w trakcie tylko jednego popołudnia, spłynęła na mnie niezliczona ilość problemów i czułem, że moje rady są bardzo kiepskie. Do wieczornej mszy uzbierało się morze strapień i wciąż myślałem, co mógłbym zrobić, żeby właściwie ukierunkować osoby, które szukały u mnie konkretnego wsparcia. Tuż po konsekracji zająknąłem się kilka razy. Wtedy powiedziałem do siebie w myślach: „Źle to mówisz”.

I w tym momencie usłyszałem wewnętrznie mojego słodkiego Jezusa: „To prawda, źle to mówisz. Nie będziesz mógł im pomóc. Powiedz im, by zapytali Mnie, co Ja zrobiłbym na ich miejscu? W ten sposób wskażesz im drogę”.

Myliłem się. Nie tylko jąkając się przy odczytywaniu treści modlitwy z mszału, ale także w sposobie niesienia pomocy. Jezus miał rację. Któż, jak nie On, powie nam najlepiej, co mamy robić? Więc postanowiłem następnym razem nie martwić się tak mocno i tym, którzy przyjdą po poradę, dodać otuchy, żeby zbliżyli się do Boga i to Jego prosili o rady.

 

Poproś o radę… Boga

Tego samego wieczoru, zanim opuściłem kaplicę, przedstawił mi się pewien mężczyzna. Chciał ze mną porozmawiać. Opowiedział, że jego tata przez całe życie był dla niego bardzo okrutny. Właściwie dorastał wśród obelg i bicia, ojciec nigdy też nie wspierał jego i jego braci, by się kształcili. Mamę traktował równie źle, krzykiem wydając jej rozkazy. Więc kiedy tylko ten mężczyzna mógł, odsunął się od ojca i nie widział go od ponad 30 lat. Jednak tydzień temu jedna z ciotek opowiedziała mu, że jego ojciec jest dializowany, że jest bardzo słaby i że nikt z rodziny nie chce mu pomóc.

W końcu mężczyzna zapytał mnie: „Ojcze, dzięki Bogu, mam rodzinę, jestem bardzo szczęśliwy, wiem, że moja żona i dzieci z ochotą przyjęłyby mojego tatę. Ale uważam, że to nie jest sprawiedliwe, żebym po tym wszystkim, co on nam zrobił, miał mu teraz pomagać. Wszyscy przez niego bardzo cierpieliśmy – ja, moja mama, moi bracia. Nie jestem zobowiązany mu pomóc, prawda?”.

Czytaj także: Piękna Gemma Galgani. Poznajcie świętą, która „kłóciła się” z Jezusem

Objąłem tego mężczyznę i powiedziałem: „Ubolewam nad tym, co przeszedłeś, i rozumiem, że nie da się tego tak po prostu zrobić. Ale mam pewną propozycję. Otworzę kaplicę Najświętszego Sakramentu, a ty zapytaj naszego Pana, co On zrobiłby na twoim miejscu?”.

Kiedy minęło pół godziny, wrócił i we łzach powiedział mi: „Ojcze, przyjmę mojego ojca, dzięki niemu otrzymałem życie, przyjmę go w mym domu i pomogę mu we wszystkim, w czym tylko będę mógł…”.

Tamtego wieczoru poszedłem spać bardzo szczęśliwy i czułem, że odpocząłem w czasie snu jak nigdy. Bóg kolejny raz pokazał mi, że to On rozwiązuje nasze problemy, że ja jedynie muszę Mu je przedstawić. Przypomniał mi także, jak łatwe byłoby nasze życie, gdybyśmy tylko Go do niego zaprosili.

Wiele rzeczy wychodzi nam źle, bo nie pomyślimy, by zapytać o nie Jezusa: Co On zrobiłby na naszym miejscu? Bardzo chciałbym powiedzieć każdemu, kto przechodzi przez jakieś trudności albo musi podjąć ważne decyzje: „Nie bój się, nie zamęczaj siebie ze zgryzoty. Bóg cię kocha, jest z tobą i pomoże ci, tylko uklęknij przed Nim i zapytaj Go: „Dobry Jezu, co Ty zrobiłbyś na moim miejscu?”.

Czytaj także: Jezu, Ty się tym zajmij! Akt oddania Jezusowi ks. Dolindo Ruotolo. Nowe tłumaczenie


 

 

 

Sekret świętej Marii Magdaleny

 

Alicja Straszecka 

22.07.2017 06:32

 

 

 Gwiazdo Magdali, szczęśliwa niewiasto,

Sławimy ciebie uroczystym hołdem;

Chrystus cię złączył ze sobą najściślej

Miłości więzią.
 

 On cię uwolnił spod władzy demonów

Straszliwą dla nich mocą uzdrawiania;

Pełna wdzięczności przyjmujesz radośnie

Okowy wiary.
 

 Odtąd rozkwitła potęga miłości

Przy stopach Mistrza miejsce ci wskazuje;

Za Nim podążasz i służysz gorliwie

Z serdeczną troską.
 

 Płaczesz nad Panem przejęta żałością,

Do końca wierna, stoisz obok krzyża;

Łzami obmywasz pokryte ranami

Najświętsze ciało.
 

 Spraw, niechaj miłość zwycięska Chrystusa

Nam też da udział w twej niebieskiej chwale,

Abyśmy wspólnie wielbili na wieki

Dobrego Pana. Amen.

 

Niewielu ludzi stało się bohaterami tak tajemniczych historii. Głośna książka Dana Browna "Kod Leonarda da Vinci" to tylko jedna z wersji szokujących opowieści o Marii Magdalenie.

 

Teorie mówiące o tym, że Magdalena była żoną Jezusa albo, w trochę mniej sensacyjnej wersji (zawartej także w Apokryfach), powierniczką nauk, których Jezus nie przekazywał Apostołom, mają swoich zwolenników.

 

Dokładając do nich przypuszczenie, że Kościół pierwszych wieków, rządzony przez mizoginicznych mężczyzn, postarał się, by ukryć prawdę o Marii Magdalenie, uzyskujemy przerażającą i zarazem ekscytującą historię o największym oszustwie w dziejach. Nic więc dziwnego, że tego rodzaju wiadomości przyciągają tak wiele umysłów, mimo że nie znalazły potwierdzenia w badaniach naukowych ani wiarygodnych źródłach historycznych. Czy po odrzuceniu tych wszystkich rewelacji w historii Marii Magdaleny pozostaje coś wyjątkowego?


Ewangeliczne dossier


Informacje podawane na jej temat przez Ewangelistów są raczej skąpe. Wszyscy czterej wymieniają ją obok innych kobiet, towarzyszących Jezusowi w czasie Jego publicznej działalności. Mateusz i Marek wspominają, że owe kobiety usługiwały Mu (Mt 27, 55-56; Mk 15, 40-41), a Łukasz dodaje: "udzielając ze swego mienia" (Łk 8, 2-3). Magdalena najprawdopodobniej była więc kobietą majętną, a do tego hojną, która w pewnym momencie zdecydowała się zostawić swoje dotychczasowe życie, by iść za Nauczycielem od miejscowości do miejscowości.


Łukasz i Marek podają jeszcze, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów (Mk 16, 9; Łk 8, 2). Liczba siedem, która w Biblii oznacza pełnię, doskonałość, w tym wypadku od razu przywodzi na myśl bardzo głębokie zniewolenie złem. Magdalena musiała więc być niewyobrażalnie poraniona i zagubiona. Jezus uwolnił ją i tak naprawdę przywrócił jej życie.

 

Kobieta równa apostołom >>


Najwięcej o Marii Magdalenie dowiadujemy się, czytając opisy męki i Zmartwychwstania. Wszyscy Ewangeliści potwierdzają, że była obecna przy ukrzyżowaniu i złożeniu Jezusa do grobu (Mt 27, 55-56. 61; Mk 15, 40-41. 47; Łk 23, 49. 55; J 19, 25), a Mateusz, Marek i Jan podają, że w poranek wielkanocny spotkała Zmartwychwstałego (Mt 28, 9-10; Mk 16, 9; J 20, 11-18). Ona też jako pierwsza przekazała Apostołom radosną wieść o zmartwychwstaniu Pana.


Przywołane wersety przedstawiają Magdalenę jako kobietę, która postawiła wszystko na jedną kartę. Doświadczenie miłości i miłosierdzia Boga, tak ogromne i inne od tego, co znała do tej pory, obudziło w niej odwagę i palące pragnienie Jezusa. W przeciwieństwie do uczniów, nie potrafiła Go opuścić, gdy umierał. Uczestniczyła w Jego pogrzebie. Z uwagą przyglądała się, w jakim miejscu Go złożono, by wrócić do grobu w niedzielny poranek, gdy tylko skończył się szabat. Można powiedzieć, że uparcie nie chciała opuścić miejsca, w którym – po ludzku rzecz biorąc – nie mogło się już nic wydarzyć. I właśnie tam przyszedł do niej Zmartwychwstały. Uważna lektura opisu pięknego spotkania Magdaleny z Jezusem przy pustym grobie (J 20, 11-18) pozwala w pewien sposób przeczuć, jak głęboka była jej miłość.


Jezus wybrał Marię Magdalenę na pierwszą głosicielkę prawdy o Zmartwychwstaniu – ten fakt jest niezaprzeczalny. Ale właściwie na tym kończy się jej historia zachowana w Ewangeliach.

 

Brakujące karty i mylne tropy


Zastanawiając się, co wiemy o Magdalenie z przekazów ewangelicznych, można odczuwać ogromny niedosyt. Dlaczego Pismo Święte milczy o jej dalszych losach? Jak to możliwe, że najważniejsza wiadomość w historii świata została powierzona komuś, kto dotąd odgrywał jedynie dość podrzędną rolę (usługiwanie)? Czy to prawdopodobne, że tak wielkie wyróżnienie, którego Magdalena doświadczyła w poranek wielkanocny, nie wpłynęło na jej pozycję w pierwotnym Kościele?


Trudno oprzeć się pokusie odpowiedzi na te pytania. Nasze naturalne dążenie do uzupełniania znaczeń i odnajdywania logicznych powiązań pomiędzy rozsypanymi cząstkami sensu domaga się zdroworozsądkowych dopowiedzeń. Czy nie stąd właśnie wyrastają wciągające opowieści o wielkim spisku Kościoła mężczyzn przeciwko Magdalenie, który miał na celu pozbawić ją znaczenia?


Apokryficzne ewangelie Filipa i Marii Magdaleny dają im idealne podstawy. Nie tylko potwierdzają emocjonalny i bliski związek Magdaleny z Jezusem, ale na dodatek przedstawiają spór o władzę i przywództwo wśród uczniów pomiędzy nią a Piotrem. Nic więc dziwnego, że feministyczne interpretacje Biblii mocno koncentrują się na postaci Magdaleny, która w ich obrębie jawi się jako patronka walki o równouprawnienie i jednocześnie ofiara seksistowskiej mentalności. Na dodatek historia Kościoła zdaje się potwierdzać taki pogląd.


W Kościele zachodnim przez wiele długich stuleci, odkąd papież Grzegorz Wielki w VI w. uczynił to po raz pierwszy, Maria Magdalena była utożsamiana z nawróconą jawnogrzesznicą z Ewangelii Łukasza (Łk 7, 36-50). Pozwalało to ukazywać ją wiernym jako przykład działania miłosierdzia Bożego, które potrafi uratować największego grzesznika (a raczej grzesznicę; znakomicie splatało się to z popularną opinią mówiącą, że kobieta ze swojej natury jest bardziej podatna na wpływ zła). Magdalena stała się więc patronką kobiet rozwiązłych, które dzięki szczerej pokucie wracają do Boga. Radosny przekaz o spotkaniu z Jezusem w wielkanocny poranek zszedł na drugi plan. Samo uzdrowienie z grzechu nieczystości nie dawało podstaw do uznawania Magdaleny za kogoś wyjątkowego.


Odnowione spojrzenie

 

Rzeczywiście, trudno nie przyznać, że takie podejście do Świętej szło w parze z dominującym jeszcze do niedawna przekonaniem, że rola kobiety w Kościele jest zasadniczo bierna i mniej istotna niż rola mężczyzny. Nie jest to problem wyssany z palca, skoro zwracał na niego uwagę chociażby Jan Paweł II w szczególnym dokumencie – adhortacji o życiu konsekrowanym "Vita consecrata".

 

Papież zaznaczał: "Jest oczywiste, że należy uznać zasadność wielu rewindykacji dotyczących miejsca kobiety w różnych środowiskach społecznych i kościelnych. Trzeba także podkreślić, że nowa świadomość kobiet pomaga również mężczyznom poddać rewizji swoje schematy myślowe, sposób rozumienia samych siebie i swojego miejsca w historii, organizacji życia społecznego, religijnego i kościelnego" (VC, 57).


Dekret Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z 3 czerwca 2016 r., ustanawiający 22 lipca świętem Marii Magdaleny (dotąd było to wspomnienie obowiązkowe), odnosi się do tej kwestii. W dokumencie czytamy: "W naszych czasach, gdy Kościół wezwany jest, aby jeszcze bardziej zastanowić się nad godnością kobiety, nad nową ewangelizacją i nad wielkością misterium Bożego Miłosierdzia, wydaje się rzeczą słuszną, by również postać św. Marii Magdaleny jeszcze lepiej została wiernym ukazana". Konieczność przemyślenia na nowo godności kobiety jest więc jednym z motywów tej znaczącej zmiany w kalendarzu liturgicznym.


Warto w tym miejscu zauważyć, że zarówno sam dokument, jak i dołączony do niego list abpa Roche’a łączą dwa sposoby myślenia o Magdalenie i wykazują ich komplementarność, jednocześnie wyjaśniając, że utożsamienie Magdaleny z jawnogrzesznicą było pomyłką. Z jednej strony znajdujemy w nich odwołanie do nauczania Grzegorza Wielkiego, podkreślającego, że Magdalena jest świadkiem Bożego Miłosierdzia, z drugiej – przypomnienie tradycji od wieków istniejącej w Kościele, zgodnie z którą Magdalenie przynależy tytuł "apostolorum apostola", Apostołki Apostołów (tak nazywał ją m.in. Tomasz z Akwinu).

 

W dekrecie bardzo wyraźnie zaakcentowano, że to właśnie Magdalena została wyróżniona przez Pana w szczególny sposób. Jest pierwszym świadkiem Zmartwychwstania i pierwszą głosicielką prawdy o nim. Abp Roche dodaje w liście, że Magdalena "ogłasza wiadomość o zmartwychwstaniu Pana, tak jak inni Apostołowie", jednoznacznie zrównując ją z najbliższymi uczniami Jezusa.


Jedyny skarb

 

Jeśli ktoś, chcąc poznać Marię Magdalenę, zatrzymałby się jedynie na powierzchni tego, co dotąd zostało tu w jakiejś mierze przypomniane, bardzo prawdopodobne, że Święta pozostałaby w jego pamięci przede wszystkim jako symbol jednego z kulturowo-społecznych sporów. I byłaby to strata, bo wydarzenia związane z Magdaleną mówią o czymś o wiele bardziej zasadniczym niż kwestia hierarchii panującej w najbliższym otoczeniu Jezusa.


Pobieżna lektura tekstów ewangelicznych daje wyobrażenie o wielkim znaczeniu Marii Magdaleny w kulminacyjnym momencie historii zbawienia, ale na pierwszy rzut oka w ogóle go nie tłumaczy. W gruncie rzeczy mówią one po prostu o kimś, kto bardzo kocha Jezusa. Czy faktycznie robi to na nas jakiekolwiek wrażenie? Być może pytani, co jest dla nas najważniejsze, odpowiadamy: miłość. Ale czy z przekonaniem przed samymi sobą jesteśmy w stanie przyznać, że miłość do Pana wystarczy, by życie uczynić świętym i nadać mu prawdziwą wielkość? Czy zainteresowanie sensacyjnymi opowieściami o Marii Magdalenie, żonie Jezusa, nie świadczy o tym, że właśnie tego nie rozumiemy?


W prefacji przewidzianej na święto Marii Magdaleny Kościół wypowiada słowa: "umiłowała Go żyjącego, widziała konającego na krzyżu, szukała złożonego w grobie i jako pierwsza uwielbiła Go zmartwychwstałego". A św. Grzegorz Wielki, w homilii, która znalazła się w Liturgii Godzin jako jedno z czytań na dzień jej święta, tak opisuje wydarzenia przy pustym grobie: "Z tego widać, jak wielką miłością pałało serce Marii, skoro nawet po odejściu uczniów nie odstąpiła od grobu Pana. W dalszym ciągu szukała Tego, którego nie znalazła. Płakała, szukając i ogarnięta żarem miłości gorąco tęskniła za Tym, o którym sądziła, iż został zabrany. I stało się, że tylko ta zobaczyła wówczas Jezusa, która pozostała, aby szukać. Dopełnieniem bowiem czynu dobrego jest wytrwałość (…)".


Miarą wielkości Marii Magdaleny jest wytrwała miłość. Tylko i wyłącznie. I choć jest to prawda, która dotyczy wszystkich świętych bez wyjątku, jej historia pokazuje tę prawdę wyjątkowo dobitnie i w żaden inny sposób się nie tłumaczy.

 

Ktokolwiek doświadczył dłuższych okresów systematycznej modlitwy (lub zmagań o nią), z pewnością zna przygnębiające odczucie pustki i kompletnej bezsensowności upływającego czasu. Trochę tak, jakby właśnie siedziało się przy grobie. Wokół tyle spraw wymagających podjęcia, rzeczy, relacji, które obiecują, że mają moc nadać znaczenie uciekającym dniom, a tu tylko grób. Wtedy można się wystraszyć, znużyć lub pójść za głosem zdrowego rozsądku i najzwyczajniej czymś się zająć. Można jednak także spróbować wytrwać i kochać wbrew swoim wyobrażeniom i nie zważając na odczucia. Maria Magdalena jest świadkiem, że wtedy dzieją się rzeczy największe.

 

Modlitwa w intencji trudnego małżonka

 

(fot. shutterstock.com)

5 pytań, które ratują małżeństwo przed rozpadem5 pytań, które ratują małżeństwo przed rozpadem

Mówią, że małżeństwo to koniec miłościMówią, że małżeństwo to koniec miłości

Twój kontakt z mężem jest trudny od dłuższego czasu? Wydaje ci się, że twoja żona nie słucha cię i nie jest zainteresowana twoim życiem? A może odkąd pojawiły się dzieci, staliście się dla siebie bardziej obcy. Siądźcie razem i spróbujcie tej pięknej modlitwy. 

 

Ojcze, który nas kochasz, któryś nas ukochał
Zanim dałeś nam życie.
Tobie powierzam wszystko,
Co mam najdroższego, mój Skarb, mojego męża/żonę
Najbliższą mi osobę. Ty kochasz więcej niż ja jestem w stanie pokochać
Ufam Twojej miłości
Otocz ukochanego mojego swoją opieką
I chroń od wszelkiego złego.
Niech Twój Anioł czuwa nad nim i niech Go strzeże
Spraw, by było mu dobrze, zachowaj go w zdrowiu
Dodaj sił i napełnij radością.
Niech go otacza ludzka życzliwość,
Niech na swej drodze spotyka serdeczne
Uśmiechnięte twarze
Opatrzności Boża, Tobie się oddajemy w opiekę
Osłaniaj nas
Doprowadź nas szczęśliwie znowu do siebie
Pomóż nam, Panie, odbudować dom,
w którym Ty zamieszkasz z nami na zawsze.
Wiem, że ludzkie marzenia o szczęściu
Złym zrządzeniem losu mogą obrócić się w niwecz.
Ale ufam Ci i mocy Sakramentu, w którym nas połączyłeś
Ty, który nie zapominasz o liliach polnych i ptakach niebieskich
pamiętaj o nas.
Wierzymy Twojej Miłości
Niech wola Twoja wypełnia się nad nami i w nas
Amen

 

 

 

 

 

 

 

 

 

"Tak odnalazłem sposób na to, by spotkać swoją połówkę"

 

 

Jak znaleźć "drugą połówkę" i szczęśliwie spędzić z nią życie? To proste! Mam niespełna 30 lat i przez wiele lat dążyłem do stworzenia stałego i szczęśliwego związku.

 

Już w czasach liceum poznałem świetną dziewczynę, którą uznałem za "tę jedyną". Nie wyszło. Bardzo cierpiałem, ale po jakimś czasie spotkałem kolejną… i kolejną… i kolejną…

 

Za każdym razem nie wychodziło. Zastanawiałem się, co ze mną jest nie tak. Większość znajomych stworzyła już szczęśliwe związki: narzeczeństwo, ślub, dzieci…

 

Ja byłem nadal sam. Im przybywało mi lat, tym coraz bardziej kurczył się krąg znajomych, a ja stałem w miejscu. Coraz więcej czasu spędzałem przed komputerem. Czat, portale społecznościowe.

 

Wirtualne znajomości stały się centrum mojego życia. Im więcej siedziałem przy komputerze, tym częściej sięgałem po pornografię. Na początku dla przyjemności, ale z czasem zacząłem ją traktować jako alternatywę życia towarzyskiego. Po co szukać nowych znajomych, biegać za dziewczynami, które wciąż mnie odrzucają, skoro mam przyjemność na wyciągnięcie ręki. Wystarczy jedno kliknięcie.

 

Rano pojawiały się wyrzuty sumienia, ale tłumaczyłem sobie, że "wszyscy tak robią", "to naturalne". Moje życie powoli toczyło się w dół po równi pochyłej.

 

Na szczęście przyszedł rok 2012, który wprowadził spore zmiany w moim życiu. Zakochałem się do szaleństwa. Bardzo poważnie myślałem o oświadczeniu się pewnej dziewczynie, która nie do końca odwzajemniała moje uczucia. Krótko mówiąc, zakochałem się w dziewczynie, dla której byłem tylko przyjacielem.

 

Dała mi kosza. To bolało. Długo nie mogłem się pozbierać. Ale z perspektywy czasu wiem, że musiało tak się stać.

 

To wydarzenie stało się początkiem zmian w moim życiu. Dostrzegłem w sobie ogromną nieśmiałość. Miałem 25 lat, a w środku mnie był kilkuletni chłopczyk, który bał się życia.

 

Zacząłem interesować się kursami samorozwoju i poprawy pewności siebie. W ciągu kilkunastu miesięcy z szarej myszki przemieniłem się w osobę pewną siebie, otwartą, zabawną i mającą cel w życiu. Udało mi się znacząco wyeliminować pornografię ze swojego życia, co tylko wzmocniło i przyspieszyło proces przemian. Czułem się świetnie.

 

Niestety ten niekontrolowany rozwój wepchnął mnie w drugą pułapkę – pułapkę perfekcjonizmu. Chciałem wszystko robić książkowo, chciałem być idealny. Jeśli coś mi nie wychodziło, to udawałem, że jest idealnie. Stałem się aktorem we własnym życiu. Poznawałem kolejne dziewczyny, ale one dość szybko orientowały się, że jestem mało spójny i nie chciały ze mną budować żadnej poważnej relacji. Tradycyjnie kończyło się tylko na "przyjaźni".

 

Czas płynął, a ja stawałem się coraz bardziej niecierpliwy. Przecież za chwilę będę miał 30 lat. Rodzina co chwilę dopytuje czy mam kogoś, kiedy się ożenię. Zaczynało mnie to irytować. Stawałem się coraz bardziej nerwowy i opryskliwy, gdy ktoś pytał mnie o związek.

 

W lutym bieżącego roku spotkałem świetną dziewczynę na jednej z imprez firmowych. Uznałem to za cud. Przecież mijałem się z nią na korytarzach i nigdy bym nie pomyślał, że to taka świetna dziewczyna. To już na pewno jest ta jedyna.

 

Zapewne myślisz, Drogi Czytelniku, że teraz napiszę całą historię jaki jestem szczęśliwy i że wreszcie Bóg wysłuchał moich próśb.

 

Otóż nie. Ta znajomość też się rozwiała, a ja po raz kolejny zacząłem się wściekać. Któregoś wieczoru podczas modlitwy zrobiłem "awanturę" Jezusowi, jak to możliwe, że nie wyszło i co znowu zrobiłem źle.

 

Szybko uświadomiłem sobie z Kim rozmawiam. Przecież to jest Bóg Wszechmogący, a ja zachowuję się jak rozpieszczony dzieciak, który tupie nogą i obraża się, bo nie dostał kolejnej zabawki.

 

Nagle mnie olśniło. Przecież poznałem tę dziewczynę w Ostatki, czyli w tuż przed okresem 40-dniowego Postu. Zrozumiałem, że muszę zatrzymać się w swoim życiu, wraz z Jezusem iść na pustynię i zastanowić się, dokąd ja tak naprawdę biegnę.

 

Znalazłem przyczyny moich niepowodzeń:

  1. Chcę mieć wszystko natychmiast. Nie potrafię czekać. Dopóki nie nauczę się cierpliwości, nie stworzę szczęśliwego związku.
  2. Nie doceniam tego co mam. Wciąż poszukuję czegoś nowego. Nie potrafię cieszyć się z tego co już osiągnąłem (uznanie w pracy, auto, sukces w samorozwoju).
  3. Niskie poczucie wartości. Nadal jest we mnie ten mały chłopczyk, który nie chce zaryzykować, bo boi się odrzucenia. Wciąż wypominam sobie dawne błędy i niepowodzenia.
  4. Co powiedzą inni? Wiele rzeczy robię nie dla siebie, ale żeby inni widzieli. Nieraz zdarzyło mi się mówić nie to co myślę, ale to co się spodoba ludziom.
  5. Każda dziewczyna, która wykazuje choć odrobinę zainteresowania od razu jest przeze mnie ubóstwiana. Wybiegam zbyt daleko w przyszłość i już na samym początku zbyt mocno się angażuję.

Kiedy zrozumiałem, co robiłem źle, przeszedłem do ofensywy. Wprowadziłem plan naprawczy i dzięki temu nabrałem wiatru w żagle mojego życia.

 

W ciągu tych 40 dni Postu dotarło do mnie, że osiągnięcie sukcesu to droga złożona z 6 kroków:

  1. WIARA – Bóg jest Wszechmogący. Tylko On wie, co jest dla mnie najlepsze i kiedy powinienem to dostać.
  2. PRACOWITOŚĆ – siedzenie w fotelu z różańcem w ręku i czekanie na cud? To nic nie da. Módl się i pracuj, a osiągniesz sukces.  
  3. PEWNOŚĆ SIEBIE i STABILIZACJA EMOCJONALNA – najwyższy czas dorosnąć i przejąć odpowiedzialność za własne życie (samorozwój, pasje, hobby, walka z nałogami),
  4. RADOŚĆ Z ŻYCIA  – ciesz się z każdego najmniejszego sukcesu. Wybaczaj błędy. Sobie i innym. Ludzie dziś są zapatrzeni w TV i internet, więc radosny i szczęśliwy człowiek to skarb.  
  5. CEL W ŻYCIU – dąż do niego powoli ale konsekwentnie.
  6. WYSOKIE STANDARDY – prawdomówność, dotrzymywanie danego słowa, stanowczość, przyznawanie się do popełnionego błędu.

Po kolei wypełniam te punkty… i ostatni miesiąc jest chyba najszczęśliwszy w moim życiu. Radość, którą w sobie mam przekłada się na lepsze relacje oraz na sukces w pracy, a wysokie standardy i odwaga budzą szacunek wśród innych ludzi. Mimo, że nadal nie mam drugiej połówki, to wiem, że wszedłem na właściwą drogę i zrozumiałem kogo mam szukać i gdzie mam szukać. Pomogła mi w tym pewna modlitwa.

 

Od dwóch miesięcy rano i wieczorem odmawiam modlitwę do Św. Józefa…


Święty Józefie, przeczysty Oblubieńcze Bogarodzicy Maryi! Bóg uczynił Cię najszczęśliwszym małżonkiem, dając Ci za towarzyszkę życia Najświętszą i Niepokalaną Dziewicę, Matkę samego Boga.

 

 

Przez piękno i świętość Twojego życia stałeś się Patronem wszystkich małżonków. Proszę Cię o szczęśliwy wybór i łaskę dobrej, wiernej, roztropnej i świętej żony, której mógłbym powierzyć moje serce i złączyć się z nią mocą łaski sakramentu małżeństwa.

 

 

Uproś jej mądrość życia, szerokość serca, pobożność, aby promieniowała dobrocią i kształtowała życie rodziny według zamysłów Przedwiecznego. Amen

 

 

W tych kilku wersach zawarty jest cały opis idealnej żony. Odkąd zacząłem patrzeć na kobiety przez pryzmat tej modlitwy, okazało się, że przez całe życie poznawałem te niewłaściwe. Dotarło do mnie, że moja samotność to nie pech – to łaska od Boga. Do tej pory nie byłem gotowy na związek (i zastanawiam się czy już jestem…), więc moje niepowodzenia to ochrona przed poważniejszymi konsekwencjami (np. nieprzemyślany ślub i rozwód).

 

Jak znaleźć "drugą połówkę" i szczęśliwie spędzić z nią życie? To proste!

 

Przeżyj swoje życie najlepiej jak potrafisz i zaufaj Bogu 🙂 🙂 🙂

 

 

 

"By znaleźć męża, skorzystałam z tej modlitwy"

 

(fot. pixabay)

 

Nowenna Pompejska to nie koncert życzeń. To proces. Jeśli jednak pozwolimy na Boże działanie, efekty mogą przejść nasze oczekiwania. Ba, bardzo często przechodzą – będąc jednym z lepszych dowodów na to, jak Bóg nas kocha, i jak dobrze nas zna.

 

Aktualnie liczbę odmawianych nowenn mogę określić na "naście". Nie jest to dokładna liczba, bo początki bywały różne. Choć chęci były ogromne, zrozumienie modlitwy i same intencje nie były zbyt przemyślane. Zresztą to można również zaliczyć do oddziaływań nowenny na nasze życie. Jeśli intencja za jaką się modlisz, po kilku dniach traci dla Ciebie sens czy też znaczenie, to znaczy, że tak naprawdę nie jest ważna, dobra dla Ciebie, albo sam nie wiesz o co Ci chodzi.

 

Nie należy tego mylić z działaniem Złego. On nie gasi w Tobie sensu przekonania o słuszności modlitwy. Owszem podscyca Twoje lenistwo, wprowadza hałas i zamęt, często z tej swojej złości i nienawiści, jaką żywi do Różańca, rujnuje i burzy wiele rzeczy w Twoim życiu. Każdy kto odmawiał nowennę spotkał się z jego furią. W mniejszym bądź większym stopniu. Dlaczego zaczynam od tego na wstępie? Po to, żeby zniechęcić? Wręcz przeciwnie. Żeby pokazać, jak wielką moc ma ta modlitwa, skoro sam Rogaty zaczyna się miotać i działać na oślep, żeby nas tylko od niej odwieść… dając tym samym nam do zrozumienia, że intencja w jakiej się modlitwy jest słuszna. I potrzebna.

 

Początkowe NP były odmawiane w konkretnych celach. A to o miłość konkretnej osoby, a to o dobrą decyzję, pomoc w egzaminie. O ile decyzje i egzaminy konczyły się "sukcesem", o tyle można się domyślać, że miłości drugiej osoby nie wyprosiłam. Jeśli jednak człowiek zastanowi się nad pojęciem "wolna wola" zrozumie, że zmuszanie kogoś do czegoś modlitwą jest zaprzeczeniem samym w sobie. Można komuś pomóc zrozumieć bądź zobaczyć coś, czego wcześniej nie widział, ale nie zmusić do podjęcia decyzji. Ta, zawsze musi się opierać na wolnej woli, dlatego wypraszanie miłości konkretnej osoby jest złudne… i już w teorii nie bardzo trzyma się "kupy". Nowenna jednak nawet jeśli według nas "nic nie dała", sprawia, że nie mamy poczucia żalu, czy rozgoryczenia. Wręcz przeciwnie, otwierają nam się oczy i droga do innych łask i możliwości.

 

Warto zaznaczyć, że nowenna uzależnia. W trakcie jazdy tramwajem, człowiek automatycznie zaczyna odmawiać dziesiątkę, choć przecież 54-dzień minął w zeszły czwartek. Dusza sama się domaga kontynuacji modlitwy, która działa kojąco na każdy aspekt życia…

 

Wraz z upływem czasu, zaczęłam się modlić inaczej. Pojawiło się też pełne zaufanie do Pana Boga. Nie takie, w którym ufamy, a robimy i tak po swojemu. Nie takie w którym na dobranoc, pacierz kończymy dopiskiem "Ufam Ci", ale takie zaufanie, które odznacza się spokojem, gdy dzieje się coś niedobrego, nerwowego czy pojawia się w człowieku strach. Jestem chrześcijanką. Mam więc Kogoś, kto pomoże, bo nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę sama…

 

Wtedy też zaczęłam zawsze zaznaczać, że choć moją intencją jest np. znalezienie męża (bo wiem, że duża część nowenn właśnie w tej intencji jest odmawiana) to zdaje się na Bożą Wolę. Efektem było ponowne odnalezienie radości w życiu, spokoju i szczerego uśmiechu.

 

Przestałam płakać do poduszki za kimś kogo nie ma (w końcu 30 lat to nie tak znowu mało). Bo czy jest czy nie, mam wsparcie Kogoś, kto zawsze będzie mnie kochał bezwarunkowo.

 

Dlaczego nie potrafimy tego docenić? Pamiętam też, że kolejną intencją było uporządkowanie swojego życia. Zdarzenia potoczyły się szybciej niż mogłam przypuszczać… Zaczęło się od znalezienia fajnej oferty pracy (w zawodzie, na etat, i blisko domu rodzinnego). A potem wszystko zadziało się samo: zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, praca od zaraz, przeprowadzka z Warszawy do mojego miasta, wewnętrzny spokój, spełnienie zawodowe, możliwość opiekowania się rodzicami, których miałąm na oku a na samym końcu… w tejże pracy poznałam cudownego chłopaka, który swoim uporem potrafił zburzyć mur, jaki wybudowałam wokół swojego serca przez wiele, wiele lat. Z pozoru nie był tym ideałem, który miałam wbity w głowę, ale z czasem okazał się dokładnie tą osobą, której potrzebowałam, a ja byłam tą, której on potrzebował. Nasza relacja wciąż trwa i się rozwija w dobrym kierunku.

 

Oczywiście nie zabrakło przygód i działań Złego, o którym wspomniałam na początku. Nadmiar obowiązków, pozorny brak czasu i warunków na dobre odmówienie modlitwy. Gy to nie skutkowało pojawiały się problemy ze zdrowiem (nocne bóle serca), albo z samochodem (wyłączenie się wycieraczek w jedną z największych nawałnic, przez co brak widoczności o mało nie pokierował mnie do rowu na ruchliwej trasie… i ponownie ich uruchomienie, gdy deszcz tylko przestał padać). Wybudzanie się o 3.00 w nocy (nie, to nie wymysł amerykańskich reżyserów) i bezczynne leżenie do 4.00, choć o 5.30 trzeba było już wstawać. Ale i na niego jest sposób. Im natrętniejszy się stawał, tym gorliwiej się modliłam. Wtedy odpuszczał. Próbował również zamącić w życiu moich bliskich, ale ponownie – bezskutecznie. Są Większe Siły niż on.

 

Jeśli kogoś przeraża perspektywa odmawiania 3 części Różańca dziennie, uspokajam. Jedną z łask NP jest to, że nie staje się to problemem. I pisze to osoba, dla której przez długi czas Różaniec był wymysłem starszych pań, klepaniem zdrowasiek, nie mającym żadnego związku z dialogiem, jakim powinna być modlitwa. Nowenna pozwala poczuć sens tej akurat formy medytacji. Wzruszyć się, ucieszyć i poczuć spokój.

 

Trzeba nam zrozumieć, że są rzeczy, których nie jestesmy w stanie pojąć, dlatego też warto dobrze zastanowić się nad intencją i tym, co może ze sobą nieść. Żadna z naszych próśb nie spotka się z obojętnością. Jednak forma może się różnić od naszych oczekiwań. Albo czas. Zawsze z pożytkiem dla nas. Trzeba tylko zaufać. I z tą ufnością odmawiać najpiękniejszą z modlitw.

 

40 tys. osób na koncercie "Jednego Serca Jednego Ducha"

DODANE 16.06.2017 

 

Koncert "Jednego serca, jednego ducha" przyciąga co roku więcej osóbPAP/DAREK DELMANOWICZ

Koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” w Rzeszowie jest zaliczany do największych koncertów uwielbienia Pana Boga w Europie. Każdego roku w uroczystość Bożego Ciała do Rzeszowa przyjeżdża coraz więcej uczestników. W tegorocznym, 15. koncercie, zdaniem organizatorów, uczestniczyło około 40 tys. osób.

15 czerwca 2017 r. o godz. 19.00 w Parku Sybiraków w Rzeszowie rozpoczął się 15. koncert „Jednego Serca Jednego Ducha”. Zebranych przywitali pomysłodawcy i organizatorzy koncertu – ks. Andrzej Cypryś – dyrektor Instytutu Teologiczno-Pastoralnego w Rzeszowie i ks. Mariusz Mik – proboszcz parafii św. Stanisława Męczennika w Boguchwale. W koncercie uczestniczył bp Jan Wątroba – ordynariusz rzeszowski, bp Kazimierz Górny – senior diecezji rzeszowskiej i bp Stanisław Jamrozek – biskup pomocniczy archidiecezji przemyskiej. Na koncert przyjechali ojcowie paulini z Jasnej Góry, którzy w związku z trzechsetną rocznicą koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej przywieźli do Rzeszowa kopię cudownego obrazu z Jasnej Góry.

Gośćmi specjalnymi koncertu byli rodzice prezydenta RP Andrzeja Dudy: Jan Duda i Janina Milewska-Duda. W koncercie uczestniczyły władze samorządowe i wojewódzkie.

Koncert tradycyjnie prowadził Jan Budziaszek. W tym roku, oprócz wielu znanych w Rzeszowie artystów (m.in. Marcina Pospieszalskiego, Lidii Pospieszalskiej, Tamary Przybysz, Joachima Mencla i Leopolda Twardowskiego) wystąpili: Andrzej Lampert, Tomas Celis Sanchez, Diakonia Tańca Wspólnoty Radości Paschalnej, zespół iGramy z Pokusą oraz Stan Fortuna – franciszkanin polskiego pochodzenia znany z ewangelizowana przy pomocy muzyki w nowojorskim Bronxie. Wykonawcom towarzyszyli muzycy z Filharmonii Podkarpackiej i uczniowie rzeszowskich szkół muzycznych oraz chór „Jednego Serca Jednego Ducha”. Kierownikiem muzycznym koncertu był Marcin Pospieszalski.

Organizatorem koncertu jest Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Rzeszowskiej przy współpracy: Odnowy w Duchu Świętym Diecezji Rzeszowskiej, Duszpasterstwa Akademickiego Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, Rycerzy Kolumba i Związku Strzeleckiego Strzelec. Patronat honorowy sprawowali: Biskup Rzeszowski, Prezydent Miasta Rzeszowa, Marszałek Województwa Podkarpackiego i Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.
Koncert był transmitowany przez Telewizję Trwam, kanał YouTube, Facebook, Rzeszów na Żywo.pl, Katolicką Telewizję Serbinów oraz przez rozgłośnie radiowe: Katolickie Radio Via, Radio Fara i Radio RDN.

 

 

 

Wandal wypisał proaborcyjny tekst na murze kościoła. Reakcja proboszcza zaskoczyła wszystkich

Dodano: 07.06.2017 [12:13]

Wandal wypisał proaborcyjny tekst na murze kościoła. Reakcja proboszcza zaskoczyła wszystkich - niezalezna.pl

foto: Parrocchia san Michele Arcangelo e santa Rita/Facebook

Anonimowy sprawca oszpecił ścianę mediolańskiego kościoła, wypisując na niej proaborcyjne hasło: „Wolna aborcja, także dla Maryi".  Proboszcz parafii skierował do niego na Facebooku odpowiedź, która poruszyła internautów i szybko stała się nowym hitem sieci.

"Wolna aborcja, także dla Maryi" – głosi napis, który ktoś umieścił na ścianie kościoła pod wezwaniem Świętego Michała Archanioła i Świętej Rity w Mediolanie. Dzięki niecodziennej odpowiedzi proboszcza parafii, ks. Andrei Belli, wydarzenie nabrało rozgłosu i stało się hitem internetu. 
 

Tłumaczenie pełnej treści listu proboszcza do anonimowego wandala publikujemy poniżej za portalem pl.aleteia.org:

 

Drogi anonimowy grafficiarzu,

Szkoda, że nie bierzesz przykładu ze swojej matki. Ona była odważna. Poczęła Cię, chodziła z Tobą w ciąży i urodziła Cię. Mogła Cię abortować. Ale nie zrobiła tego.

Twoja matka Cię wychowała, nakarmiła, myła, ubierała. Teraz masz życie i wolność. Wolność, którą Ty wykorzystujesz do mówienia nam, że byłoby lepiej, gdyby ludzie podobni do Ciebie nie pojawili się na tym świecie.

Przepraszam, ale się nie zgadzam. I naprawdę podziwiam Twoją mamę, ponieważ była odważna. I wciąż jest, bo – jak każda matka – jest dumna ze swojego dziecka, nawet, jeśli ono się źle zachowuje, ponieważ ona wie, że w środku wciąż jesteś dobry.

Aborcja jest zaprzeczeniem sensu wszystkich rzeczy. To śmierć, która pokonuje życie. Aborcja pozwala, by strach kontrolował serce, które normalnie chce walczyć i żyć, nie umierać. Wybiera, kto ma prawo do życia, a kto nie. Tak jakby to było takie proste. Jest ideologią, która zabiera całą nadzieję.

Ty oczywiście nie masz odwagi, skoro piszesz anonimowo.

Chciałbym Ci powiedzieć, że ta okolica już doświadczyła wielu problemów i nie potrzebujemy kolejnych ludzi, którzy by niszczyli nasze ściany i rujnowali to małe piękno, które mamy.

Chciałeś udowodnić sobie, że jesteś odważny? Więc naprawiaj świat, zamiast go niszczyć. Dawaj miłość zamiast nienawiści. Pomagaj tym, którzy cierpią, by znieśli swoje smutki. I dawaj życie, zamiast je zabierać. Oto prawdziwa odwaga!

Szczęśliwie nasze sąsiedztwo, które zniszczyłeś, jest pełne odważnych ludzi, którzy też mogą Cię pokochać, którzy nie wiedzą nawet, co napisałeś!

Podpisuję się: 
ks. Andrea

Jak dotąd, post udostępniony przez mediolańską parafię polubiło ponad 18 tys. osób, a prawie 10 tys. internautów przekazało ją dalej. Takiego obrotu spraw nie spodziewał się z pewnością sam grafficiarz.

Justin Bieber otwarcie o Bogu

wydrukuj

Relevant Magazine / Complex / kk 

07.06.2017 07:00

 

(fot. Tinseltown / shutterstock.com)

 

W zeszły weekend gwiazdy muzyki rozrywkowej dołączyły do Ariany Grande by zagrać w koncercie "One Love Manchester", który miał uhonorować ofiary tragicznego ataku terrorystycznego w Wielkiej Brytanii. Dochód z koncertu został przeznaczony na rzecz organizacji pomagającej rodzinom ofiar.

 

Jednym z muzyków, którzy wzięli udział w koncercie, był Justin Bieber. Po wykonaniu utworu "Cold water", zwrócił się do 50000 osób zgromadzonych na widowni, kierując do nich ewangeliczny przekaz. Mówił:

 

"Nie dam uciec nadziei, nie pozwolę uciec miłości. Nie pozwolę oddalić się od Boga. Podnieście swe ręce by nie pozwolić na to wszystko. Bóg jest dobry pośród ciemności. Bóg jest dobry tam, gdzie dzieje się zło. Bóg jest pośród czegokolwiek, co dzieje się w świecie. Bóg cię kocha i chce ci pomóc".

 

 

Na swoim Instagramie zamieścił ilustrację, która wywołała już ponad 2,3 miliona reakcji:

 

 

 

To nie pierwszy raz kiedy Bieber otwarcie wypowiada się o swojej wierze. Artysta przyjął chrzest w 2014 roku i od tego czasu wielokrotnie mówił o tym jak ważna jest dla niego relacja z Bogiem. Tak było choćby podczas trasy "Purpose", gdy w trakcie koncertu w Sydney spontanicznie zmieniał słowa swoich piosenek i śpiewał do tłumu: "Zapamiętajcie moje słowa, Jezus was kocha!"

 

Wielokrotnie wykonywał na swoich koncertach utwory wielbieniowe, a jego ulubionym utworem jest "No longer slaves". Zdarzało mu się zapraszać pastorów go głoszenia słowa ze sceny w trakcie koncertów.

 

W wywiadzie dla magazynu Complex wyjaśniał czym dla niego jest związek z Bogiem:

 

"W religii nie chodzi o to że powinieneś wszystkim pokazywać jaki jesteś święty i  jak Bóg ci błogosławi. Wielu ludzi od religii odrzuca myślenie, że coś "powinieneś robić", podczas gdy związek z Bogiem powinien być osobisty. Mówisz: «Hej, kocham Cię Boże, bo Ty pierwszy mnie pokochałeś»"

 

Dodawał także, że zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń i dlatego kieruje się do Boga po jego pomoc.

 

"To nie oznacza, że jesteś słaby. Często mylnie się sądzi o chrześcijanach, że to ludzie, którzy nie radzą sobie z życiem. Gościu, nikt z nas nie może dać rady temu światu. Świat nas pożera żywcem. Ale stary, nie muszę w tym być sam. Rodzice czy przyjaciele nie mogą mi dać wszystkiego, co potrzebuję. Zawsze będzie jakiś brak. (…) Teraz czuję się inaczej. Czuję, że jestem niepokonany, bo nie ma nic większego nad Boga. Jeżeli On jest dla mnie, to kto może być przeciwko mnie?"

 

 

JACEK POZNAŃSKI SJ

Bóg w poszukiwaniu człowieka

 

 

Dzisiaj, gdy coraz więcej osób odchodzi od instytucji Kościoła i od praktykowania tradycyjnej religii, warto pamiętać, że Bóg nie przestaje działać w ludziach, przyciągać ich do siebie, a życie duchowe i religijne nie ginie. On potrafi dokonywać swoich dzieł w środowiskach, które często jako katolicy i chrześcijanie określamy mianem „bezbożne”, „zeświecczone”, i odmawiamy obecności jakichkolwiek wartości czy ideałów. Tymczasem, jak ukazuje to Ewangelia i mocno podkreśla papież Franciszek, pośród takich i podobnych grup ludzi Bóg lubi przebywać. On chce, by grzesznik doświadczył miłosierdzia, nawrócił się i żył. Potrafi wejść w życie osoby oddalonej od instytucji czy tradycji religijnej, zafascynować ją głębią i wartościami duchowymi, i to do tego stopnia, że osoba widzi w tej propozycji spełnienie swojego życia.

Etty

Wymownym świadectwem tego niech będą ostatnie lata życia holenderskiej Żydówki, Etty Hillesum. Swoją niezwykłą przemianę opisała w zeszytach wydanych jako „Przerwane życie. Pamiętnik 1941-1943”.  Pamiętnik zaczyna się 9 marca 1941 roku, gdy miała 27 lat. Mieszkała w okupowanym przez hitlerowców Amsterdamie. Była zapaloną rusycystką. Miała ambicje intelektualne. Czuła, że rodzi się w niej talent pisarski.

Z początku „Pamiętnik” może gorszyć niektórych chrześcijańskich czytelników. Dowiadujemy się, że Etty związana była z wieloma mężczyznami. Lubiła przygody erotyczne. Trochę komunistka, trochę agnostyczka. Na drogę, która zawiodła ją do głębokiego życia duchowego i heroicznej postawy moralnej oraz w pobliża Ewangelii i chrześcijańskiego pojęcia Boga, wprowadził ją dużo starszy mężczyzna, Julius Spier. Był to człowiek o podejrzanej z chrześcijańskiego punktu widzenia profesji – był chiromantą (przepowiadał z dłoni), swego rodzaju psychologiem, niekonwencjonalnym terapeutą i kierownikiem duchowym, a przede wszystkim charyzmatyczną osobowością. Dla Etty był ukochanym i mistrzem duchowym zarazem. Z początku mocno związana ze Spierem, z czasem coraz bardziej się od niego uniezależniała, stawała się samodzielna. Wiedziała, że musi szukać własnej drogi, nie może się zatracać w kimś innym, a narodzenie „do rzeczywistej, duchowej samodzielności – to długotrwały i bolesny proces”. Pragnęła go podjąć. Na tej drodze towarzyszyła jej Biblia, zwłaszcza psalmy oraz Ewangelie – w „Pamiętniku” pojawia się wiele cytatów oraz aluzji i nawiązań. Studiowała też dzieła zafascynowanego Biblią Fiodora Dostojewskiego oraz mistycznego poety niemieckiego, Rainera Marii Rilkego.

Rozwój procesu

Duchowy proces, który dokonuje się w Etty, jest całkiem od niej niezależny. Ona właściwie tylko przygląda się jego rozwojowi, fascynuje się tym, co się w niej dzieje, wchodzi przez kolejno otwierające się wewnętrzne drzwi, obserwuje pragnienia i podejmuje je, wciela w życie. Wszystko skrzętnie notuje. Duchowa droga prowadzi ją do podchwycenia głosu w jej wnętrzu. Uczy się żyć według jego wskazań. Pisze: „Kiedy po długim i żmudnym procesie, trwającym nieprzerwanie, przebijemy się do naszych praźródeł, które pragnę nazywać Bogiem, i gdy zatroszczymy się o to, by szlak do Boga pozostał otwarty i niezabarykadowany, co dokonuje się przez ‘pracę nad sobą’, wtedy stale się odradzamy u tego źródła i nie ma powodu do strachu, że stracimy za dużo energii”. Z czasem staje się to dla niej najcenniejszym miejsce, do którego wciąż się zwraca o radę w życiowych sprawach: „Przeświadczenie o tym, jak należy żyć i co trzeba robić, może wypływać wyłącznie ze źródła, które bije gdzieś głęboko w tobie”. Odkrywa dobroczynne skutki wsłuchiwania się w swoje wnętrze: „Gdyby każdy trochę częściej wsłuchiwał się w ten głos i pozwolił mu zabrzmieć w środku, chaos byłby znacznie mniejszy”.

Modlitwa

Pamiętnik Etty to również zapis nauki modlitwy. Wraz z rozwojem wewnętrznego procesu coraz częściej pojawiają się modlitwy do Boga. Pisze: „Chciałabym odmalować ze wszystkimi niuansami zachodzący we mnie proces – dziewczyny, która uczy się klękać”. Opisaną przez siebie w „Pamiętniku” historię nazywa „opowieść o dziewczynie, która nie umiała klęczeć. Albo jej inna wersja: o dziewczynie, która nauczyła się modlić”. Dochodzi nawet do takiego momentu, w którym modlitwa ważniejsza staje się od pamiętnika. „Zamiast pisać pamiętnik, spróbuję tylko odpoczywać i stać się modlitwą”. Włącza się w modlitwę Chrystusa, podejmuje motywy „Ojcze nasze”: „Niech się dzieje wola Twoja, nie moja”. Modlitwa staje się dla niej aktem najbardziej osobowym i osobistym: „To mój najintymniejszy gest”. Modlitwa jest dla niej ratunkiem w różnych trudnościach. „Kiedy nie mogę pohamować porywczości i zupełnie nie mam pojęcia, jak sprostać problemom, wtedy zawsze jeszcze pozostają mi dwie złożone ręce i ugięte kolana”. W końcu modlitwa stała się też jej sposobem walki o miłość do ludzi: „Nagły zwrot w kierunku czegoś, co musi stać się moją własną filozofią. Chodzi o miłość do ludzi, o którą trzeba walczyć, ale nie na polu polityki czy w szeregach jakiejś partii, ale w swoim wnętrzu”.

Zawierzenie siebie

W Etty rodzi się coraz głębsze zawierzenie Bogu. Paradoksalnie. W świecie zewnętrznym jest coraz gorzej: w jej żydowskim otoczeniu narasta w ludziach strach, wychodzą niskie instynkty, rodzi się nienawiść do Niemców; pogarsza się jej zdrowie, pojawiają się bolesne dolegliwości; wciąż przeżywa mękę artystki, która odczuwa niemożność tworzenia dzieła sztuki; Niemcy nakładają coraz większe restrykcje: kolejne ograniczenia wolności, jedzenia, poruszania się, dochodzą słuchy o obozach koncentracyjnych; umiera jej mistrz – duchowa ostoja; dobrowolnie decyduje się na mieszkanie w skrajnie trudnych warunkach obozu przejściowego, aby móc pomagać innym. W cudowny sposób nie ulega postawie defetyzmu: do końca odczuwa życie i świat jako coś pięknego. W jednym z ostatnich zapisków czytamy: „Muszę nieprzerwanie wiwatować na Twoją cześć, Boże. Jestem Ci bardzo wdzięczna, że zechciałeś dać mi takie życie”; albo: „(…) za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku, który brzmi: życie jest piękne, a także: wierzę w Boga. Chcę wylądować w samy środku tego, co ludzie zwą ‘makabrą’, z tymi słowami na ustach”. Znalazła gdzieś w sobie punkt oparcia – Boga. Nie poddaje się chorobom i nieprzyjemnym słabościom ciała. Śmierć przyjaciela wzmacnia ją. Następuje w niej przebaczenie i pojednanie z rodzicami. Zamiast nienawiści rozszerza się w niej miłość do każdego człowieka. Obóz przejściowy staje się dla niej upragnionym miejscem służenia ludziom.

Służba

Obudzone w niej życie duchowe coraz wyraźniej i konsekwentniej prowadzi ją w kierunku bezinteresownej służby. Przede wszystkim pragnie wspierać ich moralnie, by z godnością stawili czoło szaleństwu zła. Przy tym wie, że „Jeśli pragnie się oddziaływać na ludzi w sferze moralnej, należy zacząć pracować nad własną moralnością. Cały dzień tylko krążę wokół Boga, jak gdyby nigdy nic, ale muszę jeszcze żyć zgodnie z jego zasadami”. Z czasem coraz bardziej zaczyna promieniować jakimś wewnętrznym światłem i przyciągać ludzi do siebie. Budzi w nich dobro. Pisze: „Lubię towarzystwo ludzi. Mam wrażenie, że skupiając na nich wytężoną uwagę, wydobywam na wierzch to, co w nich najlepsze i najgłębsze”. Na ostatnich stronach natomiast wyraża głęboki gest ofiary z siebie:  „Podzieliłam własne ciało jak chleb i rozdałam ludziom. A dlaczego nie? Oni są bardzo głodni i długo odczuwali jego brak”. Ostatnie zdanie to wyraz pragnienia powszechnej miłości: „Gdybym tak mogła być opatrunkiem na wszystkie rany świata”. Jest ono świadectwem, że przemieniła się w istotę współczującą z całym światem. Stała się wcieleniem Bożego współczucia – w jakimś sensie – drugim Jezusem Chrystusem.

„Pamiętnik” jest pięknym świadectwem Bożej mocy w dramacie, a nawet tragizmie ludzkiego życia. Bóg jest mocniejszy od wszelkiego oddalenia. W każdym człowieku uruchamia i prowadzi niezwykły proces duchowy. Ma swoje drogi dojścia, których my nie znamy. Drogi te są tak fascynujące, że ludzie nawet zdystansowani do religii, przyjmują je w wolności i pragną nimi iść do końca.

Jacek Poznański SJ

 

 

Nowenna przed Uroczystością Zesłania Ducha Świętego

 

 

Modlitwa wstępna (odmawiana w każdym dniu nowenny)

 

Duchu Święty, Boże, który w dniu narodzin Kościoła raczyłeś zstąpić widomie na apostołów, aby oświecić ich rozum, zapalić serca, utwierdzić w wierze i życie ich uświęcić, błagamy Cię najgoręcej w czasie tej nowenny, abyś również nam raczył udzielić tych samych darów dla naszego uświęcenia i wzrostu chwały Bożej. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

Na poszczególne dni nowenny:

 

W pierwszym dniu:

 

W ostatnim dniu oktawy Święta Namiotów, Jezus "zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije! A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego" (J 7,37.39).

 

Módlmy się: Panie Jezu Chryste, jak drzewo po przyjęciu wody rozwija się i przynosi owoce, również i my pragniemy przyjąć łaskę Ducha Świętego i przynosić owoce cnót. Amen.

 

W drugim dniu:

 

Pismo święte poucza: "Bóg zbawił nas przez obmycie odradzające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego" (Tt 3,5-7).

 

Módlmy się: Boże, który w chrzcie świętym obficie wylałeś na nas Ducha Świętego, spraw łaskawie, aby wspierał On nasze pragnienie nieba, aby nas zachęcał, uczył, oświecał, pocieszał, umacniał, leczył, usprawiedliwiał i zbawiał. Amen.

 

W trzecim dniu:

 

Pismo święte poucza: "Wszyscyśmy w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem" (1 Kor 12,13).

 

Módlmy się: Duchu Przenajświętszy, Boże jedności, zgody i pokoju, błagamy Cię pokornie, abyś zawsze jednoczył wszystkich wierzących w Chrystusa w Jego świętym Kościele. Amen.

 

W czwartym dniu:

 

Pismo święte poucza: "Bóg jest tym, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie i który nas namaścił. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych" (2 Kor 1,21-22).

 

Módlmy się: Duchu Święty, dziękujemy Ci za to, że nas opieczętowałeś Bożym podobieństwem, które jest zadatkiem szczęścia wiecznego i wezwaniem do świętości. Amen.

 

W piątym dniu:

 

Pismo święte poucza: "Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, wie, że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą" (Rz 8,26-27).

 

Módlmy się: Panie Jezu Chryste, dzięki mieszkającemu w nas Duchowi Świętemu, modlitwa nasza zdolna jest ujarzmić szatana i pokusy świata, a także zdolna jest wielbić Ciebie wraz z Ojcem i Duchem Świętym. Amen.

 

W szóstym dniu:

 

Pismo święte poucza: "Postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Owocem ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy" (Gal 5,16.22.25).

 

Módlmy się: Panie, pomnóż w nas wiarę w Ciebie i zawsze nas oświecaj światłem Ducha Świętego, abyśmy postępowali według ducha i cieszyli się jego owocami. Amen.

 

W siódmym dniu:

 

Pismo święte poucza: "Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele" (1 Kor 6,19-20).

 

Módlmy się: Boże, dopóki żyjemy w ciele, walczymy ze złem, spraw przeto, abyśmy umieli opanować wszelkie pokusy i popędy przy pomocy mieszkającego w nas Ducha Świętego, abyśmy żyli wiecznie. Amen.

 

W ósmym dniu:

 

Pismo święte poucza: "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć. jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha – Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego" (1 Kor 2,919).

 

Módlmy się: Przybądź, Duchu Święty, napełnij serca Twoich wiernych i zapal w nich ogień Twojej miłości, abyśmy miłowali Boga całym sercem i otrzymali wieczne szczęście. Amen.

 

W dziewiątym dniu:

 

Pismo święte poucza: "Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić (Dz 2,1-4).

 

Módlmy się: Duchu Święty, który sprawiłeś, że apostołowie mówili różnymi językami, spraw abyśmy w życiu chrześcijańskim potrafili mówić językiem słów, językiem czynów, językiem przykładu i wszystkimi możliwymi językami dla pomnożenia chwały Bożej. Amen.

 

Modlitwy końcowe (odmawiane w każdym dniu nowenny)

 

Ojcze nasz…

 

Módlmy się: Boże, Ty otworzyłeś nam bramy życia wiecznego wywyższając Chrystusa i zsyłając nam Ducha Świętego, spraw, aby tak wielkie dary umocniły nasze oddanie się Tobie i pomnożyły naszą wiarę. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

Litania do Ducha Świętego (do prywatnego odmawiania)

 

DODATEK – modlitwy i pieśni do Ducha Świętego 

 

MODLITWA O SIEDEM DARÓW DUCHA ŚWIĘTEGO

Duchu Przenajświętszy, racz mi udzielić daru mądrości, abym zawsze umiejętnie rozróżniał dobro od zła i nigdy dóbr tego świata nie przedkładał nad dobro wieczne; daj mi dar rozumu, abym poznał prawdy objawione na ile tylko jest to możliwe dla nieudolności ludzkiej; daj mi dar umiejętności, abym wszystko odnosił do Boga, a gardził marnościami tego świata; daj mi dar rady, abym ostrożnie postępował wśród niebezpieczeństw życia doczesnego i spełniał wolę Bożą; daj mi dar męstwa, abym przezwyciężał pokusy nieprzyjaciela i znosił prześladowania, na które mógłbym być wystawiony; daj mi dar pobożności, abym się rozmiłował w rozmyślaniu, w modlitwie i w tym wszystkim, co się odnosi do służby Bożej; daj mi dar bojaźni Bożej, abym bał się Ciebie obrazić jedynie dla miłości Twojej. Do tych wszystkich darów, o Duchu Święty dodaj mi dar pokut abym grzech swoje opłakiwał, i dar umartwienia, abym zadośćuczynił Boskiej sprawiedliwości. Napełnij Duchu Święty serce moje Boską miłością i łaską wytrwania, abym żył po chrześcijańsku i umarł śmiercią świątobliwą. Amen.  

 

Słynny piłkarz czcicielem Matki Bożej

wydrukuj

KAI / kk 

30.05.2017 10:12

 

(fot. PAP/EPA/CLAUDIO PERI)

 

Francesco Totti jest praktykującym katolikiem i wielkim czcicielem Matki Bożej Miłości. Nazajutrz po rozegraniu przez znanego piłkarza ostatniego meczu w barwach AS Roma internetowy dziennik Alteia przypomina o mniej może znanym obliczu napastnika, który u progu 41 roku życia pożegnał się ze stołecznym klubem, jedynym w swojej 25-letniej sportowej karierze.

 

Dziennik i ten fakt przypisuje katolickiemu wychowaniu, jakie Totti otrzymał w rodzinnym domu, a także w swojej parafii. Właśnie z proboszczem, księdzem Aldo, przyszły mistrz, gdy miał siedem lat, był na audiencji u Jana Pawła II w Auli Pawła VI.

 

"Papież przechodził obok nas, nagle się zatrzymał i pogładził mnie po twarzy. Byłem bardzo przejęty, uderzył mnie szczególnie jego wzrok i energia jaka od niego emanowała. Miało się wrażenie spokoju i pokoju. W przyszłości w czasie innych spotkań zawsze robiło na mnie wrażenie jego spojrzenie, łagodne oczy i zupełnie jedyna w swoim rodzaju siła ducha" – powiedział w ubiegłym roku w telewizji.

 

Francesco Totti podziwem darzy też papieża Franciszka, który mimo ogromnej i odpowiedzialnej roli, jaką odgrywa, "wydaje się jednym z nas. Według mnie, właśnie tacy są ludzie, którzy chcą, by świat był lepszy. Dlatego ten papież zasługuje w pełni na nasze zaufanie".

 

W ostatnią niedzielę Totti rozegrał swój ostatni mecz. Jego pożegnanie z ukochanym klubem i kibicami było niezwykle emocjonujące. Piłkarz, podobnie jak publika zgromadzona na trybunach, nie szczędził łez.

 

11 kroków, by przestać oglądać filmy porno

31.05.2017 07:00

 

konkretne sposoby na walkę z masturbacją [WIDEO]Porwana i wielokrotnie gwałcona. Ostrzega przed pornografią [WIDEO]

Korzystanie z pornografii powoduje uzależnienie, co w konsekwencji wpływa szkodliwie na stan człowieka biologiczny, psychiczny i duchowy. Oto 11 konkretnych porad, jak rzucić pornografię raz na zawsze.

 

Chciałabym napisać, że ten post będzie odnosił się tylko i wyłącznie do "niewielkiej grupy" osób uzależnionych od pornografii, że to "mała grupa", ale nie, nie jest ona wcale taka mała. Przez ostatnie lata grupa ta stała się tak duża, że dzisiaj możemy mówić o niewielkiej liczbie mężczyzn (i kobiet), którzy nigdy w swoim życiu nie oglądali pornografii.

 

>>Jak pornografia zmienia twój mózg?<<

 

Przemysł pornograficzny operuje większymi pieniędzmi niż jakikolwiek przemysł na świecie. Korzystanie z pornografii osiągnęło niewyobrażalne rozmiary.

 

Pornografię można przyrównać do nowotworu, który rozwija się cicho i "subtelnie" zanieczyszcza nasze ciało. Zjawisko to zaczęło być powszechnie akceptowane jako zwykła forma rozrywki w życiu mężczyzn, kobiet i dzieci, która nie powoduje szkód. Ludzie udostępniają takie rzeczy nawet na Whatsappie!

 

Tymczasem niepodważalne dowody naukowe pokazują, jak wielkie jest zniszczenie spowodowane przez pornografię; zarówno u osób korzystających z niej, jak i środowisk w nią zaangażowanych. Pornografia wpływa nie tylko na jednostki, oddziałuje także na osoby zarządzające tą branżą, na producentów filmów, aktorów, którzy traktowani są jak obiekty, bez grama godności. Z pewnością negatywnie odbija się na osobach korzystających z takiej formy rozrywki, ale także na ich rodzinach i całym społeczeństwie.

 

Pornografia to jedno z najgorszych okropieństw, jakie istnieją. Jeżeli zatem jesteś jedną z osób myślących: Nikt nie musi o tym wiedzieć? To moje życie, przecież nikogo nie krzywdzę… Wszyscy to robią, to nic wielkiego… Tylko jeszcze ten jeden raz… Mogę przestać, jeśli tylko zechcę… NIE BĄDŹ NAIWNY!

 

Korzystanie z pornografii powoduje uzależnienie, co w konsekwencji wpływa szkodliwie na stan człowieka biologiczny, psychiczny i duchowy. Na funkcjonowanie w tych ważnych sferach negatywnie wpływa każde uzależnienie.

 

Nałóg wywołuje zmiany neurobiologiczne w układzie nerwowym. Każdy nałóg  jest tak samo szkodliwe jak to wywołane zażywaniem silnych narkotyków. Przezwyciężenie jakiegokolwiek złego przyzwyczajenia nie jest wcale takie proste; wymaga ogromnego wysiłku i pracy nad sobą. Nie jest to jednak niemożliwe; możesz zatrzymać to błędne koło. W przeciwieństwie do uzależnienia od substancji narkotykowych uzależnienie od pornografii właściwie może być szybsze do wyleczenia.

 

Więc jeżeli uważasz, że utknąłeś w tym świecie, opuść go najszybciej, jak tylko możesz. Zacznij od przeczytania i podzielenia się tymi 11 krokami:

 

1. Zaakceptuj fakt, że masz problem, i zdecyduj się na to, by zostawić to za sobą

 

To jest twój wolny wybór, nikt nie zadecyduje za ciebie. Świadome zaakceptowanie problemu, który poważnie oddziałuje na twoje życie i środowisko, to akt odwagi. Bądź mężny i przyznaj, że masz kłopot, który rzutuje na twoją rodzinę i wszystkich tych, których kochasz. Podejmij decyzję, by skończyć z tym złym nawykiem.

 

>>Pornografia zniszczyła moje życie [ŚWIADECTWO]<<

 

2. Szukaj pomocy

 

Jeśli wiesz, że masz problem, poszukaj pomocy. Pastor, ksiądz, a nawet psycholog to idealne osoby, które będą ci służyć swoim wsparciem. Oni cię zrozumieją i potowarzyszą ci w tej trudnej wędrówce. Pamiętaj, że nie jesteś sam i że aby osiągnąć sukces, musisz zadbać o odpowiednią grupę wsparcia.

 

3. Ważne jest częste przyjmowanie sakramentów i MODLITWA

 

Największe wsparcie zawsze pochodzi od Tego, który najbardziej cię kocha. Szukaj Boga. Walka bez Boga nie ma sensu. Często korzystaj z sakramentu pokuty i pojednania; szukaj wybaczenia i łaski Bożej. Módl się gorliwie. W tym celu doradca duchowy i ksiądz mogą okazać się twoimi najlepszymi sprzymierzeńcami.

 

4. Doceń to, że miłość jest darmowa, pełna, silna i przynosząca owoce

 

Być może zacząłeś oglądać pornografię przez ciekawość albo dlatego, że wszyscy wokół ciebie robili to samo. Ugrzęzłeś, bo rozrywka zaczęła wypełniać pustkę w twoim życiu. Może chciałeś odnaleźć miłość, a zamiast tego znalazłeś zniekształconą przyjemność. Jeżeli szukasz miłości, to pamiętaj, że jest ona darmowa, pełna, silna i przynosi ogromne owoce.

 

Pornografia jest czymś zupełnie innym niż autentyczna miłość, której szukasz. Stałeś się niewolnikiem tej nieprzyzwoitej formy rozrywki, która sprawiła, że jesteś samolubny i nie potrafisz dać niczego prawdziwego od siebie. Zatrzymaj się na chwilę i zastanów się, co daje ci pornografia. Odpowiadaj sobie często na to pytanie?

 

5. Spraw, byś był przydatny

 

Jak powiedział papież Franciszek młodym pielgrzymom z Loreto: "…życie to znaczy iść, to ścieżka. Jeśli człowiek nie idzie, nie jest to dobre, to znaczy, że taka osoba nic nie robi". Na krótką chwilę wyjdź ze swojej codziennej sfery komfortu i poświęć się robieniu czegoś zupełnie innego. Spraw, by twój dzień utrzymany był w ciągłej aktywności, np. chodź do szkoły, uprawiaj sport, spędzaj czas z ludźmi. Te czynności pomogą ci wyrobić nowe nawyki i stworzyć nową codzienność, byś nie tkwił w uzależnieniu.

 

6. Umocnij swoją wolę na wszystkich płaszczyznach, a nie tylko w odniesieniu do współżycia

 

Jest to powiązane z poprzednim punktem. We wszystkich twoich rutynowych czynnościach, także w tych drobnych, pasywnych, jak np. czekanie w kolejce albo dojazd do zamierzonego celu, świadome ćwiczenie woli staje się kluczową okazją do bycia bardziej zdyscyplinowanym.

 

7. Pomagaj innym

 

Korzystanie z pornografii ma dużo wspólnego z izolacją, egoizmem i byciem w niewoli. Znajdź czynności, które nie tylko zaangażują cię w kontaktowanie się z innymi, ale także umożliwią otwarcie się na społeczeństwo poprzez wspieranie innych. To otworzy przed tobą zupełnie nowy świat.

 

8. Pomóż samemu sobie

 

Zniszcz wszystkie zgromadzone przez siebie materiały pornograficzne, dodatkowo ustaw bezpieczne połączenia internetowe oraz specjalne oprogramowanie monitorujące używanie stron pornograficznych na wszystkich swoich urządzeniach. Gdy to zrobisz, zastanów się, jakie opinie czy też zachowania skłoniły cię do szukania takiej formy rozrywki. Wyrwij z korzeniami, niczym chwasty, wszystkie te przemyślenia, nawyki i pozbądź się ich ze swojego życia. Unikaj okazji do grzechu i spraw, by nie były one dla ciebie łatwo dostępne.

 

>>Pornografia rujnuje życie. Nie patrz [WIDEO]<<

 

9. Poświęcaj się

 

Stanowczo poświęcaj się przy realizowaniu swych postanowień i kroków, które zostały tutaj zaproponowane. Do tego celu potrzebny jest ci zaufany przyjaciel, terapeuta albo ksiądz. Osoby te są partnerami współodpowiedzialnymi za przebieg tego procesu. Dotrzymuj złożonej obietnicy.

 

10. Tworzenie

 

Zgłębiaj wiedzę, rozwijaj się, ucz się o samym sobie, swojej duchowości i cnotach takich jak czystość, odkrywaj prawdziwe znaczenie seksualności. Zrozumienie tych spraw w znacznym stopniu ci pomoże. Jest wiele książek, w których możesz szukać rady; Teologia ciała Jana Pawła II może być jedną z nich.

 

11. Nigdy nie obniżaj gardy

 

Zawsze bądź przygotowany i nie ufaj sobie, jeżeli chodzi o złe nawyki i słabości. Nie bądź naiwny i nie myśl, że jesteś odporny na pornografię, ponieważ raz poradziłeś sobie z tym problemem. Jeżeli wrócisz na złą drogę, wstań. Za każdym razem bądź gotowy, by powstać. Jeszcze raz powtarzam: sakrament pokuty i pojednania oraz Eucharystia są niezbędne w tym procesie. 

 

Tłumaczenie: Weronika Czerwińska

 

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Catholic Link

 

Franciszek prosił Boga o nawrócenie serc terrorystów

28.05.2017 

 

(fot. PAP/EPA/LUCA ZENNARO

Papież wezwał do modlitwy za ofiary zamachów w Egipcie i Manchesterze. Po modlitwie "Regina caeli" na placu św. Piotra w Watykanie Franciszek prosił Boga o nawrócenie serc terrorystów.

 

Oto papieskie słowa w tłumaczeniu na język polski:


Pragnę raz jeszcze wyrazić moją solidarność z drogim bratem Tawadrosem i wspólnotą ortodoksyjnych Koptów w Egipcie, która przed dwoma dniami doznała kolejnego okrutnego aktu przemocy.

 

Ofiary, w tym także dzieci, to wierni, którzy udawali się do sanktuarium, aby się modlić, a zostali zabici po tym, gdy nie chcieli wyrzec się swojej wiary chrześcijańskiej. Niech Pan przyjmie do swojego pokoju tych mężnych świadków i nawróci serca terrorystów.

 

Módlmy się także za ofiary strasznego zamachu, który miał miejsce w miniony poniedziałek w Manchesterze, gdzie brutalnie zniszczono tak wielu młodych istnień. Jestem blisko ich rodzin i wszystkich, którzy opłakują ich śmierć.

Dżihadysta nie mógł poderżnąć mi gardła. „Kim jesteś, że nie mogę opuścić noża?”

 

PRZED MAŁŻEŃSTWEM Z NIM URATOWAŁA MNIE ŚWIĘTA RITA

Moja „przygoda” ze św. Ritą zaczęła się kilka lat temu. Trudno powiedzieć, żebym należała do Jej czcicieli, choć codziennie towarzyszy mi w modlitwie.

A oto moja historia: Chłopak poprosił mnie o rękę. Nasze rodziny, przyjaciele byli przeszczęśliwi. „Bo po tylu latach to już oczywiste, bo w końcu zmądrzeliśmy, bo nie ma na co dłużej czekać, bo taka piękna i kochająca się para…” – słyszałam na każdym kroku.

Dzień zaręczyn otworzył puszkę Pandory. Narzeczony już kilka tygodni później stał się całkiem innym człowiekiem: zaczął dużo pić, stał się antyklerykałem, bluźnił na Kościół, Pana Boga i Matkę Bożą. Zaczął kpić z tego, że w niedzielę chodzę do kościoła, że spowiadam się, że staram się żyć według przykazań. Zaczęło mu to przeszkadzać, podobnie jak mój medalik z Matką Bożą Częstochowską, który od dziecka noszę na szyi.

Próbowałam rozmawiać z nim o całej sytuacji, ale wówczas wpadał w szał. Z czasem nasze rozmowy dotyczyły tylko jego: jego problemów, jego pracy, jego samochodu, tego, co on robił danego dnia itp. Ja byłam wszystkiemu winna. Pierwszy raz mnie uderzył w niedzielę, po moim powrocie ze mszy świętej. Z czasem było tylko gorzej. Lekkie szturchnięcia przerodziły się w regularne bicie, kopanie, przypalanie papierosami itd.

Mieszkałam w innym mieście i cieszyłam się, kiedy na weekend nie mogłam pojechać do domu, a on przyjechać do mnie. Lęk, który towarzyszył mi przy każdym spotkaniu z nim, był ogromny, a w tym samym czasie jego rodzice wybrali salę weselną i ustalili datę ślubu. Przecież byliśmy taką „piękną parą”. Z bezsilności i trochę ze strachu zaczęłam się więcej modlić. Kiedyś poszłam na adorację do nieznanego mi wcześniej kościoła, gdzie jest całodniowe wystawienie Najświętszego Sakramentu. Spędziłam tam jakieś trzy godziny, z których większość przepłakałam.

Kiedy miałam już wychodzić, podeszła do mnie starsza kobieta, pokazała karteczkę z wizerunkiem św. Rity i poleciła, abym codziennie westchnęła do tej Świętej. Tak też zrobiłam tego dnia i w kolejnych. Zaczęłam szukać informacji o św. Ricie i modlitw do Niej. Narzeczony szalał coraz bardziej, lecz ja bałam się coraz mniej. Do ataków psychicznych dołączył groźby, że jak go zostawię, to pożałuję, że mnie zniszczy, że zabije siebie albo mnie. Prosiłam Pana Boga o siły i naprawienie serca narzeczonego. Zapisaliśmy się na pielgrzymkę do Rzymu na kanonizację św. Jana Pawła II. Mimo że dla narzeczonego miała to być tylko wycieczka do Włoch, ja wierzyłam, że może uleczy się tam jego serce. Przełom nastąpił, kiedy zepchnął mnie ze schodów swojego domu, a wszystko przypadkowo widział jego tata. Więcej mnie nie uderzył. Coraz mniej się widywaliśmy, choć nękał mnie telefonami i SMS-ami, sprawdzając, co robię, z kim, gdzie. W mojej głowie zrodziła się jedna myśl: muszę to zakończyć. Nie wiedziałam tylko jak. Rozstaliśmy się trzy miesiące później. Na pielgrzymkę nie pojechaliśmy razem. On nie mógł się wypisać, więc pojechał, a mnie delegowano z pracy. Spotkaliśmy się w jednej z rzymskich kawiarni, dzień po kanonizacji św. Jana Pawła II. Idąc na spotkanie, ciągle powtarzałam w myślach „Święta Rito, módl się za nami”.

Tego wieczoru nie padły ani razu słowa „odchodzę”, „koniec”. Na pożegnanie mocno mnie przytulił i polały się łzy. W nocy dostałam SMS-a: „Tak silnej jak dziś nigdy ciebie nie widziałem. To koniec, prawda?”. Odpisałam jedynie „Tak”.

Zdarza mu się do dziś pomęczyć mnie telefonicznie, ale nie robi to na mnie już żadnego wrażenia. Za to codziennie w modlitwie pada: „Święta Rito, módl się za nami”.

Izabela

 

 

 

Nowenna pompejańska uratowała moje małżeństwo

 

 

 

 

Dzięki temu świadectwu pokonasz każdą trudność [WIDEO]

 

Jeśli uważasz, że czegoś ci brakuje, że nie jesteś w stanie poradzić sobie z przeciwnościami i że życie cię przerasta, posłuchaj, co ma ci do powiedzenia ten człowiek.


Nick Vujicic: "Kiedy miałem 8 lat skupiałem się na rzeczach, których nie miałem. Chciałem mieć ręce i nogi, robić różne rzeczy – ale co ja mogę? (…) Musiałem zadać sobie kilka pytań. Pierwsze z nich brzmiało: kim jestem?". Posłuchaj świadectwa człowieka, który na wychodzeniu z kryzysów zna się jak mało kto na świecie.

 

Film jest dostępny z polskimi napisami.

 

Poznaj treść trzech Tajemnic Fatimskich

 

Fatima: cudnownie uzdrowione dziecko przybędzie na kanonizacjęFatima: cudnownie uzdrowione dziecko przybędzie na kanonizację

Objawienia z Fatimy wciąż budzą zainteresowanie i niepokój. Trzy wizje nazwane przez pastuszków "tajemnicami" zapowiadają nadejście ciężkich czasów, ale też ratunek dla człowieka. Kościół uznał w pełni objawienia fatimskie, jednak do dziś krąży wiele fałszywych proroctw, podszywających się pod te prawdziwe. Publikujemy treść trzech Tajemnic Fatimskich, zatwierdzonych przez Kongregację Nauki Wiary.

 

Objawienie to miało miejsce 13 lipca 1917 roku. Maryja powierzyła trójce portugalskich dzieci wizję piekła i przyszłości. Dwie pierwsze zostały spisane 31 sierpnia 1941 r. przez s. Łucję dos Santon, jedną z wizjonerek. Na polecenie biskupa Leirii-Fatimy tego samego roku je upubliczniono.

 

[Pierwsza Tajemnica Fatimska]:

Będę musiała przeto coś o tajemnicy powiedzieć i dać odpowiedź na pierwsze pytanie. Co to za tajemnica? Wydaje mi się, że mogę to powiedzieć, bo z nieba otrzymałam na to pozwolenie. (…) A więc tajemnica składa się z trzech odmiennych części. Z tych dwie teraz wyjawię.

 

Pierwszą więc była wizja piekła. Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi; widzieliśmy zanurzone w tym morzu demony i dusze niczym przezroczyste, płonące węgle, czarne lub brunatne, mające ludzką postać, pływające w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu, padając na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, pozbawione ciężaru i równowagi, wśród bolesnego wycia i jęków rozpaczy, tak że byliśmy przerażeni i drżeliśmy ze strachu.

 

Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą naszej dobrej Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.

 

[Druga Tajemnica Fatimska]:

Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: «Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.

 

[Trzecia Tajemnica Fatimska]:

 

Ostatnia część wizji była przez wiele lat ukrywana jako "straszliwa wizja". W związku z tym narosło wokół niej wiele legend i fałszywych opinii. Na przełomie 1943 i 1944 roku s. Łucja poważnie zachorowała. Na prośbę biskupa Leirii-Fatimy spisała wtedy ostatnią "tajemnicę". Zaznaczyła, że jest ona "przeznaczona tylko dla papieży". W takiej formie została przekazana Janowi XXIII. Zapoznawali się z nią kolejni papieże. Dopiero Jan Paweł II polecił w 2000 r. upublicznić Trzecią Tajemnicę Fatimską:

 

Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.

 

Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, która zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: "coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim" Biskupa odzianego w Biel "mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty". Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.

 

Nie mogli mieć dzieci. Myśleli, że Bóg ich nie kocha

Przez lata walczyli z niepłodnością. W pewnym momencie odkryli, jak wielką miłością obdarzył ich Pan. Ta historia wywoła w was ogromne wzruszenie.

 

Aby włączyć polskie napisy, kliknij ikonę w prawym dolnym rogu.

 

 

 

Modlitwa fatimska (papieża Benedykta XVI)


Pani nasza i Matko wszystkich ludzi, staję tutaj jak syn, który przybywa z wizytą do swojej Matki i czyni to wraz z wielką rzeszą braci i sióstr. Jako następca Piotra, któremu powierzono misję przewodniczenia w służbie Miłości w Kościele Chrystusa oraz umacniania wszystkich w wierze i nadziei, pragnę przedstawić Twemu Niepokalanemu Sercu radości i nadzieje, a także problemy i cierpienia każdego z tych Twoich synów i córek, którzy znajdują się w Cova da Iria albo towarzyszą nam z daleka.

Najmilsza Matko, znasz każdego po imieniu wraz z jego obliczem i jego historią, dla każdego chcesz dobra ze swą matczyną łaskawością wypływającą z serca samego Boga, który jest Miłością. Wszystkich Tobie zawierzam i poświęcam, Najświętsza Maryjo, Matko Boga i nasza Matko.

– Tobie śpiewamy i wysławiamy Cię, Maryjo!

Czcigodny sługa Boży papież Jan Paweł II, który tu, w Fatimie, trzykrotnie Cię odwiedzał i dziękował tej „niewidzialnej ręce”, która go wyzwoliła od śmierci w czasie zamachu z 13 maja na placu Świętego Piotra przed niemal trzydziestu laty, zechciał ofiarować sanktuarium w Fatimie pocisk, który go ciężko zranił i został umieszczony w Twojej koronie Królowej Pokoju.

Głęboka pociecha płynie na wieść o tym, że jesteś ukoronowana nie tylko srebrem i złotem naszych radości i nadziei, lecz także pociskiem naszych niepokojów i cierpień.

Dziękuję Ci, umiłowana Matko, za modlitwy i ofiary, jakie pastuszkowie z Fatimy podejmowali dla papieża, prowadzeni uczuciami, jakimi ich natchnęłaś podczas objawień.

Dziękuję też wszystkim tym, którzy każdego dnia modlą się za następcę świętego Piotra i w jego intencjach, aby papież był mocny w wierze, śmiały w nadziei i żarliwy w miłości.

– Tobie śpiewamy i wysławiamy Cię, Maryjo!

Umiłowana Matko nas wszystkich, składam tutaj, w Twoim sanktuarium w Fatimie, Złotą Różę, którą przywiozłem z Rzymu jako hołd wdzięczności papieża za cuda, jakich Wszechmogący dokonał za Twoim pośrednictwem w sercach tak wielu, którzy przybywają jako pielgrzymi do tego Twojego matczynego domu. Jestem pewien, że pastuszkowie z Fatimy, błogosławieni Franciszek i Hiacynta oraz służebnica Boża Łucja od Jezusa, towarzyszą nam w tej godzinie modlitwy i radości.

– Tobie śpiewamy i wysławiamy Cię, Maryjo!

Benedykt XVI

Oto święty, który znalazł mi męża

09.05.2017 07:04

 

Na początku wydało mi się to oczywiście śmieszne – całe życie szukam tego jedynego, a tu nagle jakiś święty z obrazka miałby mi pomagać? Niemniej postanowiłam spróbować – choćby po to żeby udowodnić babci, że nie ma już żadnej nadziei i że w mojej sytuacji i święty nie pomoże. I oto stało się…


Odkąd pamiętam zawsze miałam dużo kolegów,  ale żaden z nich nie nadawał się na jakiegoś porządnego chłopaka. Miałam iść z kim do kina i na imprezy, nie brakowało mi też propozycji łóżkowych, ale żadna z tych znajomości nie była tą właściwą znajomością – wiecie, taką , która poderwie serce, dusze i wszystkie wnętrzności.

 

Zaczaruje mi świat i sprawi ,że będę umierać po nocach z miłości do kogoś. Nie – nie było czegoś takiego. Zero iskry Bożej, zero romantycznych uniesień, ciągle tylko nudna – cenna oczywiście, ale nudna w tym sensie, że ciągle tylko – przyjaźń.

 

Koleżanki powychodziły za mąż, poznajdowały swoje drugie połówki jabłek i pomarańczy a ja nic. Niby nie samotna, bo otoczona wianuszkiem adoratorów, ale jednak w głębi serca sama. Miałam 29 lat i już straciłam nadzieje.  Wtedy moja babcia podsunęła mi pewną modlitwę do św. Józefa i obrazek i kazała się modlić.

 

Na początku wydało mi się to oczywiście śmieszne – całe życie szukam tego jedynego, a tu nagle jakiś święty z obrazka miałby mi pomagać? Niemniej postanowiłam spróbować – choćby po to żeby udowodnić babci, że nie ma już żadnej nadziei i że w mojej sytuacji i święty nie pomoże.

 

Odmawiałam tą modlitwę dzień w dzień rano i wieczorem, przez pół roku. I oto – stało się. Byłam na wakacjach z koleżanka w Chorwacji i poznałam Rafała. I rzeczywiście było w końcu trzęsienie ziemi w moim sercu i miłość od pierwszego spojrzenia.

 

Cztery miesiące po spotkaniu już wychodziłam za mąż. Dzisiaj po dwóch latach jestem nadal bardzo szczęśliwa i mamy już nawet owoc naszej miłości – roczną córeczkę.

 

Możecie się ze mnie śmiać, ale ja jestem przekonana, że dzięki modlitwie do świętego Józefa jestem dziś tak szczęśliwa jak jestem. Wszystkim poszukującym polecam tą modlitwę – warto jej zaufać.

Święty Józefie przeczysty Stróżu Dziewicy
Dziękuje Ci że jeszcze nie wyszłam za mąż,
Święty Józefie ty wiesz kto ma zostać moim mężem,
pozwól mi spotkać tego człowieka ,
spraw aby był to człowiek dobry,
który będzie mnie kochał i szanował
tak jak ty kochałeś i szanowałeś Najświętszą Maryję,
Święty Józefie doprowadź do zerwania każdej znajomości,
która nie podoba się panu Bogu,
Obiecuję Ci dochować czystości przedmałżeńskiej,
Nadać pierwszemu dziecku na imię Józef (lub na drugie imię),
oraz mówić wszystkim, że takiego dobrego męża mam dzięki Bogu i Tobie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Nie umiesz się modlić? Nie masz do tego głowy ani czasu? Spróbuj mimo wszystko, a zobaczysz, co się stanie.

 

 

  Modlimy się w maju słowami litanii do Matki Bożej

Maj to miesiąc modlitwy za wstawiennictwem Maryi. Posłuchaj wyjątkowego wykonania Litanii Loretańskiej, które pozwoli ci wejść w rytm spotkania z Bogiem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poniższy film to najnowszy projekt "Modlitwy w drodze" – serwisu, dzięki któremu możesz każdego dnia przeżyć kilka minut skupienia w swoim zabieganym życiu. 

 

 

"Litania Loretańska"

 

śpiew: Kasia Bogusz
lira korbowa: Joachim Mencel
Realizacja/miks/mastering: Mateusz Frankiewicz
Produkcja muzyczna: Dominik Dubiel SJ
Wideo: Mikołaj Cempla | mikolajcempla.pl
Produkcja: Modlitwa w drodze / Wydawnictwo WAM

 

O tym, skąd wziął się pomysł na projekt – pisze pomysłodawca, Dominik Dubiel SJ:


Dlaczego muzyka?


Jakoś w ostatnim tygodniu kwietnia przyszła mi taka myśl: dobrze byłoby dać słuchaczom "Modlitwy w drodze" coś ekstra na maj. Tyle, że jest strasznie mało czasu. Ale warto spróbować – jeśli Panu Bogu na tym zależy, to się uda.


Po szybkiej konsultacji z ekipą "Modlitwy w drodze" podjęliśmy decyzję: próbujemy.


Napisałem od razu do zaprzyjaźnionych artystów, na których udziale w tym projekcie mi zależało – Kasi Bogusz (m.in. Dikanda, Owca, Deus Meus) i Joachima Mencla (m.in. New Life’M, Artisena Band, El Greco). Proste połączenie – absolutnie zjawiskowy głos Kasi i wirtuozowska lira Joachima. Piękno w czystej postaci.


Nagrane przez człowieka-orkiestrę Mateusza Frankiewicza (m.in. Out of the box, Balkanscream, solo występujący jako Frans), który ostatecznie zajął się też miksem. A skoro mamy już nagrać dźwięk, to warto od razu zarejestrować obraz – ot, jezuickie MAGIS.


Umówiliśmy się więc z Mikołajem Cemplą, z którym dobrze się rozumiemy artystycznie i współpracowaliśmy już przy okazji projektu The Jesuit Music. Cudem znaleźliśmy termin na "za dwa dni", w którym piątka zabieganych ludzi mogła się spotkać na nagraniu. I nagraliśmy. Jedno podejście. Na więcej tak naprawdę nawet nie mieliśmy czasu. Wystarczyło.


Dlaczego kontemplacja?


Modlitwa w drodze od lat daje zabieganym ludziom narzędzie, które pomaga na chwilę zatrzymać się i popatrzeć na rzeczywistość wokół siebie oczami Pana Boga. Codziennie nowe, około dziesięciominutowe rozważania w oparciu o Ewangelię z dnia, których można posłuchać w samochodzie, tramwaju, na spacerze, albo po prostu przy biurku, robiąc sobie przerwę w pracy.

 

Litania to nieco inna modlitwa niż medytacja ignacjańska, która stanowi rdzeń rozważań Modlitwy w drodze. W litaniach, podobnie jak w Modlitwie Jezusowej czy Różańcu, dzięki powtarzalności i rytmiczności nasze serce się wycisza, stając się przestrzenią spotkania z Bogiem. Ostatecznie, skutek obu metod modlitwy jest ten sam.


Dlaczego majowe?


Za twórcę nabożeństw majowych uważa się jezuitę, o. Ansolaniego, który w XVIII wieku w kaplicy królewskiej w Neapolu codziennie w maju urządzał koncert pieśni ku czci Bożej Matki. Koncert ten za każdym razem kończył się błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. Jezuici stali się w kolejnych latach propagatorami tego nabożeństwa w całej Europie. Polski zwyczaj odprawiania nabożeństw majowych również jest związany z jezuitami, którzy w 1838 roku wprowadzili "majowe" w Tarnopolu.


Nasza litania jest po prostu kontynuacją tej na wskroś jezuickiej tradycji nabożeństw majowych łączących muzykę, miłość do Maryi i odnajdywanie Boga we wszystkim. Tyle, że jest dostosowana do mobilnego stylu życia ludzi w XXI w.

 

 

                               Modlimy  się psalmami

psalm 23:


 

Psalmy mogą być wspaniałym sposobem na ożywienie modlitwy. Jak korzystać z psalmów, żeby wykorzystać całe ich bogactwo?

 

Stary Testament zawiera aż 150 różnych psalmów, które powstawały w okresie ponad tysiąca lat. Modlimy się nimi na każdej Mszy świętej, są również wykorzystywane w Liturgii Godzin. Psalmami zachwycają się poeci, stanowią one inspirację na malarzy i wszelkiego rodzaju innych artystów. Mogą być również zachętą dla nas do głębszej modlitwy, dzięki której nie tylko lepiej zrozumiemy samych siebie, ale i dotrzemy do poruszającej bliskości z Bogiem. Psalmy bowiem to prawdziwa wykładnia wszelkich uczuć i emocji, jakie w ogóle mogą powstać w człowieku. Dzięki nim jesteśmy w stanie adekwatnie ubrać w słowa to, co czujemy, zwłaszcza jeśli uczucia przygniatają nas lub wręcz "wylewają się" z nas. Tak może być zarówno z uczuciami ogromnego smutku, lęku, rozpaczy, poczucia porażki, jak i z tymi z przeciwnego bieguna: radości, zachwytu, entuzjazmu, poczucia szczęścia.

 

Psalmy doskonale pokazują, że przed Bogiem możemy stanąć w każdej sytuacji: nie tylko gdy czujemy się uduchowieni, opanowani i skupieni. Jezus wzywa nas do nieustannej modlitwy, mając świadomość tego, że nierzadko może ona sprawiać nam trudność, co wyrażają apostołowanie prosząc Go: "Panie, naucz nas modlić się". Psalmy mogą być bardzo pomocne w tej szkole modlitwy i warto do nich sięgać częściej niż tylko podczas co niedzielnej Mszy.

 

Duch święty w codzienności

 

Są co najmniej dwie szkoły modlitwy psalmami. Pierwsza przeznaczona jest dla osób mniej zaawansowanych w znajomości Pisma świętego. Polega ona na lekturze psalmu przypisanego czytaniu na dany dzień. Czasami na modlitwę możemy poświęcić tylko kilka chwil. Lektura Ewangelii wymaga dłużego czasu i większego skupienia. W psalmach odnajdziemy się natychmiast. Mimo, iż są to teksty, które również nadają się do medytacji, można je także czytać niejako spontanicznie, gdyż zawierają również treści wyrażone wprost. Najczęśniej jest w nich mowa o uczuciach ludzkich, jest zawarte wielbienie Boga lub modlitwa błagalna. Są hymny dziękczynienia, przebłagalne za grzechy i polecające w opiekę siebie i bliskich.

 

Najczęściej klękając do modlitwy możemy odnaleźć w sobie równolegle wiele stanów emocjonalnych: coś nas cieszy, inna rzecz nas martwi, czegoś się boimy, za czymś tęsknimy. Psalmy prowadzą nasze myśli na określone tory emocji odnosząc je do Boga: oddając je Bogu. Nie jest przypadkiem, że danego dnia, gdy sięgamy po psalm, natrafiamy na tę konkretną modlitwę. Pełni zaufania do Ducha świętego możemy być pewni, że to co Bóg podsuwa nam w psalmie jest nam w danej chwili najbardziej potrzebne. Słowo Boże jest żywe i w jednej prostej modlitwie każdy w danym momencie swojego życia może odnaleźć lekarstwo i pomoc przeznaczone konkretnie dla siebie.

 

Szczególnie Kościół zachęca do modlitwy psalmami przypisanymi na dany dzień przez odmawianie brewiarza. Ta praktyka początkowo zarezerowana dla osób duchownych, z czasem stała się popularna także wśród świeckich, którzy potrafią wygospodarować tylko dla Boga trochę więcej czasu.

 

Według potrzeby chwili

 

Do bardziej zaawansowanych w lekturze Pisma świętego skierowana jest jeszcze inna propozycja modlitwy psalmami. Znając treść poszczególnych psalmów możemy według własnych potrzeb i własnej oceny wybierać ten, którym chcemy się w danej chwili pomodlić. Jeśli chcemy podziękować Bogu za otrzymywane łaski, możemy wybrać psalm 107 ("Dziękczynny hymn ocalonych") czy 98 ("Chwała Bogu, Zbawcy świata"). Psalmy 70, 54 oraz 86 stanowią dobrą modlitwę błagalną o Bożą pomoc. Psalm 88 ("W ciężkim doświadczeniu") będzie pomocny w smutku, lęku, po odniesionej porażce. Wreszcie psalmy 106 ("Niewdzięczność ludu wybranego"), 114 ("Cuda Boże przy wyjściu z Egiptu") czy 73 ("Zagadka powodzenia grzeszników") mogą stanowić punkt wyjścia do medytacji. W psalmach znajdziemy adekwatną treść na każdy stan emocjonalny, wszelkie wydarzenie i stan ducha. Wystarczy dobrze poznać lub na początek cierpliwie poszukać potrzebnej nam kwestii – tego, co w danej chwili najlepiej odzwierciedli to, co przeżywamy. Modlitwa psalmami w ten sposób może być również dobrym sposobem na pozbywanie się niechcianych uczyć: poczucia skrzywdzenia czy chęci zemsty. Wszystko to znajdziemy w psalmach.

 

Siostra Rita od Chrystusa Sługi zauważa jeszcze jeden ważny aspekt w modlitwie psalmami: można w niej usłyszeć modlitwę samego Jezusa. Jezus nie tylko modlił się psalmami, ale również jako jedność z Duchem świętym jest ich Autorem, dzięki czemu możemy wniknąć także w Jego przeżycia wewnętrzne. Dostrzeżemy w tych słowach Jego doświadczenie miłości z Ojcem, co może stać się także i naszym udziałem, jeśli tylko pozwolimy się poprowadzić.

                 Psalm 103 : Uwielbienie miłosiernego Boga

 

 

 

 

 

 Włoski franciszkanin, brat Aleksander, śpiewa po łacinie modlitwę "Ojcze nasz.."Posłuchajcie…

Śpiew tego zakonnika poruszy Cię do głębi 

Anielski głos – tego określenia używa się dosyć często, ale… dopiero teraz można go usłyszeć. Koniecznie posłuchajcie spektakularnego wykonania modlitwy "Ojcze Nasz" przez brata Aleksandra, pokornego franciszkanina.

Brat Alessandro pochodzi z Asyżu we Włoszech, rodzinnego miasta św. Franciszka. Jest chyba pierwszym zakonnikiem, który podpisał umowę z profesjonalną wytwórnią muzyczną – Universal Music. Dlaczego? Wystarczy posłuchać:

 

 

 

 

Wyjątkowa propozycja na setną rocznicę objawień fatimskich

Daniel Wojda SJ / DEON.pl 

01.05.2017 08:00

 

Dokładnie przed stu laty Maryja ukazała się pastuszkom z Fatimy. Chociaż od tamtej pory minął wiek, świat wciąż potrzebuje pokoju. Czy chcielibyście razem z nami modlić się w jego intencji?

 

Przez cały maj będziemy codziennie odmawiać różaniec w intencji pokoju. Możesz modlić się indywidualnie lub łącząc się z nami za pomocą transmisji live.

Codzienny różaniec live będzie publikowany na facebookowym profilu DEON.pl o godzinie 20:45. Dołącz do nas!

Pierwsza transmisja również tutaj:

 

 

 

 

 

 

 

Namalować miłosierdzie

Przewodnik Katolicki

 


 

Nie ma drugiego takiego obrazu, przed którym z równą wiarą modliliby się katolicy na wszystkich kontynentach. Nie ma drugiego obrazu tak rozpoznawalnego.

 

Ale nie ma też jednego obrazu Bożego Miłosierdzia… Wszystko zaś zaczęło się wcale nie w Krakowie, ale w Płocku, w piętrowym domu na skraju Starego Rynku. Tam właśnie w lutym 1931 r. s. Faustyna Kowalska zobaczyła Jezusa w białej szacie, wznoszącego prawą rękę w geście błogosławieństwa, a lewą dotykającego szaty na piersi w miejscu, z którego wychodziły dwa promienie. Usłyszała od Niego: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie”.

 

W duszy maluj!
 

Faustyna nie była ani intelektualistką, ani artystką. Zajmowała się gotowaniem i sprzedawaniem chleba. Z wizją, którą otrzymała, poszła do swojego spowiednika. Od niego usłyszała: „Maluj obraz Boży w duszy swojej”. Ale nie zdążyła na dobre odejść od konfesjonału, kiedy Jezus do niej wrócił i naprostował to, czego nie zrozumiał spowiednik: „Mój obraz w twojej duszy już jest. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, a ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia”.
 

Wraz z objawieniem na s. Faustynę nie spłynął malarski talent ani umiejętności. Nikt też z jej znajomych malować nie potrafił. Sprawę obrazu pozostawiła przełożonej. Gdy pod koniec 1932 r. opuszczała Płock i wyjeżdżała do Wilna, obrazu nadal nie było. Jezus upominał ją: „Jeśli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielką liczbę dusz w dzień sądu”.

 

Nie w piękności farby
 

Zapewne sam Bóg tak pokierował życiem Faustyny, że w Wilnie spotkała ks. Michała Sopoćkę. Ten błogosławiony nie tylko był duchowym kierownikiem Faustyny, nie tylko znał malarza, Eugeniusza Kazimirowskiego, ale też był zwyczajnie ciekawy, jaki będzie efekt takiego malowania z wizji prostej zakonnicy. Z przełożoną zgromadzenia ustalił, że s. Faustyna będzie mogła dwa razy w tygodniu przychodzić do pracowni malarskiej, żeby dawać wskazówki do obrazu. Ks. Sopoćko osobiście pilnował, by malarz swoją inicjatywą nie zasłonił wizji siostry. Wszystko otoczone było najwyższą tajemnicą, bo rzecz była bez precedensu. Rozmiar obrazu dopasowano do ramy, jaką księdzu podarowała wcześniej jedna z parafianek. To przedziwne malowanie trwało przez kilka miesięcy. Pod obrazem, na ramie umieszczono słowa, które Faustynie podyktował Jezus: „Jezu, ufam Tobie”. Kiedy w czerwcu 1934 r. Faustyna zobaczyła ukończony obraz, poszła wypłakać się do kaplicy. I nie płakała ze szczęścia, ale z zawodu: „Kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś?” „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej” – pocieszał ją Jezus.

 

Ukryty w pagonach
 

Malowanie obrazu to jedno – ale trzeba go było jeszcze przedstawić światu, który jak to zwykle bywa, wcale nie spodziewał się żadnej rewolucji. Ks. Sopoćko był wówczas rektorem kościoła św. Michała przy wileńskim klasztorze sióstr bernardynek. Tam właśnie, w ciemnym korytarzu kazał umieścić obraz. Siostra Faustyna nie dawała mu jednak spokoju, powtarzając, że sam Jezus domaga się czegoś więcej. W Wielkim Tygodniu 1935 r. zażądała, by na Triduum Paschalne umieścił go w Ostrej Bramie. Obraz wprawdzie nadal nie znalazł się w kościele, ale zawisł jako dekoracja w oknie krużganka w niedzielę po Wielkanocy – i mocno przyciągał uwagę wiernych. Potem wrócił do klasztoru i przez dwa lata służył jako dekoracja ołtarzy na procesje Bożego Ciała. Dopiero w kwietniu 1937 r. został uroczyście poświęcony i umieszczony w kościele św. Michała w Wilnie.
 

Kult obrazu w jednym kościele nie był jeszcze tym, o co chodziło Jezusowi. Faustyna otrzymała od Niego zadanie szerzenia Miłosierdzia Bożego nie w Wilnie, ale na całym świecie. Drukować zaczęto więc reprodukcje, które zgromadzenie rozpowszechniało. Tysiące odbitek fotograficznych – mniejszych i większych, najmniejsze miały zaledwie jeden centymetr! – w czasie II wojny światowej wszywano do żołnierskich czapek i pagonów przy mundurach. Inne wysyłano razem z paczkami do obozów koncentracyjnych i więzień. Po wojnie obraz Kazimirowskiego znalazł się za ołtarzem w wileńskim kościele Świętego Ducha, później w Nowej Rudzie nieopodal Grodna, wreszcie w 1986 r. wrócił do Wilna, by w 2005 r. zawisnąć w kościele Świętej Trójcy – diecezjalnym sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

 

Przez zakaz do kultu
 

Dlaczego tak ważny obraz przez tyle lat poniewierał się gdzieś za ołtarzem? Dlaczego nie udało się sprowadzić go do Polski? Czy przy szerzącym się szybko kulcie Miłosierdzia Bożego nikt nie odczuwał braku oryginału? Odpowiedź na te pytania tkwi… w kopiach. Pierwsza z nich i znana dziś bardziej niż pierwowzór, wyszła w 1944 r. spod pędzla krakowskiego artysty Alfreda Hyły. Hyła w 1943 r. zgłosił się do sióstr miłosierdzia mówiąc, że jako wotum za ocalenie rodziny z wojny chciałby namalować jakiś obraz. Siostry dały mu obrazek Jezusa Miłosiernego z Wilna i fragmenty Dzienniczka s. Faustyny. Kiedy okazało się, że gotowy obraz nie odpowiada rozmiarami klasztornej kaplicy, siostry oddały go do Wrocławia, a Hyła namalował im kolejny. Ten znów nie spodobał się biskupowi, bo Jezus kroczył po łące. Hyła przemalował więc łąkę na posadzkę, a obraz trafił do kaplicy sióstr w Krakowie. Dziś znajduje się w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach i jest reprodukowany na całym świecie.
 

Druga ważna kopia powstała w 1954 r. To był trudny czas dla rodzącego się kultu Miłosierdzia Bożego. Obraz się upowszechniał, ale nie prowadzono jeszcze procesu beatyfikacyjnego s. Faustyny. Należało, zgodnie z instrukcjami Stolicy Apostolskiej, zachować ostrożność przy wprowadzaniu do kościołów nowych wizerunków. Ks. Sopoćko ogłosił wtedy konkurs na nowy obraz – Jezusa Zmartwychwstałego, ukazującego się apostołom. W konkursie wzięło udział trzech malarzy, a zwyciężył Ludomir Śledziński, który Jezusa Miłosiernego namalował w Wieczerniku, na tle zamkniętych drzwi. 5 października 1954 r. Konferencja Episkopatu Polski zaaprobowała ten obraz do kultu – ale nie zdążył się on upowszechnić. W 1959 r. stolica Apostolska wydała notyfikację, zabraniającą szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego propagowanego przez św. Faustynę. Obraz zaczęto usuwać z części kościołów, w innych wierni nadal się przy nim modlili. W 1965 r. abp Karol Wojtyła rozpoczął w Krakowie proces informacyjny dotyczący życia i cnót s. Faustyny oraz kultu Miłosierdzia Bożego. 15 kwietnia 1978 r. Stolica Apostolska całkowicie unieważniła notyfikację z 1959 r.

 

Nabożeństwo
 

Obraz, który Jezus kazał namalować siostrze Faustynie, nie jest specjalnie skomplikowany: daleko mu do fantastycznej symboliki Boscha czy subtelnej tajemniczości van Eycka. Tu jednak nie znawcy sztuki, ale sam Jezus tłumaczył, które elementy dzieła są niezbędne i co oznaczają dla człowieka, szukającego Bożego Miłosierdzia. „Te dwa promienie oznaczają krew i wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz” – mówił s. Faustynie. – „Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające serce Moje  zostało włócznią otwarte na krzyżu”.
 

Spojrzenie Jezusa jest takim, jakie było z krzyża – zarówno w sensie dosłownym, z góry na dół, jak i duchowym: miłosierne i zatroskane o człowieka. Serce Jezusa na obrazie pozostaje niewidoczne. Na głowie Jezusa nie ma korony cierniowej. Według objawień ważne są również umieszczone na obrazie słowa i nie powinno się ich zastępować innym wezwaniem.
 

Jezus na obrazie to Chrystus Zmartwychwstały. Przynosi pokój, odpuszczenie grzechów i łaski, zdobyte dla człowieka przez mękę i śmierć na krzyżu. Promienie wychodzące z Jego serca są symbolami sakramentów, Kościoła zrodzonego z przebitego boku Jezusa i  darów Ducha Świętego. To, co pozornie wydaje się być dość prostym obrazkiem, w rzeczywistości jest syntezą nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Objawiony s. Faustynie obraz ukazuje zarówno Bożą tajemnicę, jak i odpowiedź człowieka, zawartą w słowach: „Jezu, ufam Tobie”. 

 

Znak krzyża: kiedy trzeba się przeżegnać, a kiedy nie?

 

Te zdjęcia wywołały burzę w internecie. Burzę o Jezusa

 Joanna Bątkiewicz-Brożek | Mar 29, 2017

     

„Dzięki Jezusowi oddycham” – to mocna deklaracja. Wczoraj wyświetlił ją na elektronicznym ekranie kierowca jednego z miejskich autobusów.

Czekający na odjazd autobusu, pasażerowie natychmiast zaczęli robić zdjęcia. Jedna z tych osób wrzuciła je w zasoby internetu. Pod setkami lajków rozpętała się jednak burza – co to za manifestacja? Czy tak można? Inni byli zachwyceni i gratulowali odwagi nieznajomemu kierowcy.

 

Udało mi się skontaktować z autorką zdjęć (prosi o zachowanie anonimowości). Twierdzi, że zapytała kierowcę o hasło na wyświetlaczu. Jadł akurat kanapkę i według relacji pasażerki nie był zbyt rozmowny. Odpowiedział jej „że w trakcie przerwy może wyświetlać, co chce na monitorze”.

Autorka zdjęcia napisała mi tak: „Uważam, że w autobusie publicznym, za który płacą podatki nie tylko katolicy, kierowca nie ma prawa w ten sposób demonstrować swoich uczuć religijnych”. Dodała także, że sama jest osobą wierzącą, katoliczką, ale ma „znajomych ateistów i buddystów i nikt z nich w środkach komunikacji publicznej niczego nie deklaruje”. Udzieliła mi zgody na publikację zdjęć, ale podkreśliła, że „powinnam wiedzieć, co o tym myśli”.

A co wy myślicie?

Papież Franciszek z uporem zachęca by wychodzić na ulice, peryferie, by iść z wiarą i Jezusem w świat. To wymaga odwagi. Dla mnie takim gestem jest deklaracja kierowcy. Za wyznaniem „dzięki Jezusowi oddycham” z pewnością kryje się mocna i piękna historia. Jej bohater, kierowca, żyje dzięki Jezusowi. Czy możne się z tym ukrywać? To tak, jak z miłością: kiedy człowiek ją przeżywa, chciałby o tym krzyczeć.

Co do ateistów, buddystów czy innych jeszcze osób, opowiem krótko pewną historię. Spotkałam się w Paryżu z sRosalią Oleniacz ze Zgromadzenia Sióstr św. Michała Archanioła, która była świadkiem uzdrowienia za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki w szpitalu im. Chenevier. Opowiedziała mi, że muzułmanie, z którymi tam pracowała, kiedy tylko usłyszeli o cudownym uzdrowieniu pacjenta, przybiegli na katolicką mszę świętą do kaplicy!

Jeden z imamów zapytał zakonnicę w tonie pretensji: „Czemu nie mówicie nam o Jezusie? Wstydzicie się Go? My też chcemy usłyszeć o Bogu, który może takie rzeczy czynić!”. „Zawstydzili mnie – powiedziała mi siostra. – Od tego czasu nabrałam odwagi i opowiadam w laickiej Francji, także muzułmanom o Jezusie”.

Świat jest spragniony opowieści o Nim. A czasem jedno zdanie, świadectwo, choćby na monitorze autokaru, może poruszyć czyjeś serce.

Czytaj także: Była Miss Niemiec będzie uczyć religii! „Moja wiara jest dla mnie fundamentem”

 

 

    KORONKA DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

 

 

 

 

Zachęcam do obejrzenia świadectwa pastora ,cudownie przywróconego do życia po 45 minutach zatrzymania pracy serca…

 

       

 

 

                      W WIELKI PIĄTEK 14.04. 2017

 

         rozpoczyna się coroczna Nowenna do Miłosierdzia Bożego, którą przekazała nam św. siostra Faustyna Kowalska. Tutaj znajdziesz tekst odpowiednich modlitw.

 

 

 

 Nowenna Pompejańska – czyli – jak wyprosić dobrego męża ?

"Narzeczony zostawił mnie dwie godziny przed ślubem"

 

(fot. shutterstock.com)

ZOBACZ WIĘCEJ"Pan Bóg nie pozwolił nam zepsuć naszej miłości""Zaczekajcie na siebie do ślubu"Nowenna pomogła nam żyć w czystości [ŚWIADECTWO]Nowenna pomogła nam żyć w czystości [ŚWIADECTWO]Połączył nas święty JózefPołączył nas święty Józef

W dniu ślubu, na dwie godziny przed udaniem się do kościoła, narzeczony zadzwonił, że nie przyjedzie… Nie mieściło mi się to w głowie.

 

Moje życie zachwiało się i legło w gruzach ponad dwa lata temu w dzień mojego ślubu.

 

Pamiętam, że zawsze chciałam założyć rodzinę, mieć kochającego męża i dzieci, tymczasem lata mijały, a ja ciągle byłam sama. Singielka mocno po trzydziestce. I nagle zjawił się on. Facet, który stawał na głowie, aby mnie zdobyć (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało).

 

Długo otwierałam się i próbowałam zaufać, w końcu jednak dałam się przekonać. Zaręczyliśmy się i wydawałoby się, że wszystko zmierza ku dobremu. Stało się jednak inaczej.

 

W dniu ślubu, na dwie godziny przed udaniem się do kościoła, były narzeczony zadzwonił, że nie przyjedzie… Nie mieściło mi się to w głowie. Dlaczego postanowił zrobić to w taki sposób? Zawsze ostrożna, rozsądna, odpowiedzialna dziewczyna dostaje kosza w dniu, który miał być jednym z piękniejszych w jej życiu.

 

Wszystkie marzenia rozsypały się w jednej chwili.

 

Długo potem zastanawiałam się, jak mogłam dopuścić do takiej sytuacji. Z drugiej jednak strony dość szybko dotarło do mnie, że mam niesamowite szczęście, że nie zawarłam związku małżeńskiego z tym mężczyzną, że tak naprawdę zostałam ochroniona.

 

Powstała we mnie jednak pewna wyrwa i trudno było mi sobie wyobrazić siebie jako szczęśliwą żonę. Nie raz sugerowano mi, że powinnam udać się do psychologa, ja jednak postawiłam wszystko na jedną kartę i udałam się do Najwspanialszego Lekarza.

 

Podejmowałam różne działania, pragnąc uzdrowienia. Jednym z nich było odmówienie Nowenny pompejańskiej w intencji znalezienia dobrego męża.

 

W chwili obecnej jestem w stanie zaświadczyć, że pompejanka ma wielką moc, a Maryja wspiera tych, którzy się polecają jej opiece. Od czerwca bieżącego roku jestem szczęśliwą narzeczoną. Spotkałam niesamowitego chłopaka, który bardzo mnie wspiera.

 

Mój obecny związek diametralnie różni się od poprzedniego. Czuję się spokojniejsza, pewna naszej wspólnej decyzji. Oczekujemy dnia naszych zaślubin. Pan Bóg troszczy się i daje nam wszystko, czego potrzebujemy w obfitości.

 

A propos Spowiedzi świętej…

o. Marcin Kowalewski CMF

Wypuścić w lepszym stanie, niż przyszedł

Szum z Nieba

 


 

Jedną z największych pokus, jaką szatan wzbudza w sercu człowieka, by odciągnąć go od spowiedzi, jest: „Po co masz klękać w konfesjonale przed kimś, kto też jest tylko człowiekiem i też grzeszy? Idź do lasu, Bóg jest wszędzie! Wykrzycz swoje grzechy, napisz na kartce i spal – to jakoś do Boga dojdzie”. A jednak Pan Bóg wymyślił to tak, że mam uklęknąć przed kapłanem i jemu powiedzieć swoje grzechy. Wiedząc jednocześnie, że w nim sam Chrystus słucha mojej spowiedzi.

 

Pokusa pychy
 

Pycha jest potężnym grzechem, a spowiedź daje nam możliwość walki z nią – właśnie przez osobę kapłana. Pięknie mówił o tym Jan Maria Vianney: „Spróbuj poprosić Maryję albo aniołów, żeby cię wyspowiadali. Chociaż są w niebie i są tak blisko Boga, to nie mogą. A zwykły ksiądz, chociażbyś go nie lubił, ma moc odpuszczenia grzechów”. I tę prawdę trzeba przyjąć, że do odpuszczenia grzechów potrzebny jest kapłan. Księża też się spowiadają u siebie nawzajem, więc nie jest to tylko problem ludzi świeckich. Ksiądz sam siebie rozgrzeszyć nie może, więc nawet biskup i papież spowiada się u drugiego człowieka.

 

Krok ponad lękiem
 

Pokusa podsuwana przez szatana może się objawić pychą („Dlaczego mam mówić innemu człowiekowi swoje grzechy?”), ale także strachem („Zostanę oceniony!”). Nikt z nas nie lubi być oceniany, więc w odniesieniu do spowiedzi zaczyna się tworzyć naturalna bariera. Jednak spowiednik nie ma prawa cię ocenić, on ma cię wypuścić z konfesjonału w lepszym stanie niż przyszedłeś – tak nas uczą w seminarium. Do tego Kościół daje niesamowitą gwarancję i pewność ludziom, którzy się spowiadają – jest nią tajemnica spowiedzi. Znam bardzo wielu księży. Spotkałem w swoim życiu takich, którzy są dla mnie wzorem, jak i tych, których nie chciałbym naśladować. Natomiast nigdy nie spotkałem księdza, który by się nie przejmował tajemnicą spowiedzi. To bardzo poważna sprawa, ponieważ kapłan zdradzający tajemnicę spowiedzi – podlega karze ekskomuniki. I nie spotkałem takiego, który by lekceważąco do tego podchodził. Nie warto też się przejmować, że ksiądz zapamięta moje grzechy. Proszę sobie wyobrazić spowiedź od jego strony: siedzi w konfesjonale, co chwilę przychodzą ludzie, mówią o swoim życiu i o swoich grzechach. Choćby i chciał, nie jest w stanie tego wszystkiego zapamiętać. Konfesjonał jest jak pralka – ludzie wchodzą do niego z brudnym sumieniem, a wychodzą z czystym. Ale te brudy tam zostają, co nie jest ani przyjemne, ani fascynujące. Fascynujące i niesamowite jest to, że Pan Bóg to wszystko odpuszcza! To przepiękny moment, kiedy mogę udzielić rozgrzeszenia…

 

Ekskluzywny grzesznik?
 

Możesz mieć pokusę, by myśleć, że jesteś wyjątkowym grzesznikiem: „Zobacz, nikt tak nie grzeszy jak ty”. Mówi się, że szatan kusi dwa razy: przed grzechem mówi: „Zrób to, będzie fajnie” – a po: „Widzisz, jednak to zrobiłeś! Jesteś do niczego”. Może pojawić się myśl: „Co ksiądz o mnie pomyśli? Na pewno się nie spodziewa, że mogę mieć takie grzechy. Zgorszy się, wybiegnie z krzykiem z konfesjonału”. To jest pokusa wyjątkowości twojego grzechu. A prawda jest taka, że ksiądz niczym się nie zgorszy ani nie zdziwi – wystarczy, że choć trochę posiedział w konfesjonale. Do tego zna też swoje życie i swoje grzechy. Świadomość własnego grzechu pomaga mu w nieocenianiu. Dlatego strach przed księdzem naprawdę nie ma sensu. Kościół daje nam jeszcze jedną, piękną możliwość. Chrzest powinieneś przyjąć we własnej parafii, Pierwszą Komunię też, podobnie jest ze ślubem i pogrzebem – a jeśli chcesz to zrobić w innej parafii, twój proboszcz musi dać ci na to pozwolenie (nie ma z tym zazwyczaj problemów). Natomiast spowiedź nie jest niczym ograniczona – możesz się spowiadać, gdzie chcesz, i wybrać takiego spowiednika, jakiego chcesz.

 

Poszukaj dobrego spowiednika
 

Spotykam czasem ludzi, których ksiądz źle potraktował podczas spowiedzi. Po takim doświadczeniu mają blokadę i nie chcą się spowiadać. Może zdarzyło się to i tobie. Przepraszam cię w imieniu tego księdza. Pamiętaj jednak, że nie spowiadając się, nie szkodzisz tamtemu spowiednikowi (on sobie dalej żyje), natomiast ty odsuniesz się od Chrystusa. Warto spróbować przebaczyć temu księdzu i zapomnieć. Gdy byłem klerykiem, poszedłem się wyspowiadać do katedry we Wrocławiu. Powiedziałem swoje grzechy i usłyszałem: „Nie dostaniesz rozgrzeszenia, bo nie żałujesz”. Zatkało mnie! Próbowałem się bronić, mówiąc, że samo to, iż przyszedłem, oznacza, że żałuję. Ksiądz mi odpowiedział: „Nie dyskutuj ze mną! Wyjdź, nie dostaniesz rozgrzeszenia”. Wyszedłem z katedry, obszedłem ją kilka razy w koło, żeby dojść do siebie, i wróciłem. Poszedłem do innego księdza, wyspowiadałem się i dostałem rozgrzeszenie. Nie mam pojęcia, czy tamten ksiądz miał gorszy dzień, czy coś go wcześniej zdenerwowało, czy może ja rzeczywiście tak o swoich grzechach mówiłem, że wyglądało na to, że nie ma we mnie żalu. Ale najgłupszą rzeczą, jaką bym wtedy zrobił, byłoby zdjęcie sutanny i powiedzenie: „Odchodzę z zakonu, odchodzę z Kościoła, nie będę się więcej spowiadał, bo ten ksiądz mnie skrzywdził”. Ten problem bierze się też stąd, że często spowiadamy się na chybił trafił. A przecież spowiedź to leczenie duszy. Tak jak szukamy dobrych lekarzy, tak warto szukać dobrych spowiedników. Mogę popytać innych, mogę też szukać samemu, weryfikując kolejnych kapłanów („Wyspowiadałem się raz i więcej do niego nie pójdę”). Zobacz, ile czasu poświęcasz na to, żeby wybrać dobry sprzęt: telefon, aparat fotograficzny, samochód. Ludzie spędzają godziny na portalach internetowych, czytają opinie, zastanawiają się – bo muszą wydać pieniądze. A kwestia spowiedzi to najważniejsza sprawa, bo dotycząca życia wiecznego! Warto poświęcić trochę czasu, by znaleźć dobrego spowiednika, któremu zaufasz na dłużej. Gdy stanie się twoim stałym spowiednikiem, to odejdzie stres, że cię oceni czy źle potraktuje. Warto szukać dobrych spowiedników!

 

Impregnowani na łaskę
 

My, księża, też jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoje emocje, lepsze i gorsze chwile. Chociaż mam obowiązek wypuścić penitenta w lepszym stanie, niż przyszedł – czasem jest to niemożliwe. Czasem penitent przychodzi z karteczką i mówi: „Będę chrzestnym i proszę mi to podpisać”, a nie chce się szczerze spowiadać ani nie żałuje… Kiedyś przyszedł mężczyzna, który nawet nie ukląkł, żuł gumę i powiedział: „Dogadamy się jakoś”. Nie ma nic gorszego, kiedy ktoś bezcześci sakrament przez swoją ignorancję! Nie mnie oceniać, co nim kieruje, ale w takiej sytuacji naprawdę trudno wypuścić go w lepszym stanie, niż przyszedł. On chce dostać podpis i tyle. I wyobraź sobie, że ty jesteś następny w kolejce do konfesjonału. Odchodzi taki ignorant, ja cały kipię jeszcze ze złości, a ty zaczynasz się spowiadać. Ze mnie te emocje jeszcze nie zeszły, więc choć staram się jak najgorliwiej spowiadać – możesz rykoszetem trochę oberwać.

 

Tłuste owce robią miejsce chudym!
 

I jeszcze jedna sprawa, szczególnie aktualna przed świętami. To okropnie denerwujące, kiedy w długich kolejkach przedświątecznych do konfesjonału widzi się ludzi, którzy co tydzień i częściej są w kościele, a do spowiedzi przychodzą na ostatni moment. Kiedy już wszystko ugotowane, uprane, wysprzątane – w ostatniej chwili przypominają sobie: „Ojej, jeszcze spowiedź!”. A jak to wygląda od strony księdza? Wiem, że za kilka godzin zaczyna się liturgia. Kolejka tak długa, że nie uda mi się jej „przerobić”, a nie chcę zostawić nikogo na święta bez rozgrzeszenia. Co zrobić? Odpuścić sobie gorliwość i zamienić spowiadanie w fabrykę? Wszyscy patrzą na zegarek, a tu nagle ktoś klęka i mówi: „Ostatni raz byłem u spowiedzi pięćdziesiąt lat temu…”. I co ja mam zrobić – potraktować go „na szybko”? Dać mu telefon i powiedzieć: „Umówmy się po świętach, bo widzi pan, dzisiaj nie pogadamy”? Powiedzieć wszystkim: „Proszę odejść, bo ja tu muszę dłużej porozmawiać”? To są straszne dylematy! Dlatego warto te ostatnie chwile przed świętami zostawić ludziom, których Pan Bóg po wielu latach poruszył. Może ktoś przyszedł z koszyczkiem na święconkę, bo go żona wysłała – ale w kościele coś go ruszyło, więc po latach chce się wyspowiadać? A tu kolejki tych, którzy są co tydzień, może nawet w rekolekcjach uczestniczyli, ale zostawili spowiedź na ostatnią chwilę… Warto szukać dobrych warunków do spowiedzi i umówić się – nie w czasie Mszy świętej, kiedy organy grają, ksiądz głośno mówi kazanie, przy konfesjonale stoi kolejka, a z tyłu ktoś komentuje: „O, tyle się spowiada! Ale grzesznik!”. Módl się o dobrego, stałego spowiednika i szukaj czasu na spowiedź poza Eucharystią. Naprawdę wielu księży umawia się z penitentami na spowiedź osobiście, na konkretny czas. To komfort dla jednej i drugiej strony. I zanim ocenisz księdza, że źle cię potraktował – pomyśl, czy sam na poważnie podchodzisz do spowiedzi.

 

o. Marcin Kowalewski CMF

Szum z Nieba nr 139/2017

 

         Królewska droga krzyża

Podążanie śladami drogi krzyżowej naszego Pana to nie tylko piękna wielkopostna tradycja, lecz skuteczne lekarstwo dla nas – na każdy czas.
Ponizej rozważania na 6 piątków Wielkiego Postu
Królewska_droga_krzyża.pdf

Modlitwa św. Tomasza z Akwinu

Wszechmogący, wieczny Boże, oto zbliżam się do najświętszych tajemnic Twojego Syna Jednorodzonego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Zbliżam się do nich jak chory do lekarza życia, jak nieczysty do źródła miłosierdzia, jak ślepy do światła wiecznej jasności, jak ubogi i nędzny do Pana nieba i ziemi.
Błagam Cię, abyś dzięki swej nieskończonej hojności uleczył moją słabość, obmył moje grzechy, rozświetlił moje mroki, wzbogacił moje ubóstwo i okrył nagość, abym mógł przyjąć Chleb aniołów, Króla nad królami i Pana nad panami z taką czcią i pokorą, skruchą i pobożnością, z taką czystością i wiarą, z takim zamiarem i uwagą, jak tego wymaga moje zbawienie.
Spraw łaskawie, abym przyjął nie tylko znak zewnętrzny sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej, lecz istotę i całą moc tego sakramentu. Najłaskawszy Boże, daj mi tak przyjąć Ciało Twego Syna Jednorodzonego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa, które wziął z Maryi Dziewicy, abym mógł być wcielony w Jego ciało mistyczne i zaliczony między Jego członki.
Ojcze najmilszy, pozwól mi wiecznie wpatrywać się bez zasłony w oblicze umiłowanego Syna Twojego, którego teraz w czasie ziemskiej wędrówki pragnę przyjąć pod postacią Chleba. Amen.

Modlitwa do NMP

Najświętsza Dziewico Maryjo, Matko dobroci i miłosierdzia, oto ja, pełen win i nędzy, całym uczuciem i sercem uciekam się do Ciebie i proszę, abyś zechciała być ze mną i wszystkimi kapłanami, którzy tutaj i w całym Kościele składają Najświętszą Ofiarę, tak jak byłaś w Twoim najmilszym Synem w czasie Jego męki na krzyżu. Pomóż nam, abyśmy wsparci Twoją łaską, mogli złożyć ofiarę godną i miłą Bogu w Trójcy Jedynemu. Amen.

Modlitwa św. Ambrożego

O dobry Jezu, oto ja grzesznik, nie polegający na swoich zasługach, lecz ufając jedynie Twemu miłosierdziu i dobroci, z drżeniem i bojaźnią przystępuję do stołu Twojej Uczty Najświętszej. Albowiem moje serce i ciało, Tobie poświęcone, skalałem licznymi grzechami; nie strzegłem pilnie moich myśli i języka. Dlatego, Dobroci nieskończona i pełen potęgi Majestacie, z lękiem, ale i z ufnością uciekam się w moim ucisku do Ciebie, który jesteś źródłem litości, śpieszę do Ciebie, aby doznać uzdrowienia, i szukam Twojej opieki; a nie mogąc ostać się wobec sprawiedliwości Sędziego, wzdycham do miłosierdzia Zbawiciela.
Tobie, Panie, odkrywam moje rany, przed Tobą mój wstyd wyznaję. Na widok licznych i wielkich moich grzechów ogarnia mnie trwoga, ale ufam Twojemu miłosierdziu, które nie ma granic.
Wejrzyj więc na mnie z litością, Panie Jezu Chryste, Królu wieczności, który jesteś Bogiem i Człowiekiem, ukrzyżowanym dla człowieka. Wysłuchaj mnie, bo w Tobie pokładam nadzieję; zmiłuj się nade mną, pełnym win i nędzy, bo zdrój Twojej litości nigdy nie wysycha.
Bądź pozdrowiona, Ofiaro zbawienia, zawieszona na drzewie krzyża dla mnie i wszystkich ludzi. Bądź pozdrowiona, o Krwi najcenniejsza, która spływasz z ran mojego ukrzyżowanego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, i obmywasz grzechy całego świata. Wspomnij, o Panie, na swoje stworzenie, które Krwią swoją odkupiłeś.
Żałuję, żem zgrzeszył, i pragnę naprawić zło popełnione. Ojcze litościwy, oddal więc ode mnie wszystkie moje nieprawości i grzechy, abym cały oczyszczony mógł godnie spożywać Święte Świętych. Spraw swoją łaską, by ta Ofiara Twojego Ciała i Krwi, którą ja niegodny zamierzam przyjąć, wyjednała mi odpuszczenie grzechów. Niech ona mnie oczyści całkowicie z moich win i niechaj rozproszy wszystkie złe myśli; niech odrodzi we mnie dobre uczucia; niech mi pomoże spełniać uczynki miłe Tobie i niech się stanie dla mojej duszy bezpieczną obroną przeciw wrogim zasadzkom.

Dziękczynienie po komunii świętej
Modlitwa eucharystyczna z Nauki Dwunastu Apostołów

Dziękujemy Ci, Ojcze nasz,
Za święty, winny szczep Dawida, sługi Twego,
Który nam poznać dałeś przez Jezusa, sługę swego.
Tobie chwała na wieki!
Dziękujemy Ci, Ojcze nasz, za życie i wiedzę,
Którą nam poznałeś przez Jezusa, sługę swego.
Tobie chwała na wieki!
Jak ten łamany Chleb rozsiany był po górach,
A zebrany stał się jedno,
Tak niech się zbierze Kościół Twój z krańców ziemi
Do królestwa Twego,
Gdyż Twoją jest chwała i moc przez Jezusa Chrystusa,
Na wieki!
Dziękujemy Ci, Ojcze święty,
Za święte imię Twoje.
Któremu zgotowałeś mieszkanie w sercach naszych,
I za wiedzę, i za wiarę, i za nieśmiertelność,
Którą nam poznać dałeś przez Jezusa, sługę swego.
Tobie chwała na wieki!
Ty, Panie Wszechmocny,
Stworzyłeś wszystko dla imienia swego.
Pokarm i napój dałeś ludziom na pożywienie,
Aby do Ciebie dziękczynne zanosili modły.
Nam zaś darowałeś pokarm duchowy i napój,
I żywot wieczny
Przez Sługę swego.
Przede wszystkim dziękczynne do Ciebie zanosimy modły,
Bo jesteś Wielmożny,
Tobie chwała na wieki!
Pomnij, Panie, na Kościół swój
I wybaw go od wszelkiego złego,
I doprowadź go do doskonałości w miłości swojej,
I zgromadź go od czterech wiatrów,
Pełen świętości,
Do królestwa swego,
Któreś mu zgotował.
Albowiem Twoja jest moc i chwała na wieki!
Niech przyjdzie łaska
I niech przeminie ten świat!
Hosanna Bogu Dawidowemu!
Kto święty, niech przystąpi,
Kto zaś nim nie jest, niech czyni pokutę.
Przyjdź, Panie Jezu. Amen.

Modlitwa św. Tomasza z Akwinu

Dzięki Ci składam, Panie Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, za to, żeś mnie grzesznika, niegodnego sługę swojego, bez żadnej mojej zasługi, a jedynie z Twego miłosierdzia posilić raczył najdroższym Ciałem i Krwią Twojego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Proszę Cię, niech ta Komunia święta nie stanie się dla mnie wyrokiem potępienia, ale niech będzie dla mnie zbawiennym zadatkiem Twojego przebaczenia, zbroją mojej wiary i puklerzem dobrej woli. Niech mnie ona uwolni od mych występków, wyniszczy we mnie pożądliwość i zmysłowość, a wzmocni miłość i cierpliwość, pokorę, posłuszeństwo i wszystkie cnoty. Niech mi będzie mocną obroną przeciw zasadzkom nieprzyjaciół tak widzialnych, jak niewidzialnych. Niech całkowicie uspokoi we mnie poruszenia cielesne i duchowe. Niech przez nią mocno przylgnę do Ciebie, jedynego, prawdziwego Boga. Niech wreszcie będzie szczęśliwym zakończeniem mojego życia.
Proszę Cię także, abyś mnie grzesznika raczył doprowadzić do tej niewymownej uczty, na której z Twoim Synem i Duchem Świętym jesteś dla swoich wybranych prawdziwą światłością, całkowitym nasyceniem, wiekuistym weselem, pełnią szczęścia i radością doskonałą. Amen.

Modlitwa do Zbawiciela

Duszo Chrystusowa, uświęć mnie.
Ciało Chrystusowe, zbaw mnie.
Krwi Chrystusowa, napój mnie.
Wodo z boku Chrystusowego, obmyj mnie.
Męko Chrystusowa, pokrzep mnie.
O dobry Jezu, wysłuchaj mnie.
W ranach Twoich ukryj mnie.
Nie dopuść mi oddalić się od Ciebie.
Od nieprzyjaciela złośliwego broń mnie.
W godzinę śmierci wezwij mnie.
I każ mi przyjść do siebie,
Abym ze świętymi Twymi chwalił Cię
Na wieki wieków. Amen.

Ofiarowanie siebie

Przyjmij, Panie, całą moją wolność; przyjmij pamięć, rozum i całą wolę. Cokolwiek mam i posiadam, Tyś mi to dał. Wszystko to zwracam Tobie i całkowicie poddaję panowaniu Twojej woli. Daj mi tylko miłość ku Tobie i Twoją łaskę, a będę dość bogaty; niczego więcej nie pragnę. Amen.

Modlitwa do Chrystusa ukrzyżowanego

Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu, upadam na kolana przed Twoim obliczem i z największą gorliwością ducha proszę Cię i błagam, abyś wszczepił w moje serce najżywsze uczucia wiary, nadziei i miłości oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy i silną wolę poprawy.
Oto z sercem przepełnionym wielkim uczuciem i z boleścią oglądam w duchu Twoje pięć ran i myślą się w nich zatapiam, pamiętając o tym, dobry Jezu, co już prorok Dawid włożył w Twoje usta: "Przebodli ręce moje i nogi, policzyli wszystkie kości moje" (Ps 22, 17). Amen.

Modlitwa powszechna papieża Klemensa XI

Wierzę w Ciebie, Panie, lecz wzmocnij moją wiarę; ufam Tobie, ale wspomóż moją nadzieję; miłuję Ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą; żałuję za moje grzechy, ale spraw, bym żałował doskonalej.
Uwielbiam Cię jako Stwórcę wszechrzeczy, pragnę Ciebie jako celu ostatecznego; wychwalam Cię jako ustawicznego dobroczyńcę, wzywam jako miłosiernego obrońcę.
Kieruj mną w swojej mądrości, otocz swą sprawiedliwością, pocieszaj dobrocią, chroń swoją potęgą.
Ofiaruję Ci moje myśli, Panie, aby mnie prowadziły do Ciebie; moje słowa, aby mówiły jedynie o Tobie; moje uczynki, aby zgodne były z Twoją wolą, i całe postępowanie moje, aby było życiem wyłącznie dla Ciebie.
Chcę tego, czego Ty chcesz, chcę dlatego, że Ty chcesz, chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz.
Proszę Cię, Panie, abyś oświecił mój rozum, pobudził moją wolę, oczyścił ciało i uświęcił duszę.
Daj mi żałować za przeszłe grzechy i zwyciężyć przyszłe pokusy, opanować złe skłonności i nabywać odpowiednie dla mnie cnoty.
Daj mi, dobry Boże, miłość ku Tobie i wstręt do moich wad, szczerą troskę o bliźnich i pogardę tego, co złe na świecie.
Spraw, abym się starał słuchać przełożonych, pomagał podwładnym, dbał o przyjaciół i przebaczał wrogom.
Pomóż mi zwyciężać pożądliwość umartwieniem, skąpstwo jałmużną, gniewliwość łagodnością, a oziębłość zapałem.
Uczyń mnie roztropnym w radach, wytrzymałym w niebezpieczeństwach, cierpliwym w przeciwnościach i pokornym w powodzeniu.
Spraw, Panie, abym był skupiony w modlitwie, wstrzemięźliwy przy posiłku, dokładny w pracy i zdecydowany w zamiarach.
Natchnij mnie troską o czystość sumienia, skromność zachowania się i wyglądu, mowę bez zarzutu i życie uporządkowane.
Pomóż mi czuwać nad popędami natury, nad współpracą z łaską, zachowywaniem Twego prawa i postępowaniem wysługującym zbawienie.
Naucz mnie, jak jest małym to, co ziemskie, jak wielkim to, co Boskie, jak krótkim, co doczesne, jak nieskończonym, co wieczne.
Spraw, abym dobrze przygotował się na śmierć, przejął się lękiem Twojego sądu, uniknął potępienia i osiągnął niebo. Przez Chrystusa, naszego Pana. Amen.

Modlitwa do NMP

Maryjo, Dziewico i Matko pełna świętości, oto przyjąłem Twego umiłowanego Syna, którego poczęłaś w swym przeczystym łonie, którego zrodziłaś, karmiłaś i tuliłaś do siebie. Z pokorą i miłością oddaję Ci Tego, którego obecność napełniała cię największym szczęściem i radością, abyś otworzyła Mu swoje ramiona i miłowała swoim sercem. Ofiaruję Go przez Ciebie Trójcy Najświętszej jako wyraz najwyższej czci Bożej, a także ku Twojej chwale oraz za potrzeby moje i całego świata.
Proszę Cię, o dobra Matko, uproś mi odpuszczenie moich grzechów, obfitą łaskę, abym odtąd gorliwiej służył Chrystusowi, i łaskę wytrwania aż do końca, abym mógł razem z Tobą wielbić Go przez całą wieczność. Amen.

Modlitwa bł. Jana Pawła II za rodziny

Boże, od którego pochodzi wszelkie ojcostwo w niebie i na ziemi, Ojcze, który jesteś Miłością i życiem – spraw, aby każda ludzka rodzina na ziemi, przez Twego Syna, Jezusa Chrystusa narodzonego z Niewiasty, i przez Ducha Świętego stawała się prawdziwym przybytkiem życia i miłości dla coraz to nowych pokoleń.
Spraw, aby Twoja łaska kierowała myśli i uczynki małżonków ku dobru ich własnych rodzin i wszystkich ludzi na świecie.
Spraw, aby młode pokolenie znajdowało w rodzinach mocne oparcie dla swego człowieczeństwa i jego rozwoju w prawdzie i miłości.
Spraw, aby miłość umacniana łaską sakramentu małżeństwa okazywała się mocniejsza od wszelkiej słabości i kryzysów, przez jakie nieraz przechodzą nasze rodziny.
Spraw wreszcie – błagamy Cię o to za pośrednictwem Świętej Rodziny z Nazaretu – ażeby Kościół wśród wszystkich narodów ziemi mógł owocnie spełniać swe posłannictwo w rodzinach i przez rodziny.
Przez Chrystusa Pana naszego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem na wieki wieków. Amen.

Akt osobistego oddania się Matce Bożej

Maryjo Niepokalana, zawsze Dziewico! Z wdzięcznością wspominając dzień, w którym oddałem(am) się całkowicie do Twojej dyspozycji, proszę Cię dzisiaj na nowo: posługuj się mną wedle Twojej woli. Uczyń ze mnie posłuszne narzędzie w Twoich dłoniach, o Matko Chrystusa i Matko Kościoła, dla ratowania dusz ludzkich w Ojczyźnie naszej i całym świecie.
Matko Najświętsza, spraw, bym codziennie ponawiając całkowite oddanie się Tobie, stawał(a) się coraz bardziej Twoją pomocą dla sprawy Chrystusa na ziemi. Amen.

Modlitwa do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele! Wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a ty, wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

Modlitwa do Ducha Świętego

Królu niebieski, Pocieszycielu, Duchu Prawdy, Ty, który jesteś wszędzie i wszystko wypełniasz,
Skarbnico dóbr i Dawco życia, Przyjdź, uczyń w nas swe mieszkanie,
Oczyść nas z wszelkiej nieczystości, Zbaw nasze dusze, Ty, który jesteś dobry. Amen. (św. Efrem, diakon)

Modlitwa w kryzysie małżeństwa

Ojcze nasz, zwracam się z pokorą i żarliwą prośbą do Ciebie. Tyś nas połączył nierozerwalnie w sakramencie małżeństwa i chcesz, abyśmy temu związkowi zostali wierni aż do śmierci.
Nie sądziłem, że osoby, które się miłują, tak mogą się wzajemnie ranić. Boże, pośpiesz na pomoc sercu memu, uczyń je przez to właśnie cierpienie mniej samolubnym. Poznaję coraz lepiej, jak trudny jest stan małżeński i jak niedoskonały jeszcze jestem.
Uczyń mnie wielkodusznym, bym umiał przebaczać. Daj mi cierpliwość podobną do tej, którą Ty mi okazujesz. Spraw, by w codziennych trudnościach i doświadczeniach moja miłość się wzmacniała i dojrzewała, aż minie zły czas. Panie, chcę zostać wiernym do końca. Amen.