7.11.- 32. Nd. zwykła(otwórz)

OGŁOSZENIE DLA ARNHEM:

OD 4.04. 2021,MSZA W ARNHEM- JEST ODPRAWIANA W NOWYM MIEJSCU , o GODZINIE 9.00 – Schaapsdrift 56, 6824 GS Arnhem- Syrian Catholic Church( dawniej – Willibrord, blisko stacji kolejowej Arnhem – Presikhaaf ).PÓŁ GODZ. PRZED MSZĄ – OKAZJA DO SPOWIEDZI.

OGŁOSZENIE DLA MIESZKAŃCÓW PUTTEN I OKOLIC!!!

HOLENDRZY Z PUTTEN ORGANIZUJĄ DARMOWY KURS NAUKI JĘZYKA HOLENDERSKIEGO ( PŁACI SIĘ TYLKO NIEWIELKIE WPISOWE)ADRES : ARENDSTRAAT 2, PUTTEN.ZAJĘCIA W ŚRODY 18.30- 20.30.NAJBLIZSZE SPOTKANIE 6.10.KURS TRWA DO 30 MARCA 2022.E-MAIL( ZAPISY) : [email protected] tel.06-125 16 66 5.

***************************************************

OGŁOSZENIE DLA UTRECHTU!!!

7 .listopada nie będzie mszy św. w „naszym” kościele !!!
Msza św. odbędzie się 7.LISTOPADA o godz. 12.30.w kościele pod wezwaniem: ST. DOMINICUSKERK. PALESTRINASTRAAT 1 . 3533 EH UTRECHT
To jest dzielnica Oog in Al.Parkowanie samochodow bezpłatne.
(10 minut drogi od koscioła sw.Rafaela).

************************************

PARAFIANIE Z HENGELO :

OD SOBOTY 2.10.2021 ROKU- MSZA ŚWIĘTA O GODZINIE 17.00 !!

**********************************************

OGŁOSZENIE DLA NARZECZONYCH:

KURS PRZEDMAŁZENSKI BĘDZIE U NAS ZORGANIZOWANY W PARAFII UTRECHT MARZEC/KWIECIEŃ 2022 ,JEŚLI NIE BĘDZIE NAWROTU EPIDEMII.JEŚLI SIĘ SYTUACJA Z KORONĄ POWTÓRZY – ZALICZAMY WTEDY KURS ONLINE – www.nauki.plABY PRZYGOTOWAĆ DOKUMENTY DO ŚLUBU(CHODZI O UZYSKANIE TZW. LICENCJI NA ŚLUB, czyli pozwolenia biskupa Utrechtu na ślub poza aktualnym miejscem zamieszkania w Holandii. Dotyczy to osób, które mieszkają co najmniej 6 miesięcy w Holandii, poza swoją polską parafią zamieszkania) – PROSZĘ SIĘ ZGŁASZAĆ 3-4 MIESIĄCE PRZED DATĄ ŚLUBU, A NIE ” NA OSTATNIĄ CHWILĘ”.POTRZEBNE DOKUMENTY: 1/ METRYKA CHRZTU 2/ POTWIERDZENIE MIEJSCA ZAMIESZKANIA W HOLANDII.3/ KSERO Z DOWODU OSOBISTEGO LUB PASZPORTU.( 1.STRONA)-aby potwierdzic tożsamość osób.

***************************

5.11.-PIĄTEK 17.00 – KATECHEZA W ERMELO DLA DZIECI ( 1.I 2.GRUPA)

18.30 – KATECHEZA ONLINE DLA BIERZMOWANYCH

19.30- MSZA SW. ….20.- NABOZEŃSTWO

6.11. SOBOTA

DRIEBERGEN 10.30 – SZKOŁA POLSKA,ZAJĘCIA DLA DZIECI.

, HENGELO,GODZ. 17.00: ++Urszula(14.r+),Tomasz Kramarscy,Alfons,Teresa,Frans,Marietje.

GODZINA 20.00- NABOZENSTWO RÓŻANCOWE( 1.SOBOTA MIESIĄCA)

7.11. – 32. NIEDZIELA ZWYKŁA

ARNHEM 9.00 :++DANUTA(11.R.+),ZDZISŁAW.

UTRECHT 12.30 : ANNA I DAVID ( 18 ROCZNICA SLUBU)

TIEL16.00:++KIJOWSCY,NIEDZIOŁKOWIE,ZDZISŁAW,PRZYJACIELE,SĄSIEDZI

.PUTTEN 18.30 : W INT.ADAMA ( URODZINOWA,55 LAT).

**********************************

9.11. WTOREK 19.30 MSZA SW.:…GODZ. 20.00 -NABOZENSTWO

10.11.ŚRODA 7.30 MSZA SW. :…

11.11. CZWARTEK 19.30 -103 ROCZN.ODZYSK.NIEPODLEGŁOSCI: ++ MANEWSCY,SŁOMCZYŃSCY.GODZ. 20.00: NABOŻENSTWO

12.11.PIATEK 19.30 : O ŁASKĘ ROZEZNANIA DLA HALINY.20- NABOŻENSTWO

13. HENGELO,SOBOTA ,GODZ. 17.00 – ++ANNA,JÓZEF,WIESŁAW,DUSZE CZYŚĆCOWE.

14. 11. -33.NIEDZIELA ZWYKŁA

ARNHEM 9.00: + WIESŁAW PRZYBYŁA ( 2.R.+).

UTRECHT 12.30 :1/+ GEZINE BROUWER ( 18.R.+)

TIEL 16.00 : DZIĘKCZYNNA ZA CZAS DANY OD BOGA NA BYCIE RAZEM I ZYCIE FRANIA.

PUTTEN 18.00 :…

******************************************

XXXII niedziela zwykła

Niedziela, 07 listopada 2021 roku, XXXII tydzień zwykły, Rok B, I

CZYTANIA

Trochę strach stawać dziś „na ambonie”, by mówić. Niełatwo też „pod amboną”, by słuchać. Mamy przecież w uszach dopiero co odczytane słowa o tych, co w powłóczystych szatach, o zajmujących pierwsze miejsca. Jakże łatwo przerzucić tę opinię z faryzeuszy na księdza! Media ochoczo upubliczniają każde potknięcie, każdą niezręczność bądź głupstwo, jakie palnie jakikolwiek duchowny. I zaczynamy się bać mówić jako księża, kaznodzieje czy katecheci. Boimy się dotykać trudniejszych tematów, by nie narazić się na zarzuty. To jedna strona medalu.

Ale jest i druga. To może też przeszkadzać w słuchaniu. Bo słuchając słowa Bożego głoszonego przez księdza, mamy w głowie te wszystkie nieprzychylne opinie powielane przez rozmaite media. I podświadomie zaczynamy wątpić w prawdziwość tego, co słyszymy. Co zrobić? Może warto sobie uświadomić, że faryzeizm to bardziej postawa niż strój, bardziej umysł niż miejsce i krzesło. Zrobiwszy to zastrzeżenie, próbujmy myśleć.

Czytamy dziś mały fragment historii proroka Eliasza. Czym ona jest? Można powiedzieć, że to historia człowieka bez ojczyzny, choć przynależał do Królestwa północnego. Jego historia to nieustanne wołanie o poszanowanie Boskich praw w narodzie wybranym. A władcy nie lubią, gdy im się zwraca uwagę na zło, na nieprawość, na wszelkie niesprawiedliwości, których się dopuszczają. Nic zatem dziwnego, że zaznał prorok szczególnych prześladowań. Dziś epizod z wdową z Sarepty Sydońskiej. To pokłosie suszy zapowiedzianej jako kara za grzech. Jednocześnie to swoiste preludium prześladowania przez królową Izebel. Bo trzeba przyznać, że zawzięła się na niego okrutnie. Po ludzku patrząc, miała za co – wszak wymordował proroków Baala na Górze Karmel. Wszystko z gorliwości i w trosce o wiarę w Boga Jahwe. Znamy tę historię. Nasza wrażliwość burzy się w tym miejscu. A z drugiej strony jakoś nie burzymy się za bardzo, gdy słyszmy o współczesnych zamachach na życie. Tamci na Karmelu przynajmniej mieli szansę, gdyby ich „bóg” Baal odpowiedział. Tymczasem nienarodzeni w naszej ojczyźnie i nie tylko tu nie mogą doczekać się pełni poszanowania ich prawa do życia. Przerażają nas statystyki zgonów z powodu pandemii. Niech ktoś porówna oficjalne dane odnośnie tych zgonów oraz dokonanych aborcji w tym samym czasie. Według oficjalnych danych w 2020 roku ok. 1,8 mln zgonów na Covid-19 oraz 42 mln aborcji! A to na pewno nie jest pełna liczba.

Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd – usłyszeliśmy w drugim czytaniu. Pozwólcie, że spróbuję pomyśleć, wyobrazić sobie, jaki może być sąd czy osąd nas, Polaków, nas katolików. Przecież wciąż jeszcze wielu przyznaje się do Kościoła. Przynajmniej oficjalnie. Od czasu do czasu żąda – tak, nie przejęzyczyłem się – nie prosi, ale żąda sakramentów, pogrzebu, zaświadczenia. Jaka jest kondycja nas jako narodu w większości ochrzczonego? Coś niedobrego pokazują kolejne wybory. Posłami czy senatorami zostają ludzie, którzy sprawiają, że prawdziwymi stają się słowa poety i barda, że polityka, to w krysztale pomyje (por. Jacek Kaczmarski, Autoportret Witkacego). Obserwując popisy niektórych parlamentarzystów, przyznajemy mu w pełni rację! A co sądzić o naszej uczciwości, jeśli w wolnych wyborach popieramy i za elitę narodu uznajemy ludzi ewidentnie zdemoralizowanych? Czyżby rację miał Kasprowicz piszący w wierszu już w 1916 roku:

Widziałem rozliczne tłumy
z pustą, leniwą duszą,
Jak dźwiękiem orkiestry świątecznej
resztki sumienia głuszą.

Dziś może nie orkiestra świąteczna, ale raczej ukierunkowana telewizja, Internet czy media społecznościowe zagłuszają sumienia. Znieprawiają je, a przecież przed tym ostrzegał niegdyś św. Jan Paweł II. Mówił w Skoczowie, że Polska potrzebuje ludzi sumienia. Co nam zostało z jego nauczania?

Wróćmy do tekstów biblijnych.

Jakże zawstydza nas ta wdowa bez imienia. Podała nieznanemu człowiekowi, jakiemuś przybyszowi ostatni kęs chleba, uwierzywszy słowu, które wypowiedział w imieniu Boga: dzban mąki się nie wyczerpie! Jakie obliczenia robiłoby wielu z nas: czy warto, czy wolno, czy trzeba narażać siebie dla nieznajomego. A ona po prostu zrobiła podpłomyk i dała.

Spójrzmy od razu na ewangeliczną wdowę, bo bardzo podobna do tej powyższej. Wrzuciła ostatni grosik do świątynnej skarbony. Jak ocenilibyśmy ją dziś? Ktoś, kto liczy na wiele – lekceważąco machnąłby ręką. Ten grosik nic nie znaczy. O wiele ważniejsze są miliony na koncie. Czyżby? To spójrzmy, jakie dzieła powstawały w historii z takiego właśnie wdowiego grosza. Z takich grosików odbudowano Polskę w dwudziestoleciu międzywojennym, a także po II wojnie.


Przez całe lata taki grosik utrzymywał KUL, wszystkie seminaria duchowne. Z takiego „grosika” powstawały świątynie i takim „grosikiem” są dziś utrzymywane, odnawiane czy upiększane. Z takich grosików powstało Radio Maryja i wszystkie późniejsze dzieła. Taki wdowi grosz utrzymuje je do dziś. Mamy ufność, że Pan Bóg oceni te ofiary tak samo, jak ocenił gest wdowy w Jerozolimie. Nie patrzyła na to, co będzie jutro, wierzyła, że Bóg się zatroszczy. Podobna w tym była do tamtej z Sarepty, która ostatnią garścią mąki podzieliła się z przybyszem. Ten hojny gest wydał piękny owoc – cudowne rozmnożenie każdego dnia. Mogła karmić się sama, mogła karmić syna jak też proroka.

Czy odnajdujemy siebie w tym towarzystwie? Tym karmionym codziennie, a przynajmniej co niedziela. Nie jest to co prawda jakiś ostatni kęs, to sam i cały Chrystus dający się tym, którzy potrafią docenić niepozorny dar. Ot, niby tylko kawałek białego chleba. Obyśmy z tego pokarmu umieli czerpać moc do budowania moralnego ładu w sobie, w naszych rodzinach, a przez to w Kościele oraz Ojczyźnie. To wszystko po to, by Polska stawała się coraz bardziej królestwem Jezusa Chrystusa i Jego Matki. I oby nie brakło proroków na miarę Eliasza, którzy odważnie upominać się będą o Boży ład w Kościele oraz Ojczyźnie naszej. Amen

Kazania-homilie:XXXII niedziela zwykła, Rok B, I

o. Marian Krakowski CSsR  (07 listopada 2021 roku, Rok B, I)

***********************************************************

Czyszczenie kościoła

piątek, 5 listopada 2021, 00:00:00Ocena: 2.725FacebookTwitter

22 października było wspomnienie św. Jana Pawła II. Z tej okazji wypełzli w internecie brzydcy ludzie, którzy pisali o „obrońcy pedofilów”. Schemat się powtarza. Tzw. walka z pedofilią przypomina oczyszczanie życia społeczno-politycznego z agentów bezpieki. Kiedy próbowano przeprowadzić w Polsce lustrację, to zabulgotało w różnych szacownych środowiskach, m.in. wśród władzy sądowniczej, zasłużonych polityków, wykładowców akademickich, nauczycieli, dziennikarzy, biznesmenów, aktorów, twórców wszelakich i innych celebrytów. Z zatroskaniem o losy ojczyzny przekonywano, że lustracja to polowanie na czarownice, wyraz zoologicznej nienawiści, że przecież nie można ufać esbeckim papierom, że nie można oceniać z dzisiejszego punktu widzenia złożonych sytuacji z przeszłości, że wreszcie pewne środowiska (patrz: władza sądownicza) oczyszczą i zreformują się same. Profesor Geremek dumnie odmówił poddania się lustracji, a niezawodny w takich sprawach Parlament Europejski stanął w jego obronie. Inną jednak retorykę słyszeliśmy z prawa, z lewa i ze środka, kiedy chodziło o lustrowanie duchownych. Tu było oczywiste, że kler musi się zlustrować, a jedyne pytanie brzmiało: Dlaczego Kościół zwleka, dlaczego nie chce się oczyścić, a jak coś w tym kierunku robi, to dlaczego w sposób dalece niewystarczający? W rezultacie wyszło na to, że komuna to był taki system, z którym współpracowali przede wszystkim księża katoliccy, którzy teraz, w wolnej Polsce, nie chcą należycie za to odpokutować.

Walka z molestowaniem nieletnich, w tym z pedofilią, przebiega podobnie. Najlepszym przykładem panującej w tej kwestii obłudy jest sprawa abp. Wesołowskiego. Raptem świat, w tym prezydent i prokurator generalny Dominikany, zainteresował się losem dzieci w tym kraju. Reporterzy ruszyli do Ameryki Łacińskiej, aby nagrywać stosowne materiały do never ending story o abp. Wesołowskim. Ten jednak wziął i zmarł, i światła spektaklu zgasły. A przecież przed sprawą Wesołowskiego i po niej tysiące dzieci na Dominikanie prostytuowało się i nadal się prostytuuje. Wszak to jedno z miejsc, gdzie kwitnie turystyka seksualna. Tyle że mało kogo to obchodzi. Jak można było połączyć pedofilię z biskupem katolickim, to obchodziło, jak już nie można, to nie ma tematu. W takim razie o co w tym wszystkim chodzi? Bo przecież nie o bezpieczeństwo dzieci. Temat pedofilii w mediach pojawia się prawie wyłącznie w połączeniu z Kościołem. A im więcej bicia w Kościół, tym bardziej rośnie – nie tylko na Dominikanie – turystyka seksualna, wzrasta liczba stron pedofilskich w internecie, tym większe pieniądze krążą w diabolicznym handlu dziećmi, a ideologia gender/LGBT „kradnie” rodzicom dzieci, poddając je podstępnej seksualizacji. Tyle że ludziom wbito do głów, że pedofilia to Kościół.

Gdyby ktoś zaproponował utworzenie jakiejś komisji, która zbadałaby przypadki przemocy, w tym molestowania seksualnego, w polskich szkołach od roku 1950, toby został wyśmiany i zaliczony do chorych nienawistników, który chce zniszczyć zasłużone polskie szkolnictwo i wprowadzić w nim chaos. A podobne komisje w odniesieniu do Kościoła, jak ostatnio we Francji, przechodzą. Co więcej, postuluje się, aby podobne komisje były w innych krajach. I mało kto zapyta, czy istnieje jakaś metodologia, która by pozwalała jakiejkolwiek komisji pretendować do uczciwego opisania sytuacji, które dotyczą setek tysięcy ludzi żyjących w ostatnich 70 latach. Jak raporty tego rodzaju komisji mają się do kultury prawnej w cywilizowanych krajach?

Wiem, wiem! Kościół nie powinien patrzeć na innych, ale sam dawać dobry przykład i pierwszy się oczyszczać. Tak! Ale czy w tym, co widzimy, rzeczywiście chodzi o oczyszczenie? Przecież każda nowa procedura, każda komisja, każdy zawieszony i ukarany ksiądz stają się okazją do nowych ataków pt. Nic nie robią, tylko zamiatają pod dywan. Bo tak naprawdę chodzi o gonienie króliczka lub okładanie stojącego w kącie chłopca do bicia. Duchowni nie mają żadnych przywilejów. Wręcz przeciwnie! A powinni być traktowani tak samo jak inni obywatele, w tym powinno być szanowane ich prawo do dobrego imienia i domniemanie niewinności. Podejrzanymi o przestępstwa niech się zajmuje policja, prokuratura, sądy. A Kościół niech skutecznie dba o jakość swych szeregów, ale bez kompleksów i naiwności. Pan Jezus nie miał kompleksu Judasza. A Paweł Apostoł nie przepraszał LGBT.

Idziemy nr 44 (835), 31 października 2021 r.

******************************************************

Błażej Strzechmiński OFMCapOjciec Pio odsłania sekrety czyśćca

Głos Ojca Pio

fot. Marika Vinkmann | Unsplash (cc)

Ojciec Pio mocno wierzył w świat nadprzyrodzony i w Kościół składający się zarówno z żyjących, jak i ze zmarłych, którzy dostąpili chwały nieba albo w czyśćcu doznają bolesnego oczyszczenia po śmierci. Był głęboko przekonany, że te trzy stany wzajemnie się komunikują, wspierają i na siebie oddziałują.


Listopad to miesiąc szczególnie poświęcony pamięci bliskich zmarłych. W tym czasie przybywamy na cmentarze, aby zatrzymać się i pomodlić przy grobach naszych najbliższych, którzy odeszli już do wieczności. To również czas refleksji nad własnym przemijaniem i rozmyślanie o naszym istnieniu po śmierci.


W tej eschatologicznej zadumie może przyjść nam z pomocą Ojciec Pio, który w czasie pięćdziesięciu dwóch lat spędzonych w kapucyńskim klasztorze w San Giovanni Rotondo często był odwiedzany przez dusze zmarłych.


Informacji na ten temat dostarczają nam świadectwa dzieci duchowych Ojca Pio oraz zapisy z kroniki klasztoru, które nie tylko je opisują, ale również potwierdzają. Wynika z nich, że kontakt Ojca Pio z duszami czyśćcowymi nie był wymysłem jego fantazji, ale odbywał się w sposób duchowy lub fizyczny.

Towarzyszył zmarłym


Wielu biografów i publicystów twierdziło, że powołaniem Ojca Pio było nie tylko towarzyszenie osobom żywym, ale i zmarłym. Polegało ono na jego szczególnej trosce o zbawienie zwłaszcza zatwardziałych grzeszników i dusz w czyśćcu cierpiących. Ojciec Pio kilkakrotnie prosił swoich kierowników duchowych o pisemne pozwolenie na złożenie za nich w ofierze samego siebie.


W jednym z listów z 1910 roku Stygmatyk napisał do o. Benedetta z San Marco in Lamis: „Od dłuższego czasu czuję w sobie potrzebę, by oddać się Bogu jako ofiara za biednych grzeszników i za dusze czyśćcowe. Pragnienie to stopniowo stawało się w moim sercu coraz większe, tak że teraz jest – powiedziałbym – wielką namiętnością. To prawda, że wielokrotnie powtarzałem to Bogu. Błagałem Go, mówiąc, że chcę przyjąć na siebie kary, które przygotowane są na dla grzeszników i dla dusz w czyśćcu cierpiących. Byłem gotów przyjąć nawet o stokroć większe kary, gdyby tylko Bóg zechciał nawrócić i ocalić grzeszników, i szybko otworzyć bramy raju przed duszami czyśćcowymi. Teraz jednak chcę uczynić Bogu tę ofiarę w duchu posłuszeństwa. Wydaje mi się, że sam Jezus tego pragnie”.


Odpowiedzią na jego prośbę były słowa aprobaty, które o. Benedetto wyraził w jednym ze swoich listów skierowanych do Ojca Pio: „Śmiało uczyń ofiarę, o której mi mówisz, ponieważ będzie ona miła Bogu. […] Cierp, znoś ból i módl się za niegodziwych na tej ziemi i za nieszczęsnych po śmierci. Nieś nasze współczucie tym, którzy cierpią nieprzerwane i niemożliwe do opisania udręki”.


Odtąd ofiara Ojca Pio za dusze w czyśćcu cierpiące polegała przede wszystkim na nieustannej modlitwie o ich zbawienie i na pokornym znoszeniu różnego rodzaju cierpień. O jej charakterze informuje nas jego duchowy syn, ks. Pierino Galeoni: „Ojciec Pio wyjawił mi, że nie tylko poprosił Jezusa i otrzymał od Niego łaskę bycia ofiarą doskonałą, ale także nieustanną. […] że otrzymał od Pana zadanie bycia ofiarą i ojcem ofiar aż do ostatniego dnia”. Zatem ofiara Ojca Pio miała być doskonała i trwać nieustannie aż do śmierci, zgodnie ze słowami św. Pawła: „A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę, żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1). Składanie takiej ofiary stało się dozgonną misją i powołaniem Zakonnika z Pietrelciny.

Wierzył w oczyszczenie dusz


W czasach, w których żył Ojciec Pio, prymat nauki i techniki spowodował ogromny kryzys wiary w istnienie świata nadprzyrodzonego i niewidzialnego. Stygmatyk na przekór tym tendencjom przypominał o realnym istnieniu piekła, czyśćca i nieba. Szczególnie interesujące i cenne było jego rozumienie czyśćca, które pojmował jako bolesny stan przejściowy, uwalniający po śmierci od wszystkich następstw grzechu.


Stygmatyk wierzył, że w czyśćcu dokonuje się oczyszczenie dusz poprzez ogień, który nie zabija, lecz przynosi ocalenie. Pewnego wieczoru 1945 roku, zaraz po błogosławieństwie eucharystycznym na zakończenie nieszporów br. Modestino zagadnął: „Ojcze, co myślisz o ogniu czyśćcowym?”. A Ojciec Pio mu odpowiedział: „Gdyby Pan pozwolił duszy na przejście z tego ognia do najbardziej palących płomieni na tej ziemi, byłoby to niczym przejście z gorącej wody do zimnej”. Podobnej argumentacji użył również wtedy, gdy pewna kobieta z Cerignoli poprosiła: „Ojcze, proszę mi opisać czyściec”. „Córko moja, dusze z czyśćca wolałyby rzucić się w ogień ziemski, gdyż dla nich byłoby to niczym rzucenie się do źródła świeżej wody” – brzmiała jego odpowiedź.


Więcej światła na naturę ognia wspominanego przez Stygmatyka rzuca świadectwo Cleonice Morcaldi, która słyszała, jak Ojciec Pio powiedział do jednej ze swoich duchowych córek: „Moja córko, w pewnych miejscach [czyściec] jest podobny do piekła”. Był bowiem głęboko przekonany, że w czyśćcu, podobnie jak i w piekle, dusza odczuwa cierpienie z dwóch powodów: jedno jest spowodowane pozbawieniem jej Pana Boga, a drugie, duchowe, przyjmuje postać palącego ognia, z tą różnicą, że w piekle cierpienie trwa całą wieczność, a w czyśćcu ma charakter przejściowy. Jeszcze lepiej wyjaśnił to przy innej okazji, tłumacząc swoim duchowym córkom różnicę pomiędzy ogniem czyśćcowym a piekielnym: „Ogień czyśćcowy to miłość Jezusa, która usuwa zmazy grzechu. Natomiast ten piekielny jest symbolem nienawiści”. Jednym słowem w jego rozumieniu czyściec był przygotowaniem do „niebieskiej chwały”, jakby przedsionkiem nieba, do którego wchodzi się oczyszczonym przez miłość Jezusa gorejącą niczym ogień.


Dla włoskiego kapucyna czyściec był przede wszystkim stanem niezwykle bolesnego oczyszczenia, dlatego radził, by żyjąc na ziemi, czynić wszystko, co możliwe, żeby tam nie trafić po swojej śmierci. Przebywając w ogrodzie ze swymi duchowymi dziećmi, któregoś ciepłego wieczoru 1958 roku Ojciec Pio usłyszał, jak Mioni z Montegrotto, dzieląc się swoimi przemyśleniami na temat życia po śmierci, powiedział: „Ojcze, nic mnie nie obchodzi, jak długo pozostanę w czyśćcu, skoro już wiem, że to się skończy i w końcu pójdę do raju”. Ojciec Pio natychmiast próbował ostudzić jego entuzjazm: „Nie wiesz, co to jest. Nie wiesz, jak tam jest ciężko”. Gdy on nadal upierał się przy swoim, powiedział do niego: „Synu mój, mówisz tak, ponieważ nie wiesz, jak bardzo jest tam strasznie”. Stygmatyk powiedział to z takim przekonaniem, jakby o czyśćcu nie tylko słyszał, ale i go przeżył.


Cleonice Morcaldi twierdziła, że zakonnik wielokrotnie tłumaczył swoim duchowym dzieciom: „Jeśli po śmierci nie chcesz iść do czyśćca, to przejdź przez niego przed śmiercią, przyjmując wszystko od Boga i ofiarując Mu to z miłością, a nawet dziękuj Mu za możliwość, którą ci daje, by przemknąć przez czyściec w tak łagodny sposób”.

Rozmawiał z duszami czyśćcowymi


Zgodnie z nauką Kościoła Ojciec Pio wierzył, że można nieść pomoc duszom w czyśćcu. Najczęściej czynił to w czasie sprawowania mszy świętych, gdy gorąco wstawiał się za nimi u Boga, prosząc o ich uwolnienie. Dusze czyśćcowe za ten niezwykły akt miłosierdzia próbowały okazywać mu swoją wdzięczność. Robiły to na różne sposoby.


Pewnego razu Ojciec Pio nagle opuścił refektarz w czasie obiadu i udał się do drzwi wyjściowych klasztoru. W ślad za nim podążyło dwóch braci. Gdy znaleźli się już blisko niego, usłyszeli, że prowadzi rozmowę z kimś dla nich niewidzialnym i osłupieli ze zdziwienia, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. Ojciec Pio dostrzegł ich zakłopotanie i spokojnie wyjaśnił: „Nie martwcie się! Właśnie rozmawiam z kilkoma duszami, które są w drodze z czyśćca do raju. Zatrzymały się tutaj, by mi podziękować, ponieważ dziś rano wspomniałem je podczas mszy świętej”.


Innym razem Ojciec Pio opowiadał, jak do jego celi klasztornej przyszedł niedawno zmarły współbrat, z którym był zaprzyjaźniony. Miał na imię o. Giuseppantonio i mieszkał w kapucyńskim klasztorze w Foggii, gdzie cierpiał z powodu dolegliwości nerek. 30 grudnia 1936 roku Stygmatyk otrzymał wiadomość, że jest on śmiertelnie chory i prosi o modlitwę. Niestety tej samej nocy o. Giuseppantonio zmarł. Gdy Ojciec Pio trwał na modlitwie, wstawiając się za swego przyjaciela, nagle usłyszał pukanie do drzwi. Jakie było jego zdziwienie, gdy ujrzał w nich o. Giuseppantonia. Zaraz go zapytał: „Jak się czujesz? Powiedziano mi, że jesteś śmiertelnie chory i bardzo cierpisz, a ty jesteś tutaj?”. „Czuję się dobrze. Wszystkie moje bóle zniknęły i przyszedłem podziękować ci za modlitwy” – wyjaśnił przyjaciel, po czym zniknął.


Ojciec Pio pomagał duszom opuszczać czyściec, nie tylko modląc się za nie podczas sprawowania mszy świętych, ale również praktykując pewną kapucyńską tradycję. Otóż na podeście wewnętrznych schodów prowadzących z parteru na piętro klasztoru wisiała na ścianie tablica ze spisem grzechów, które należy odpokutować w czyśćcu, zatytułowana „Łatwa i krótka droga do wsparcia biednych dusz w czyśćcu”. Poniżej znajdowało się drewniane pudełko z ponumerowanymi kulkami od 1 do 100. Kiedy któryś z kapucynów tamtędy przechodził, sięgał po jedną z nich i odmawiał modlitwę za zmarłych w czyśćcu, którzy cierpią z powodu grzechu wypisanego na kartce pod takim samym numerem, jaki widniał na kulce. Również Ojciec Pio był wierny tej pobożnej praktyce. Kiedy tylko tamtędy przechodził, losował kulkę i najczęściej odmawiał: „Wieczny odpoczynek”.
Podczas lektury pewnej książki Ojciec Pio natrafił na stwierdzenie, że nie jest możliwe, by dusze czyśćcowe modliły się za żywych, a nawet gdyby tak było, to ich modlitwy nie byłyby w stanie przyjść komukolwiek z pomocą. Z dezaprobatą porzucił dalsze czytanie i rozczarowany tymi słowami powiedział: „Jestem wstrząśnięty. Niemożliwe jest przecież, by dusze czyśćcowe nie odwzajemniły się nam za modlitwy”.


Dla kapucyna ze stygmatami niesienie duchowej pomocy duszom w czyśćcu było życiowym powołaniem, dlatego nigdy nie ustawał w wysiłkach, aby ofiarować im tyle modlitw, ile był w stanie zanieść każdego dnia i każdej nocy. Pewnego razu, zapytany przez współbraci, jak ważna jest modlitwa zanoszona za dusze cierpiące w czyśćcu, odpowiedział: „Na tę górę [czyli do San Giovanni Rotondo] wspina się więcej dusz czyśćcowych niż żyjących mężczyzn i kobiet, aby uczestniczyć w moich mszach świętych i prosić o moje modlitwy”. Jego słowa mogą szokować, jeżeli uwzględni się fakt, że w ciągu całego ponad pięćdziesięcioletniego pobytu Ojca Pio w San Giovanni Rotondo do tego miejsca przybywały miliony pielgrzymów. Ile zatem dusz zmarłych znalazło u niego duchową pomoc i wsparcie? Musiały być ich również miliony. Profesorowi Gerardo De Caro Ojciec Pio tłumaczył: „Trzeba modlić się za dusze czyśćcowe. To niewyobrażalne, ile mogą zrobić dla naszego dobra duchowego przez wdzięczność okazywaną tym, którzy wspominają je na ziemi i modlą się za nie”.

Znał wyroki Boże


Wizje dusz czyśćcowych w życiu Ojca Pio następowały po sobie od lat dwudziestych XX wieku aż do jego śmierci. Włoski kapucyn doświadczał ich obecności nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Zapytany przez bpa Alberto Costę z Melfi, czy kiedykolwiek zjawiły mu się dusze zmarłych, bez zastanowienia odpowiedział: „Widziałem je tak wiele razy, że już mnie nie przerażają”. Przerażenie może budzić przebywanie w bliskiej obecności z duszami czyśćcowymi, jednak jeszcze większą bojaźń niesie wielkość kar, jakie muszą one odpokutować. W tej kwestii Ojciec Pio posiadał nadprzyrodzony dar poznania wyroków Bożych, dlatego niekiedy informował swoich rozmówców o długości pobytu w czyśćcu ich najbliższych lub o osiągnięciu przez nich chwały nieba.


Pewnego poranka jeden ze współbraci poprosił Ojca Pio o modlitwę za swego zmarłego ojca podczas celebracji mszy świętej. Po jej odprawieniu Ojciec Pio przywołał go do siebie i powiedział: „Dziś rano twój tata wstąpił do raju”. Zakonnik był niezwykle szczęśliwy. Jednak po chwili namysłu zaprotestował: „Ależ Ojcze Pio, przecież mój ojciec zmarł trzydzieści lat temu!”. Wówczas Stygmatyk dał mu stanowczą odpowiedź: „Cóż, mój synu, przed Bogiem wszystko trzeba odpokutować”.


Podczas innej rozmowy, przeprowadzonej wieczorem 1943 roku, prof. Gerardo De Caro poprosił Ojca Pio o modlitwę za duszę pewnego pisarza, nie wyjaśniając o kogo dokładnie chodzi. Gdy tylko Ojciec Pio rozpoznał, kogo profesor miał na myśli, wówczas poczerwieniał, a na jego twarzy pojawiły się oznaki cierpienia. Prośbę skwitował jednym zdaniem: „Za bardzo kochał”. Gdy profesor próbował go pytać wzrokiem, jak długo będzie musiał pozostawać w czyśćcu, usłyszał szokującą odpowiedź: „Co najmniej sto lat!”.


Jedna z kobiet zaprzyjaźnionych z Ojcem Pio, Carmela Marocchino, była mocno poruszona nagłą śmiercią swego brata, kapucyna o. Vittore i choć już pogodziła się z jego utratą, chciała wiedzieć, czy został zbawiony. Kilka dni po jego pogrzebie udała się z płaczem do Ojca Pio, aby go zapytać: „Ojcze, dlaczego Pan Bóg go zabrał?”. Zakonnik, chcąc ją pocieszyć, odpowiedział: „Czy wiesz, co Pan Jezus zrobił z twoim bratem? Pan Jezus wszedł do ogrodu, gdzie było wiele kwiatów, a jeden piękniejszy od drugiego. Podszedł do najpiękniejszego z nich i go zerwał. Dokładnie to uczynił z twoim bratem”. Dopiero potem wyjaśnił, że brat zostanie zbawiony, ale ona musi się za niego modlić. Kobieta nie dawała za wygraną. Przy okazji kolejnych spowiedzi u Ojca Pio nieustannie pytała o stan duszy swego zmarłego brata. Po jednej z nich usłyszała: „On jest w raju”. Te słowa mocno ją uradowały, ale dały jej również wiele do myślenia. Pomimo że jej brat był kapłanem i wychowankiem Ojca Pio, w czyśćcu spędził aż jedenaście miesięcy, zgodnie ze słowami Stygmatyka: „Moja córko, my duchowni mamy większą odpowiedzialność przed Bogiem i kiedy zjawiamy się przed Nim, to z lękiem i drżeniem”. Stygmatyk dał jej jeszcze jedną ważną wskazówkę. Gdy Carmela Marocchino dopytywała się, czy nadal ma się modlić za swoich zmarłych rodziców, usłyszała niezwykle cenne pouczenie zgodne z nauką Kościoła: „Jeśli im już więcej nie są potrzebne twoje modlitwy, to one są oddawane innym duszom”.


Kiedy 20 marca 1910 roku zmarł ciężko chory Nicola, brat Marii Pompilio, kobieta poprosiła Ojca Pio, by pomógł jej zobaczyć go podczas snu. Zakonnik zganił ją za to słowami: „Żyjmy w rzeczywistym świecie, nie w snach”. Jednak pewnej nocy przyśnił się jej brat, który powiedział: „Czy ty wiesz, że Ojciec Pio był obecny w czasie mojej śmierci? […] Nie mogłem ci tego wtedy powiedzieć, bo byłem w agonii, lecz on pozostawał przy mnie do czasu, aż Sędzia [Bóg] mnie osądził. Otrzymałem jedenaście lat czyśćca, lecz Ojciec Pio wstawił się za mną i dostałem tylko dwa”. Następnego dnia Maria Pompilio udała się do Ojca Pio, który na jej widok zapytał: „Czy teraz jesteś szczęśliwa?”. Jej odpowiedź była równie natychmiastowa: „Tak. Ależ Ojcze, co ty robisz? Chodzisz sobie wszędzie! Jesteś tu na ziemi i bywasz już w niebie!”. „A cóż robiłbym tu, na ziemi, jeśli nie byłbym w stanie wznieść się [do nieba] i zstąpić?” – brzmiała jego równie tajemniczo brzmiąca odpowiedź.


Dusze zmarłych zajmowały uprzywilejowane miejsce w życiu duchowym Ojca Pio, pamiętał o nich w codziennych modlitwach, a przede wszystkim podczas celebracji mszy świętych. Troska o ich zbawienie stała się jego życiową misją. Jego doświadczenie z duszami czyśćcowymi oraz nauka o czyśćcu stanowią prawdziwą pomoc we właściwym postrzeganiu świata nadprzyrodzonego, który zaprasza do świętości życia, mobilizuje do czynienia dobra, nie pozwala pozostać obojętnym na los cierpiących w czyśćcu i ostrzega przed bolesnymi karami, gdy z oczu traci się najważniejszy cel, jakim jest szczęśliwe życie wieczne z Bogiem w niebie.


Błażej Strzechmiński OFMCap
Głos Ojca Pio 6/132/2021
www.glosojcapio.pl