31.01. – 4.ND.ZWYKŁA( otwórz)

Od słowa do Słowa

To tez może być jedna z dróg do zbawienia

SWADHIN DAS Z PIXABAY. To tez może być jedna z dróg do zbawienia

UWAGA – TYMCZASOWO NIE MA MSZY SW. NIEDZIELNEJ – W ARNHEM, TIEL ORAZ PUTTEN – ZAWIESZONE DO ODWOŁANIA !!!!

PROSIMY O ZAPISYWANIE SIĘ NA MSZĘ SW. U WYZNACZONYCH OSÓB,W KONKRETNYCH KOSCIOŁACH. LIMIT – 30 OSÓB PODCZAS MSZY SW.

PROSIMY O NOSZENIE MASECZEK W KOŚCIOŁACH I ZACHOWANIE DYSTANSU.

Uwaga! Prowadzone są zapisy na Msze święte, uczestnictwo we Mszy tylko po wcześniejszym zapisaniu sięProszę nie zwlekać, gdyż listy się szybko zapełniają. NAJLEPIEJ UCZYNIĆ TO W PIERWSZYCH DNIACH NOWEGO TYGODNIA.

JEŚLI ZAPISALIŚMY SIĘ, A NIE MOŻEMY BYĆ OBECNI NA MSZY – PROSIMY TAKŻE O KONTAKT I ZGŁOSZENIE TEGO, GDYŻ INNE OSOBY CHĘTNIE SKORZYSTAJĄ Z MOŻLIWOŚCI BYCIA NA MSZY.

PRZY WEJŚCIU DO KOŚCIOŁA – PODAJEMY SWOJE DANE, DEZYNFEKUJEMY RĘCE I SIADAMY , ZACHOWUJĄC DYSTANS PÓŁTORA METRA OD SIEBIE, CHYBA ŻE JESTEŚMY RODZINĄ.

NIE ŚPIEWAMY PODCZAS MSZY ŚWIĘTYCH. (MOŻE TO ROBIĆ TYLKO ORGANISTA I OSOBA TOWARZYSZĄCA) NIE PODAJEMY SOBIE RĘKI NA ZNAK POKOJU. KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY TYLKO NA RĘKĘ – jest to ZARZĄDZENIE BISKUPÓW HOLENDERSKICH I OBOWIĄZUJE NAS WSZYSTKICH !!!!

UWAGA – TYMCZASOWO NIE MA MSZY SW. NIEDZIELNEJ – W ARNHEM, TIEL ORAZ PUTTEN – JEST ZAWIESZONA DO ODWOŁANIA !!!!

OGŁOSZENIE DLA NARZECZONYCH:

W ZWIĄZKU Z OGRANICZENIAMI ZWIĄZANYMI Z KORONAWIRUSEM, NIE WIADOMO CZY I KIEDY ODBĘDZIE SIĘ KURS PRZEDMAŁŻEŃSKI.

jESLI OBOSTRZENIA ZOSTANĄ COFNIĘTE – W MARCU/KWIETNIU TAKI KURS W PARAFII SIĘ ODBĘDZIE.BĘDZIE TO OGŁOSZONE.

jEŚLI NIE- PROSZĘ WZIĄĆ UDZIAŁ W KURSIE ONLINE: www.nauki.pl

ABY PRZYGOTOWAĆ DOKUMENTY DO ŚLUBU – PROSZĘ SIE ZGŁASZAĆ 3 MIESIACE PRZED ZAPLANOWANĄ DATĄ .

**********************************************************

W TYM TYGODNIU :

NAJBLIŻSZE TRANSMISJE NA ŻYWO
Z KAPLICY W ERMELO :

SOBOTA 30.01. ERMELO, GODZ. 11.00 : + JACEK TEODORCZYK ( W DNIU POGRZEBU)

HENGELO GODZ. 16.00 – MSZA ŚW NIEDZIELNA :W INT. CHOREJ MAGDALENY

ERMELO ,GODZ. 20.00 – NABOŻEŃSTWO WIECZORNE.

31.01. – 4.NIEDZIELA ZWYKŁA

10.00 – MSZA ONLINE Z ERMELO- W INT.PARAFIAN

12.30 – MSZA W UTRECHCIE:W INT. WNUCZKI ZUZANNY

1.02. PONIEDZIAŁEK ,ERMELO GODZ. 19.30 – W INT. ROBERTA JANA- URODZINOWA, OD MAMY MARII

2.02. ERMELO, WTOREK 19.30 -: ++ MARIA BARYŁA,JÓZEFA JABŁOŃSKA(24.R.+)

3.02. ŚRODA ERMELO 19.30 : O DAR ZDROWIA I SZCZĘŚL.OPERACJE DLA WALDEMARA.

4.02. CZWARTEK ERMELO 19.30 : W INT. DARIUSZA,O SZCZĘŚLIWY PRZEBIEG OPERACJI. .około 20.00 – adoracja 1.czwartkowa

5.02. PIĄTEK, 19.30 ERMELO: ++DZIADKOWIE MARIA,ANTONI,JADWIGA,TADEUSZ.20.00- adoracja 1.piątku miesiąca

6.02. SOBOTA GODZ. 16.00 HENGELO :++ MIECZYSŁAW NOWATKA,FRANCISZEK SZYMAŃSKI

7.02. NIEDZIELA 5.NIEDZIELA ZWYKŁA

10.00 ERMELO – W INTENCJI PARAFIAN (MSZA ONLINE)

12.30 UTRECHT : W INT. ARTURA Z OK. 8 URODZIN

ODBIÓR MSZY W INTERNECIE :

1/ – W ZAKŁADCE NASZEJ STRONY PARAFIALNEJ – TRANSMISJA NA ZYWO !!!

LUB

2/ – FACEBOOK – PARAFIA POLSKA UTRECHT

**********************************************

************************************************************************

Ofiarowanie Pańskie – święto

Wtorek, 02 lutego 2021 roku, IV tydzień zwykły, Rok B, I

CZYTANIA

Wraz z całą wspólnotą Kościoła przeżywamy dzisiaj święto Ofiarowania Pańskiego. Kiedy Kościół określa mianem święta jakiś dzień, to chce nam powiedzieć, że treść, która kryje się za nim, jest bardzo ważna dla naszego zbawienia. Mimo, że jest to dzień zwykły i idziemy do pracy, nie chcemy go przeżyć powierzchownie, ale przeżyć go tak, by to, co kryje w sobie rozważana dzisiaj przez wspólnotę Kościoła tajemnica, wpłynęło na jakość naszego życia i umocniło relację z naszym Panem.

A co to za tajemnica, do rozważenia której zostaliśmy dzisiaj zaproszeni? To tajemnica ukazana przez scenę wniesienia Jezusa przez Maryję i Józefa do świątyni jerozolimskiej. Dlaczego to uczynili Maryja z Józefem?

Świątynia jerozolimska była dla Żydów miejscem świętym – jedynym, jak uważali, na Ziemi, które obrał sobie na mieszkanie Bóg, Stwórca nieba i ziemi. Była dla nich wielkim znakiem Jego obecności pośród swojego narodu. Ludzie przychodzili do świątyni z wielkim pragnieniem doświadczenia Jego mocy i z chęcią wypełnienia Jego woli, zawartej w słowie, jakie kiedyś dał ich przodkom.

Maryja z Józefem byli ludźmi bardzo posłusznymi Bogu, o czym mogliśmy się przekonać, przeżywając przed 40 dniami Boże Narodzenie i przygotowanie do tamtej uroczystości. Wiedzieli bardzo dobrze, że otrzymali wielką łaskę od Boga i to, co w ich życiu się dokonało, było dla nich niezrozumiałym cudem. Wypełnienie prawa, po narodzinach pierworodnego Syna Maryi, chcieli przeżywać w wielkiej wdzięczności Bogu za dar Jego życia i z pragnieniem, by Maryja była oczyszczona po narodzinach Dziecka. Stąd ich obecność w świątyni, by wypełnić prawo. To prawo, odnosiło się do przyniesienia Pierworodnego Bogu. Izraelici, upamiętniając ostatnią plagę egipską, mieli obowiązek przynieść i przedstawić Panu wszystko, co pierworodne, zarówno z ludzi jak i ze zwierząt. Wypełnienie tego nakazu prawa miało wyrażać wielką wdzięczność Bogu za otrzymane od Niego dary życia, wybrania i wyzwolenia. Był to dla nich bardzo ważny moment.

Maryja z Józefem przynoszą Jezusa do świątyni. Przynoszą swojego Syna, by powiązać ten moment z wyjściem z niewoli egipskiej i upamiętnić tamtą paschę. Ale nie składają Jezusa w ofierze, lecz dwa gołębie.

Bywa tak, że rodzice ofiarowują swoje dzieci, poświęcając je Bogu na służbę w kapłaństwie czy w życiu zakonnym. Czy to jest dobre podejście? Dzisiejszy przykład Świętej Rodziny pokazuje, że nie. Nie składamy kogoś w ofierze. Składamy ofiarę, a co najwyżej staramy się wychować dzieci tak, by były zdolne poświęcić się Bogu same.

Tę tajemnicę najpiękniej wyraża się podczas Mszy Świętej, kiedy przynosimy owoce ziemi oraz owoce pracy naszych rąk. Przynosimy się sami i oddajemy Bogu. Tego właśnie pragnie od nas Bóg – naszego poświęcenia i oddania, naszego serca.

A zatem dla nas dzisiaj świątynia jerozolimska jest obrazem świątyni, do której powinniśmy wnieść Jezusa, tak jak Maryja i Józef. Tą świątynią jest Kościół jako wspólnota albo – mówiąc jeszcze inaczej – tą świątynią jesteśmy my sami. Bóg pragnie, by ofiara była złożona w świątyni, to jest w sercu człowieka. Wspomnijmy też słowa św. Pawła przypominającego, że świątynią Boga jesteśmy my sami – świątynią jest nasze ciało (por. 1 Kor 3, 16-17).

O prawdziwym kulcie i składaniu ofiar mówił sam Jezus podczas swojej publicznej działalności, choćby przy dokonaniu znaku oczyszczenia świątyni czy podczas rozmowy z Samarytanką. Chodzi o kult w duchu i prawdzie. I to jest jedna z prawd dzisiejszego święta, którą chcemy przeżyć. O niej mówi nam słowo Boga. Czy jesteśmy gotowi do takiej świątyni „wnieść” Jezusa?

O to pragniemy dzisiaj prosić Boga, by wszedł do naszego życia i by pozostał z nami. Dla podkreślenia naszej prośby i pragnienia, by był w naszym życiu obecny, przynosimy na dzisiejszą liturgię świece. Światło jest znakiem Chrystusa. Jezus tak o sobie powiedział: Ja jestem światłością świata (por. J 8, 12-20). A zatem przynosząc świece, pragniemy przynieść samego Jezusa, ale po to, by wprowadzić Go później do naszego domu. Dobrze jest, jeśli przynosimy dzisiaj te świece, które otrzymujemy w dzień naszego chrztu. Chrzest jest znakiem wejścia w królestwo światła, jest znakiem tajemnicy Paschy, czyli przejścia z niewoli do wolności.

Tę świecę bardzo pięknie nasi ojcowie nazwali „gromnicą”, bo zapalali ją podczas burzy, gdy biły gromy, gdy było ciemno, gdy panował lęk i strach przed utratą majątku czy nawet życia. Zapalona świeca przypominała, że nie trzeba się lękać zła, ciemności czy nawet śmierci, bo Jezus to wszystko zwyciężył w paschalnej tajemnicy swojej śmierci i zmartwychwstania. Stąd w naszej tradycji mówimy o dzisiejszym dniu, że Maryja wnosi Jezusa – Światło Narodów – i nazywamy w skrócie dzisiejszy dzień świętem Matki Bożej Gromnicznej.

Dzisiaj ten znak gromnicy, musi być przez nas dobrze rozumiany, bo rzeczywistość pokazuje, że zatracamy sens tego, co niesie ze sobą treść tego święta. Dla wielu grom nie jest już znakiem nieszczęścia, tragedii, ciemności, szatana, śmierci, a znakiem pewnej grupy osób, pragnącej walczyć z Bogiem i Jego wolą. Znakiem protestu przeciw życiu i łasce, i znakiem wypaczonej formy wolności. Chcemy zapalić dzisiaj prawdziwe światło, a jest nim Słowo Boga – Słowo, które stało się Ciałem, by mogło zamieszkać między nami.

Kiedy Maryja z Józefem wnieśli do świątyni jerozolimskiej Światło, Symeon i Anna mogli doświadczyć bliskości Boga i głosić innym orędzie zbawienia.

Przyjmijmy dzisiaj Jezusa do naszego serca, byśmy mogli dobrze przeżyć ten świąteczny dzień. Niech świeca, która nam dzisiaj towarzyszy, przypomni nam, że jesteśmy ludźmi Paschy, ludźmi Wielkiej Nocy, ludźmi tajemniczego wyzwolenia przez Boga z mocy i cienia śmierci. Pamiętajmy też dzisiaj w sposób szczególny w naszych modlitwach o osobach konsekrowanych, które są dla współczesnego świata znakiem obecności Królestwa Światła pośród nas. Niech w waszych sercach dzisiaj gości to Światło, które rozprasza mroki śmierci – to jest sam Chrystus.

Życzę wam wszystkim pięknego świętowania dzisiaj!

Niech Chrystus zostanie wniesiony do świątyni naszego serca i w nim pozostanie. Amen

o. Paweł Mroczek CSsR  (02 lutego 2021 roku, Rok B, I)

IV niedziela zwykła

Niedziela, 31 stycznia 2021 roku, IV tydzień zwykły, Rok B, I

CZYTANIA

Przed laty, kiedy w klatkach schodowych bloków i kamienic nie było jeszcze tak spopularyzowanych domofonów, a ufność międzyludzka była zdecydowanie większa, dochodziło co jakiś czas do okradania mieszkań, podczas gdy ich lokatorzy byli w środku. Dokonywało się to sprytną metodą. Na ofiary wybierano najczęściej osoby starsze i samotne, o otwartym sercu. Jeden ze złodziei, histeryzując i wzbudzając współczucie oraz chęć natychmiastowej pomocy, zajmował właściciela, a gdy tylko ten udał się do kuchni po szklankę wody lub jakieś lekarstwo, ktoś inny natychmiast okradał mieszkanie, wchodząc do niego przez otwarte drzwi. To był haczyk – otwarte drzwi. Głównym zadaniem tragicznego aktora było poprowadzić scenkę w taki sposób, aby gospodarz z przejęcia nie zamknął za sobą drzwi!

Rzecz chyba podobna dzieje się w naszym świecie, szczególnie w jego duchowej rzeczywistości. Osobowe zło, czyli szatan, którego celem jedynym jest oddalić człowieka od Boga, a co za tym idzie, odebrać mu możliwość zbawienia, robi wszystko, żeby człowiek sam zostawił mu otwarte drzwi swojego serca – podobnie jak w historii ze złodziejami robi to nad wyraz sprytnie.

Pierwszym krokiem jest uśpienie czujności, wzbudzenie współczucia i ufne otwarcie drzwi. Najczęściej dokonuje się to poprzez znudzenie rutynowością i rytualnością Kościoła, do tego dokłada się kilka wątków powszechnego zgorszenia wynikającego z grzechu duchownych, opieszałości hierarchów czy powszechnej chęci bogactwa, a kiedy do tego wszystkiego dołoży się trudne doświadczenie „niezałatwionej sprawy” w parafialnej kancelarii (najczęściej spowodowanej niespełnieniem warunków potrzebnych do bycia rodzicem chrzestnym), mamy gotowy i przygotowany grunt – drzwi szeroko otwarte.

Podczas gdy w naszych głowach snują się myśli i przekonania o tym, że dobrze postępujemy, że w świecie hipokryzji i zakłamania nie możemy żyć, że Kościół to wymysł tylko ludzki i spisek duchownych, że wystarczy mi być dobrym człowiekiem i modlić się w sercu, to tak naprawdę w naszym sercu zaczyna panować pustka, która na dłuższą metę jest nie do zniesienia, dlatego szukamy jakiegoś „wypełniacza”.

Szatan tylko na to czeka. Chce wprowadzić się do nas i zacząć posiadać nas dla siebie. Nie oznacza to oczywiście od razu opętania, wystarczy skuteczne oddalenie się od Boga i Jego sakramentów.

W dzisiejszej Ewangelii uczestniczymy w scenie egzorcyzmu. Wyciągnijmy z niej dwa bardzo konkretne dla nas wnioski. Po pierwsze, Jezus jest tym, który ma autorytet. Nie buduje go sztucznie, jakimiś manipulatorskimi trikami, ale jest po prostu Tym, który ma władzę. Bo słowo Boże ma władzę i autorytet nie z nadania ludzkiego, ale Bożego. Średnio lubimy czuć nad sobą władzę, denerwujemy się, gdy ktoś nam rozkazuje lub gdy władza nie postępuje w zgodzie z moimi myślami. Słowo autorytet już coraz częściej odchodzi do lamusa. Dziś liczy się wolność, niezależność, samostanowienie. Gdzie więc jest miejsce dla Tego, który przemawia z mocą?

Przyjęcie władzy i autorytetu Jezusa w moim życiu nadaje mi wolność. Bóg nie chce mnie zniewolić, ale obdarzyć wolnością do bycia dzieckiem Bożym i do bycia człowiekiem w pełni. Co więcej, w dzisiejszym fragmencie czytamy również, że Jego słowo uwalnia i egzorcyzmuje, czyli im więcej jest we mnie słowa Jezusa, tym mniej we mnie miejsca dla szatana, dla tego, który chce mnie podstępnie zwieść. Wracając do naszego obrazu, im bliższe jest mi słowo Boże, tym drzwi mojego serca są lepiej strzeżone. Jak niewiele wystarczy, odczytany fragment dziennie.

Drugim wnioskiem, jaki możemy wyciągnąć z dzisiejszej perykopy, jest konieczność zamknięcia się na to, co mówi nam szatan. Jezus zwraca się do niego wyraźnie w słowach: Milcz! Umiejętność odróżniania słów złych od dobrych wymaga wysiłku, ale pamiętajmy, że wejście w jakąkolwiek polemikę ze złem jest ustawieniem nas na z góry przegranej pozycji. Rajski ogród został utracony przez pierwszych rodziców właśnie dlatego, że zaczęli wsłuchiwać się i dyskutować z szatanem. Chcąc iść za Jezusem, pragnę przyjąć Jego słowo i nie poddawać go w wątpliwość mędrców tego świata. Nie oznacza to, bezrefleksyjnego przyjmowania wszystkiego dosłownie, ale oznacza rozważanie, medytowanie i rozsmakowywanie się w słowie Bożym. Szatan będzie próbował zrobić wszystko, abym miał za mało czasu na czytanie Biblii, abym nie znalazł dogodnego terminu rekolekcji czy zniechęcił się do uczestnictwa w grupie biblijnej. On wie, że Boże słowo ma moc! Dlatego dziś krzyczy: Czego chcesz od nas (…), przyszedłeś nas zgubić!

Strzeżmy zazdrośnie drzwi naszych serc, wypełniajmy nasze serca słowem Boga, nie diabła. Nie uchylajmy ich przed awanturującymi się u progu pokusami i grzechami, pozwólmy na stałe rozgościć się Jezusowi.

Kazania-homilie:IV niedziela zwykłaRok B.

o. Wacław Zyskowski CSsR  (31 stycznia 2021 roku, Rok B, I)

Modlitwy na czas epidemii

Modlitwa

MYRIAM ZILLES FROM PIXABAYModlitwa

Dla tych, którym trudno znaleźć własne słowa…

Epidemia to dla wszystkich trudna sytuacja. Trzeba się modlić. Za chorych, umierających, za przestraszonych. Można własnymi słowami, może na różańcu, można koronką do Miłosierdzia Bożego. Proponujemy krótki wybór innych modlitw.SuplikacjeKto się w opiekę odda NajwyższemuKto się w opiekę… Wersja biblijna – Psalm 91Modlitwa za chorychModlitwa świętego Jana Pawła za wszystkich chorych, umierających, odrzuconychModlitwa papieża Franciszka do Matki BożejDo św. Józefa w wielkim utrapieniuModlitwa w ciężkiej chorobie – pieśń EzechiaszaZawierzenie Miłosierdziu Bożemu w obliczu pandemiiZawierzenie Miłosierdzi w obliczu pandemii, wersja II

Modlitwy za służbę zdrowia

Modlitwy za służbę zdrowia

… i innych stojących na pierwszej linii frontu walki z epidemią.  

więcej »


Suplikacje

Święty Boże!
Święty mocny!
Święty nieśmiertelny!
Zmiłuj się nad nami (3 razy)

Od powietrza, głodu, ognia i wojny,
Wybaw nas Panie.

Od nagłej i niespodziewanej śmierci,
Zachowaj nas Panie.

My grzeszni ciebie Boga prosimy,
Wysłuchaj nas Panie.

Można dodać także:

Matko Uproś,
Matko ubłagaj
O Matko, Matko Boska
Przyczyń się za  nami


W wersji dźwiękowejJERYCHOŚwięty Boże (Polish Trisagion) by JERYCHO
79MRECUADORŚwięty Boże..
 | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

WIARA.PL 

Modlitwy za służbę zdrowia

TYLKO U NAS! O. Jacek Maria Norkowski: Grozi nam masowa eugenika - zdjęcie

29.01.21, 13:00Screenshot Youtube – Dominikanie Poznańo Jacek Maria Norkowski OPcywilizacjaeugenikaeutanazjacywilizacja śmierciśmierć mózguTomasz Wandas

TYLKO U NAS! O. Jacek Maria Norkowski: Grozi nam masowa eugenika

comment7152

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Mieszkający od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii obywatel Polski w średnim wieku trafił do szpitala w Plymouth po ataku serca w dniu 6 listopada 2020 r., w wyniku którego doszło do zatrzymania akcji serca, a jego mózg był pozbawiony tlenu przez co najmniej czterdzieści pięć minut. Początkowo znajdował się w śpiączce, później jego kondycja poprawiła się do stanu wegetatywnego, ale według szpitala miał on niewielką szansę na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie. W związku z tym szpital wystąpił do sądu o zgodę na odłączenie aparatury podtrzymującej życie. Czy opinia mogła być inna, czy inny szpital, inny personel medyczny mógłby stwierdzić inaczej?

o. Jacek Maria Norkowski OP, lekarz, doktor medycyny, etyk, teolog: Myślę, że tak. Pacjent, o którym mówimy był w kontakcie wzrokowym z rodziną, reagował emocjonalnie, adekwatnie do sytuacji. W mojej opinii był on świadomy siebie i otoczenia, zatem można było stwierdzić u niego stan minimalnej świadomości. Po drugie, „stan wegetatywny”, (jeśli jest postawiona diagnoza) to jedno, a świadomy kontakt werbalny, wykazany choćby za pomocą czynnościowego rezonansu magnetycznego albo za pomocą metody testów – potencjałów wywołanych (event related potentials, IRP, czyli reakcji na komunikaty semantyczne) to drugie. Ten pacjent reagował na własne imię!

O czym to świadczy?

O tym, że chory ten był świadomy. Nawet „stan wegetatywny” nie świadczy o tym, że człowiek nie ma wewnętrznej świadomości. Ten stan to tak naprawdę często tylko brak motoryki, czyli zdolności do wykonywania ruchów ciała, koniecznej dla ekspresji, która pozwala na kontakt. Zaproponowana jest nowa nazwa na ten stan, ma to być „zespół przytomności bez kontaktu” („unresponsive wakefulness syndrome”, UWS). Nie wiadomo czy ta nazwa się przyjmie, wszyscy przyzwyczaili się do strasznej nazwy „stan wegetatywny”, która deprecjonuje chorą osobę.

Dlaczego?

Sugeruje ona, że nie mają oni świadomości a tymczasem wielu z nich było źle zdiagnozowanych, wykazywano u nich świadomość, a część z nich była w stanie świadomości minimalnej. Profesor Talar leczy takich chorych. Nawet jeśli znajdowaliby się w stanie wegetatywnym, jeżeli się ich „bodźcuje” wtedy stan świadomości się poprawia. W wielu przypadkach odzyskują oni na nowo sprawność, często wracają do normalnego życia, na studia, zakładają rodziny itd. Diagnoza stanu wegetatywnego nie przekreśla jeszcze chorego.

Nawet jeśli szanse na przeżycie Polaka (jakiegokolwiek pacjenta) byłyby zerowe, kto może decydować, kto powinien decydować o życiu bądź śmierci człowieka?

Nikt nie powinien decydować o śmierci człowieka. Zgodnie z zasadami etyki, która jest związana z wiarą chrześcijańską nie można po prostu zabijać chorego tylko z powodu, że „i tak wkrótce umrze”. Z powodu, że ktoś ma wkrótce umrzeć nie można pozbawiać życia niewinnego człowieka – nigdy czegoś takiego nie było w medycynie europejskiej – to jest zawsze niezgodne z przysięgą Hipokratesa!

Hipokrates chrześcijaninem nie był…

Hipokrates, nota bene był poganinem, ale zrozumiał, że lekarz nigdy nie powinien uśmiercać swoich pacjentów – ani jednego pacjenta! To wszystko zostało zanegowane już dość dawno, w XX wieku. W Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii można legalnie zaprzestać „sztucznego” pojenia i karmienia pacjentów, którzy mają diagnozę stanu „bez kontaktu”. Nie wolno nam zabijać chorych! Była to odwieczna lekarska zasada, niestety złamano ją i dzisiaj zgodnie z prawem zabija się każdego dnia wielu ludzi.

Dlaczego podważa się, łamię dzisiaj, od XX wieku przysięgę Hipokratesa? Czy tego typu sprawa powinna w ogóle trafiać do sądu?

Gdybyśmy wszyscy podzielali system etyczny, w którym zakładamy, że nigdy nie zabijamy pacjentów, ani innych niewinnych ludzi, to żaden sąd by nie miał prawa podjąć takiej decyzji. Zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Stanach Zjednoczonych, po obu stronach oceanu „legalnie” giną ludzie w skutek zaprzestania pojenia i karmienia. Nie jest to łagodna śmierć – na taką śmierć nie zgodziliby się działacze na rzecz zwierząt. Zwierzęta można uśmiercać tylko tak, by nie zadawać im niepotrzebnego bólu…

W Polsce coś takiego jest nielegalne…

Tak, natomiast sytuacja chorych w naszym kraju nie jest za dobra. Mamy co prawda ośrodki w których chorych się rehabilituje i leczy, mamy profesora Talara, który pracuje niedaleko Iławy, mamy ośrodek „Budzik”, w Toruniu klinikę „Światło” itd. Jednak to wszystko jest mało, jak na tak wielki kraj jakim jest Polska. Często chorzy lądują na intensywnej terapii kolejno na oddziałach neurologicznych, a potem nie wiadomo co z nimi zrobić.

To znaczy?

Wysyła się ich do ośrodków opiekuńczo-leczniczych, gdzie nie ma specjalistycznej opieki, nie ma opieki, która by zadbała o to by ich stan się poprawiał. Niestety, często kończy się to odleżynami, katastrofalnym stanem chorych, którzy często w takim stanie trafiają do profesora Talara.

I skutecznie im pomaga?

On ma udokumentowane przypadki swoich pacjentów, którzy byli niekiedy w bardzo złych stanach, ponadto oczywiście wielu z nich udało mu się pomóc. Można by tych ludzi leczyć, akurat mamy w Polsce duże osiągnięcia na tym polu. Zamiast to lansować i niejako „przebić się do świata” (przecież mamy swoje metody!) to w tej dziedzinie spoczywamy na laurach, niestety ale taką mamy politykę Ministerstwa Zdrowia.

Brytyjski Sąd nie zgodził się na przetransportowanie pacjenta do Polski, co zaproponowała ta część jego rodziny, która chciała podtrzymywania mężczyzny przy życiu, ale na co nie zgadzała się jednak jego żona. Jak wyjaśniał sąd, wiązałoby się to z dużym ryzykiem śmierci w trakcie transportu, co byłoby bardziej uwłaczające godności niż odłączenie aparatury. O czym świadczy taka argumentacja sądu? Z naszej, polskiej perspektywy brzmi to niewiarygodnie, a jednak, to fakt…

Świadczy to o tym, że dany szpital chce udowodnić, że zawsze ma racje i nie spuszcza z tonu choćby nie wiem co się działo. Myślę, że oni nie wiedzą o tym, że w Polsce istnieją jakiekolwiek ośrodki gdzie rehabilituje się ludzi. Według mojej wiedzy Polska ma w nielicznych ośrodkach dobry poziom. Oni sobie nawet nie zdają sprawy, że w Polsce taki chory miałby duże szanse na wyzdrowienie. Po drugie, jak oni stwierdzili, że ktoś jest w „stanie wegetatywnym”, to uważają, że już mają władzę nad tym człowiekiem, on traci dużą część swoich praw jako obywatel -wtedy naprawdę już uzurpują sobie prawo do decydowania o życiu tego chorego. Warto przypomnieć (o czym mało kto już wie), że lekarze nie składają już przysięgi Hipokratesa…składają za to przyrzeczenie lekarskie, w którym nie mówi się już że „nigdy nie zabiją pacjenta”, albo, że „nigdy nie pozbawią życia żadnego pacjenta” – nie ma czegoś takiego w przyrzeczeniu lekarskim, nie jest to przypadek!

Mimo że część rodziny mężczyzny przedstawiła dowody mające, jej zdaniem, pokazywać, że stan mężczyzny się poprawił, obie decyzje – o zgodzie na odłączenie aparatury i braku zgody na jego przetransportowanie do Polski – zostały później podtrzymane przez sąd. Ta sama część rodziny dwukrotnie zwracała się także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który jednak najpierw nie przyjął skargi ze względów proceduralnych, a potem z powodów merytorycznych. Czy tego typu postępowanie względem chorego, którego stan się poprawiał, wobec jego rodziny nie pokazuje czarno na białym, że w XXI wieku, a w zasadzie od wieku XX w Europie wygrywa tak zwana Cywilizacja Śmierci? Co może się stać jeśli nic z tym nie zrobimy? Czym ta cywilizacja grozi?

Cywilizacja śmierci grozi nam tym, że będziemy mieli coraz to nowe grupy pacjentów, których rzekomo nie warto leczyć. Grozi nam to masową eugeniką, ludzie chorzy nawet w młodym wieku są nieużyteczni dla społeczeństwa, więc możemy ich eliminować – to w zasadzie do tego się sprowadza. Jest to myślenie czysto utylitarne – nie personalistyczne.

To znaczy?

Wiara Kościoła katolickiego zakłada pewną wyjątkowość każdego człowieka, gdyż Chrystus umarł za każdego z osobna. Każdego wybrał, każdego stworzył i każdego odkupił swoją krwią – nie grupowo, nie kolektywnie. Kolektyw nie ma prawa decydować o życiu i śmierci żadnego człowieka, również chorego, niepełnosprawnego, również takiego, którego leczenie „coś, tam” kosztuje. Przy czym trzeba tutaj dodać, że takie leczenie nie trwa wieczność, stan dobrze prowadzonego chorego znacznie się polepsza. Jeśli natomiast chory miał zbyt duże obrażenia, to po prostu godnie umiera.

Co możemy zrobić by się tej cywilizacji śmierci przeciwstawić? Jako pojedynczy obywatele ale i jako naród, państwo polskie?

Każdy z nas powinien starać się „coś” zrobić w tym zakresie. Ja osobiście napisałem dwie książki, najnowsza pt. „Człowiek umiera tylko raz” jest jeszcze w sprzedaży. Opisuję w niej jak powstał mechanizm wykluczania tych chorych, stopniowego odbierania im praw. Chodzi tu o chorych w stanie wegetatywnym, takich jak pan Sławomir, co do których na podstawie decyzji prawnego reprezentanta lub sądu w takich krajach jak, odpowiednio, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, można zaprzestać podawania im wody i pokarmu, co powoduje ich śmierć. Chodzi też o chorych, którzy mają śpiączkę oraz brak samodzielnego oddychania, których klasyfikuje się jako zmarłych na podstawie neurologicznych kryteriów śmierci., mówi się wtedy o śmierci mózgowej – to są ci chorzy, którym często jednak wraca oddech, jeśli da im się taką szansę i wtedy przechodzą w tak zwany „stan wegetatywny” i mogą być rehabilitowani. Zdaje się, że to miało miejsce w przypadku naszego rodaka. Korzystał on z respiratora, potem go odłączono i okazało się, że samodzielnie oddycha (nastąpił zatem powrót pewnych funkcji pnia mózgu). Musimy dla dobra tych chorych działać, trzeba te sprawy nagłaśniać, ale nie od czasu do czasu – trzeba podjąć trwałe i systematyczne działanie.

Czy w Polsce istnieje cały system opieki nad osobami z urazem mózgu?

Zaraz po zaistnieniu dużego urazu mózgu w Polsce nie wdraża się właściwego postępowania – np. nie wszczepia się czujnika ciśnienia śródczaszkowego na czas, albo na ogół w ogóle. Nie monitoruje się ciśnienia śródczaszkowego, nie stosuje hipotermii terapeutycznej a często również kraniotomii, dochodzi do wtórnego uszkodzenia mózgu i wtedy się rozważa, albo pobranie narządów, jeśli jest bezdech; jeśli nie, to często jest odłączenie od aparatury i śmierć pacjenta. Jest to sprawa całego systemu służby zdrowia czy ochrony zdrowia w Polsce, który mimo upływu wielu lat nie zmierzył się z tym problemem w pełni. Tracimy przez to wielu ludzi, którzy mogą być leczeni.

Równolegle od kilku dni trwały intensywne zabiegi sądowe i dyplomatyczne ze strony polskiej w celu sprowadzenia R.S. do Polski. Działania w tej sprawie podejmowali m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Czy próby podjęte przez przedstawicieli naszego rządu, dają światło nadziei, że przynajmniej Polska łatwo się tej cywilizacji śmierci nie podda?

Daje to jakąś nadzieję, byle tylko nie był to „słomiany ogień”. Nie może być tak, że raz się zmobilizowaliśmy, załatwiliśmy sprawę, a wymaga ona długofalowej strategii tak, aby zorganizować system pomocy tym chorym, by nie ginęli oni niepotrzebnie. U nas w Polsce eutanazja jest nielegalna, ale trzeba o chorych dbać, stwarzać im nowe miejsca dla ich rehabilitacji oraz warunki by nie dostawali np. odleżyn. To, że przedstawiciele rządu oraz rzecznik praw obywatelskich włączyli się w tą akcję jest chwalebne – ale to nie wszystko. Pamiętać o chorych trzeba stale, angażować się i wspierać działania osób, które działają na rzecz chorych na co dzień. Trzeba się też przyjrzeć temu jak kształci się dziś studentów medycyny a także kierunków humanistycznych, w tym i teologii. Nie powinno być to oparte na zasadach, którymi kierował się szpital w Plymouth…

Dziękuję za rozmowę.

***********************************************************

home iconKULTURAline break icon

Ksiądz z osiedla: Nie muszę być zgryźliwym facetem w czarnej kiecce [wywiad]

KSIĄDZ RAFAŁ GŁÓWCZYŃSKI

fot. archiwum prywatne

Katarzyna Szkarpetowska – 30.01.21

Nie palił się do bycia księdzem. Ale zawarł deal z Jezusem. A ostatecznie Bóg przemówił do niego przez… żula. Dziś jest katechetą w technikum i podbija internet jako Ksiądz z osiedla. Poznaj ks. Rafała Główczyńskiego.

Mieszkał w Warszawie, studiował, dostał w prezencie od rodziców przytulne mieszkanko, na brak powodzenia u dziewczyn raczej też nie narzekał. Słowem: młody chłopak, przed którym świat stał otworem. W pewnym momencie zostawił swoje wygodne życie i… zamieszkał w Bagnie, czyli seminarium salwatorianów. Jak to się stało? I jak został Księdzem z osiedla?

Katarzyna Szkarpetowska: Jak się ksiądz znalazł w… Bagnie?

Ks. Rafał Główczyński SDS*: Do seminarium zakonnego księży salwatorianów w Bagnie, na Dolnym Śląsku, wstąpiłem właściwie po to, żeby upewnić się, że wcale nie chcę być księdzem (śmiech). Na zasadzie: pójdę, przekonam się, że to nie moja droga, wystąpię i powiem: „Widzisz, Panie Jezu, próbowałem, ale to nie jest dla mnie”.

Ksiądz z osiedla i deal z Jezusem

Miał ksiądz z Jezusem jakiś deal?

W pewnym sensie tak (śmiech). Po czwartym roku studiów pojechałem do Anglii, gdzie pracowałem jako akwizytor. Chodziłem od domu do domu i ktoś powiedział mi, że niedaleko znajduje się kościół, w którym msze święte odprawiane są w języku polskim. Pomyślałem: „To fajnie, pójdę”. Na jednej z mszy ksiądz mówił o powołaniu kapłańskim – że niektórzy takie powołanie mają, ale przed nim uciekają.

Wyszedłem z kościoła i zacząłem się nad tymi słowami zastanawiać. Czułem, że Pan Jezus się o mnie dopomina. Dlatego powiedziałem Mu wtedy: „Umówmy się, że na razie nie wykluczam, że będę księdzem”. Pamiętam, że bardzo ważyłem słowa, które wypowiadałem. Może to dziwnie zabrzmi, ale miałem w sobie taki lęk, że jeśli tylko przytaknę, że zostanę księdzem, to wydarzy się coś złego, np. umrę.

Co było źródłem tego lęku?

Trudno powiedzieć. Był on oczywiście irracjonalny, ale towarzyszył mi przez wiele lat. Aż do tamtego dnia, w którym powiedziałem: „Dobra, Panie Jezu, spróbuję”.

„Ksiądz nie musi być zgryźliwym facetem w czarnej kiecce”

Dlaczego salwatorianie? Mieszkał ksiądz w Warszawie, było w czym wybierać.

Jako młody chłopak miałem dość krytyczną opinię o księżach. „Klechy, czarnuchy, obiboki. Nic nie robią”, myślałem. Moje wyobrażenie o księżach zmieniło się, gdy – będąc jeszcze na studiach – zacząłem chodzić na pielgrzymki do Częstochowy. Na tych pielgrzymkach poznałem salwatorianów.

Byli otwarci, serdeczni. Zobaczyłem, że ksiądz wcale nie musi być nudnym, zgryźliwym facetem w długiej, czarnej kiecce, ale że może być gościem z pasją, z którym o wszystkim można pogadać. Uznałem, że skoro Pan Bóg postawił na mojej drodze salwatorianów, skoro to od nich się zaczęło, to może jest to znak, żeby pójść do tego konkretnego zgromadzenia.

I jak było w tym Bagnie? (śmiech)

Na początku byłem zachwycony, mówiłem: „Jak tu ładnie, jak przyjemnie”, wokół same pola i lasy. Po trzech dniach zacząłem rozkminiać: „Czemu tutaj jest tak cicho? Dlaczego nie jedzie żaden tramwaj? Dlaczego nikt nie trąbi na światłach?”.

Pamiętam, jak któregoś razu zadzwonił znajomy z pytaniem, jakie mam plany na wieczór. Ja na to: „Przede mną modlitwy wieczorne. A ty co dziś robisz?”. „A ja idę za chwilę na imprezę” (śmiech). Nie miałem nic z tego, co miałem w Warszawie, ale nie czułem pustki, która wcześniej przez lata mi towarzyszyła.

KSIĄDZ RAFAŁ GŁÓWCZYŃSKI

„Bóg przemówił do mnie przez żula”

Były myśli, żeby się stamtąd zerwać?

Raz tylko miałem taką sytuację, ale wtedy Pan Bóg przemówił do mnie przez dobrego, poczciwego żula (śmiech). Byłem wtedy w Trzebnicy. Trwał tydzień misyjny, głosiłem w szkołach ewangelię. Wieczorem dopadł mnie kryzys. Pomyślałem: normalnie mógłbym teraz być w Warszawie, pić z kumplami piwo albo spędzać czas z dziewczyną. Trochę zrezygnowany włożyłem habit, wziąłem do ręki różaniec i poszedłem do parku pomodlić się. Była mgła. W pewnym momencie usłyszałem: „O, księżulo!”. Podszedłem bliżej i zobaczyłem trzech mężczyzn „pod wpływem”. Byli mocno poobijani. Zapytałem, co się stało.

– Było ostro – powiedział jeden z nich. Ja na to: no widzę (śmiech).

– Jeśli można, to my byśmy się z księżulem napili – padła propozycja.

– Panowie, z piciem to u mnie słabo, ale jeśli chcecie, to ogarnę wam jakieś kanapki – odparłem.

– Pewnie, że chcemy. Co prawda kanapki to nie wódka, ale też fajnie.

Chyba myśleli, że ściemniam. Że tylko mówię, że idę po prowiant, a tak naprawdę już do nich na tę ławeczkę nie wrócę. Kiedy zjawiłem ponownie, byli mocno zaskoczeni. „Ty to jesteś w porządku ksiądz” – wyartykułował ten najbardziej poobijany, z bandażem na głowie. Ja na to, że dopiero przygotowuję się do bycia księdzem. A on: „Gościu, nieważne. Mówię ci, będziesz zarąbistym księdzem”.

Wyszedł ksiądz na spacer ze znakiem zapytania w sercu, a tu dziś pytanie, dziś odpowiedź.

Dokładnie tak. Tamta sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem w miejscu, w którym powinienem być. Że to moja droga.

Ksiądz z osiedla. Chłopak z sąsiedztwa

Podbija ksiądz internet jako… Ksiądz z osiedla. Czyli taki chłopak z sąsiedztwa, tyle że w koloratce?

Tak, nazwa rzeczywiście wyraża to, co mam w sercu. Sam wychowałem się na jednym z warszawskich osiedli i osiedlowe klimaty są mi dość bliskie. Czasami ktoś mi mówi: „Ksiądz to powinien poświęcać więcej czasu tym, którzy są w Kościele, a nie ganiać za tymi, którzy się od niego odwrócili”. Oczywiście ci, którzy są, to piękni, wspaniali ludzie, ale oni SĄ. A ja czuję, że trzeba szukać również tych, którzy się oddalili, pogubili. Uważam, że trzeba do nich wychodzić, rozmawiać, być z nimi.

Poszedłem kiedyś u nas, w Elblągu, na Górkę Chrobrego. To takie miejsce, gdzie wieczorami gromadzi się młodzież i piwkuje. Podszedł do mnie młody chłopak, narkoman. Powiedział, że zmarła jego babcia, a on zaćpał i z tego powodu nie dotarł na jej pogrzeb. Było mu z tym bardzo źle. Porozmawialiśmy. Powiedziałem mu, że babcia jest teraz w innym świecie i na pewno chciałaby, żeby próbował coś w życiu zmienić, nie krzywdził samego siebie. Gdybym czekał na niego w kościele, to bym się nie doczekał, bo on by tam nie przyszedł.

Uczy ksiądz w technikum mechanicznym. Jak wygląda lekcja religii z księdzem z osiedla?

Nie mamy zeszytów, nie klepiemy formułek. Na lekcjach korzystam często z materiałów, które wrzucam do sieci – młodzi dzielą się swoimi przemyśleniami, uwagami, dużo rozmawiamy. Lubię w młodych ludziach to, że oni są do bólu szczerzy. Jeśli coś im się podoba, to spoko, a jeżeli nie, to walą prawdę między oczy, nie owijają w bawełnę.

Przyznaję, że nigdy nie myślałem o pracy z młodzieżą. Kiedy przyjechałem do Elbląga, powiedziano mi: „Będziesz uczył w technikum mechanicznym. Zobaczysz, będzie ciekawie”. I rzeczywiście, na brak wrażeń nie narzekam (śmiech).

*Ks. Rafał Główczyński – salwatorianin, socjolog, dziennikarz, katecheta. Prowadzi na You Tube kanał Ksiądz z osiedlaPomysłodawca Ewangelii w kapturze – cyklu odcinków z kazaniami na niedzielę oraz internetowych rekolekcji „Jaka to wóda?”. Od pięciu lat pełni posługę duszpasterską w parafii św. Brata Alberta w Elblągu.

KSIĄDZ RAFAŁ GŁÓWCZYŃSKI


TEOBAŃKOLOGIA, KS. TEODOR SAWIELEWICZ

Czytaj także:
Ks. Teodor gromadzi dziesiątki tysięcy ludzi na modlitwie online. Całe rodziny chwytają za różaniec


KATECHEZA 2.0

Czytaj także:
Katecheza 2.0 – czyli mówić do młodzieży „bez katolipy” [wywiad]


JAN KACZKOWSKI

Czytaj także:
Ks. Jan Kaczkowski? Nigdy wcześniej nie poznałam takiego gościa