4.10.- 27.nd.zwykła(otwórz)

XXVII niedziela zwykła

Winnica

ANDRZEJ MACURA CC-SA 4.0 Winnica
Jakie są owoce naszego życia? Słodkie czy cierpkie?

UWAGA: JEŚLI CHCEMY UCZESTNICZYĆ WE MSZY SWIĘTEJ W KOŚCIELE – ISTNIEJE OBOWIĄZEK ZAPISANIA SIĘ NA MSZĘ ŚWIETĄ!!!

Bóg jest gospodarzem winnicy(świata),oddaje wszystko ludziom aby pracowali i przynosili dobre owoce.Ten układ zależności jednak ludziom się nie spodobał.Złość rolników zamienia się w agresję i prowadzi ich do zamordowania Bożego Syna.Grzech sprowadza katastrofę. Bóg i mnie obdarza swoimi darami od początku życia.W mój świat przysyła Jezusa, swojego Syna.Mam tę ziemię uprawiać i przynieść Bogu piękne owoce- uczynki sprawiedliwości i miłosierdzia.

4.10. – 27.NIEDZIELA ZWYKŁA

ARNHEM 9.00 : O ZDROWIE I POMYSLNĄ OPERACJĘ DLA X.PIOTRA

UTRECHT 12.30 : MAŁGORZATA ( 22 LATA).

TIEL 16.00 : W INT. ANTONINY,JANA,FILIPA- O BOŻE BŁOG. I ŁASKI

PUTTEN 18.30 : W INTENCJI RODZINY WOLEK.

NAJBLIŻSZE TRANSMISJE NA ŻYWO
Z KAPLICY W ERMELO

7.10. ŚRODA – MATKI BOŻEJ RÓŻAŃCOWEJ .

Maryja Królowa Różańca
Dzisiejsze wspomnienie zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi, odniesionego pod Lepanto (nad Zatoką Koryncką) 7 października 1571 r. Sułtan turecki Selim II pragnął podbić całą Europę i zaprowadzić w niej wiarę muzułmańską.
Ówczesny papież – św. Pius V, dominikanin, gorący czciciel Matki Bożej – usłyszawszy o zbliżającej się wojnie, ze łzami w oczach zaczął zanosić żarliwe modlitwy do Maryi, powierzając Jej swą troskę podczas odmawiania różańca. Nagle doznał wizji: zdawało mu się, że znalazł się na miejscu bitwy pod Lepanto. Zobaczył ogromne floty, przygotowujące się do starcia. Nad nimi ujrzał Maryję, która patrzyła na niego spokojnym wzrokiem. Nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Udało się powstrzymać inwazję Turków na Europę.

Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników; śmierć poniosło 27 tys. Turków, kolejne 5 tys. dostało się do niewoli. Pius V, świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej i zezwolił na jego obchodzenie w tych kościołach, w których istniały Bractwa Różańcowe. Klemens XI, w podzięce za kolejne zwycięstwo nad Turkami odniesione pod Belgradem w 1716 r., rozszerzył to święto na cały Kościół. W roku 1883 Leon XIII wprowadził do Litanii Loretańskiej wezwanie „Królowo Różańca świętego – módl się za nami”, a w dwa lata później zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.
źródło: brewiarz.pl


4





MSZA Z ERMELO – GODZ. 19.30 .PO MSZY – RÓŻANIEC.

8.10. CZWARTEK – godz. 20.00 – RÓŻANIEC

9.10. PIĄTEK – Z ERMELO – MSZA O 19.30 I RÓŻANIEC.

10.10. SOBOTA GODZ. 20.00 – Z ERMELO- MSZA SW.NIEDZIELNA – W INT. PARAFIAN. OKOŁO 20.40 –RÓŻANIEC

********************************************************

KATECHEZA – PIĄTEK- 16.30 PUTTEN / SOBOTA 10.30 – DRIEBERGEN

NIEDZIELA – ARNHEM ,PO MSZY SWIETEJ.

SOBOTA 10.10. HENGELO GODZINA 17.00 – MSZA SW. NIEDZIELNA : ++ANNA,JÓZEF,WIESŁAW,DUSZE CZYŚĆCOWE

11.10. – 28.NIEDZIELA ZWYKŁA – DZIEŃ PAPIESKI( ROCZNICA WYBORU KAROLA WOJTYŁY NA STOLICĘ PIOTROWĄ -16.10.1978 ROK)

ARNHEM 9.00 : ++ EDMUND,BOGUMIŁA,MICHAŁ

UTRECHT 12.30 : MSZA W INT. DZIECI ROCZNICOWYCH – KOMUNIA 2019.

TIEL 16.00 : O BOŻE BŁOG. I OPIEKĘ MATKI BOŻEJ DLA RODZINY GRAFE

PUTTEN 18.30 : + JOANNA KUSZ ( OD KOLEŻEŃSTWA)

***************************************************** –


Holenderski rząd przekazał, że spodziewa się dalszego, gwałtownego wzrostu liczby zakażeń. Według ekspertów, w przyszłym tygodniu dzienna liczba diagnoz może sięgnąć nawet 5 tys. – podczas poniedziałkowej konferencji prasowej przekazał minister zdrowia publicznego, Hugo de Jonge.


Najnowsze obostrzenia, które na razie mają obowiązywać jedynie przez trzy tygodnie, koncentrują się na kwestii zachowania wymaganego dystansu oraz na zredukowania socjalnych kontaktów. Większość z nich dotyczy całego kraju, choć obowiązek noszenia maseczek w sklepach dotyczy jedynie Amsterdamu, Rotterdamu i Hagi. Również należy ograniczyć podróże na tyle, na ile jest to możliwe oraz kontynuować pracę zdalną.

Najważniejsze obostrzenia są następujące:

  • – restauracje i bary muszą być zamknięte od godziny 21:00 dla klientów wchodzących do środka, zaś dla osób będących już w lokalu – od godziny 22:00
  • – w jednym lokalu może przebywać maksymalnie 30 osób, włączywszy w to dzieci, ale z wyłączniem personelu
  • – w wydarzeniach na świeżym powietrzu może uczestniczyć maksymalnie 40 osób, choć władze lokalne mogą jeszcze bardziej ograniczyć liczbę osób
  • – wydarzenia sportowe będą odbywały się bez udziału publiczności (niezależnie od tego, czy to imprezy z udziałem zawodowych sportowców, czy też amatorów). Stołówki w obiektach sportowych pozostaną zamknięte
  • – wizyty w domach, włączywszy w to ogrody i balkony, muszą zostać ograniczone do trzech osób, z wyłączeniem dzieci poniżej 12 roku życia
  • – poza domem można przebywać w maksymalnie 4-osobowych grupach. Z limitu wyłączone są dzieci poniżej 12 roku życia
  • – supermarkety muszą zaproponować dwie różne godziny, w których zakupy będą mogli robić seniorzy oraz inne osoby znajdujące się w grupie ryzyka
  • – w sklepach musi być zachowany 1,5-metrowy dystans. Jeśli klienci nie będą respektowali tej zasady, mogą zostać wyproszeni
  • – przedstawiciele profesji, w których dochodzi do bliskiego kontaktu z klientem (m.in. kosmetyczki, fizjoterapeuci, pracownicy sex branży) muszą prowadzić rejestr swoich klientów. Informacje te będą przekazywane władzom gminy, aby w razie zakażenia, możliwe było namierzenie narażonych na Covid-19 klientów
  • – przedsiębiorstwa z branży hotelarsko-gastronomicznej również będą zobowiązane do prowadzenia rejestru gości
  • – muzea, biblioteki i inne zamknięte przestrzenie publiczne mogą pozostać otwarte pod warunkiem, że do środka wpuszczana będzie ograniczona liczba osób na podstawie dokonanych wcześniej rezerwacji
  • – dozwolona liczba gości przypadających na metry kwadratowe w lokalizacjach na świeżym powietrzu (rynki, markety) zostanie ustalona indywidualnie


Z nowych zasad wykluczone są szkoły, żłobki, zakłady pogrzebowe i zgromadzenia religijne.

Nowe obostrzenia wchodzą w życie 29 wreśnia 2020 o godzinie 18:00 i będą obowiązywały przez kolejne trzy tygodnie.

Po tym okresie zostaną poddane ocenie.

************************************************

CZYTANIA

Zaufać drodze

ks. Leszek Smoliński

W życiu codziennym ważne miejsce zajmuje zaufanie. Gdy komuś ufam, to znaczy, że nie boję się go. Nie mam obaw, że mnie oszuka albo skrzywdzi. Wiem, że mogę liczyć na pomoc tej osoby; czuję się wobec niej swobodny, bo mnie nie wykpi, ani nie potępi, ani nie osądzi wobec innych, nie zdradzi mojej tajemnicy. Każdy ma blisko siebie jedną czy kilka osób, którym ufa, ale człowiekowi nie można do końca zaufać, bo jest słaby i może zawieść. Nawet wtedy, kiedy człowiek zawodzi, mogę jeszcze wyciągnąć rękę do Boga – gospodarza winnicy.

Ks. Jan Twardowski w wierszu „Zaufałem drodze” prowadzi taką oto refleksję:„Zaufałem drodzewąskiejtakiej na łeb na szyjęz dziurami po kolanatakiej nie w porę jak w listopadzie spóźnione burakii wyszedłem na łąkę stała święta Agnieszka- nareszcie – powiedziała- martwiłem się jużże poszedłeś inaczejprościejpo asfalcieautostradą do nieba – z nagrodą do ministrai że cię diabli wzięli”.

Co jest istotne w naszym życiu? Ks. Twardowski wskazuje, że „zaufanie drodze”. Jakże dobrze to stwierdzenie pasuje do myśli św. Pawła: „Bracia, o nic się już nie martwcie, ale w każdej sprawie wasze sprawy przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem”. Św. Paweł wskazuje, że należy wystrzegać się sytuacji, które stają się źródłem wewnętrznego niepokoju. Człowiek wierzący, choć ma te same troski i zmartwienia, co wszyscy ludzie, posiada skuteczny sposób przezwyciężania tego rodzaju utrapień. Ten, kto oddaje i powierza się Bogu, wraz z całym swoim życiem, otrzyma w darze pokój, który „przewyższa wszelki umysł”. To oznacza, że przewyższa wszelkie ludzkie wyobrażenia i inicjatywy na rzecz pokoju. Dzieje się to już teraz, ponieważ źródłem prawdziwego pokoju jest sam Bóg.

Dobrze tę prawdę rozumiała św. Faustyna Kowalska, wobec której. Jezus często wyrażał pragnienie ufności: „Pragnę zaufania od swych stworzeń, zachęcaj dusze do wielkiej ufności w niezgłębione miłosierdzie moje” (Dz. 1059). Faustyna spodziewała się Bożej pomocy, dlatego ufnie powierzała się Bogu. Jezusowi na tym bardzo zależało: „Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego” (Dz. 1059). A Faustyna, której zaufanie wobec Boga było ogromne, wołała: „[…] choćbym miała na sumieniu grzechy świata całego i grzechy wszystkich dusz potępionych, to jednak nie wątpiłabym o Bożej dobroci, ale bez namysłu rzuciłabym się w przepaść miłosierdzia Bożego, która jest dla nas zawsze otwarta” (Dz. 1552).

Co zrobić, by „zawierzyć drodze”? Jak przyjmować zaproszenie gospodarza winnicy? Bardzo konkretną wskazówkę daje nam świadectwo młodej dziewczyny – jakże aktualne w październiku: „Codziennie staram się odmawiać różaniec. I tak rozważam pewne sprawy w ciągu doby, przez pryzmat tajemnic. Różaniec – modlitwa zawierzenia i mocy tych, którzy zawierzyli”. Przesuwając w dłoniach paciorki różańcowe, uczmy się w szkole Maryi zaufania w moc Tego, który zawsze pragnie naszego dobra.

************************************************************************

Komisja liturgiczna Episkopatu: Komunia na rękę nie jest profanacją!

„Nie można zarzucać profanowania Eucharystii osobom pragnącym z różnych powodów przyjąć z wiarą i czcią Komunię Świętą do rąk, zwłaszcza w okresie pandemii” – podkreśla Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP.

W komunikacie wydanym w związku z zapytaniem o publiczne inicjatywy krytyczne wobec Komunii świętej na rękę, Komisja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów przypomina, że chociaż główną formą przyjmowania Komunii w Polsce jest Komunia do ust, to jednak „nie oznacza to, że inne zatwierdzone przez Kościół formy miałyby być same z siebie niegodne, niewłaściwe, złe lub grzeszne”.

Komisja uznaje za niesprawiedliwe sugerowanie, jakoby osoby przyjmujące Komunię na rękę automatycznie nie miały szacunku wobec Najświętszego Sakramentu.

Przypomniano także w komunikacie Komisji, że prawo oceniania i zmieniania praktyki liturgicznej należy do Stolicy Apostolskiej i dopóki ona uznaje Komunię na rękę za godziwy sposób udzielania wiernym Ciała Pańskiego, nikt nie powinien tego sposobu negować. Kto zaś to czyni, wprowadza nieład i podział w rodzinie Kościoła.

BP KEP

Publikujemy pełny tekst komunikatu:

Warszawa, 3 października 2020 r.

Komunikat Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP

W związku z zapytaniem o publiczne inicjatywy krytyczne wobec Komunii św. na rękę, przypominamy, że chociaż główną formą przyjmowania Komunii w Polsce jest Komunia do ust (Wskazania KEP z 2005 r. nr 40), to jednak nie oznacza to, że inne zatwierdzone przez Kościół formy miałyby być same z siebie niegodne, niewłaściwe, złe lub grzeszne, jeśli spełnia się warunki stawiane w tej kwestii przez prawo liturgiczne.

Niewłaściwe i krzywdzące wiernych jest twierdzenie, że przyjmowanie Komunii św. na rękę, jest brakiem szacunku wobec Najświętszego Sakramentu. Podobnie niesprawiedliwe jest ukazywanie osób przyjmujących Komunię św. na rękę jako tych, którzy „winni są Ciała i Krwi Pańskiej”, z założeniem, że czynią to bez uszanowania, którego domaga się św. Paweł w 1 Liście do Koryntian. Co prawda Sobór Trydencki używa tego fragmentu na przypomnienie o godnym i pełnym czci przyjmowaniu Ciała Pańskiego, ale nadaje mu również wymiar duchowy, ukazując że niegodnym jest przyjmowanie Komunii w grzechu (Dekr. o Euch., sesja 13: 1/A, r. 7). Dodajmy, że słowo „niegodne” oznacza to, czego się nie godzi czynić, a tymczasem Kościół w swoim prawie uznaje za „godny” zarówno jeden, jak i drugi sposób przyjmowania Komunii. Potępiając jeden z godziwych sposobów przyjmowania Komunii św., wprowadza się nieład i podział w rodzinie Kościoła.

Nie można też stwierdzić, iż Komunia św. na rękę jest sama z siebie profanacją. W ten sposób zarzucałoby się Stolicy Apostolskiej, która dopuszcza Komunię na rękę, że akceptuje profanację (por. Mszał Rzymski, OWMR 161, rzymska instrukcja Redemptionis Sacramentum nr 92). Tymczasem faktyczna profanacja Eucharystii to czyn „mający znamiona dobrowolnej i poważnej pogardy okazywanej świętym postaciom” (instr. Redemptionis Sacramentum 107, por. KPK kan. 1367). Nie można więc zarzucać profanowania Eucharystii osobom, które z różnych powodów pragną przyjąć z wiarą i czcią Komunię św. na rękę, zwłaszcza w okresie pandemii.

Przypominamy także wszystkim szafarzom Komunii, zwyczajnym i nadzwyczajnym, że są oni zobowiązani do przestrzegania prawa liturgicznego, które stanowi, że kiedy nie ma niebezpieczeństwa profanacji, nie można ani zmuszać, ani zabraniać Komunii w jednej czy drugiej formie (por. Redempt. Sacr. nr 12). Szafarze nie mogą twierdzić, że samo udzielenie Komunii na rękę stanowi niebezpieczeństwo profanacji, jeśli wierny z wiarą i szacunkiem prosi o tę formę Komunii. Prawo oceniania i zmieniania praktyki liturgicznej należy do Stolicy Apostolskiej i dopóki ona uznaje Komunię na rękę za godziwy sposób udzielania wiernym Ciała Pańskiego, nikt nie powinien tego sposobu potępiać. Kto zaś to czyni, wprowadza nieład i podział w rodzinie Kościoła. Może się natomiast zdarzyć, że w okresach nadzwyczajnych, jak np. trwająca epidemia, biskupi na swoim terenie tymczasowo zawężą obowiązujące prawo (por. List kard. Saraha z 3 września br.), czemu należy być zawsze posłusznym, aby zachować w Kościele pokój, o który modlimy się we Mszy przed samą Komunią.

Niech szafarze udzielający Komunii na rękę poczuwają się do szczególnie wielkiej dbałości o cześć wobec Najśw. Sakramentu, zwracając uwagę na to, aby przy Komunii nie dopuścić do
gubienia okruszyn Hostii. W tym celu powinni dbać o jakość stosowanych do Mszy hostii, z wielką uwagą dbając o to, aby się nie kruszyły i nie pozostawiały na dłoniach wiernych okruszyn. Warto też przypomnieć za Mszałem, że „ilekroć przylgnie do palców jakaś cząstka Hostii, zwłaszcza po łamaniu Chleba i Komunii wiernych, kapłan powinien otrzeć palce nad pateną, a jeśli to konieczne, obmyć je. Ma również zebrać cząstki znajdujące się poza pateną” (OWMR 278). Kongregacja ds. Nauki Wiary w 1972 r. wyjaśniła, że „zasadniczo otarcie palców nad pateną powinno wystarczyć. Ale mogą się zdarzyć i takie przypadki, w których konieczna jest ablucja palców, jeśli np. wyraźnie widoczne partykuły pozostaną przyklejone do palców z powodu pocenia się” (dekl. De fragmentis eucharisticis). Jeśli kapłani są zobowiązani do sprawdzenia, czy na dłoniach nie pozostały okruszyny Hostii (OWMR 278), podobnie powinni postępować wierni. Dlatego ci, którzy z uzasadnionych powodów proszą o Komunię na rękę, zaraz po spożyciu Ciała Pańskiego powinni uważnie obejrzeć dłonie oraz zebrać i spożyć ze czcią każdą widoczną okruszynę, która mogła oderwać się od Hostii.

Bp Adam Bałabuch
Przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów
Konferencji Episkopatu Polski

I KOMENTARZ REDAKTORA TERLIKOWSKIEGO :

Tomasz [email protected] Pobożność musi iść ramię w ramię z posłuszeństwem i rozumem. Gdy czegoś zaczyna brakować, jedna z tych rzeczy szwankuje, to kończy się pobożność, a zaczyna sfera najpierw przesady, potem schizmy, a na końcu odstępstwa. Tak jest ze sprzeciwem wobec Komunii na rękę.

***********************************************************

Tomasz Powyszyński Parę słów o różańcu

Któż jak Bóg

Październik został uznany za miesiąc maryjny, więc kiedy lepiej rozmawiać o różańcu niż właśnie w październiku? Różaniec jest modlitwą bardzo ciekawą i paradoksalną: jest i łatwy, i trudny jednocześnie; jest i prosty teologicznie, i głęboki; odmawianie go może być szalenie pociągające, ale bywa, że także nudne i nużące. Jest w nim po prostu coś… ludzkiego.

Różaniec wielu kojarzy się z modlitwą dla babć, które klepią zdrowaśki w ławkach ciemnego kościoła. Wydaje mi się jednak, że nieodczuwanie bliskości sacrum, gdy jest się świadkiem takiego wydarzenia, może świadczyć jedynie o jakiejś chorobie duszy. Papież Pius IX powiedział bowiem: „Dajcie mi armię modlących się na różańcu, a podbiję świat”. A w jeszcze innym miejscu: „Różaniec to broń pozwalająca zwyciężyć demony”. Różaniec jest jedną z najbardziej męskich modlitw, jakie wymyślono. Odegrał, jak wierzymy, wielką rolę w bitwach pod Lepanto w 1571 roku, pod Wiedniem w 1683 roku i w Bitwie Warszawskiej w 1920 roku.

Być może kryzys męskości spowodował, że za tę broń teraz muszą chwytać głównie kobiety.

Początki różańca

Nie da się wskazać konkretnego momentu, który można by uznać za moment powstania tej formy modlitwy. Moglibyśmy właściwie powiedzieć, że pierwszy różaniec to słowa małego Jezuska, który wołał do swojej Matki: „Mamo! Mamo!”. Od tamtej pory ta praktyka religijna, związana z uciekaniem się do Maryi, była rozwijana, a kolejne pokolenia udoskonalały jej formę, dodając nowe elementy i znaczenia.


Moje myślenie o różańcu, czyli modlitwie rytmicznej i monotonnej, jest mocno osadzone w fakcie, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, gdy za wiarę w Chrystusa groziła śmierć, chrześcijanie, którzy potajemnie spotykali się w katakumbach, by praktykować swoją wiarę, często odmawiali w kółko tę samą modlitwę, choć raczej nie była ona jeszcze skierowana do Maryi. W stanie zagrożenia i niebezpieczeństwa taki sposób modlenia się uspokajał, dodawał otuchy, pozwalał skupić myśli nie na strachu, ale na tym, do czego dążymy i do Kogo należymy. Zaczynano wtedy odkrywać, że powtarzalność nie musi być nudna, bo dzięki niej zgłębia się nowe tajemnice i bogactwo treści.


Różaniec, który polega na powtarzaniu w kółko tych samych modlitw, ma dla mnie przede wszystkim wartość jako pociecha w trudnych momentach problemach. Jest nieustannym powtarzaniem sobie, by nie zapomnieć… To jak ćwiczenie na siłowni ciągle tego samego. Powolne rycie rylcem w kamieniu umysłu, żeby w sytuacjach, gdy nie ma czasu na zastanawianie się i działają wyłącznie odruchy wyuczone wcześniej, kierować się we właściwą stronę.

Jak odmawiać różaniec?

Nie będę się tutaj skupiać na kwestiach technicznych, tj. ile „Zdrowaś Maryjo”, ile „Ojcze nasz” itd., bo to są rzeczy, które są albo znane, albo bardzo łatwe do wyszukania. Napiszę natomiast o paru refleksjach, które mam po swoich doświadczeniach z odmawianiem tej modlitwy.


Pierwszą rzeczą, którą należy przyjąć, podchodząc do różańca, jest uświadomienie sobie, że nie ma czegoś takiego jak perfekcyjnie odmówiony różaniec. Jest to modlitwa na tyle długa i wymagająca, że rozproszenia i brak skupienia siłą rzeczy muszą się pojawiać. Jest w tym jednak pewna wartość: To, co mnie rozprasza, to rzeczy, do których jestem bardzo przywiązany, czasem właśnie za bardzo. Zamiast samemu mówić o swoich problemach, po odmówieniu różańca, na którym staram się rozważać tajemnice z życia Chrystusa i Maryi, widzę jak na dłoni, co jest moim problemem, gdzie powinienem nad sobą popracować.

Różaniec to także znużenia. Trzeba umieć sobie z nimi radzić, zarówno w modlitwie, jak i w życiu. Choćby dlatego, że w relacji z drugim człowiekiem, gdy musimy dzień w dzień okazywać mu miłość, znudzenie również może się pojawić. Różaniec uczy, że to wcale nie oznacza wypalenia i że mimo wszystko można trwać. Modlitwa różańcowa sama w sobie nie jest nudna, tylko czasem odmawianie jej może takie być. Należy się zgodzić na niedoskonałość i trwać pomimo niej.

Czasem mamy wyrzuty sumienia z powodu niedbale odmawianego różańca. Pamiętajmy jednak, że różaniec niedbale odmówiony, nawet „odklepany”, ale ze szczerą intencją odmówienia najlepiej, jak się potrafi, jest nieskończenie lepszy niż różaniec nieodmówiony w ogóle. Ktoś, kto „odklepuje” różaniec, pokazuje przynajmniej, że ma zdrową intuicję, by upaść na kolana przed czymś większym od siebie i świata, podczas gdy wielu krytyków różańca czeka jedynie na moment idealnego skupienia i doskonałego nastroju, które oczywiście nigdy nie następują. Niektórzy też nie chcą spędzać całej godziny na wypowiadaniu prostych słów dla prostych ludzi, bo myślą, że są kilka poziomów rozwoju duchowego wyżej. Takie postawy nie wróżą dobrze.

Co nam daje różaniec?

Jedną z największych wartości różańca jest według mnie to, że broni on nas przed nami samymi, oducza egocentryzmu i skupienia na sobie. Zamiast kręcić się na modlitwie wokół siebie, próbujemy myśleć o Maryi i Jezusie. Rozważamy wydarzenia z ich życia i dopiero przez ten pryzmat patrzymy na własne problemy i życie. Wszystkie rozproszenia, które przeszkadzają nam modlić się w sposób doskonały, dotyczą nas. Walcząc z nimi i swoją uwagę kierując na tajemnice różańca, uczymy się nie myśleć wyłącznie o sobie. Warto to ćwiczyć już teraz, bo jeżeli na ziemi nie oderwiemy się od ułomności własnego ego, będziemy to robić w czyśćcu, a tam będzie boleć dużo bardziej.


Chyba każdy korzystający z modlitwy różańcowej może poświadczyć o pokoju, który jest efektem tejże modlitwy. Na różańcu nie trzeba się z niczym szarpać, a monotonne wypowiadanie słów działa niezwykle kojąco i uspokajająco. Dzięki temu wiemy potem, co jest najważniejsze, a więc jaka jest hierarchia, jak wygląda prawdziwy porządek rzeczy. Niektóre sprawy przestają być aż tak istotne, nabiera się właściwego do nich dystansu.

Niewątpliwie modląc się na różańcu, upodabniamy się do Chrystusa poprzez rozważanie tajemnic, a jest to proces, który jako chrześcijanie musimy podejmować.

Bardzo często mamy problem polegający na tym, że nie wiemy, o czym z Bogiem rozmawiać. Czy opowiadać Mu o sobie? Przecież On wszystko wie. Czy mówić Mu o swoich prośbach? Je również zna. Opowiadać Mu, jak minął mój dzień? Żadnym spostrzeżeniem Go nie zaskoczę. Różaniec daje pewne narzędzie: Nie musimy się silić na kwieciste przemowy i przekonujące prośby. Można zostawić to wszystko i odmawiać jedną modlitwę w kółko, w nieskończoność, aż do nieba. Jest to po prostu trwanie przy Bogu, które ma dużo większą wartość niż silenie się krasomówstwo.

Dziesięć palców

Widziałem kiedyś żartobliwy rysunek: Na chmurze stała brama do nieba, a przy niej zdenerwowany św. Piotr, który widział, że za bramą Maryja wciąga na różańcu ludzi do nieba. Nie dostawali się tam oni „oficjalnym” przejściem, ale jakby z boku, trochę na skróty. Obok Piotra stał Pan Jezus, mówiący do niego: „Daj spokój. Mama po prostu chce pomóc”. Wielu spośród największych świętych zachęcających do odmawiania różańca nie mogło się mylić. Dysponujemy niewątpliwie potężnym narzędziem, z czego po prostu warto korzystać.


Im dłużej więc żyję, tym bardziej jestem skłonny wierzyć, że dziesięciu palców u rąk nie dostaliśmy po to, by dobrze i pewnie chwytać przedmioty oraz posługiwać się narzędziami, ale po to, by móc odmawiać na nich różaniec, gdy nie mamy akurat pod ręką paciorków.

Tomasz Powyszyński
Któż jak Bóg 5/2020





Franciszek z Asyżu - Święty ekolog - zdjęcie

Franciszek z Asyżu – Święty ekolog

Św. Franciszek – Jan Bernardone – przyszedł na świat w 1182 r. w Asyżu w środkowych Włoszech. Urodził się w bogatej rodzinie kupieckiej. Jego rodzice pragnęli, by osiągnął on stan szlachecki, nie przeszkadzali mu więc w marzeniach o ostrogach rycerskich. Nie szczędzili pieniędzy na wystawne i kosztowne uczty, organizowane przez niego dla towarzyszy i rówieśników. Jako młody człowiek Franciszek odznaczał się wrażliwością, lubił poezję, muzykę. Ubierał się dość ekstrawagancko. Został okrzyknięty królem młodzieży asyskiej. W 1202 r. wziął udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Przygoda ta zakończyła się dla niego niepowodzeniem i niewolą. Podczas rocznego pobytu w więzieniu Franciszek osłabł i popadł w długą chorobę.

W roku 1205 uzyskał ostrogi rycerskie (został pasowany na rycerza) i udał się na wojnę, prowadzoną między Fryderykiem II a papieżem. W tym czasie Bóg wyraźniej zaczął działać w życiu Franciszka. W Spoletto miał sen, w którym usłyszał wezwanie Boga. Powrócił do Asyżu. Postanowił zamienić swoje bogate ubranie z żebrakiem i sam zaczął prosić przechodzących o jałmużnę. To doświadczenie nie pozwoliło mu już dłużej trwać w zgiełku miasta. Oddał się modlitwie i pokucie. Kolejne doświadczenia utwierdziły go w tym, że wybrał dobrą drogę. Pewnego dnia w kościele św. Damiana usłyszał głos: „Franciszku, napraw mój Kościół”. Wezwanie zrozumiał dosłownie, więc zabrał się do odbudowy zrujnowanej świątyni. Aby uzyskać potrzebne fundusze, wyniósł z domu kawał sukna. Ojciec zareagował na to wydziedziczeniem syna. Pragnąc nadać temu charakter urzędowy, dokonał tego wobec biskupa. Na placu publicznym, pośród zgromadzonego tłumu przechodniów i gapiów, rozegrała się dramatyczna scena między ojcem a synem. Po decyzji ojca o wydziedziczeniu Franciszek zdjął z siebie ubranie, które kiedyś od niego dostał, i nagi złożył mu je u stóp, mówiąc: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem”. Po tym wydarzeniu Franciszek zajął się odnową zniszczonych wiekiem kościołów. Zapragnął żyć według Ewangelii i głosić nawrócenie i pokutę. Z czasem jego dotychczasowi towarzysze zabaw poszli za nim.

24 lutego 1208 r. podczas czytania Ewangelii o rozesłaniu uczniów, uderzyły go słowa: „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10, 10). Odnalazł swoją drogę życia. Zrozumiał, że chodziło o budowę trudniejszą – odnowę Kościoła targanego wewnętrznymi niepokojami i herezjami. Nie chcąc zostać uznanym za twórcę kolejnej grupy heretyków, Franciszek spisał swoje propozycje życia ubogiego według rad Ewangelii i w 1209 r. wraz ze swymi braćmi udał się do Rzymu. Papież Innocenty III zatwierdził jego regułę. Odtąd Franciszek i jego bracia nazywani byli braćmi mniejszymi. Wrócili do Asyżu i osiedli przy kościele Matki Bożej Anielskiej, który stał się kolebką Zakonu. Franciszkowy ideał życia przyjmowały również kobiety. Już dwa lata później, dzięki św. Klarze, która była wierną towarzyszką duchową św. Franciszka, powstał Zakon Ubogich Pań – klaryski.
Franciszek wędrował od miasta do miasta i głosił pokutę. Wielu ludzi pragnęło naśladować jego sposób życia. Dali oni początek wielkiej rzeszy braci i sióstr Franciszkańskiego Zakonu Świeckich (tercjarstwu), utworzonemu w 1211 r. W tym też roku Franciszek wybrał się do Syrii, ale tam nie dotarł i wrócił do Włoch. W 1217 r. zamierzał udać się do Francji, lecz został zmuszony do pozostania we Włoszech. Uczestniczył w Soborze Laterańskim IV. Z myślą o ewangelizacji pogan wybrał się na Wschód. W 1219 r. wraz z krzyżowcami dotarł do Egiptu i tam spotkał się z sułtanem Melek-el-Kamelem, wobec którego świadczył o Chrystusie. Sułtan zezwolił mu bezpiecznie opuścić obóz muzułmański i dał mu pozwolenie na odwiedzenie miejsc uświęconych życiem Chrystusa w Palestynie, która była wtedy pod panowaniem muzułmańskich Arabów.

W 1220 r. Franciszek wrócił do Italii. Na Boże Narodzenie 1223 r., podczas jednej ze swoich misyjnych wędrówek, w Greccio zainscenizował religijny mimodram. W żłobie, przy którym stał wół i osioł, położył małe dziecko na sianie, po czym odczytał fragment Ewangelii o narodzeniu Pana Jezusa i wygłosił homilię. Inscenizacją owego „żywego obrazu” dał początek „żłóbkom”, „jasełkom”, teatrowi nowożytnemu w Europie. 14 września 1224 r. w Alvernii, podczas czterdziestodniowego postu przed uroczystością św. Michała Archanioła, Chrystus objawił się Franciszkowi i obdarzył go łaską stygmatów – śladów Męki Pańskiej. W ten sposób Franciszek, na dwa lata przed swą śmiercią, został pierwszym w historii Kościoła stygmatykiem.

Franciszek aprobował świat i stworzenie, obdarzony był niewiarygodnym osobistym wdziękiem. Dzięki niemu świat ujrzał ludzi z kart Ewangelii: prostych, odważnych i pogodnych. Wywarł olbrzymi wpływ na życie duchowe i artystyczne średniowiecza. Trudy apostolstwa, surowa pokuta, długie noce czuwania na modlitwie wyczerpały siły Franciszka. Zachorował na oczy, próby leczenia nie przynosiły skutku. Zmarł 3 października 1226 r. o zachodzie słońca w kościele Matki Bożej Anielskiej w Asyżu. Kiedy umierał, prosił, by bracia zwlekli z niego odzienie i położyli go na ziemi. Rozkrzyżował przebite stygmatami ręce. Odszedł z psalmem 141 na ustach, wcześniej wysłuchawszy Męki Pańskiej według św. Jana. W chwili śmierci miał 45 lat. W dwa lata później uroczyście kanonizował go Grzegorz IX.Ads by Waytogrow

Najpopularniejszym tekstem św. Franciszka jest Pieśń słoneczna. Pozostawił po sobie pisma: Napomnienia, listy, teksty poetyckie i modlitewne. Św. Franciszek jest patronem wielu zakonów, m. in.: albertynów, franciszkanów, kapucynów, franciszkanów konwentualnych, bernardynek, kapucynek, klarysek, koletanek; tercjarzy; Włoch, Asyżu, Bazylei; Akcji Katolickiej; aktorów, ekologów, niewidomych, pokoju, robotników, tapicerów, ubogich, więźniów.

W ikonografii św. Franciszek ukazywany jest w habicie franciszkańskim, czasami ze stygmatami. Bywa przedstawiany w otoczeniu ptaków. Jego atrybutami są: baranek, krucyfiks, księga, ryba w ręku.

************************************************************

Irena Świerdzewska – Stąd wyszła iskra –

Idziemy

fot. Marcin Bruniecki, Sunrise in Poland | Flickr (cc by 2.0)

Pobyt w rodzinnym domu Heleny Kowalskiej w Głogowcu i w parafii w Świnicach Warckich odkrywa na nowo siostrę Faustynę.

Głogowiec i Świnice Warckie znajdują się w diecezji włocławskiej, niespełna 200 km od Warszawy, w sam raz na jednodniową pielgrzymkę. Jadąc trasą A2 na Poznań należy skierować się na Uniejów. Świnice Warckie to nieduża parafia, raptem 1700 wiernych, co potwierdza rozmiar miejscowego cmentarza. Tu znajduje się grób rodziców św. Faustyny, starannie utrzymany, z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Oboje dożyli sędziwego wieku. Mama zmarła w 1965 r., przeżywszy 90 lat, tata w 1946 r., mając 78 lat. Kilkaset metrów od cmentarza znajduje się maleńki kościółek, z dobudowaną nową częścią. „Sanktuarium Urodzin i Chrztu św. s. Faustyny” – głosi napis nad wejściem. To jedyny tego rodzaju tytuł sanktuarium w Polsce.

Dwa dni po narodzeniu córki Marianna i Stanisław Kowalscy przybyli z dzieckiem, aby je ochrzcić. Ksiądz Janusz Kowalski, miejscowy proboszcz, pokazuje przechowywany na plebanii oryginalny akt urodzenia, spisany w języku rosyjskim. „Działo się to w Świnicach 27 sierpnia 1905 r. o godz. 1-szej w południe. Stawił się Stanisław Kowalski, rolnik, lat 45, w obecności Franciszka Bednarka 35 lat i Józefa Stasiaka, rolników z Głogowca, okazali nam dziecię płci żeńskiej urodzone we wsi Głogowiec 25 sierpnia 1905 r. o godz. 8 rano z jego małżonki Marianny z Babelów lat 35 mającej. Dziecięciu temu na chrzcie św. odbytym w dniu dzisiejszym zostało nadane imię Helena, a rodzicami jego chrzestnymi byli: Konstanty Bednarek i Marianna Szewczyk/Szczepaniak (…) ”. Akt podpisał udzielający chrztu ówczesny proboszcz ks. Chodyński, którego grób także znajduje się na miejscowym cmentarzu. Biała chrzcielnica z prawej strony prezbiterium jest świadkiem tamtego wydarzenia.

Marianna Kowalska poród przeszła niezwykle lekko, w przeciwieństwie do dwóch wcześniejszych, kiedy ważyło się jej życie.

Tu się zaczęło


Dom znajduje się niespełna 2 km od kościoła. Trasa w sam raz na spacer i odmówienie Koronki. Kiedy chodziła tędy Helenka, droga była błotnista. Teraz idealnie gładki asfalt i szeroki chodnik pozwolą w komforcie dotrzeć nawet rodzicom z dzieckiem w wózku. Ulica św. Heleny płynnie przechodzi ze Świnic Warckich do Głogowca. Ale dopiero za ustawioną w szczerym polu kapliczką z Jezusem Miłosiernym rozpościera się druga część wioski z domem św. Faustyny.

Jest biały, zbudowany z rożniatowskiego kamienia, który rolnicy pozyskiwali spod warstwy gleby i wycinali z niego cegły. Podobne domy można jeszcze znaleźć w okolicy, a ten szczególny znajduje się pod nr 11. Opiekujący się domem proboszcz przekręca klucz. – W ubiegłym roku podczas Światowych Dni Młodzieży przyjechała tu młodzież z Mongolii. Całowali deski podłogi, ponieważ chodziła po nich święta – opowiada ks. Kowalski. – Na pewno s. Faustyna stąpała po nich, kiedy odwiedziła rodziców w 1935 r., bo w jej dzieciństwie była tu podłoga gliniana.

Rodzice Helenki przeprowadzili się do Głogowca z Dębia nad Nerem, kilka lat po ślubie, zawartym tam w 1892 r. Nabyli w Głogowcu niewielki kawałek ziemi, własnymi rękoma wybudowali dom z jedną izbą, kuchnią, sienią i pomieszczeniem na warsztat stolarski. Zachowane okno wyszło spod ręki Stanisława Kowalskiego i pokazuje, że cieślą był nie byle jakim. Przez dziesięć lat bogobojne małżeństwo pozostawało bez potomstwa. „Pewnie żeście przeciw Panu Bogu zawinili” – podszeptywano nieraz. Marianna Kowalska miała jedną i tą samą odpowiedź: „Jak Bóg będzie chciał, to i dzieci będą”. – Czyż to nie brzmiało jak: „Jezu, ufam Tobie”? Zdali celująco egzamin z ufności Bogu – komentuje ks. Kowalski.

W bezdzietnym dotąd małżeństwie Kowalskich „posypały się” dzieci. Najpierw na świat przyszła Józefa, a potem dziewięcioro kolejnych dzieci: Ewa, Helena, Kazimiera, Natalia, Bronisława, Stanisław, Mieczysław, Lucyna i Wanda.

Helenka nie była „prostą, niedouczoną dziewczyną, po niecałych trzech klasach szkoły podstawowej” – jak głoszą niektóre przekazy. Ojciec nauczył córkę czytać i pisać, nim w wieku 12 lat poszła do szkoły. Edukacja nie mogła odbyć się wcześniej ani trwać dłużej, bo trzeba było zrobić miejsce dla kolejnych chcących pobierać naukę dzieci. W domu Kowalskich była niewielka biblioteczka z książkami. Przychodzili sąsiedzi na lekturę Pisma Świętego i żywotów świętych, które czytała im Helenka. Jej mama nie umiała czytać i pisać. – Przez miejscowych ludzi zapamiętana została jako niewiasta o niezwykle dobrym sercu. Miałem okazję rozmawiać ze zmarłą przed dwoma laty parafianką, która pamiętała Mariannę, jak rozdawała dzieciom chleb. Kiedy wracały ze szkoły, wychodziła do nich z bochnem świeżo upieczonego chleba – opowiada ks. Kowalski.

W Głogowcu wiszą na ścianach obrazy, przed którymi modliła się Helenka: Chrystusa podtrzymywanego przez św. Franciszka na krzyżu i dwa inne, z wizerunkami Jezusa i św. Agaty.

Ojciec wstawał przed wschodem słońca i klęcząc modlił się głośno. Śpiewał Godzinki i Gorzkie żale. Jego córka opisała w „Dzienniczku”, jak dziękował za zdrowie mamy (Dz. 398): „Kiedy widziałam, jak ojciec się modlił, zawstydziłam się bardzo, że ja po tylu latach w zakonie nie umiałabym się tak szczerze i gorąco modlić, toteż nieustannie składam Bogu dzięki za takich rodziców”. Pisała to święta, która otrzymała łaskę szczególnej zażyłości z duszami.

Miała „wgląd” w dusze ludzkie. Patrząc na człowieka, wiedziała, co dzieje się w jego sercu, a miało to służyć ratowaniu grzeszników. W „Dzienniczku” (Dz. 7) wskazuje, że ten dar otrzymała podczas chrztu. – Charyzmat potwierdziła mama świętej podczas rozmów do przyszłego procesu beatyfikacyjnego s. Faustyny – mówi ks. Kowalski. Mama wspominała, że Helenka mając 5-6 lat budziła się w środku nocy i klękała do pacierza. Przynaglana przez mamę, by kładła się spać, odpowiadała: „Mamusiu, jakiś głos podpowiada mi w środku, żebym modliła się za dusze w czyśćcu cierpiące”.


Wybranko moja


Pierwszą Komunię Helenka przyjęła w wieku dziewięciu lat. W parafialnym kościele z lewej strony za prezbiterium znajduje się konfesjonał, w którym odbyła pierwszą spowiedź, u ks. Romana Pawłowskiego. Kiedy po uroczystości pierwszokomunijnej wracała sama z kościoła do domu, sąsiadka wyraziła wielkie zdziwienie. „Ja nie idę sama. Ja idę z Panem Jezusem” – odpowiedziała dziewczynka. Już wtedy znała swoje powołanie, o czym pisze w Dzienniczku: „W siódmym roku życia usłyszałam pierwszy raz głos Boży w duszy, czyli zaproszenie do życia doskonalszego, ale nie zawsze byłam posłuszna temu głosowi łaski. Nie spotkałam się z nikim, kto by mi te rzeczy wyjaśnił” (Dz. 7).

Po raz pierwszy opuściła rodzinny dom, mając 16 lat. Poszła na służbę, aby pomóc rodzicom. Tajemnicza jasność, której w tamtym czasie doświadczyła, wezwała ją, aby poświęciła życie na wyłączność Bogu. Jednak rodzice odmówili jej prośbie o pozwolenie na pójście do klasztoru. Dwa lata później sytuacja się powtórzyła. W wieku 20 lat, przynaglona przez Chrystusa podczas tańców w miejskim parku w Łodzi, wyjechała do Warszawy, by szukać zakonu. Tam wstąpiła do sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

W domu rodzinnym gościła potem tylko raz. W lutym 1935 r. przyjechała z Wilna do ciężko chorej mamy, zagrożonej śmiercią. Jechała modląc się gorliwie, a kiedy dotarła do Głogowca, mama zaczęła zdrowieć. Na zakończenie pobytu s. Faustyny w rodzinnym domu w kościele parafialnym miało miejsce niezwykłe zdarzenie. „Jak bardzo się mogłam modlić w tym kościółku! – pisała święta. – Przypomniałam sobie wszystkie łaski, które w tym miejscu otrzymałam, a których wówczas nie rozumiałam i tak często nadużywałam; i dziwiłam się sama sobie, jak mogłam być tak zaślepiona. Kiedy tak rozważałam i ubolewałam nad swoją ślepotą, nagle ujrzałam Pana Jezusa jaśniejącego pięknością niewymowną – i rzekł do mnie łaskawie: Wybranko moja, udzielę ci jeszcze większych łask, abyś była świadkiem przez całą wieczność nieskończonego Miłosierdzia mojego” (Dz. 400). Te słowa wypisane są na łuku w prezbiterium kościoła.

Czy wtedy ktoś mógł przypuszczać, że s. Faustyna będzie Bożą sekretarką, przez którą objawi się światu Boże Miłosierdzie?

– Pamiętam babcię Mariannę – mówi Jerzy Kowalski, bratanek s. Faustyny, mieszkający dziś obok domu rodzinnego świętej. – Nie widziałem jej nigdy złej, zdenerwowanej, nawet kiedy jako dzieci psociliśmy. Kibicowała nam, kiedy graliśmy w szmacianą piłkę. W latach 70. przyjeżdżał kilkakrotnie do Głogowca kard. Franciszek Macharski, babcia już nie żyła. Mówił wtedy: „Zobaczycie, jeszcze będą tu przyjeżdżać ludzie z całego świata” – wspomina.

I rzeczywiście, rodzinne strony św. Faustyny są nawiedzane przez pielgrzymów z całego świata. A w diecezji włocławskiej są szczególnym miejscem kultu. Tu na przełomie maja i czerwca przyjeżdżają dzieci pierwszokomunijne z całej diecezji. Od roku 2001 żyją tu także siostry Matki Bożej Miłosierdzia w klasztorze w Świnicach Warckich.
Irena Świerdzewska

Co-Gdzie-Kiedy: Spotkania AA: Amsterdam, Haga, Eindhoven, Ijsselmuiden, Rotterdam, Veenendaal, Utrecht

1. AMSTERDAM – grupa „Płomyk”, De Wittenstraat 114 (Nassaukerk), 1052BB Amsterdam, mityngi odbywają się w każdą niedzielę od 18:30 do 19:45, uwaga: parking płatny.

2. HAGA – grupa „Nowa Droga”, Johannes Camphuijsstraat 23-25, 2593CH Den Haag, mityngi w każdą sobotę w godz. 18.00 do 20.00. Mityng otwarty w drugą sobotę miesiąca

2. HAGA – grupa „Jest Sposób”, Johannes Camphuijsstraat 23-25, 2593CH Den Haag, mityngi w każdą środę w godz. 20.00 do 21.00. Mityng otwarty w drugą środę miesiąca

3. EINDHOVEN – grupa „Akron” , Pastoriestraat 147 5612 EK Eindhoven, mityngi odbywają się w każdy piątek w godz. 20:00 do 21:45

4. EINDHOVEN – grupa AL-Anon „Wspólna droga”, Pastoriestraat 147, 5612EK Eindhoven, mitingi odbywają się w każdy piątek od 20:00 do 21:45, drugi i czwarty piątek mityng otwarty. Kontakt: tel. +31 636503251


5. IJSSELMUIDEN – grupa „Nowe Życie”, Blekersdam 11 8271PB Ijsselmuiden, mityngi odbywają się w pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca od godz. 19:00 do 21:00

6. ROTTERDAM – grupa „Tratwa”, Statenweg 207, 3039HP Rotterdam, mityngi odbywają się w każdą niedzielę w godz. 10:00 do 11:00, Mityng otwarty w każdą czwartą niedzielę

7. VEENENDAAL – grupa „Panorama”, Plein Zuid Dr Colijnstraat 70, 3904ET Veenendaal, mityngi odbywają się w każdą sobotę od godz. 19:00. Mityng otwarty w pierwszą sobotę miesiąca

8. UTRECHT – grupa „12-sty krok”, Buurthuis, Rosa Malakkastraat 6 3531 HM Utrecht, mityngi odbywają się w każdą środę od godz. 19:30 do 20:30

9. ‚s-HERTOGENBOSCH – grupa „Od nowa” , Sonniusstraat 3 , 5212 AJ Den Bosch, mityngi odbywają się w każdą niedzielę od 17:00 do 19:00. Mityng otwarty w pierwszą niedzielę miesiąca.


Chcesz przestać pić? Możemy pomóc! Skontaktuj się z nami.

NUMER TEL. CAŁODOBOWY 0618-090-570