31.05.- UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

5.06.2020 – PIATEK   19.30 TRANSMISJA MSZY SW. (fb PARAFIA POLSKA UTRECHT) i na naszej stronie w zakładce – TRANSMISJA NA ŻYWO

20.00 – NABOŻEŃSTWO 1. PIĄTEK MIESIĄCA-transmisja

6.06.  SOBOTA  ,GODZ. 20.00 – NABOZEŃSTWO MARYJNE – 1.SOBOTA MIESIĄCA-transmisja

7.06. NIEDZIELA GODZ. 11.00 – TRANSMISJA MSZY SW. – UROCZYSTOŚĆ TRÓJCY ŚWIETEJ

******************************************************************************

Nie tak dawno, bo 26 maja obchodziliśmy Dzień Matki. Wiemy, co znaczy matka dla każdego normalnego człowieka. Dlatego też obchody Dnia Matki mają na celu okazanie naszym matkom szacunku, miłości, uznania i podziękowania za codzienny trud włożony w nasze wychowanie.

 

Nie mogło być inaczej z Kościołem. Kościół jako Boży lud ma też swoją Matkę. Tak bowiem chciał sam Chrystus. Św. Jan Ewangelista w paschalnym kontekście rodzącego się z ran Chrystusa Kościoła wyraził to w bardzo krótkich, ale wyrazistych słowach, które usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii: Niewiasto, oto syn Twój. (…) Oto Matka twoja. A w dekrecie Ecclesia Mater czytamy:

„Matka, która stała obok krzyża (J 19, 25), otrzymała testament miłości swego Syna i przyjęła wszystkich ludzi, uosobionych w umiłowanym uczniu, jako dzieci, które odradzają się do życia Bożego, stając się kochającą Matką Kościoła, który Chrystus zrodził na krzyżu, dając swego Ducha. Z kolei w umiłowanym uczniu Chrystus wybrał wszystkich uczniów na spadkobierców swojej miłości do Matki, którą im powierzył, aby przyjęli Ją z synowską miłością.

 

 

Dzisiejsze święto, ustanowione podczas trwania II Soboru Watykańskiego na prośbę polskich biskupów, wprowadzone do polskiego kalendarza liturgicznego w 1971 roku, i nie tak dawno ustanowione przez papieża Franciszka dla całego Kościoła katolickiego, jest wyrazem wiary i pobożności ludu Bożego, który już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa czcił i dostrzegał w Matce Chrystusa również Matkę Kościoła.

 

Dzisiejsze święto wyrasta w kontekście wielkanocnego święta Chrystusowego Kościoła. Okres wielkanocny, który zakończyliśmy wczorajszą uroczystością Zesłania Ducha Świętego, to czas, który pomaga nam zrozumieć misterium Kościoła w tajemnicy Chrystusowej męki, śmierci, zmartwychwstania i uwielbienia.

 

„Z otwartego boku Zbawcy – pisali nasi biskupi z okazji wprowadzenia do polskiego kalendarza liturgicznego święta Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła – wychodzi Kościół, który ogarnia całą rodzinę człowieczą. Gdy umiera fizycznie ciało Chrystusa, zrodzone z Maryi Dziewicy, rodzi się wielkie Mistyczne Ciało wyprowadzone z Jego boku, Kościół święty”.

 

To tajemnica Kościoła narodzonego z mocy Ducha Świętego, to tajemnica radującego się Kościoła z obecności Zmartwychwstałego Pana, to tajemnica Kościoła wzmocnionego siłą i darami Ducha Świętego, aby w świecie mógł głosić radość Chrystusowej Ewangelii. Matka Jezus była obecna również w tych kluczowych dla rodzącego się Kościoła momentach. Dlatego też dzisiejsze święto, w poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego, jest logiczną konsekwencją wielkanocnego procesu tworzenia się Kościoła. Chrystus nie tylko obiecał swoim uczniom, że nie zostawi ich sierotami, bo ześle na nich swojego Ducha, ale również dlatego, że dał im za Matką swoją ukochaną Matkę.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina:

Istotnie, Maryja Dziewica jest uznawana i czczona jako prawdziwa Matka Boga i Odkupiciela, co więcej, jest również Matką członków Chrystusa, ponieważ swoją miłością współdziałała w tym, by w Kościele rodzili się wierni, którzy są członkami owej Głowy. Maryja, Matka Chrystusa, Matka Kościoła (por. KKK, nr 963).

 

Matka Kościoła to nie tylko teologiczne określenie nadprzyrodzonej misji Maryi. W dzisiejsze święto nie tylko wyznajemy, że jest Ona wielką chlubą Kościoła świętego, jak to śpiewaliśmy w refrenie psalmu 87, ale nade wszystko spieszymy z ufnością do Tej, która została nam dana jako znak i proroctwo ostatecznego zwycięstwa Chrystusa nad złem, nad szatanem i nad grzechem, który od zarania ludzkości rani godność człowieczeństwa i chce go sprowadzić na drogi bezbożności, bałwochwalstwa i samowystarczalności. I jakże potrzeba nam tej opieki, tej matczynej miłości i odwagi do wytrwania w wierze Kościoła w obecnej rzeczywistości naznaczonej nie tylko pandemią COVID 19, ale i nieustannymi i wielorakimi prześladowaniami Chrystusowego Kościoła, również i w Polsce. Dlatego, z ufnością w Jej matczyną opiekę śpiewamy dzisiaj:

Weź w swą opiekę nasz Kościół swięty….

Szczęśliwa Dziewico, która porodziłaś Pana, błogosławiona Matko Kościoła, Ty strzeżesz w nas Ducha Twojego Syna, Jezusa Chrystusa.

 

Na zakończenie przypomnijmy jeszcze raz słowa naszych biskupów, na czele z kard. Wyszyńskim, z listu Konferencji Episkopatu Polski, który pozwalał na liturgiczne obchody święta Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła:

„Niech więc wdzięczność i radość przepełnia nasze serca, że obchodzimy dziś święto Matki Kościoła. Polska czyni to jedna z pierwszych wśród narodów chrześcijańskich. To pierwszeństwo przyjmijmy jako szczególną łaskę i nagrodę za wierność i miłość narodu do Maryi. Oddani w niewolę Jej macierzyńskiej miłości, za wolność Kościoła, mając poprzez całe dzieje tak liczne dowody Jej opieki i pomocy z ufnością przedstawiamy Matce Kościoła wszystkie jego potrzeby”.

 

 

Maryjo, ukochana Matko Kościoła, spraw, aby każdy chrześcijanin miłością przejęty czcił w świętym Kościele Jezusa, Twojego Syna i swojego Pana.

Kazania-homilie: Święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła, Rok A, II

o. Ignacy Proszek CSsR  (13 czerwca 2011 rok, Rok A)

TRANSMISJA MSZY ŚWIĘTEJ – GODZINA 11.00 w 1. i 2. DZIEŃ   ŚWIĄT  ZESŁANIA DUCHA ŚW.

CODZIENNIE O GODZ. 20.00 – WIECZORNE NABOŻEŃSTWO – FB PARAFIA POLSKA UTRECHT

Zesłanie Ducha Świętego

UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

CZYTANIA MSZALNE

Dz 2,1–11
Ps 104
1 Kor 12,3b–7.12–13
J 20,19–23   

  • Pełny tekst czytań
  • W CZERWCU br. WŁADZE KOŚCIOŁA W HOLANDII POZWOLIŁY NA ODPRAWIANIE MSZY NIEDZIELNYCH DLA 30 OSÓB . PARAFIE ,W KTÓRYCH KORZYSTAMY Z KOŚCIOŁÓW ZDECYDOWAŁY,ŻE W CZERWCU – NIE BĘDZIE ODPRAWIANYCH MSZY ,TAKŻE POLSKICH.
  • OD LIPCA 2020 – ILOŚĆ OSÓB NA MSZACH BĘDZIE ZWIĘKSZONA DO STU.MAMY NADZIEJE SPOTKAĆ SIĘ W NASZYCH KOŚCIOŁACH OD LIPCA.
  • PONIŻEJ – REGUŁY JAKIE ZOSTAŁY PODJETE NA CZAS MIESIACA CZERWCA :
  • Wytyczne dotyczące wiernych ustalone przez Biskupów Holenderskich z dnia 23 maja 2020 obowiązujące od 1.06.2020.   /tłumaczenie z holenderskiego/

    Od 1.06.2020 do 14.06.2020 nie można przyjmować komunii św. w czasie mszy św.  Przyjmować będzie można od 14.06 czyli od uroczystości Bożego Ciała.

    W czerwcu do kościoła może przyjść maksymalnie 30 osób jeśli w kościele można zachować odpowiedni dystans.

    Ten protokół jest przeznaczony dla każdego, kto przychodzi do kościoła, aby wziąć udział w uroczystościach lub w inny sposób korzysta z budynku kościoła. Prosimy o przestrzeganie  protokołu, aby wszyscy uczestnicy mogli bezpiecznie, wspólnie świętować.

    Wszystkie wytyczne dotyczące zasady zachowania półtora metra odległości oraz higieny – mycie rąk podczas wchodzenia do kościoła, kaszlenie i kichanie w łokieć, używanie chisteczek higieicznych a w wypadku przeziębienia i / lub podwyższonej temperatury pozostania w domu   mają być ściśle przestrzegane. Ci, którzy biorą udział w uroczystościach, robią to na własne ryzyko.

    Celebracja liturgiczna

    REZERWACJA• Trzeba się wcześniej zapisać.  HIGIENA• Po wejściu postępować zgodnie ze wskazówkami dotyczącymi umieszczenia, a wychodząc, postępować zgodnie ze wskazówkami, aby bezpiecznie opuścić kościół.• Przy znaku krzyża nie dotykać ciała.SŁUŻBA SŁOWA• Przy potrójnym znaku krzyża przed ewangelią nie dotykać ciała.MODLITWA PRZY OŁTARZU• Wierzący nie trzymają się za ręce podczas modlitwy Pańskiej.• Wierzący nie podają sobie rąk na znak pokoju.• Nie organizować procesji z darami do ołtarza.PRZYJMOWANIE KOMUNII ŚWIĘTEJ• Zachowć odległość półtora metra od siebie.• Umyć ręce przed otrzymaniem Hostii.• Dzieci, które nie przystępują do Komunii, są błogosławione w odległości półtora metra bez dotyku.• Jeśli nie chcesz bezpośrednio dotykać Hostii , możesz zabrać ze sobą własny korporał i w tensposób przenieść Świętą Hostię do ust. KOLEKTA• Można to zrobić wrzucając pieniądze do puszki na stole przy wyjściu, przelewem bankowym lubza pośrednictwem aplikacji na darowiznę. SAKRAMENT SPOWIEDZI• Nie można spowiadać się w konfesjonale.• Można spowiadać się w pomieszczeniu z wentylacją, w odległości 1,5 metra od księdza.

    CHRZEST

    • Chrzty są odroczone.

    • W nagłych wypadkach chrzest w domu może być prowadzony przez samych rodziców (chrzest nagły), w porozumieniu z kapłanem. W późniejszym czasie, nastąpią inne obrzędy w kościele (w tym namaszczenie).

    • Jeśli chrzest nie zostanie przełożony, należy zastosować półtora metrową odległość.

    BIERZMOWANIE

    • Otrzymanie darów Ducha św. zostało przełożone.

    PIERWSZA KOMUNIA

    • Grupowe przyjecie Pierwszej Komunii jest odroczone.

    SAKRAMENT NAMASZCZENIA

    • Podczas namaszczenia przestrzegana jest zasada półtora metra odległości, tak bardzo, jak to możliwe.

    ŚLUB

    • Gratulacje podczas uroczystości weselnych należy składać bez fizycznego dotyku i z należytym przestrzeganiem półtora metra odległości. Nie tylko w budynku kościoła, ale także w procesji ślubnej zachować trzeba półtorametrowy dystans.

    POGRZEB

    • Kondolencje na pogrzebach odbywają się bez kontaktu fizycznego i z zachowaniem zasady 1,5 metra. Nie tylko w budynku kościoła, ale także na cmentarzu i podczas procesji pogrzebowej zachować trzeba tę odległość.

     SŁUŻBA SŁOWA DZIECIĘCEGO

    • Dzieci mogą iść na własny program i do opiekunki natychmiast po wejściu do kościoła.

     WSPÓŁPRACA MUZYCZNA I WOKALNA

    • Śpiewa tylko grupa muzyczna bez udziału wiernych.

     PO MSZY ŚWIĘTEJ

    • Ze względu na obowiązujące zasady nie można rozmawiać w grupach i pić kawy w budynku kościoła, ale jest to możliwe się w sali parafialnej lub w ogrodzie przy kościele, w odległości 1,5 metra od siebie.

    MODLITWA I ZAWIERZENIE MARYII

    • Nie można dotykać ani całować figury, obrazu ani ikony Matki Boskiej. Zabierająć wodę święconą z grot Lourdes i kaplic Maryjnych, używać trzeba własnej butelki / puszki.

    ŚWIĘCI

    • Statuy świętych, obrazy, ikony lub relikwiarze nie mogą być dotykane ani całowane.

    ŚWIECE

    • Podczas palenia świec i modlitwy przestrzegać trzeba zasady 1,5 metra.

    • Płatności za świece najlepiej dokonywać bezdotykowo.Jeśli nie jest to możliwe, przed dokonaniem płatności należy zdezynfekować ręce.

    • Świeca zapalać się od innej już płonącej świecy.

    Jeśli nie jest to możliwe, użyj własnej zapalniczki lub zapałki.

    INNE CZYNNOŚCI

    PRACA Z MŁODZIEŻĄ

    • Młodzi ludzie przychodą sami do centrum parafialnego. Jeśli przywożą je rodzice dzieci wchodzą sami do centrum parafialnego.

    • Liderzy i młodzi ludzie mają możliwość na przybycie i odejście bez dodatkowego kontaktu. • Liderzy i młodzi ludzie idą do domu natychmiast po spotkaniu.

     PRACA DIAKONII

    • Przy dystrybucji paczek w banku żywności należy przestrzegać wytycznych dotyczących odległości i higieny według wytycznych RIVM

    • Możesz wnieść wkład w postaci żywności o długim termine ważności, która zostanie dostarczona do banku żywności jako dowód miłości.

    PIELGRZYMKI

    • Pielgrzymki w grupach autobusem mogą odbywać się tylko wtedy, gdy zorganizowano je w autobusach w odległości półtora metra między pasażerami noszącymi maski na usta, tak jak na przykład w transporcie publicznym.

    • Jeśli nie możesz przybyć na miejsce pielgrzymek, możesz poprosić telefonicznie lub e-mailem o zapalenie świecy lub poprosić o modlitwę.

    • Należy przestrzegać (zagranicznych) przepisów rządowych dotyczących podróży.

    za pośrednictwem platformy internetowej https://sanctuarystreaming.eu/, uruchomionej przez Komisję Konferencje Episkopatu UE (COMECE), można oglądać nabożeństwa eucharystyczne i modlitwy z Lourdes, Loreto, Częstochowa, Fatima i wiele innych transmisji na żywo.

WAŻNY WYWIAD Z KSIĘDZEM ISAKOWICZEM-polecam tę lekturę:

NIEDZIELA WROCŁAWSKA

Kościół musi być przeźroczysty

O tym, dlaczego wystąpił w filmie braci Sekielskich i co dalej z oczyszczaniem Kościoła z ks. Tadeuszem Isakowiczem – Zaleskim rozmawia Agnieszka Bugała

 2020-05-29 20:38
– Agnieszka Bugała: Księże, poprosiłam o tę rozmowę, bo po premierze drugiego filmu Sekielskich my, świeccy wierni, jesteśmy zdezorientowani. Z jednej strony słyszymy o zatrważającym procederze przenoszenia kapłanów-pedofili do innych parafii, z drugiej słyszymy, że samo mówienie o tym i wskazywanie winnych procederu jest szkodzeniem, szkalowaniem i atakiem na Kościół. Nie jestem dziennikarką śledczą, ale jako katolicki dziennikarz mam prawo zapytać katolickiego księdza, który zdecydował się wziąć udział w tym filmie, o powód.– Ks. Isakowicz – Zaleski: Może mnie pani pytać o wszystko, zobaczymy co z tej naszej rozmowy uda się pani opublikować.- Po emisji pierwszego filmu braci Sekielskich pt. „Tylko nie mów nikomu” reakcje hierarchów były różne – od prymasa, który za pedofilię w Kościele przepraszał, po abp. Sławoja Leszka Głódzia, który filmu nie widział, ale powiedział do jednej z kamer, że „ma inne zajęcia i nie ogląda „byle czego”. Okazało się również, że główny informator współpracujący z Sekielskim, Marek L. okazał się oszustem. Czy to Księdza nie zniechęciło do udzielenia twarzy i głosu sprawie?– Uważam, że należy mówić na ten temat w różnych miejscach, nie tylko w tych, które są związane z Kościołem, ale także w tych, które są z dala od Kościoła, bo problem jest bardzo ważny i nie widzę przeciwskazań. Co do oszusta – to był jeden z elementów poprzedniego filmu, ale oprócz – zdemaskowanego zresztą – jednego oszusta, film pokazał wiele prawdziwych rzeczy w tej sprawie i dowiódł, że mówienie na ten temat ma ogromne znaczenie społeczne. Ja nie zgłosiłem się do udziału w filmie. To twórcy zgłosili się do mnie, przyjechali i nagrali moją wypowiedź. Warunek, jaki postawiłem to aby tego, co powiem nie cenzurować.– Mam wrażenie, że poruszamy się na dwóch płaszczyznach – z jednej strony problem pedofilii w Kościele – i stosunek do niej wielu wydaje się być jasny – z drugiej – mówienie o problemie, zwłaszcza w przestrzeni publicznej, jest oceniane jako bezpośrednie uderzenie w Kościół.

– To najczęściej powtarzany błąd, niestety firmowany przez ludzi Kościoła. Nie uderza w Kościół ten, kto wskazuje i demaskuje zło, jakie ma miejsce, ale ten, kto próbuje to ukryć. Przenoszenie księży z parafii na parafię, lekceważenie ofiar i bólu, który im zadano – to jest uderzenie w Kościół. To wymaga oczyszczenia, naprawy.

– Filmy barci Sekielskich mają specyficzną konstrukcję. Po drugiej części widać, że jest to metoda, nie przypadek. Mam na myśli filmowanie ukrytą kamerą osób, które film pokazuje jako podejrzane, ale jeszcze nie skazane prawomocnym wyrokiem. A jednak w Polsce każdy, nawet przestępca z wyrokiem, ma prawo do ochrony swojego wizerunku. Podam przykład z dziennikarskiego podwórka: Kiedy robię materiał w więzieniu w Wołowie – a są tam osadzeni z dużymi wyrokami, to więzienie o zaostrzonym rygorze – muszę każdego z moich rozmówców poprosić o pisemną zgodę na fotografowanie i opublikowanie nie tylko jego twarzy, ale czasem tyłu głowy, bo jest tam, np. rozpoznawalny tatuaż. W filmie mamy zupełnie inne metody pracy. Czy Księdzu to nie przeszkadzało? Nagrywanie bez zgody rozmówców? Siostra zakonna, przyłapana kamerą w zakrystii, która się rozpłakała i pobiegła przed ołtarz?

– O ile pamiętam film, to osoby nagrywane ukrytą kamerą nie były wymieniane z imienia i nazwiska. Obejrzałem film i nie ma tam niczego, czego bym nie wiedział wcześniej.

Jeśli chodzi o siostrę zakonną, to uważam, ze zrobiono z niej kozła ofiarnego. Znam siostry zakonne, szanuję je i cenię, ale one są bezradne. W systemie polskiego Kościoła nie mają nic do powiedzenia. Opisywałem w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim w książce pt. „Chodzi mi tylko o prawdę” w 2012 r. przypadek w diecezji krakowskiej – nawet zeznawałem w sądzie kościelnym w tej sprawie – że molestowania wobec ministranta dokonywał proboszcz, który ma gigantyczną teczkę w IPN, zwerbowano go z powodów homoseksualnych – świadkiem był wikary i siostra zakonna. Siostra zakonna złożyła zeznania, ale naciśnięto na nią, szybko je wycofała i została przeniesiona. Ale ja nie mam żalu do tej siostry, ten system tak działa. A w filmie? Cóż ta biedna siostra miała zrobić? Jeśli jakiś fragment w filmie miałbym zakwestionować, to właśnie ten. Ta scena nie była potrzebna, wszyscy w tej społeczności wiedzą kim jest siostra a ona nie była sprawcą, żeby ją nagabywać.

– Ale gdy chłopak z kamerą wchodzi do pustego korytarza to wiemy, z logiki filmu, kogo chce spotkać, zresztą później spotyka i nagrywa Arkadiusza H. w kaplicy szpitalnej…

– Tyle, że problem tego wszystkiego leży w zupełnie innym miejscu. Gdyby Kościół chciał, jasno, wyraźnie i skutecznie, zwalczyć pedofilię i wszystkie inne zażyłości, bo to nie jest jedyny nierozwiązany systemowo problem w Kościele, to byśmy takich filmów nie musieli kręcić. Dopóki nie ma odwagi tego przeprowadzić, to daje amunicję wszystkim innym środowiskom, także, albo przede wszystkim, nieprzychylnym Kościołowi. Podstawowym błędem Kościoła od roku 1990 – według mnie – jest grzech zaniechania. To było bardzo wyraźne widać przy sprawie abp Paetza w 2002 r. , oraz lustracji w 2006 r., gdy konkretni hierarchowie blokowali i tuszowali tę sprawę.

Pierwszy film braci Sekielskich, niezależnie jak byśmy to oceniali, powinien przynieść konkretne działania Kościoła. Niestety, nie przyniósł. Jeśli dziś mamy mieć do kogokolwiek pretensje – mówię to z pełną odpowiedzialnością – to nie do dziennikarzy, którzy są mniej, lub bardziej tendencyjni, ale do władz kościelnych, które tego nie zrobiły i nie widzą potrzeby oczyszczenia. Różne deklaracje, które padają, są deklaracjami pustymi, za którymi nie idzie żadne działanie. Dziś jesteśmy w sytuacji, w której Kościół sam sobie przygotował grunt pod to, że oddał pole innym osobom – które kręcą filmy, przygotowują publikacje, które wyjaśniają te sprawy. Bardzo wyraźnie odczułem to w roku 2006 r., gdy byłem zwolennikiem samolustarcji przez Kościół, ale kard. Dziwisz to zablokował, zamiótł pod dywan i przez 14 lat nic nie zrobił w tej sprawie. To samo w sprawie abp Paetza, dlatego te sprawy będą ciągle wracały, bo błąd jest po stronie Kościoła.

– Na czym polega ten błąd?

– Składają się na niego trzy elementy. Pierwszy to mentalność z czasów komunizmu, że Kościół jest oblężoną twierdzą i żadną miarą nie można rozwiązywać jego problemów w sposób jawny, publiczny. O ile w czasach komunizmu było to uzasadnione – Kościół był atakowany, był IV wydział SB, który zwalczał Kościół, itd. – to teraz już nie jest, przecież od 30 lat żyjemy w wolnym kraju, w wolnym państwie i nie ma żadnego powodu, żeby Kościół miał dalej stosować tę zasadę oblężonej twierdzy. Drugi powód to lekceważenie opinii publicznej. Wielokrotnie spotykałem się z takimi słowami: „Pokrzyczą dziennikarze, napiszą, wszystko ucichnie”. Ale jest trzeci, moim zdaniem bardzo ważny i o tym chciałem powiedzieć w filmie: zło pochodzi od tzw. mafii lawendowej, czyli księży, coraz liczniejszej grupy, homoseksualistów, powiązanych ze sobą w wielu sprawach, będących czasem dla siebie wzajemnymi partnerami, którzy tuszują nie tylko te sprawy – i to było widać przy lustracji, gdzie kard. Dziwisz wprost mi powiedział, że nie mogę pisać o homoseksualistach. Te trzy powody blokują możliwość oczyszczenia i nie widzę możliwości zmiany. Nie wierzę już w deklaracje księdza Prymasa. Bo cóż z nich wynika? Wychodzi godzinę po filmie… A jakby filmu nie było, to by nie było reakcji?

– Ale mamy też sytuację bez precedensu – po raz pierwszy, godzinę po filmie, który sugeruje popełnienie i ukrywanie przestępstwa w Kościele – dwóch hierarchów wydaje sprzeczne oświadczenia. Prymas mówi „że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży”, a kuria kaliska, w imieniu bp. Janiaka pisze w oświadczeniu, że „podjęta została współpraca z prokuraturą zgodnie z przepisami prawa karnego. Jednocześnie wszczęto wstępne postępowanie kanoniczne, powiadomiono Kongregację Nauki Wiary”…

– I to jest wielka radość dla tych, którzy wierzą, że tylko filmy Sekielskich są w stanie pokazać nie tylko przestępstwa, które Kościół ukrywa, ale też bezradność Kościoła. Bardzo słusznie to pani zauważyła, ale rodzi się pytanie: Na co Ksiądz Prymas czekał? Na film?

– Czy myśli Ksiądz, że Ksiądz Prymas wiedział wcześniej o tym niedopełnieniu, o którym mówi w oświadczeniu?

– Proszę pani, mogę powiedzieć z cała pewnością i zobaczy pani analogię – o lustracji i o problemach z homoseksualistami wiedzieli wszyscy po kolei dostojnicy kościelni, z którymi rozmawiałem, łącznie ze wspominamy już kard. Stanisławem Dziwiszem. Ale jaka była ich rada? „Wrzuć to pieca, na co ci to jest potrzebne, nikt się historią nie interesuje”, itd. Ale kiedy byłem uparty i dalej prowadziłem badania, to dwa razy kardynał zaatakował mnie publicznie – wysyłając komunikaty, dając zakaz publikowania. Gdyby Kościół sam chciał to zrobić, to by zrobił. „Nie widziałem, pierwszy raz słyszę” – to są takie wymówki, które w tych sprawach brzmią dziecinnie.

– Ksiądz jest historykiem, zna wartość dokumentów w przygotowaniu jakiejkolwiek publikacji, porozmawiajmy jeszcze chwilę o rzetelności warstwy dokumentacyjnej filmu, bo jednak po premierze Prokuratura Krajowa wydała ważne oświadczenie. Z dat, które prokuratora podała wynika, że we wrześniu 2019 r. wpłynął zarzut przeciw Arkadiuszowi H. W filmie wyemitowanym 17 maja 2020 r. nie pada ta informacja. Jest za to sugestia, że nie ma współpracy między kurią i prokuraturą. To rzuca cień na wiarygodność filmu, wręcz sugeruje manipulację faktami. Gdy odkrywamy elementy manipulacyjne, to tracimy zaufanie.

– A moje zaufanie do ludzi Kościoła, a jestem księdzem od 40 lat, podważają te wszystkie „nie wiem”, „nie słyszałem”, „nie jestem kompetentny”, „to tamten biskup”, „ja byłem tylko pomocniczym” – i tak piłeczka lata, a ofiar przybywa. Kościół jest instytucją, ma dwa tysiące lat i równocześnie jest to Kościół, który naucza – mówi politykom co jest dobre, a co złe, naucza społeczeństwo – ma rolę mentora, ma taki mandat i to jest rola, którą ja akceptuję i wspieram, ale jeśli zaczyna się wikłać w myślenie, że on funkcjonuje na innych zasadach i w gruncie rzeczy sam swoich orędzi nie wypełnia, to ja jestem zaniepokojony i będę reagował.

Wie pani, co mnie zaniepokoiło w tym filmie najbardziej? Odpowiedź biskupa Janiaka, który, w sądzie, na wyraźne pytanie, czy pan – forma jest tragiczna, ale tak do niego mówiono, niestety – wiedział o tych sytuacjach, odpowiada: „Nie mogę powiedzieć tak, i nie powiem nie”. To jest rzecz, która dyskwalifikuje go do dalszego bycia zarządcą diecezji.

– W jednym z wywiadów apelował Ksiądz, by podał się do dymisji…

– Dlatego, że podstawową zasadą ewangeliczną, której wymaga się od każdego kleryka, jest zasada „niech mowa wasza będzie ta-tak, nie-nie, a co jest nadto od diabła pochodzi”. Jeżeli biskup, w sądzie, w obecności kamer sądowych, mówi takie rzeczy, to znaczy, że on kompletnie odszedł od tej zasady. I to nie jest już taka kwestia, czy prokuratura wcześniej wiedziała, czy później. Ja patrzę na Kościół i widzę, że biskup nie potrafi powiedzieć prawdy publicznie, w sądzie. I to jest szok.

Ale jest jeszcze druga, szokująca wypowiedź w tym filmie, jednego z braci – że biskup powinien także troszczyć się od dusze krzywdzonych, którzy bardzo często, z tego powodu, odchodzą z Kościoła, a nie tylko dbać o los sprawcy. To wypisz wymaluj sytuacja moja sprzed 14 lat. Kiedy ja mówiłem o ofiarach to nie było ważne, najważniejsze było to, aby broń Boże sprawca nie poniósł konsekwencji. Kard. Dziwisz powołał w Krakowie komisję „Pamięć i Troska”, na której czele stanął Jan Szkodoń – dzisiaj sam ma problemy, bo jest oskarżany o zachowania pedofilskie – który wydał ogromny dokument. I w tym dokumencie nie ma ani jednego słowa „ofiara”, w ogóle to pojęcie nie istnieje! Istnieje pojęcie „dobro Kościoła”, troska, „by osoba nie została pomówiona” – i ja się z tym wszystkim zgadzam, ale nie ma słowa o ofiarach. Z moich rozmów z różnymi ofiarami, to są najczęściej ludzie dorośli, wynika, że mają największy żal do Kościoła o to, że nikt nie chce otoczyć ich ojcowską troską – jest procedura, paragraf, sztuczka, analiza, kto powiedział a kto nie powiedział, nie w tym terminie, nie pod ten adres napisał – to wszystko jest dobre dla adwokatów świeckich, ale nie dla Kościoła.

– Może dlatego, że w tych sprawach mamy do czynienia również z prawnikami, tyle, że kościelnymi?

– Ale pokrzywdzeni potrzebują w Kościele nie tylko sprawnych znawców paragrafów, ale pochylenia nad ich raną! To jest prawdziwa, głęboka istota Kościoła. Opowiem historię, która zobrazuje moją diagnozę tego problemu. Młoda kobieta, która była molestowana przez duchownego napisała do nuncjatury. Dostała odpowiedź, po wielu miesiącach, że może zeznawać. I rzeczywiście, pojechała do Warszawy, nuncjusz ją przyjął, wszystko zgodnie z protokołem i konfrontacja – komisja pięciu księży, którzy ją przesłuchują. I ona mówi mi tak: W jaki sposób ja mam mówić o intymnych doświadczeniach, które przeżyłam jako mała dziewczynka, przed pięcioma mężczyznami, którzy każą wypełniać rubryki i podchodzą do tej mojej traumy na zasadzie: formularz, pieczątka? Aż się prosi, żeby w takiej komisji były osoby świeckie, żeby były kobiety, przed którymi łatwiej można się otworzyć, które to rozumieją. Opowiadała zdruzgotana: zero empatii. Wszystko grzecznie, kawka, szczęść Boże, ale żadnej empatii wobec ofiary. I Kościół dlatego przegrywa, oddaje to pole, bo nie stosuje tych najprostszych zasad, które nawet na policji już są – przychodzi psycholog, specjalista, który potrafi odróżnić konfabulację od prawdy, pozwoli się wygadać, stworzy warunki psychologicznego komfortu. No i są kobiety, które niosą pomoc kobietom – to jest naprawdę bardzo ważne, bez tego nie ruszymy dalej.

Też doświadczyłem różnych rzeczy w Kościele i wiem, że chłód i sztywność są na porządku dziennym, a ofiary potrzebują ojcowskiej troski, nie urzędnika w kurii, który załatwia sprawę, wypełnia rubryki i wraca do domu. Musimy tym ludziom zacząć służyć.

– Ja obejrzałam ten film nie tylko jako dziennikarz, ale też jako mama trójki dzieci. I chyba najbardziej zabolała mnie ta sytuacja w kurii, gdy rodzice przychodzą w imieniu swoich dzieci. Zwykliśmy nazywać ordynariuszy diecezji ojcami, a tu mamy sytuację odczuwalnego dyskomfortu – jak najszybciej skończyć to spotkanie, nie wchodzić w szczegóły, no a skoro są dorośli, to niech przyjdą sami.

– To są, niestety mechanizmy, które są powielane od wielu, wielu lat: biją w nas, trzeba się bronić, czyli jesteśmy my i oni.

– Ale czy to jeszcze Kościół Chrystusa?

– Kiedy wyszła książka pt. „Chodzi mi tylko o prawdę” wezwano mnie do kurii krakowskiej na tzw. Radę Kapłańską, gdzie byłem przesłuchiwany – dlaczegoś napisał, czy ty sobie zdajesz sprawę co zrobiłeś, itd. Zostałem potraktowany jako przestępca. Jednak gdy doszło wreszcie do dyskusji merytorycznej, a więc na temat konkretów, to okazało się, że wielu młodych księży, którzy tam byli, zaczęli brać moją stronę mówiąc: No dobrze, ale dokąd się da to tuszować? Jeden z księży profesorów, który był tam obecny, zresztą mój wychowawca z seminarium, powiedział przy wszystkich, że te problemy to są zgniłe beczki z kapustą w budynku, wcześniej czy później beczki eksplodują i będzie smród, nie tylko w piwnicy, ale w całym budynku. Powiedział, że trzeba te beczki wynieść. I ktoś musi to zrobić, choć najlepiej byłoby zrobić to wspólnie.

– Tak, tyle że angażowanie się w „wynoszenie beczek” może skończyć się tak, jak to, co obserwujemy teraz w ataku na Tomasza Terlikowskiego. Wszyscy są zgorszeni jego udziałem w filmie, ale niewielu przypomina o kamieniu młyńskim u szyi, o którym mówił Chrystus w przypadku zgorszenia maluczkich…Czy to jest rzeczywista obrona Kościoła, potrzebna i właściwa?

– Ja nie wiem, czego bronią ci, którzy atakują Terlikowskiego – powiem ryzykownie, że świętego spokoju kurii, ale z pewnością nie Kościoła. Ja znów odwołuję się do wydarzeń z poprzednich lat – bo trzykrotnie to przeżyłem – winny nie jest sprawca, ale ten, który to opisał. A więc jeśli nie piszesz, to jesteś dobrym księdzem, dziennikarzem katolickim, dobrym członkiem Kościoła. Jesteś dobry, gdy przymykasz oczy na zło. A przecież lekarz musi powiedzieć pacjentowi diagnozę, aby móc go leczyć, nie może go oszukiwać, bo gdy nie zacznie się leczyć, to umrze! I to dzieje się w Kościele – ludzie Kościoła uciekają przez diagnozą o nich samych.

– A może nie aż tak, może raczej zasada pani Dulskiej: pierzmy brudy we własnym domu? I to pranie brudów być może się dzieje, ale poza okiem kamer?

– Oboje wiemy, że dopóki nie ma skandalu, nie ma reakcji. Dziennikarze to nie są wrogowie Kościoła, to są ludzie, którzy bardzo często zwracają uwagę na słuszne sprawy i trzeba ich wysłuchać, a nawet jeśli ich działania mają być inspiracją, to przyjmijmy ją. Ludzie świeccy są konieczni w strukturach Kościoła, aby on mógł być spójny, kompletny, aby mógł się oczyszczać i zmieniać. Dość takich delegatur, gdzie biskup mianuje księdza, który jest od niego zależny, jest jego panem życia i śmierci i nagle ten podporządkowany z zasady ksiądz ma być delegatem do spraw pedofilii. Nie, niech to będą ludzie świeccy, którzy lepiej to rozumieją jako ojciec, czy matka rodziny, a przede wszystkim są niezależni w wyrażaniu swojej opinii.

– A czy nie jest tak, że gdy włącza się nam mechanizm obrony Kościoła, w niektórych sytuacjach ważny i dobry, to tak naprawdę utożsamiamy kościół hierarchiczny z Kościołem – mistycznym Ciałem Chrystusa i stąd tyle nieporozumień? Stawiamy znak równości między ludźmi Kościoła, którzy są czasem antyświadectwem – z Oblubienicą Chrystusa.

– To nie jest to samo. Kościół musi być jak akwarium – przeźroczysty. Każdy musi móc zobaczyć co tam w środku jest. A co jest najważniejsze w akwarium, aby woda była klarowna o czysta?

– Filtr.

– Tak, potrzebna jest aparatura, która doprowadza tlen i oczyszcza zbiornik. Akwarium zostawione samemu sobie, bez filtra, po pewnym czasie zarasta glonami, a woda mętnieje i ryby umierają. Przejrzystość Kościoła jest konieczna, musi być element, który go filtruje. Prawo kanoniczne tak stanowi, że biskup właściwie przed nikim za nic nie odpowiada.

– Odpowiada, jest jeszcze Stolica Apostolska.

– Tak, ale jeśli ktoś blokuje przepływ informacji między daną diecezją a Watykanem, to papież o niczym może nie mieć pojęcia. To przecież wydarzyło się w przypadku abp Paetza, kiedy dopiero szukająca sprawiedliwości pani Wanda Półtawska przebiła się przez kordon obrońców Kościoła, którzy blokowali informacje wysyłane z Poznania do Jana Pawła II.

– Dobrze, to w jaki sposób wprowadzić do drogiego nam Akwarium filtr i co miałoby nim być, bo rozumiem, że prawdy ewangeliczne nie wystarczają?

– Czas, aby ludzie świeccy zostali zaangażowani do współpracy i pomocy, fachowcy, eksperci. Przed laty trzy osoby napisały do mnie z pani archidiecezji, wrocławskiej, o tym, że były molestowane i ich historie najpierw krył kard. Gulbinowicz, potem abp Gołębiewski dopiero jak przyszedł obecny metropolita to nadał sprawie właściwy bieg.

– Czyli?

– Zrobił to, co należy, natychmiast skierował sprawę do Watykanu i dwie z trzech już się zakończyły, na jedną jeszcze czekamy.

– W filmie mówi Ksiądz bardzo mocne zdanie i dla mnie, jako świeckiej osoby wstrząsające, mianowicie, że w czasie studiów rzymskich starszy kapłan doradzał zamykanie na noc drzwi od środka. Nie chodzi o wyobraźnię, chodzi o wyobraźnię skali problemu – nasuwa się refleksja: jak bardzo musi być zepsuty system, gdy dochodzi do takich sytuacji. Ostrzeżenie trzeba rozumieć jako sytuację, w której niczego nie możemy zmienić, jest jak jest…

– System jest zepsuty. I znów wrócę do niechlubnego przykładu Poznania, molestowanych kleryków i abp Paetza. Byłem w Rzymie w 2002 r., gdy sprawa Paetza była na ustach wszystkich, tych z Polski i tych z innych krajów. Ta sprawa pokazała, że system jest zepsuty i niewydolny. Wszyscy wiedzieli, ale potrzeba było pani Półtawskiej, świeckiej osoby, która przebiła się do Watykanu i powiedziała swojemu przyjacielowi o tym, co się dzieje w Polsce. Zresztą, o tym później pani Półtawska mówiła, list księży poznańskich musiała przemycić do Ojca Świętego, to nie była prosta sprawa. To pokazuje do jakiego stopnia okłamywano Jana Pawła II. Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że to rzuca cień na osobę świętego Papieża. W żadnym wypadku nie rzuca, to pokazuje, że w otoczeniu papieża, niektórzy, bo nie wszyscy, zachowywali się w sposób skandaliczny. Tuszowanie tej sprawy, jak i kilku innych, jak np. sprawy założyciela Legionistów Chrystusa o. Marciala Maciela Degollado pokazuje jakich papież miał współpracowników, jak troszczyli się o niego i o Kościół.

– Bracia Sekielscy zapowiedzieli już trzecią część filmu. Czy to zapowiada dewojtylizację? Ten termin wciąż powraca?

– W żadnym wypadku. Papież był krystaliczny, nikt i nic nie jest w stanie zakwestionować jego świętości. Jednak wielu księży w Watykanie to są homoseksualiści, którzy się wspierają, awansują i dość często w wypaczony sposób postrzegają rzeczywistość. Zresztą, na własne uszy słyszała pani wypowiedź Marcina Przeciszewskiego na Forum Młodych we Wrocławiu, które pani prowadziła…

– Tak, Marcin Przeciszewski, prezes KAI publicznie przyznał, że skandaliczne zachowania i skłonności Juliusza Paetza były w Watykanie znane i za karę wyświęcono go na biskupa i posłano do Łomży.

– Tak, świadkiem tej wypowiedzi był nawet Prymas. I teraz konkluzja, jak zepsuty musi być system, który wyświęcenie kapłana na biskupa uważa za karę?

– …

– Ciąg dalszy tej historii niestety jest taki, że na terenie diecezji łomżyńskiej dochodziło do molestowania wśród duchownych. Niektórzy, o skłonnościach homoseksualnych, zrobili szybkie i błyskotliwe kariery, byli wysyłani za granicę.

– Skąd ma Ksiądz tę wiedzę?

– Dostaję listy, tak jak wcześniej z pani diecezji, czy z innych miejsc. Paetz nie tylko działał w Poznaniu i Rzymie, później działał też, bardzo swobodnie, w Łomży.

– I nikt nie reagował?

– Nuncjusz, abp Józef Kowalczyk nie tylko o tym wiedział, ale przez 18 lat tuszował to, co powinno trafić do Watykanu. Wypowiedź Przeciszewskiego była o tyle ważna, że pokazuje, że powoli dojrzewamy do mówienia prawdy. Gdybym ja powiedział to pięć lat temu, to byłbym suspendowany.

– Czyli Ksiądz miał tę wiedzę?

– Tak, pisałem też w tej sprawie, ale było to rzucanie grochem o ścianę. System jest dość szczelny, rozbicie go jest trudne, ale konieczne.

– Wszyscy, którzy zaatakowali Księdza za udział w filmie zwracali uwagę na dwie rzeczy: data premiery – przed wyjątkowym jubileuszem Papieża – i powoływanie się na to, że w strukturach Kościoła są ludzie bez powołania, zwerbowani przez służby, którzy od lat mu szkodzą.

– Drugi zarzut należy do teorii spiskowych. W książce „Księża wobec bezpieki” dość dokładnie to badam i opisuję – wrzucanych, na siłę, agentów, była garstka. To nie byli ludzie, którzy zrobili choćby karierę, bo nie wytrzymali i odeszli – to jest np. przypadek jezuity Turowskiego, który był oficerem SB, wstąpił do zakonu jezuitów i wytrzymał tam 10 lat. To, że problemy Kościoła są spowodowane sabotażem i inwigilacją to są mity, nie fakty. Nawet, gdyby uznać, że ta koncepcja ma sens, to tym bardziej Kościół powinien chcieć lustracji w trybie pilnym. Teraz sprawa jest przedawniona, minęło 30 lat, ze znanych mi agentów żyje jeszcze kilku, reszta już jest na Sądzie Bożym.

– A nie przeszkadzało Księdzu, że to jednak „prezent” na urodziny Świętego?

– Nie ma dobrej daty, na takie sprawy każda data jest zła. Za chwilkę będziemy przed Bożym Ciałem. W Kościele zawsze jesteśmy przed czymś, albo po czymś. Jeśli ktoś nie chce, to znajdzie tysiąc powodów, by zablokować taką publikację. Problem leży w tym, że gdyby Kościół zaczął porządki po pierwszym filmie, to drugi nie miałby z czego powstać.

– Ale jednocześnie jesteśmy w takiej sytuacji, że po pierwszym filmie to właśnie Kościół zareagował, powołał Fundację św. Józefa, a inne środowiska – zobaczyliśmy ten problem choćby w przypadku znanego muzyka i historii z Tęczowym Music Boxem – nie zrobiły nic, nie zareagowały…

– Proszę pani, a czy politycy coś robią? Rządzi prawica, mamy powołaną komisję, państwową, do walki z pedofilią – do jej powołania według mnie też przyczynił się film Sekielskich – i od 9 miesięcy nikt nie jest w stanie wskazać kandydatów. Po drugim filmie zrobił to dopiero Rzecznik Praw Dziecka. Senat też nie zrobił – tam rządzi Koalicja. Sejm – nie podjął, premier – nie podjął. Popatrzmy też na to, że istnieje silne lobby, które nie chce rozwiązania tego problemu.

– Skąd taka diagnoza?

– Bo wyjdą niecne sprawy, w różnych środowiskach.

– Uparcie powiem: czekam jednak, aż bracia Sekielscy zrobią film o Tęczowym Music Boxie, dołączą do pana Mariusza Zielke i pokażą skalę problemu.

– Zostańmy w naszej rozmowie w Kościele, bo obojgu jest nam on drogi. Kościół ma być wzorem do naśladowania, a nie jednym z wielu miejsc, w których również źle się dzieje. On ma mandat głoszenia Ewangelii, a więc wie jak dochodzić prawdy, chronić słabych – sam musi szukać sprawiedliwości, musi się oczyszczać, naprawiać zło jako pierwszy. Wtedy ma pełne prawo moralne mówić innym jak postępować. Mówienie: u innych też tak jest, albo gorzej, to marne pocieszanie się, sama pani przyzna.

– Przyznaję, całym sercem. Tylko w działaniach braci Sekielskich brakuje mi symetrii i muszę postawić pytanie – sobie, a w naszej rozmowie również Księdzu – dlaczego kolejny film o pedofilii w Kościele i zapowiadana rewizja działań Jana Pawła II?

– Może dlatego, że to Kościół jest punktem odniesienia dla wielu osób, środowisk i spraw? Nawet ci, którzy są daleko, patrzą na Kościół, on budzi emocje. Dzieje się tak dlatego, że założył go Bóg, a nie człowiek, więc ta boskość przyciąga. Kościół musi być wzorem, nawet w tym jak robić porządki.

– Rozmawialiśmy o akwarium, a może powinniśmy o źródle? Jeśli zanieczyścimy źródło…

– Będziemy mieć zatrute rzeki, na zawsze. Moim zdaniem bez interwencji papieża Franciszka Kościół w Polsce już sobie nie poradzi z porządkami, oczyszczaniem i reformą. Czekam na jego głos.

*******************************************

REDAKTOR -MARCIN MAKOWSKI

Ks. Isakowicz-Zaleski: „Wskazałem, kto w polskim Kościele tuszował pedofilię. I to wywołało histerię” [WYWIAD]

– Z tego, co słyszałem, były naciski na redakcję „Niedzieli”, aby wywiad ze mną zdjąć. Myślę, że kluczowa była jedna rzecz: na podstawie faktów wymieniłem z nazwiska osoby odpowiedzialne za tuszowanie pedofilii. To były nuncjusz apostolski Józef Kowalczyk oraz kard. Stanisław Dziwisz – mówi w rozmowie z WP ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski (Forum)

Marcin Makowski: Czy Kościół przegrywa walkę z pedofilią we własnych szeregach?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Kościół w Polsce popełnia bardzo wiele błędów, od lat mogąc działać inaczej. Stąd panuje wśród ludzi oczekiwanie, że wreszcie trudne sprawy będą rozwiązywane. Przeżyłem to 14 lat temu, gdy rozpoczął się problem lustracji, czyli ujawniania akt IPN. Wówczas był w Kościele krok do przodu, do tyłu, zmiany decyzji – chaos decyzyjny. W konsekwencji moja książka „Księża wobec bezpieki” się ukazała, ale została zablokowana przez kard. Stanisława Dziwisza, który nie chciał rozwiązania tego problemu. Książka jednak się ukazała. Zatem trudne sprawy zawsze się będą w Kościele pojawiały, natomiast musi być czytelny i precyzyjny mechanizm jak te problemy rozwiązywać. Zamiatanie pod dywan nic nie daje i myślę, że po raz kolejny wpadamy w te same koleiny – tym razem w sprawie pedofilii.

Można powiedzieć, że jest ksiądz weteranem bycia cenzurowanym w Kościele.

Tak, dostałem nawet w 2006 r. upomnienie kanoniczne, czyli swego rodzaju „żółtą kartkę”, a trzy miesiące temu upomnienie przysłał mi abp Marek Jędraszewski. Wprawdzie nie zakazał wypowiadania się w mediach – z czego teraz korzystam – ale wezwał do „kanonicznej poprawy” twierdząc, że moje wypowiedzi budzą zgorszenie wśród duchownych i świeckich. Nie uzasadnił jednak o jakie wypowiedzi chodzi i kogo dokładnie gorszę. Uważam, że o wiele większym zgorszeniem jest ukrywanie prawdy. Natomiast mówienie o trudnych sprawach i apelowanie o oczyszczenie jest potrzebne. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to tak, jakby się obrażał na służbę zdrowia za to, że diagnozuje choroby i zaleca leczenie.

Jednak często w temacie pedofilii w Kościele pojawia się argument, że akcentując ją w szeregach duchownych zbyt mocno – de facto szkodzi się całej instytucji. Ksiądz się z tym poglądem nigdy nie zgadzał, ale dlaczego jest on tak powszechny?

To niestety w Polsce zaszłość komunizmu. Przed dziesiątki lat Kościół był obiektem ataku – do jego rozbijania wykorzystywano również słabości poszczególnych duchowych. Panował syndrom oblężonej twierdzi i metoda rozwiązywania konfliktów w czterech ścianach, z wykorzystaniem struktur kościelnych. Ale od trzech dekad mamy wolność słowa, Kościół nie jest już tak atakowany a nawet odwrotnie – poszczególne ekipy rządowe starają się mu dać pewne przywileje aby mieć go po swojej stronie. W takich warunkach nie można się komunikacyjnie barykadować – to zasadniczy błąd.

Jak go naprawić?

Korzystać z ludzi świeckich. Przy pomocy psychologów, prawników, terapeutów chcieć wyjaśnić pewne sprawy i naprawić błędy. Wtedy mogłoby się okazać, że łatwo znaleźć drogę do oczyszczenia. Zamiast tego, wybiera się metodę tuszowania skandali – fatalną dla samej instytucji, ale zwłaszcza dla ofiar. W wielu przekazach Kościoła ofiary jako takie nawet nie istnieją, a przecież pomoc im to nasze główne zadanie.

Zobacz też: Szymon Hołownia o filmie „Zabawa w chowanego„: „Jeżeli biskupowi udowodni się winę, powinien trafić do więzienia”

Rozmawiamy o cenzurze nieprzypadkowo. Wywiad, który udzielił ksiądz portalowi tygodnika „Niedziela” został najpierw opublikowany, a następnie ze strony zdjęty. Bez podania powodu. Po protestach części środowisk dziennikarzy katolickich wrócił, ale z adnotacją redaktora naczelnego tygodnika, że on się z księdza poglądami „nie utożsamia”. Jak doszło do tej sytuacji?

To wydarzenia kuriozalne. Do tej pory niektórzy moi przełożeni zwracali mi uwagę, że jeżeli chcę się wypowiadać na trudne tematy, to powinienem to robić w mediach katolickich. Kiedy sama „Niedziela” zwróciła się z prośbą o wywiad, byłem pozytywnie zaskoczony. Przecież to tygodnik znany ze swojej bardzo zachowawczej postawy. Nawet w pierwszych słowach zaznaczyłem, że to może być problem.

„Może mnie pani pytać o wszystko, zobaczymy co się uda pani z tej rozmowy opublikować” – mówił ksiądz do redaktor Agnieszki Bugały. Już wtedy spodziewał się ksiądz interwencji „z góry”?

Mam już tyle doświadczeń z mediami katolickimi – czyli wydawanymi przez kurie biskupie – że wiem, że pewne rzeczy nie przechodzą. Co ciekawe, wywiad był autoryzowany, była również zgoda na publikację w edycji wrocławskiej „Niedzieli”, pojawił się w sieci i nagle na drugi dzień… zniknął. Do dzisiaj redakcja nie poinformowała mnie o całym wydarzeniu, nie podano żadnych powodów.

A jakiś powodów się ksiądz domyśla?

Z tego, co słyszałem, były naciski na redakcję główną w Częstochowie ze strony osób, którym ten wywiad się nie podobał. A przecież nie było w nim nic takiego, czego wcześniej nie mówiłbym w innych mediach i w filmie braci Sekielskich. Myślę, że kluczowa była jedna rzecz – na podstawie faktów wymieniłem z nazwiska osoby odpowiedzialne za tuszowanie pedofilii. To były nuncjusz apostolski Józef Kowalczyk oraz kard. Stanisław Dziwisz. Przypuszczam, że powiedzenie wprost kto, moim zdaniem, dopuszczał się tuszowania, wywołało histerię. Dla mnie już nie jest ważne, kto dzwonił i mówił, że „to trzeba zdjąć”, ale że redakcja tak łatwo ustąpiła. Dwa dni później wezwano redaktor Bugałę z Wrocławia do Częstochowy gdzie prawie ją przesłuchano, jakby była czemuś winna.

Wiktor Świetlik: „Walką z pedofilią to nie polityka” [OPINIA]

W ramach protestu dziennikarka złożyła wypowiedzenie.

To jest dla mnie samobójstwo tej redakcji. Przywrócenie wywiadu niczego nie zmienia, bo odbyło się to pod presją innych mediów i pozytywnej oceny rozmowy ze strony archidiecezji wrocławskiej. W ogóle co to znaczy, że „Niedziela” dopisuje do rozmowy, że się z nią nie zgadza, a poglądy które wygłaszam są moją opinią. A czyją mają być?

W takim razie ja przy każdym wywiadzie musiałbym tak pisać.

No właśnie. Z tego wynikałoby, że media katolickie drukują tylko te rozmowy, z którymi się zgadzają. Zaprasza się tylko tych, którzy powiedzą to, co myśli redakcja. Ja zrobiłem inaczej i biorę pełną odpowiedzialność, za słowo. Na przestrzeni kilkunastu lat nikt mnie nie pozwał, nikt w żadnym sądzie nie wytoczył mi procesu, bo mówię zawsze w oparciu o fakty. Zamiast cenzury, liczyłbym na polemikę. Redakcja ma inne zdanie – niech pod rozmową je opisze. Co za problem? Wspomniany nuncjusz papieski, który przez pewien czas był nawet prymasem Polski, też nigdy nie odpowiedział na liczne pytania, bo nie chce się ustosunkować do trudnych spraw, takich jak czyny abpa Juliusza Paetza, którego sam typował na nominacje biskupie.

Chciałbym dopytać o filmy braci Sekielskich, w końcu w „Zabawie w chowanego” zabrał ksiądz głos w temacie pedofilii. Czy te dokumenty coś realnie w tej materii zmieniły na lepsze?

Pierwszy film, wydawało się, będzie przełomem. Nie mam pretensji do braci Sekielskich, że się tym zajmują, wręcz przeciwnie. Uważam, że problemem pedofilii w Kościele powinny się zająć redakcje katolickie, a jeśli nie chcą, to zostawiają otwarte pole do działania innym dziennikarzom – to normalne, że z niego korzystają. Do „Tylko nie mów nikomu” miałem jedno zastrzeżenie: że twórcy nie dodali, że czterech z oskarżonych księży było równocześnie tajnymi współpracownikami SB. Informacje o nich znajdowały się w archiwach IPN i gdyby Kościół przeprowadził lustrację, wiedziałby, że oni nie tylko współpracowali z bezpieką, ale równocześnie zostali zwerbowali ze względu „na sprawy moralne”. Można ich było ujawnioną pedofilią szantażować. To pokazuje jak ważna była lustracja. W drugim filmie wystąpiłem na zaproszenie reżysera, ponieważ uznałem, że po pierwszym było wiele zapowiedzi konkretnych działań w Kościele, ale niewiele zrobiono. Dlatego trzeba mówić i apelować dalej.

Makowski: „A jednak ‚coś się stało’. W Polsce nie można dłużej milczeć o pedofilii” [OPINIA]

Prymas Wojciech Polak działa jednak na polu walki z pedofilią. Ks. Piotr Studnicki prowadzi przecież powołane przez niego Centrum Ochrony Dziecka, jest telefon zaufania, poradnie dla ofiar.

Ten krok jest bardzo dobry. Osobiście znam ks. Studnickiego i to świetna nominacja na to stanowisko, ale widać już, że są u nas ogromne tarcia na polu sposobu walki z pedofilią. Choćby o plakat akcji „Zranieni w Kościele” i informacyjne propagowanie akcji pomocy ofiarom, spotykają się z kontratakiem Radia Maryja i innych środowisk. To pokazuje, że nawet jeśli Kościół podejmuje pierwsze kroki, są wpływowe osoby i instytucje, które mogę je storpedować. W tym kontekście mówię, że nie było przełomu.

Często mówi ksiądz i demaskuje również tzw. „lawendową mafię” wewnątrz Kościoła. Jak najlepiej zdefiniować to pojęcie i na ile takie grono jest w polskim Kościele wpływowe?

Sprawa jest już dawno opisana w mediach amerykańskich i włoskich. Na przestrzeni ostatnich dekad pojawiła się grupa księży o skłonnościach homoseksualnych, którzy tworzą nieformalne związki i starają się ten stan rzeczy konserwować. Stąd określenie ich mianem „mafii lawendowej”. Dlaczego na jest niebezpieczna? Bo tuszuje wiele grzechów albo przestępstw – nie tylko wykorzystywania, molestowania i homoseksualizmu wśród księży, ale również nadużyć finansowych. Osiem lat temu wspólnie z Tomaszem Terlikowskim napisaliśmy książkę „Chodzi nam tylko o prawdę”, gdzie zaledwie na dwóch stronach była informacja o homolobby w Watykanie. Wywołało to ogromną histerię, kard. Dziwisz wezwał mnie na radę kapłańską – to grupa doradcza przy każdym metropolicie – gdzie musiałem się tłumaczyć z tego, że to atak na Kościół. Ciekawe było jednak to, że wielu młodszych księży stanęło w mojej obronie i udało mi się uniknąć konsekwencji. Rok później został wybrany papież Franciszek, który powiedział dokładnie to samo – że w Watykanie jest homolobby. Próbował z tym walczyć Benedykt XVI, ale nie dał rady. Chcę jednak podkreślić, że to nie jest historia w stylu stawiania znaku równości między homoseksualizmem a pedofilią, ale pokazuje ona pewną strukturę wewnątrz Kościoła, która jest dla niego szalenie destrukcyjna. Tu nie ma się co obrażać na fakty, ale trzeba pokazać, gdzie jest przyczyna zła. Takie lobby jak nowotwór atakują całą wspólnotę.

Jak Kościół zmieni się po pandemii koronawirusa? Czy wierni wrócą do świątyń, a może po kryzysie związanym z pedofilią, przyjdą kolejne – odpływ wiernych oraz brak funduszy?

Kościół przechodził nie takie kryzysy, z II wojną światową na czele. Wychodził z nich zwycięsko, ciesząc się dużym zaufaniem społecznym. Było tak dlatego, że zyskiwał na wiarygodności poprzez swoją nieustępliwość i heroizm. To nasza największa siła. Dzisiaj koronawirus jest dla nas testem wychodzenia z lęku, ale bardziej niż on zaszkodzić Kościołowi może brak zaufania poprzez podkopywanie własnych fundamentów. Cenzurowanie niewygodnych wypowiedzi, krycie przestępców, hipokryzja. Tym bardziej dzisiaj potrzebujemy radykalnego oczyszczenia – otrzymuję wiele listów od księży, którzy mówią, że nie trawią tego ukrywania. Tyle czasu żyjemy w wolnej Polsce, nie można bez przerwy mówić, że nic się nie stało. U nas mówi się, że jeden zły ksiądz, którego dodatkowo kryje biskup, niszczy pracę stu dobrych księży. A przecież tych porządnych jest znacznie więcej – i oni rozumieją, że tak dalej jak obecnie postępować nie można. Jeśli uporamy się z przestępstwem pedofilii w naszych szeregach, później przyjdą nowe problemy – dlatego zawsze Kościół musi być otwarty na radykalną walkę ze złem we własnych szeregach. Być przeźroczysty. Innej drogi nie ma.

Rozmawiał Marcin Makowski dla Wiadomości WP

Zabawa w chowanego. Kacprzak: „Kościół w Polsce może spać spokojnie” [OPINIA]