8.09.- 23.Niedziela zwykła

 

EWANGELIA WG.SW.ŁUKASZA  14,25-33

DENERWUJĄCE SŁOWA O NIENAWISCI BLISKICH,LECZ JEZUS CHCE POWIEDZIEĆ,ŻE BÓG JEST WAŻNIEJSZY OD TYCH  NAJBARDZIEJ  NAM  BLISKICH  I  WIERNYCH.

W JĘZYKU HEBRAJSKIM „NIENAWIDZIĆ” RODZICÓW  OZNACZAŁO- NAWET ONI NIE MOGĄ ZASŁONIĆ CI BOGA.

BYĆ CHRZESCIJANINEM – TO BYĆ UCZNIEM CHRYSTUSA,KTÓREGO STAWIAM W ŻYCIU NA PIERWSZYM MIEJSCU.

******************************************************************************************************

7.09. sobota   DRIEBERGEN      10.30 – PIERWSZE ZAJĘCIA W SZKOLE  POLSKIEJ

7.09. sobota   TIEL    18.15 -adoracja  z ok. 1. soboty miesiaca, medytacja różańcowa,spowiedź.

19.00 – Msza  za dusze czyśćcowe

8.09.      –     23.NIEDZIELA ZWYKŁA

ARNHEM 9.30 Msza : O pomyslny zabieg dla Renaty

UTRECHT 12.30 Msza: O Łaske zdrowia dla Margo

HENGELO 16.00 Msza: +Józef Sławik (14.r.),+Piotr, ++ z rodziny

PUTTEN    19.00Msza: W intencji Parafian.

12.09. UTRECHT ,czwartek godz. 19.00 -Msza sw.,poprzedzona rozancem,okazja do spowiedzi.

13.09. PUTTEN ,piatek  godz. 19.00 – Msza : + Andrzej Mroziński ( pol godz.-rozaniec,spowiedz)

14.09. TIEL ,sobota  godz. 19.00 -Msza w int. urodzinowej  Wiktorii ( 9.)  i Huberta (7)

 15.09. 24 NIEDZIELA ZWYKŁA

ARNHEM  9.30 : ++Daniel Panasiuk,Antoni,Władysława

UTRECHT 12.30 : Urodzinowa, w int. Moniki.Po Mszy chrzest – Jennifer

HENGELO 16.00 : + Zbigniew ( 35.r.+)

PUTTEN  19.00 : W int. Parafian

*******************************************************************************************

      KURS PRZEDMAŁŻEŃSKI W NASZEJ PARAFII – W MIESIĄCU WRZEŚNIU  2019

W CZWARTKI  12/19/26 WRZEŚNIA  – W UTRECHCIE  O GODZ. 19.30 – 21.00

CHETNYCH PROSZĘ OKONTAKT – KS.CZESŁAW, TELEFON :  06.19.17.84.79

*************************************************************************************

ZAPROSZENIE DO WZIĘCIA UDZIAŁU W MARSZU – DRIEL ,14.09. 2019 – SOBOTA  10.00- 12.00

„Przechodzimy do refleksji nad tymi, którzy walczyli o nasze przetrwanie”.

Pragnę przypomnieć o tym, że w tym roku przypada 75 rocznica walk polskich żołnierzy na zachodnich frontach.

W związku z tym nasza Szkoła gorąco zachęca Państwa wraz z dziećmi- uczniami naszej szkoły do wzięcia udziału w niezwykłej lekcji historii, a jest nią 5-cio kilometrowy marsz ‘’Polentocht” w małej wiosce Driel.

Marsz ten jest organizowany przez ,,Luctor et Emergo ” i odbędzie się w tym roku po raz dwunasty.

W tej podróży Holendrzy upamiętniają tych, którzy walczyli o ich wolność, nad brzegiem Renu we

wrześniu 1944 r., pod koniec II-giej wojny światowej. Trasa piesza prowadzi różnymi drogami wzdłuż Renu, gdzie alianci stoczyli zaciętą bitwę z niemieckimi ciemiężcami. Zabytki pamięci można znaleźć w różnych miejscach. Najważniejsze zabytki znajdziecie Państwo na każdej trasie we wsi Driel, na Placu Polskim.

Holendrzy swoimi myślami są przede wszystkim przy walczących z 1-szej Polskiej Niezależnej Brygady Spadochronowej, dowodzonej przez generała- majora Stanisława Sosabowskiego. Motto tej pieszej wycieczki brzmi: „Przechodzimy do refleksji nad tymi, którzy walczyli o nasze przetrwanie”.

O Marszu.

Data: 14 września 2019 r.    /    Godz. Marszu 5 km. od 10.00 do 12.00

Trasa: 5 km -jest to dobry dystans do przejścia rodziców z (małymi) dziećmi,

Na trasie o długości 5 km przebywamy w bezpośrednim sąsiedztwie Driel.

Trasa prowadzi przez wieś Driel, przez pola uprawne i przez Drielse Rijndijk z powrotem do wioski. Na trasie znajdują się dwa miejsca pamięci.

Pomnik 7-go Batalionu Królewskiego Pułku Hampshire. Jest to granitowa tablica oprawiona w cegły. Godło batalionu znajduje się na tablicy pamiątkowej.

Na placu Polaków w Driel znajdują się dwa pomniki ku czci generała Stanisława Sosabowskiego i polskich sił zbrojnych. W Kościele rzymskokatolickim znajduje się niewielka, ale interesująca wystawa o bitwie w Arnhem, a szczególnie o roli Polaków. Zwrócono również uwagę na rehabilitację Polaków.

Wspomnę jeszcze krótko: Generał Sosabowski był jednym z polskich bohaterów II-giej wojny światowej. Talent dowódczy pokazał na wielu frontach, ale przez historię został zapamiętany przede wszystkim jako twórca i dowódca elitarnej Pierwszej Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

Bitwa o Arnhem lub inaczej ,, O jeden most za daleko” – gdyby wówczas posłuchano przestrogi gen. Sosabowskiego, to historia dzisiaj wyglądałaby inaczej. Niestety, nie tylko nie posłuchano, ale uznano Polaków za winnych. Po wojnie, gen. Sosabowski, odarty z honoru, pracował w Anglii jako zwykły robotnik.

Zapisy oraz Koszty marszu.

Koszty wynoszą 4 euro wraz z odznaczeniem, na którym widnieje popiersie gen. Sosabowskiego. Jest to specjalne, jubileuszowe wydanie. Można zrezygnować z medalu, zapłacimy wówczas 1 euro mniej.

Zgłoszenie:

Zgłoszenia proszę kierować bezpośrednio do mnie.

Na podany niżej adres mailowy należy przesłać następujące dane:

Ilość uczestników, Imiona i nazwiska, ilość medali- zgodnie z ilością uczestników

ERRATA:

Szanowni Państwo,

Pani Dorota, zajmująca się zapisami na marsz w Driel przekazała, że po rozmowie z organizacją marszu  nastąpiła zmiana co do sposobu zapłaty za uczestnictwo/+ medal.

Na adres mailowy Pani Doroty  wysyłają Państwo wiadomość z imionami i nazwiskami uczestników  oraz ilością medali (tak jak to było ustalone poprzednio).

Natomiast proszę nie przelewać pieniędzy na podane konto, gdyż każdy będzie płacił w Driel i otrzyma pakiecik z mapkami.  Przed marszem trzeba zgłosić się  do Oldenburg przy Hofplein 1 i podac imię i  nazwisko wszystkich zapisanych członków rodziny. Medale otrzymają Państwo po przebytym marszu.

Pani Dorota przyjmuje zatem zapisy, a nie pieniądze.

Dojazd.

We własnym zakresie. Ewentualnie można się z kimś umówić, aby wspólnie odbyć podróż w obie strony, do Driel i do domu.

Start.

Startujemy i finiszujemy marsz Polentocht przy zalencentrum ‘’Oldenburg”adres: Hofplein 1 w Driel.

Oldenburg znajduje się w centrum wioski Driel. Łatwy dojazd autem lub autobusem.

W imieniu naszej szkoły gorąco zachęcam do przebycia tego marszu. Mile są widziani dziadkowie, sąsiedzi i wszyscy Ci, którzy zechcą znaleźć się w tym niezwykłym miejscu.

Dorota Boerland- Marcinkiewicz

Tel: 0610792873   /    [email protected]

*************************************************************************************

AUTOBUSOWA  PIELGRZYMKA RÓŻAŃCOWA  DO BANNEUX (BELGIA)- 5.10.2019 

pierwsza sobota pażdziernika – swięto Matki Bożej Różańcowej

Wyjazd z Utrechtu ( 7.30) .Na miejscu : 10.00- spowiedź. 10.30 – Rózaniec   11.00 Msza świeta

Przerwa na posiłek    14.00  – Droga Krzyzowa w parku  15.00 – Międzynarodowe nabożeństwo dla chorych . 16.00 – powrót

 

Zapisy – pani Barbara Olszewski – Sammler ( skarbniczka parafii Utrecht).Telefon : 06.25.22.63.30

 

 

XXIII Niedziela Zwykła

 

Niedziela, 08 września 2019 roku, XXIII tydzień zwykły, Rok C, I

 

CZYTANIA

Aby zrozumieć dzisiejszą Ewangelię, trzeba uwzględnić jej tło, kontekst – do tego trzeba go wyczuć, gdyż św. Łukasz nie przedstawia go bezpośrednio. Ale nie jest to trudne – to sytuacja bardzo zbliżona do Niedzieli Palmowej. Jezus udaje się do Jerozolimy. Otacza Go krąg Jego uczniów i zwolenników, zapewne coraz bardziej rosnący. Są pełni zapału i entuzjazmu, gdyż przewidują wielkie, ważne wydarzenia. Oto wielki prorok i cudotwórca – może nawet sam Mesjasz?… – idzie do miasta świętego. Tam chyba stanie się coś przełomowego, dla Izraela zacznie się prawdopodobnie jakaś nowa epoka. Skończy się czas upokorzeń pod rzymskim butem, powróci wielkie królestwo Dawida. Jak dobrze być uczniem tak wielkiego mistrza, widzieć własnymi oczami wielkie, epokowe wydarzenia i uczestniczyć w nich! Rzeczywiście jest to atmosfera znana nam z Niedzieli Palmowej.

 

 

I tak jak Jezus nie wykorzystał wtedy entuzjazmu tłumów, aby pokonać swych wrogów, tak i teraz wylewa swoim zwolennikom kubeł zimnej wody na głowę, gasi brutalnie ich zapał. Ostrzega, że nie powinni spodziewać się triumfu, lecz cierpienia. Mówi, że bycie Jego uczniem nie jest bynajmniej tak łatwe, jak się w tej chwili wydaje. Przeciwnie, jest ono tak trudne jak wybudowanie wysokiej wieży albo wygranie wojny z silniejszym przeciwnikiem. Trzeba się pozbyć naiwnych złudzeń, konieczny tu jest twardy realizm, który liczy się z trudem i bólem. To orędzie współbrzmi bardzo dobrze z perykopami ewangelicznymi, które słyszeliśmy w ostatnich tygodniach. Wszystkie one mówią, że trzeba się zdecydować: albo za Jezusem, albo przeciw Niemu. Ale człowiek musi przy tym wiedzieć, co znaczy opowiedzieć się za Jezusem. Musi wiedzieć, dokąd podąża Jego droga, i że potrzebuje On nie „fanów”, lecz naśladowców. Nie potrzebuje On takich, którzy będą Go podziwiać i oklaskiwać, ale gotowych iść za Nim – choćby nawet aż na krzyż. Właśnie to oznacza bycie Jego uczniem. Nie jest to żadna zabawa, ale poważny i radykalny wybór życiowy.

 

Jestem przekonany, że tak właśnie należy rozumieć dzisiejszą Ewangelię. Ale trzeba do tego koniecznie dodać, jak na pewno nie należy jej rozumieć. Otóż nie można sądzić, jakoby bycie uczniem Jezusa było kwestią czysto ludzkich kalkulacji, jak wydają się sugerować dzisiejsze przypowieści. Gdyby tak rzeczywiście było, gdyby wszystko zależało tylko od naszych możliwości, nawet jak najrzetelniej ocenionych, to trzeba by powiedzieć, że nikt nie może być uczniem Jezusa, gdyż przekracza to możliwości wszystkich ludzi, nawet najlepszych i najsilniejszych. Jezus zaprasza nas do bycia Jego uczniami nie dlatego, byśmy się do tego szczególnie dobrze nadawali, byśmy byli lepsi od innych. Nie, On nas zaprasza, gdyż liczy na to, że będziemy otwarci na Jego łaskę. To ona dopiero czyni nas zdolnymi do bycia Jego uczniami; ona uczy nas stopniowo, krok po kroku – tak jak to było z Apostołami. Musimy i możemy dojrzewać do naśladowania Jezusa tak, jak oni do tego dojrzewali – poprzez słuchanie Jego głosu w Biblii i w codziennych wydarzeniach oraz odpowiadanie na ten głos; poprzez pytanie o Jego wolę i wypełnianie jej; poprzez patrzenie na Niego takiego, jakim Ewangelie Go ukazują, i usiłowanie kształtowania siebie na Jego wzór; poprzez posłuszeństwo swojemu sumieniu, które też jest Jego głosem; poprzez przyjmowanie Jego przebaczenia w sakramencie pojednania; poprzez karmienia się Jego Ciałem w Eucharystii. To dopiero czyni nas Jego uczniami, nie nasze kalkulacje, choćby nawet najskrupulatniejsze; nie nasze zamierzenia, choćby nawet najszczersze.

 

Do tego ogólnego komentarza można by jeszcze dodać trzy szczegółowe uwagi.

Uwaga pierwsza: Jezus mówi:

Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

Nie może tu z pewnością chodzić o nienawiść w dosłownym sensie, przeciwną miłości, gdyż Jezus sam wielekroć podkreślał, że przykazanie miłości bliźniego to najważniejsze (obok przykazania miłości Boga) ze wszystkich przykazań. Chodzi tu o to, że człowiek musi być gotowy nawet do zerwania więzi rodzinnych, jeśli przeszkadzają one w opowiedzeniu się za Nim. Przykładem takiej radykalności w pójściu za Jezusem był św. Paweł z Tarsu, który całkowicie zerwał ze swoją wielką (i niewątpliwie szczerze ukochaną) rodziną, jaką była jego żydowska ojczyzna, ponieważ więzi z nią i przynależność do Jezusa okazały się w jego przypadku nie do pogodzenia. Takie sytuacje zdarzały się z pewnością często w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, ale czasem zdarzają się także dziś.

 

Druga uwaga: Kiedy czytamy dzisiejszą Ewangelię w świetle I czytania, widzimy, że prawdziwa mądrość polega na kroczeniu za Jezusem. Trzeba to podkreślić, gdyż dziś na ogół nie rozumiemy mądrości prawidłowo. Mylimy ją z inteligencją, błyskotliwością umysłu albo z rozległą wiedzą, erudycją, albo ze sprytem, pomysłowością. Biblia mówi inaczej: mądry jest człowiek, który potrafi tak pokierować swoim życiem, że poprowadzi go ono ku niebu. Mądry jest zatem ten, kto potrafi w świecie zobaczyć i usłyszeć Boga i wypełnić Jego wolę. A ponieważ ostatecznym objawieniem Boga jest Jezus Chrystus, Syn Boży, mądry jest ten, kto potrafi Go przyjąć i uznać za swego pana i mistrza.

 

I uwaga trzecia, ostatnia uwaga: Tak jak mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii, może mówić tylko albo Bóg, albo pomyleniec – trzeciej możliwości nie ma. Ci, którzy uważają, że Jezus to zwyczajny człowiek, tyle że szczególnie religijnie utalentowany, wzniosły nauczyciel moralności, wybitna postać religijna porównywalna z Zaratustrą, Lao-tsy, Buddą albo Mahometem, chyba nie czytali dzisiejszej Ewangelii. Zwykły, rozsądny, zrównoważony człowiek nie mógłby tak mówić, nie wolno by mu było stawiać nikomu takich wymagań. A więc mamy tu do czynienia albo z jakimś wariatem – tak sądzą Żydzi do dziś – albo z Bogiem. My zaś wierzymy właśnie w to, że Jezus jest Synem Bożym, który za nas umarł na krzyżu i wezwał nas do wspólnoty Jego uczniów – do Kościoła. Na podstawie tego Jego zaproszenia i łaski jesteśmy dziś tutaj.

 

 

 

Pracownik redakcji kwartalnika „Homo Dei” i wydawnictwa Homo Dei – Kraków

o. Janusz Serafin CSsR

********************************************************************************************

Bitwa o Arnhem lub inaczej ,, O jeden most za daleko” – gdyby wówczas posłuchano przestrogi gen. Sosabowskiego, to historia dzisiaj wyglądałaby inaczej. Niestety, nie tylko nie posłuchano, ale uznano Polaków za winnych. Po wojnie, gen. Sosabowski, odarty z honoru, pracował w Anglii jako zwykły robotnik.

*******************************************************************************************

Szanowni Państwo,

Wydział Konsularny Ambasady RP w Hadze serdecznie  zaprasza na spotkanie z polskimi publicystami Piotrem Semką oraz Piotrem Zychowiczem w dniu 12 września 2019 r. o godz. 18:00 w siedzibie Ambasady RP w Hadze, Alexanderstraat 25. W trakcie spotkania porozmawiamy o roli, jaką Polacy odegrali w operacji Market Garden w 1944 r., o ich późno docenionych zasługach, a także o losach Holendrów u schyłku II Wojny Światowej.

Osoby zainteresowane udziałem prosimy o dokonanie zgłoszenia z podaniem imienia i nazwiska mailem: [email protected]

Serdecznie zapraszamy,

Renata Kowalska ,Konsul Generalny,Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Hadze

Alexanderstraat 25 . 2514 JM Den Haag

***************************************************************************

Jestem katolikiem, ale…” Tych błędów trzeba się wystrzegać!


„Jestem katolikiem, ale…” Tych błędów trzeba się wystrzegać!

źródło: pixabay.com
#WIARA    #KATOLIK    #WYZNANIE    #WEGANIZM    #LGBT    #PACYFIZM    #WOJNA

„Jestem katolikiem, ale…” Takie zdanie można bardzo często usłyszeć w rozmowie ze współczesnymi katolikami. Wielu ludzi mimo publicznie deklarowanej przynależności do Kościoła i wiary w Chrystusa popiera prądy myślowe, koncepcje lub ideologie, które są z tą wiarą zupełnie sprzeczne. Zazwyczaj stoi za tym nieświadomość, często naiwność, a w skrajnych przypadkach zła wola.

 

W rzeczywistości jednak wypowiadając zdanie „Jestem katolikiem, ale…” wyrażają na poziomie językowym sprzeczność swoich poglądów, choć zapewne w większości przypadków tego nie dostrzegają. Co pojawia się w drugiej części tego wyrażania? Zobaczmy trzy najbardziej popularne warianty.

 

…popieram społeczność LGBT”

Zaczniemy od najpopularniejszego, zwłaszcza w ostatnim czasie, dokończenia tytułowego zdania. Jesteśmy świadkami tego, jak praktykujący katolicy coraz liczniej uczestniczą w tzw. paradach równości. Są wśród nich również osoby publiczne, a także dziennikarze mediów, które określają się jako katolickie.

 

Jedną z wielu możliwych motywacji takich osób jest chęć podkreślenia tego, że Jezus przychodzi zbawić wszystkich ludzi. Jednak nie rozróżniają oni dwóch zupełnie różnych pojęć: szacunku dla człowieka i popierania ideologii sprzecznej z chrześcijaństwem. Nasz mistrz, Sługa Boży ks. Piotr Skarga mówił: „Nienawidzić grzechu, miłować grzesznika”. W tym nakazie streszcza się cała postawa, jaką katolik powinien przyjąć wobec osób o innej orientacji seksualnej. Należy otaczać tych ludzi modlitwą i pomagać im w ciężkiej walce o zachowanie takiego obrazu życia, jakiego wymaga od człowieka ochrzczonego Ewangelia. Nie wolno ich prześladować, czy dyskryminować. Ale jednocześnie nie można pochwalać ich czynów i tolerować obnoszenie się z nieewangelicznym stylem życia, a tzw. parady równości są w swej istocie skrajnym przykładem gloryfikacji grzechu. Jednym z uczynków Miłosierdzia pozostaje „Grzeszących upominać”, a nie „W grzechu utwierdzać”!

 

Tym bardziej nie wolno nam popierać ideologii LGBT, która pod fasadą pięknych haseł o wolności, równości i tolerancji niesie coś zupełnie innego: walkę z rodziną i tradycyjnymi wartościami, demoralizację najmłodszych, nienawiść do osób o odmiennych (od nich) poglądach i wprowadzenie totalnej cenzury środków masowego przekazu. Niedostrzeganie tych zagrożeń przez wielu katolików jest elementem smutnej analizy kondycji współczesnego Kościoła. Niektórzy z nich są wręcz zdziwieni profanacjami, jakie odbywają się na imprezach opatrzonych szyldem LGBT. Ich przekonanie o pozytywnym wymiarze tego ruchu było tak głębokie, że nie mogą zrozumieć, skąd u tych, którzy mieli być szermierzami tolerancji, tyle nienawiści do religii i osób wierzących?

 

Na koniec przypomnijmy, że homoseksualizm jest w Biblii potępiony tak jednoznacznie, jak mało które zjawisko: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość” (Kap 20, 13) oraz „Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10). Za cytowanie tych właśnie fragmentów Pisma Świętego ostatnio jeden człowiek w Polsce stracił pracę, a kanadyjski sąd w ogóle zakazuje ich przytaczania bez kontekstu jako „mowę nienawiści”!

 

…jestem pacyfistą”

Ten punkt może u wielu osób wywołać odruchowy sprzeciw. Jak to? Co niby jest złego i sprzecznego z wiarą w tym, że katolik sprzeciwia się istnieniu wojen i stosowaniu przemocy? Dzięki takiemu postawieniu sprawy dochodzimy od razu do sedna. Otóż pacyfizm nie jest ideologią sprzeciwiającą się stosowaniu przemocy. To zmanipulowany obraz tego ruchu, który na trwałe zakorzenił się w kulturze masowej dzięki staraniom amerykańskiej lewicy. Pacyfizm jest ideologią, która odrzuca autorytet władzy, Kościoła, wojska, czy policji, sprzeciwia się tradycyjnemu modelowi rodziny jako „opresyjnemu” i „tłumiącemu ludzką wolność”, a promuje tzw. wolny seks, antykoncepcję i aborcję.

 

Nie da się całkowicie rozdzielić pierwszej fali pacyfizmu z początku XX w., która uderzyła w te jeszcze wówczas silne w Stanach Zjednoczonych wartości, od jego drugiej fali z końca lat 60., kojarzonej z „dziećmi kwiatów”, wśród których niemało było agentów KGB, ani wreszcie od powstałej u progu XXI w. ideologii LGBT. Wszystko to jeden ciąg przyczynowo-skutkowy. Katolik, który nazywa się pacyfistą, najprawdopodobniej po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, pod jaką ideologią się podpisuje i nieświadomie legitymizuje jego działania. Papież św. Jan Paweł II, który wołał: „Nigdy więcej wojny! To pokój, pokój musi kierować losami narodów i całej ludzkości” (Westerplatte, 1979 r.), jednocześnie zawsze sprzeciwiał się nazywaniu go pacyfistą.

 

Nie trzeba pisać w tym miejscu o negatywnym stosunku Kościoła do wojny, o zachętach do pokojowego rozstrzygania sporów i powstrzymywania się od używania przemocy, sprzecznej z piątym przykazaniem – to sprawy oczywiste. Są jednak przypadki, takie jak wojna obronna, czy walka w samoobronie, kiedy nie można zabronić katolikowi uzasadnionego i proporcjonalnego do zagrożenia odpowiedzenia siłą. „Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności” (KKK 2265). Dobrym przykładem są tu meksykańscy christeros, którzy po wyczerpaniu wszystkich innych możliwości samoobrony (listy protestacyjne, demonstracje, blokady ulic) byli zmuszeni sięgnąć po broń, by walczyć nie tylko o swoje prawa i wolność religii, ale o własne przetrwanie w obliczu krwawych represji antyklerykalnej władzy.

 

„…jestem ideologicznym wegetarianinem”

Oczywiście katolik może nie spożywać mięsa, tak samo, jak ma prawo nie jeść słodyczy, brukselki, albo dowolnego innego pokarmu. Z różnych powodów: bo mu nie smakuje, przez kwestie zdrowotne, albo dlatego, że jego wrażliwość nie godzi się z zabijaniem zwierząt. W tym nie ma nic złego. Zupełnie inną sprawą jest ideologiczny wegetarianizm, czyli założenie, że katolikowi NIE WOLNO jeść mięsa (to co innego, niż NIE CHCIEĆ tego robić).

 

Ideologiczni katolicy-wegetarianie twierdzą, że Bóg stworzył wszystkie stworzenia równymi sobie, co jest oczywistą nieprawdą. Już pierwszy rozdział Księgi Rodzaju mówi: „A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” (Rdz 1, 26). Dlatego właśnie ubój zwierząt był zjawiskiem powszechnym u Żydów, zarówno na cele ofiarne, jak i spożywcze, przy czym został obwarowany licznymi, restrykcyjnymi przepisami prawa mojżeszowego odnośnie sposobu przyrządzania mięsa oraz zakazu spożywania wieprzowiny.

 

Chrześcijaństwo odeszło od zasad koszerności i nie wyklucza konsumowania żadnego gatunku mięsa. Nauczanie Kościoła w kwestii porządku świata stworzonego ukształtował na wieki jeden z najwybitniejszy teologów chrześcijaństwa, św. Tomasz z Akwinu. Jego hierarchia bytów umieszcza na samym szczycie Boga, poniżej aniołów, a dalej wszystkie byty stworzone: człowieka, zwierzęta i przyrodę nieożywioną. Dokładnie w tej kolejności. Dlatego nie popełnia grzechu katolik, czerpiąc pożywienie ze zwierząt, bo stoją one od niego niżej w hierarchii bytów i według św. Tomasza nie zostały obdarzone nieśmiertelną duszą. Oczywiście nie oznacza to, że wolno nam źle traktować zwierzęta, czy zadawać im niepotrzebne cierpienie. Bóg uczynił człowieka nie tylko panem świata, ale także odpowiedzialnym za niego. Dlatego św. Jan Paweł II pisał: „Zasoby naturalne powinny być zużywane w taki sposób, by czerpanie natychmiastowych korzyści nie pociągało za sobą negatywnych skutków dla żywych istot, ludzi i zwierząt, dziś i jutro”.

 

W Tradycji Kościoła Katolickiego od czasu papieża Mikołaja I (858-867) ukształtował się zwyczaj postu od pokarmów mięsnych we wszystkie piątki roku na pamiątkę Męki Chrystusa. Dziś dożyliśmy bardzo dziwnych czasów, w których z jednej strony powszechnie podważa się zasadność postu piątkowego i coraz więcej praktykujących katolików w Polsce nie ma oporów, aby w ten dzień tygodnia zamówić danie mięsne w restauracji, a z drugiej strony niektóre osoby próbują nas przekonać do całkowitej niedopuszczalności spożywania mięsa, na co nie ma żadnych dowodów ani w Piśmie Świętym, ani w nauczaniu Kościoła.

 

Marcin Więckowski


DATA: 2019-09-10 08:11
*********************************************************************************

Lekarz uniewinniony za eutanazję

zdjęcie ilustracyjne / qimono CC0

    

Sąd w Hadze uniewinnił w środę holenderskiego lekarza, który dokonał eutanazji 74-letniej kobiety cierpiącej na demencję. Zdaniem prokuratury lekarz naruszył niejednoznacznie sformułowany obowiązek skonsultowania swej decyzji z chorą bez względu na jej stan umysłowy.

Sąd orzekł, że pacjentka jednoznacznie zażądała eutanazji na wcześniejszym etapie swej choroby, a lekarz zrealizował jej wolę i dokonał w tego w pełnej zgodzie z prawem, po zasięgnięciu opinii innych lekarzy i rodziny chorej.

Pomoc w samobójstwie i zabójstwo z litości są w Holandii dozwolone, jeśli żąda tego dla siebie osoba doświadczająca niedających się znieść i zarazem nieuleczalnych cierpień, przy czym cała procedura eutanazji musi się odbywać pod nadzorem medycznym.

Kobieta, której zgon był przedmiotem postępowania sądowego, sporządziła potwierdzoną urzędowo deklarację, że chce poddania się eutanazji w przypadku, gdyby stan jej zdrowia znacznie się pogorszył. Lekarz dokonał tego za zgodą i przy wsparciu jej rodziny.

– Sąd doszedł do wniosku, że lekarz nie potrzebował aktualnego sprawdzenia pragnienia eutanazji (u pacjentki)

– oświadczyła przewodnicząca składu sędziowskiego Mariette Renckens. Jak zaznaczyła, chora miała zbyt daleko posuniętą demencję, by mogła zaprezentować „spójne” żądanie przyspieszenia zgonu, ale żądanie takie przedstawiła wcześniej w dokumencie oraz w licznych rozmowach z rodziną i personelem medycznym.

 

Oceń artykuł: