3.05.- 4.Niedziela Wielkanocna

   DRODZY PARAFIANIE ,

CODZIENNIE ODPRAWIAM MSZĘ ŚWIĘTĄ W KAPLICY DOMOWEJ W ERMELO.JEŚLI  PRAGNIECIE,BY MSZA BYŁA ODPRAWIONA W WASZEJ INTENCJI ,PROSZĘ  NAPISAĆ DO MNIE NA MAIL :

[email protected]

LUB ZADZWONIC    06.19.17.84.79 , CELEM  USTALENIA DNIA LUB GODZINY ,kiedy MSZA BEDZIE ODPRAWIONA.

OFIARY MOZNA WPŁACAĆ PRZELEWEM NA KONTO NASZEJ PARAFII :

POOLSE PAROCHIE OLV VAN CZESTOCHOWA

      NL79 INGB 0000 9641 36

CODZIENNIE ZAPRASZAM NA MAJÓWKE O GODZINIE 20.00 – FB -PARAFIA POLSKA UTRECHT.

MOŻNA SIE TAKŻE UMÓWIĆ  NA SPOWIEDŹ ŚWIĘTĄ W ERMELO.

 

*******************************************************************************************

                    Dekalog na czas pandemii:

1. Rozwijaj Kościół domowy!

2. Czytaj Pismo Święte!

3. Módl się!

4. Wspieraj innych!

5. Czytaj, słuchaj, oglądaj i ucz się!

6. Twórz i pracuj!

7. Ćwicz!

8. Odpoczywaj!

9. Błogosław!

10. Głoś dobre wiadomości!

 

Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, Głównej Patronki Polski – uroczystość

Sobota, 2 maja 2020 roku, III tydzień wielkanocny, Rok A, II

CZYTANIA

Niewiasto, oto syn Twój.
Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka Twoja.

Ponownie wraz z Maryją i apostołem Janem stajemy pod krzyżem. Stajemy pod krzyżem Jezusa, by wsłuchać się w Jego ostatnie przesłanie, Jego ostatnią wolę.

Nie był to łatwy moment w życiu zarówno Maryi jak i umiłowanego ucznia. Przychodzą pod krzyż, by pożegnać Tego, dla którego poświęcili swoje życie. Z pewnością w tym momencie są przerażeni widokiem umierającego Jezusa. Są zatroskani o swoją przyszłość, o niepewność jutra. I w te po ludzku zlęknione serca przychodzi Jezus ze swoim przesłaniem, a zarazem testamentem: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka Twoja. Apostoł Jan, wiernie stojący pod krzyżem, jest w tej perykopie uosobieniem całej ludzkości. Jak słyszymy: Bierze Maryję do siebie. Maryja w ten sposób staje się Matką każdego z nas, każdego, kto przez śmierć Chrystusa narodził się do życia wiecznego.

Warto więc dzisiaj postawić sobie ważne pytanie: czy niezależnie od tego, co przeżywam i jakim ciężarem jestem dziś przygnieciony, zostaję pod krzyżem? Czy przyjmuję Maryję jako moją Matkę, jako tę, która pragnie zająć się wszystkim, wyprosić wiele łask dla każdego swojego dziecka?

 

Dla narodu polskiego, dla każdego dziecka tego narodu, Maryja jest szczególną opiekunką – jest Królową Polski. To ona od wieków opiekuje się nami i nieustannie daje nam dowody swojego wstawiennictwa. Za każdym razem, kiedy nasza ojczyzna znajdowała się w wielkich niebezpieczeństwach, takich jak najazdy wojsk szwedzkich w 1655 roku, rozbiory Polski, najazd wojsk sowieckich w 1920 r., druga wojna światowa czy okrutne czasy stalinizmu i komunizmu, nasz naród szedł zawsze do Maryi, Królowej Polski. Dlatego też każde zwycięstwo z wrogiem było przypisywane Jej szczególnemu wstawiennictwu.

 

Podczas swojej pielgrzymki do ojczyzny w 1999 roku św. Jan Paweł II wypowiedział takie słowa.

„Zawierzam macierzyńskiej opiece Pani Jasnogórskiej siebie samego, Kościół, wszystkich moich rodaków, nie wyłączając nikogo. Zawierzam Jej każde polskie serce, każdy dom i każdą rodzinę. Wszyscy jesteśmy Jej dziećmi. Niech Maryja będzie przykładem i przewodniczką w naszej codziennej i szarej pracy. Niech wszystkim pomaga wzrastać w miłości Boga i miłości ludzi, budować wspólne dobro Ojczyzny, wprowadzać i umacniać sprawiedliwy pokój w naszych sercach i środowiskach.

Proszę Cię, Pani Jasnogórska, Matko i Królowo Polski, abyś cały mój naród ogarnęła Twoim macierzyńskim sercem. Dodawaj mu odwagi i siły ducha, aby mógł sprostać wielkiej odpowiedzialności, jaka przed nim stoi. Niech z wiarą, nadzieją i miłością przekroczy próg trzeciego tysiąclecia i jeszcze mocniej przylgnie do Twojego Syna Jezusa Chrystusa i do Jego Kościoła zbudowanego na fundamencie apostołów” (Jasna Góra, 17 czerwca 1999).

A czy dziś – tak jak kiedyś – idziemy do naszej Matki? Czy potrafimy z wielką wiarą zanieść do Jej Syna Jezusa Chrystusa nasze sprawy? Czy zawierzamy Jej nasze domy i rodziny?

Pewna kobieta podzieliła się ze Mną niedawno takim świadectwem.

„Moja rodzina jest wierna Bogu. Jednak w ostatnim czasie, przeżywaliśmy trudne chwile, zresztą to trwa nadal. U mojego męża wykryto raka jelita grubego. Badania, operacja, pobyt w szpitalu… Można było to wszystko przyjąć, wytrzymać i działać, tylko dzięki modlitwie do Boga, o którą prosiliśmy i nadal prosimy, oraz zawierzeniu przed cudownym obrazem Matki Bożej. To Ona pomagała nam przetrwać w tych trudnych chwilach. Teraz jesteśmy z mężem już razem, wspieramy się nawzajem i ufamy, że dzięki wstawiennictwu Maryi udźwigniemy ten krzyż”.

Wszyscy w obecnym czasie doświadczamy różnych trudności związanych z niepewnością jutra. Obecna pandemia sprawia, że wielu z nas lęka się o jutro. Lękamy się o zdrowie swoje i swoich bliskich. Lękamy się, czy wszystko wróci do normalności. Lękamy się, czy będziemy mieli pracę, czy będzie za co żyć…

Przez słowa wypowiedziane pod krzyżem: Oto Matka twoja, dokonuje się szczególne zawierzenie. I naszą odpowiedzią na te wszystkie nasze ludzkie lęki może być zawierzenie siebie i swoich najbliższych właśnie Jej – Królowej Polski. Ona nigdy nie zawodzi. Nie bójmy się, za przykładem św. Jana, wziąć Maryję do siebie. Ona pragnie zająć się wszystkim, z czym sami nie potrafimy sobie poradzić, wypraszając nam u swego Syna wiele łask.

Duszpasterz Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech – Monachium

o. Rafał Nowak CSsR

****************************************************************************************************

ZAPRASZAM NA TRANSMISJĘ NIEDZIELNEJ EUCHARYSTII ODPRAWIANEJ   W ERMELO – O GODZINIE 11.00 ,W INTENCJI WSZYSTKICH PARAFIAN Z DIECEZJI UTRECHT  ORAZ TYCH,KTÓRZY UCZESTNICZA W TRANSMISJI. MSZA ŚW.POPRZEDZONA  10-TKĄ RÓŻAŃCA I  LITANIA DO MATKI BOZEJ– 15 MINUT.

MSZA TRANSMITOWANA PRZEZ YOUTUBE I  FB ( PARAFIA POLSKA UTRECHT).MOŻNA W NIEJ UCZESTNICZYĆ ,KLIKAJĄC W ZAKŁADKĘ POWYŻEJ – TRANSMISJA NA ŻYWO.

CODZIENNIE O GODZINIE 20.00 – ADORACJA NAJSW. SAKRAMENTU, WSPÓLNA MODLITWA Z DOMOWEJ KAPLICY W ERMELO.ZAPRASZAM !

2.05. –SOBOTA , GODZ. 20.00 – NABOŻENSTWO MARYJNE  Z OKAZJI  1. SOBOTY  MIESIĄCA

*******************************************************************************************************

IV niedziela wielkanocna – Niedziela Dobrego Pasterza

 

Niedziela, 3 maja 2020 roku, IV tydzień wielkanocny, Rok A, II

 

CZYTANIA

Istnieje wiele propozycji udanego życia bez kłopotów, bez trudności. Wiele razy już obiecywano ludziom raj na ziemi. W sumie człowiek intuicyjnie poszukuje tego lepszego świata, wyczuwa, że musi być coś, co jest lepsze niż nasza obecna egzystencja. Wielu ludzi szuka bramy do tego lepszego świata. Wielu zastanawia się, czy istnieje i jaka jest brama do raju?

Dzisiaj Jezus przekonuje nas, że taka brama rzeczywiście istnieje. On sam nazywa siebie bramą owiec. On jest bramą, ponieważ tylko przez Niego można dojść do Ojca. Zaś Jego nauka jest tą bramą, przez którą trzeba przejść, aby wejść do wspólnoty Jego uczniów i osiągnąć życie wieczne. Jezus jest także pasterzem, bo prowadzi wiernych do Ojca, karmi ich swoim słowem, opiekuje się nimi, a nawet naraża życie w obronie swoich uczniów. Jezus jest więc bramą do raju i zarazem pasterzem.

Dzisiaj te słowa nie wywołują już wielkiego wrażenia. Niestety jest wielu naciągaczy obiecujących łatwiejsze życie, łatwy raj już tu na ziemi. Dzisiaj propozycja Jezusa, to czego naucza przez swój Kościół, jest jedną z wielu propozycji i to niezbyt atrakcyjną, bo bardzo wymagającą. Jednak, jeżeli zastanowić się nad tym głębiej i głębiej spojrzeć na obraz Dobrego Pasterza, można dojść do ciekawych wniosków.

Jezus mówi o tym, że Jego owce znają Jego głos. Głos Jezusa zawsze przynosi pokój serca. On mówi prawdę, często nawet trudną np. o naszej kondycji duchowej, naszych słabościach, grzechu. Jednak zawsze podaje ją z miłością. Jezus nas zna, wie, jaka jest nasza wrażliwość, „prawdoczułość”. On chce swoich uczniów uchronić od śmierci, nie chce ich prawdą zabijać, bo przecież można komuś powiedzieć prawdę w taki sposób, że się go potężnie zrani.

Ponadto On jest w stanie umrzeć za swoje owce. I rzeczywiście oddał z nas życie. Niejedna osoba marzy o takiej miłości aż po śmierć. Pragnie tego, żeby ją ktoś zaakceptował bezwarunkowo. Nie mówił tak jak czasem rodzicie do swoich dzieci: „Jeżeli będziesz grzeczny, jeżeli spełnisz nasze oczekiwania, to będziemy cię kochać”.

Jedynym czego Jezus od nas oczekuje, to znać Jego głos, to przyjąć Jego miłość. Zastanów się, czy wśród zgiełku świata słyszysz głos Jezusa, czy rozpoznajesz to, co mówi? Aby rozpoznać Jego głos trzeba żyć Jego słowem. Aby przyjąć Jego miłość, z kolei trzeba pokory. Trzeba nieraz uświadomić sobie, jak bardzo jestem poraniony i jak trudno do tych ran się przyznać – do tego, że ktoś mnie skrzywdził, że dopuścił się zła wobec mnie i nic nie zmieni tego faktu. Trzeba czasem zdobyć się na odwagę i krzyknąć w Jego kierunku: „Jezu ratuj, bo już sobie nie radzę!” A On, Dobry Pasterz, podejdzie do mnie, wyciągnie mnie z tych życiowych cierni i weźmie na ramiona. Pierwsze wizerunki Jezusa to młodzieniec, który na swoich ramionach niesie owcę. Jednak mnie zawsze mocno dotyka taki wizerunek Jezusa, ikona, na której On zamiast owcy niesie na swoich ramionach człowieka.

Jak rozpoznać Dobrego PasterzaJak odróżnić go od naciągaczy obiecujących łatwe osiągnięcie raju? Tutaj konieczna jest znajomość życia. Świat nie potrzebuje ludzi głoszących miłość, lecz takich, którzy żyją miłością. Czasem słowa są takie same, ale człowiek jest inny. Można wyczuć różnicę między kimś, kto mówi poprawnie, a kimś, kto poprawnie żyje. Można. Trzeba tylko głębiej się wsłuchać i bardziej się przyjrzeć.

Dzisiaj też módlmy się o takich pasterzy, którzy na wzór Jezusa i przez Jezusa będą prowadzić do Ojca, nie tylko mówiąc o miłości, ale konkretnie nią żyjąc.

 

o. Rafał Nowak CSsR  (07 maja 2017 roku)

*******************************************************************************************************

Ojciec Święty apeluje o podjęcie w maju modlitwy różańcowej

25 kwietnia 2020 | 14:50 | tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) | Watykan Ⓒ Ⓟ

SampleFot. Zuma/Evandro Inetti / SplashNews.com/East News

Do odmawiania w maju różańca o uwolnienie świata od pandemii koronawirusa zachęcił papież wiernych, kierując do wszystkich specjalny list.

LIST OJCA ŚWIĘTEGO
do wszystkich wiernych na maj 2020 r.

Drodzy bracia i siostry,

Zbliża się maj, miesiąc, w którym lud Boży szczególnie żarliwie wyraża swoją miłość i nabożeństwo do Dziewicy Maryi. Do tradycji tego miesiąca należy odmawianie różańca w domu, w kręgu rodzinnym. Do docenienia tego wymiaru domowego, także z duchowego punktu widzenia, „zmusiły” nas ograniczenia pandemii.

Dlatego postanowiłem, żeby w maju zaproponować wszystkim odkrycie na nowo piękna odmawiania różańca w domu. Można to uczynić razem lub samemu, zadecydujcie w zależności od sytuacji, doceniając obie możliwości. Ale w każdym przypadku jest pewien sekret, aby to uczynić: prostota; i łatwo znaleźć, także w internecie, dobre wzorce modlitwy, które można zastosować.

Ponadto ofiarowuję wam teksty dwóch modlitw do Matki Bożej, które możecie odmawiać na zakończenie Różańca, a które sam będę odmawiał w maju, w duchowej jedności z wami. Załączam je do tego listu, aby były dostępne dla wszystkich.

Drodzy bracia i siostry, wspólna kontemplacja oblicza Chrystusa z sercem Maryi, naszej Matki, sprawi, że będziemy jeszcze bardziej zjednoczeni jako rodzina duchowa i pomoże nam przezwyciężyć tę próbę. Będę się za was modlił, zwłaszcza za najbardziej cierpiących, i proszę was, módlcie się za mnie. Dziękuję wam z serca i wam błogosławię.

Rzym, u świętego Jana na Lateranie, 25 kwietnia 2020 r.

***************************************************************************************************

Kto nas uratuje?!

  „”Czy Polacy zrozumieją, że chemia i biologia w szkole są ważniejsze niż lekcje religii? Kto nas uratuje: naukowcy pracujący nad szczepionką czy ksiądz idący ulicami z monstrancją i odprawiający czary?” – napisała Urszula Ptak, Polka mieszkająca w Berlinie. Rzeczywiście, ktoś tu czegoś nie rozumie. Ale nie sądzę, aby w tym przypadku byli to Polacy-katolicy. Retoryczne pytanie pani Ptak zalatuje marksistowskim światopoglądem naukowym, który miał, w przeciwieństwie do „szerzonych przez klechy zabobonów”, uratować ludzkość.

Bardzo lubiłem biologię i chemię. Zresztą po maturze rozpocząłem studia biologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Chciałem być genetykiem. Kto wie, może dzisiaj pracowałbym nad rozszyfrowaniem koronowirusa. Ale przyszło powołanie zakonne i kapłańskie. Jedną z iskier, przez które się ono objawiło, był artykuł Teilharda de Chardina (1881-1955), francuskiego kapłana, jezuity, filozofa i teologa, a zarazem geologa i paleontologa, współpracującego z najwybitniejszymi uczonymi. Już jako uczeń podstawówki uznałbym przeciwstawianie nauczania przedmiotów ścisłych nauczaniu religii za jakieś – delikatnie mówiąc – nieporozumienie. I wcale nie przede wszystkim dlatego, że są to różne porządki doświadczenia i poznania, ale dlatego, że te porządki, choć różne, potraktowane inteligentnie, wzajemnie się uzupełniają.

Wygląda na to, że Urszula Ptak nie lubi Kościoła katolickiego i dlatego zaatakowała wiarę Polaków i lekcje religii, ale równie dobrze – stosując myślenie, które zaprezentowała – mogłaby rozedrzeć szaty i zapytać, czy Polacy zrozumieją, że chemia i biologia są ważniejsze niż literatura polska, historia, zajęcia z plastyki i muzyki itp. No bo kto nas uratuje? Uczeni medycy czy pisarz piszący książki? No bo przecież nie artysta malujący obraz czy też muzyk grający na skrzypcach ani tym bardziej aktor na scenie. Tyle że takie porównywanie nie ma po prostu sensu. Chyba że się chce kogoś poniżyć…

Poza tym wiara, że nauka nas uratuje, jest już od dawna passé. To, co się dzieje w związku z koronawirusem, pokazuje nam aż nadto ograniczenia nauki. Zresztą i bez koronawirusa było wiadomo, iż ludzie umierają, a medycyna często okazuje się bezradna. Oczywiście cieszy olbrzymi postęp, jaki dokonał się w służbie zdrowia, tym niemniej ostatecznie żaden największy uczony nas nie uratuje. Prędzej czy później na coś pomrzemy. Rozwój medycyny pomaga nam godnie przejść przez życie i… godnie umrzeć. Nauki ścisłe niewiele jednak mają nam do powiedzenia na temat sensu życia, miłości i znaczenia śmierci. Uratować w sensie definitywnym może nas tylko Bóg, który nas stworzył, i który może nas obdarzyć życiem wiecznym.

Oczywiście, jeśli ktoś w Boga nie wierzy i jeśli jest trochę prymitywny, to w stosunku do praktyk religijnych podejmowanych przez osoby wierzące powie pogardliwie, że to odprawianie czarów. Czym są jednak praktyki religijne z punktu widzenia autentycznej wiary? W „Dzienniczku” s. Faustyny Kowalskiej czytamy, że istotą wszelkich modlitw, nabożeństw i kultów jest zaufanie Bogu. Wyraża to napis, jaki widnieje na obrazku Jezusa Miłosiernego: „Jezu, ufam Tobie”. Wiara ma różne wymiary. Są w niej dogmaty, które Kościół, na podstawie Słowa Bożego i Tradycji, podaje do wierzenia; są przykazania, które należy zachowywać, jest liturgia – ale najważniejszym wymiarem jest osobiste spotkanie Boga i powierzenie Mu siebie, własnego życia i śmierci. Ksiądz idący ulicami z monstrancją nie uprawia czarów, nie szepcze żadnych zaklęć, ale świadczy, że cokolwiek by się działo, Bóg jest z nami. I będzie z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Życie człowieka jest tajemnicą otwartą na nieskończoność, na Absolut. Możemy odrzucić tę tajemnicę, ale wtedy trzeba się zgodzić, że jest tak, jak to zarysował Romano Guardini: „Wniezmierzonej przestrzeni kosmicznej porusza się maleńkie ciało, zwane Ziemią. Pokrywa je cienka warstwa czegoś w rodzaju pleśni, którą nazywamy krajobrazem, życiem, kulturą, i egzystują tam maleńkie istoty zwane ludźmi. Całe to zjawisko trwa krótką chwilę, a potem wszystko się kończy”. I żadni naukowcy od szczepionek, żadni globalistyczni macherzy od lepszego świata nic na to nie poradzą. Bo zbawia tylko Bóg.

Idziemy nr 18 (758), 03 maja 2020 r.

Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie
[email protected]

****************************************************************************************************

Watykan zakazał belgijskim szpitalom zakonnym określania się jako „katolickie”

05 maja 2020 | 08:01 | st (KAI/CNA) | Bruksela Ⓒ Ⓟ

SampleFot. pixabay.com

Belgijskie zgromadzenie Braci Miłosierdzia postanowiło opuścić należące do niego 15 szpitali psychiatrycznych po decyzji Kongregacji Nauki Wiary nakazującej tym placówkom zaprzestania używania nazwy „katolickie”, z powodu zgody na eutanazję leczonych tam pacjentów.

Decyzja Stolicy Apostolskiej została przekazana w liście z 30 marca, w którym stwierdzono, że „szpitale psychiatryczne zarządzane przez Urząd Prowincjalny Stowarzyszenia Braci Miłosierdzia w Belgii nie będą już mogły być uważane za instytucje katolickie”.

Przełożony generalny Braci Miłosierdzia, br. René Stockman oświadczył w związku z tym, że zgromadzenie zakonne „musi opuścić swoje ośrodki psychiatryczne w Belgii”. Zaznaczył, że jest to decyzja bolesna, ponieważ zgromadzenie należy do pionierów w dziedzinie opieki psychiatrycznej w Belgii. Decyzja Watykanu kończy trwający trzy lata spór między Braćmi Miłosierdzia a korporacją, która zarządza ich szpitalami w Belgii. W 2017 roku zarząd stowarzyszenia, którego większość stanowią osoby świeckie zdecydował o zezwoleniu na przeprowadzenie eutanazji w swoich szpitalach w Belgii, gdzie prawo eutanazji jest jednym z najbardziej liberalnych. Jego przewodniczącym jest były premier Belgii, a w latach 2009-2014 pierwszy stały przewodniczący Rady Europejskiej, Hermann van Rompuy. W 2017 r. dwóch spośród trzech braci zakonnych w zarządzie poparło decyzję o eutanazji, ale ich kadencja zakończyła się pod koniec września 2018 roku i nie została odnowiona.

ROZMOWA

Kard. Kazimierz Nycz: Każdy może przyjść do światła, także politycy

List Kongregacji Nauki Wiary podpisał jej prefekt, kard. Luisa Francisco Ladaria Ferrer i sekretarz, arcybiskup Giacomo Morandiego. Obok trwającej od 2017 roku wymiany korespondencji Stolica Apostolska wysłała również do Belgii, jako wizytatora apostolskiego biskupa pomocniczego Amsterdamu, Jana Hendriksa. Nie dostrzegł on jednak żadnych kroków naprzód ani chęci znalezienia „realnego rozwiązania, które pozwoliłoby uniknąć jakiejkolwiek formy odpowiedzialności instytucji za eutanazję”.

Kongregacja Nauki Wiary podkreśliła, że „eutanazja pozostaje aktem niedopuszczalnym, nawet w skrajnych przypadkach” i powołała się na encyklikę Evangelium vitae św. Jana Pawła II z 1995 roku oraz skierowane do zgromadzenia plenarnego tej dykasterii przemówienie papieża Franciszka z 30 stycznia b.r. Stwierdzono, że nauczanie katolickie „potwierdza świętą wartość życia ludzkiego”, „znaczenie opieki i towarzyszenia chorym i niepełnosprawnym”, a także „chrześcijańską wartość cierpienia, moralną niedopuszczalność eutanazji” oraz „niemożność wprowadzenia tej praktyki w szpitalach katolickich, nawet w przypadkach skrajnych, a także współpracy w tym zakresie z instytucjami cywilnymi”.

*************************************************************************************************

PROSBA DO MIESZKAŃCÓW ARNHEM i OKOLIC. POLKA Z USA POSZUKUJE SWOJEJ BEZDOMNEJ SIOSTRY !

Moje nazwisko Mirosława Sztuczka ,jestem Polką mieszkającą w USA wraz z rodziną.Zwracam się do księdza z prośbą o pomoc w skontaktowaniu sie z moją siostrą mieszkającą w Holandii .
Od roku 2019 moja siostra stała sie osobą bezdomną i przebywa aktualnie w Arnhem.Ostatni kontakt z Nią mieliśmy zeszłego roku w lutym.
Moim celem jest zabranie jej do USA ,Jednakze obecny czas pandemii utrudnia mi to .Bardzo Prosze by ksiadz pomogl mi w kontakcie z Nią. Ostatno siostra przebywa w okolicach scheltere IrisZorg Doorstroomvoorziening Arnhem – takie informacje otrzymalam od detektywa.Nie posiada ID , nie jest zarejestrowana.Czy ksiądz moze mi pomóc przekazać jej zdjęcie z informacją, żeby się skontaktowala z księdzem ? Zeby jej przekazac te informacje, o ktorych ja piszę.
Przesyłam księdzu artykuł z gazety. Dane moje siostry :
Bernadette Gondek Van Eerden ur 11 kwietnia 1960 w paszporcie holenderskim ma date 1 kwietnia 1960.
Moja siostra cierpi na zaburzenia osobowosci typy borderline byla kilkakrotnie leczona .

Miroslawa Sztuczka 
22125 Le Fever Ave.
48091 Michigan USA 
tel. 3135663509

***********************************************************************************************

PONIŻEJ – ZDJĘCIE  BERNADETTY,POSZUKIWANEJ PRZEZ SWOJA SIOSTRĘ Z USA.

Bezoekers van Het Stoelenproject in de huiskamer van Tonnie van den Herik. Van links naar rechts: Teodoor Mirkovic, Bernadette Gondek van Eerden en Ronald Koudijs. Foto: Rolf Hensel.

PREMIUM
Bezoekers van Het Stoelenproject in de huiskamer van Tonnie van den Herik. Van links naar rechts: Teodoor Mirkovic, Bernadette Gondek van Eerden en Ronald Koudijs. Foto: Rolf Hensel. © Rolf Hensel

Arnhemse daklozen noemen tijdelijke sluiting van Het Stoelenproject ‘pure discriminatie’

ARNHEM – Het voorstel van het bestuur van Het Stoelenproject om de nachtopvang in Arnhem komende zomer een maand lang te sluiten, stuit op weerstand bij de daklozen.

Sommigen noemen het plan voor de meest kwetsbare bezoekers zelfs een kleine ramp. ,,Zij zijn niet in staat zichzelf op straat te redden. Voor hen is dit een ongelooflijk groot probleem”, zegt Teodoor Mirkovic, die al een jaar of vier dakloos is.

Dat vindt ook Bernadette Gondek van Eerden, die pas een paar weken dakloos is. ,,Wat denk je van mensen die last van psychoses hebben of medicijnen gebruiken. Die stuur je ’s nachts toch niet alleen de straat op. Deze mensen zijn afhankelijk van een nachtopvang als Het Stoelenproject.”

***************************************************************************************************

https://niezalezna.pl/327812-to-nie-jest-swiat-dla-starych-ludzi

KONTAKT
OPINIA / 06.05.2020, godz. 16:00

To nie jest świat dla starych ludzi

    

Pandemia koronawirusa pokazała stosunek Zachodu do ludzi starszych, którzy po przekroczeniu wieku emerytalnego stają się dla systemów opieki społecznej zbędnym balastem.

Eugenika i eutanazja w krajach Europy mają się świetnie. Zapoczątkowana w Szwecji w latach 20., a udoskonalona przez Hitlera w obozach zagłady naukowa metoda, dzieląca ludzkie życie na lepsze i gorsze, na opłacalne i nieopłacalne, na pożądane i niepożądane, jest wdrażana w Unii Europejskiej pod rozmaitymi postaciami. Obecny kryzys wyostrzył jej założenia.

Nie opłaca się ratować

Według statystyk prawie połowa zgonów z powodu COVID-19 miała miejsce w domach spokojnej starości. Domy opieki społecznej stały się szybkimi umieralniami. Niektóre nie zamawiały nawet testów na koronawirusa, aby oszczędzić. Działo się tak niemal wszędzie: we Francji, w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii czy Holandii. W większych krajach Unii w domach opieki przebywa ok. 400–800 tys. pensjonariuszy, masowo oddawanych pod opiekę prywatną bądź państwa, gdy stają się uciążliwi i ich życie zaczyna kolidować z planami dzieci.

We Francji w tych instytucjach zmarło ok. 1/3 osób w podeszłym wieku, w Belgii – ponad połowa. W Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy we Włoszech było to kilkanaście tysięcy zgonów. Ale wcale nie to jest najbardziej szokujące, bo przecież starość i choroby są największym sprzymierzeńcem zarazy. Smutne i przerażające jest to, że tym bezbronnym ludziom w podeszłym wieku, którymi obiecano się opiekować, odmawiano testów, leczenia, nie mówiąc już o intensywnej terapii.

Nie chcę nawet sugerować, że za przyzwoleniem rodzin, chociaż może w przypadku drogich prywatnych domów opieki, gdzie doba pobytu kosztuje kilkaset euro dziennie, byłaby to uzasadniona teza. We Włoszech już teraz wiadomo, że w kilkuset placówkach złamano wszelkie procedury bezpieczeństwa. Podobnie działo się na początku pandemii w USA, ale za oceanem szybko na celownik wzięły ten sektor rodziny, media i opinia publiczna, przez co wzmocniono nad nim nadzór.

Poza uchybieniami procedur walki z koronawirusem seniorom skąpiono procedur i testów. Środki ochrony osobistej oraz płyny dezynfekcyjne kierowane były wpierw do służby zdrowia, a potem na rynek. Testami zarządzała służba zdrowia, podobnie jak terapią. Szybko okazało się, że każde życie ma różną wartość.

Nie będziemy ich leczyć

Były kraje, które od początku nie kryły, że mają swoją strategię względem osób starszych. W awangardzie była oczywiście Szwecja, gdzie lekarze otrzymywali bezpośrednie wskazówki, aby nie ratować seniorów w sposób uporczywy i pozwolić ich organizmom na samodzielną walkę z wirusem. Jednak Szwecja to kolebka eugeniki i nie ma się tu czemu dziwić.

W przypadku Niemiec taka postawa jednak nieco szokuje. Niemiecka służba zdrowia jest wzorowa, jak cały kraj. Działa bardzo skutecznie, a wyniki w walce z COVID-19 są imponujące. Sto kilkadziesiąt tysięcy wyleczonych na ten moment to ścisła światowa czołówka, to robi wrażenie.

Już w marcu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ujawnił, że organizacje skupiające lekarzy i ratowników medycznych podpisały nowe zalecenia, z których wynikało, że należy dokonywać segregacji pacjentów w przypadkach masowych zakażeń. Kryterium była szansa na wyleczenie, więc młodzi i ci bez innych chorób byli pacjentami priorytetowymi, a starzy, z chorobami towarzyszącymi i w ciężkim stanie – już nie.

Zasada „triage” była także stosowana we Włoszech, w Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii. To właśnie metoda selekcji pacjentów ze względu na ich kondycję. W Polsce stosowany jest system S.T.A.R.T. (Simple Triage and Rapid Treatment – Prosta Selekcja i Szybka Pomoc). Pacjentów zielonych – w dobrym stanie – transportuje się jako ostatnich, żółci – poważnie poszkodowani – jadą przed nimi, czerwoni
– w pierwszej kolejności, bo ich życie jest zagrożone. Czarni – to przypadki beznadziejne, którym niesienie pomocy nie ma sensu. Jak nietrudno się domyślić, ta ostatnia kategoria stawała się bardzo liczna.

O stosowaniu selekcji mówili w wywiadach sami lekarze. Przyznawali się do swojej bezradności, braków w infrastrukturze i sprzęcie. Trzeba było po prostu wybierać, czy do respiratora podłączyć kobietę w średnim wieku, czy wysuszonego starca. Kto miał najwięcej szans na przeżycie, otrzymywał pomoc.

Lekarze często stawali przed dramatycznymi wyborami etycznymi. Mieli chęć niesienia ratunku każdemu, jednak stykali się z bezdusznością systemu. Ich nie można obwiniać. Można jednak stwierdzić, że polska droga – strategia maksymalnej redukcji możliwych zakażeń – przyniosła bardzo dobre efekty również dla osób w podeszłym wieku.

Eugenika i eutanazja Unii Europejskiej

Ów utylitaryzm w stosunku do życia ludzkiego przeraża, lecz jeśli przyjrzeć mu się bliżej, jest konsekwencją prowadzonej polityki wobec osób w wieku poprodukcyjnym. Z punktu widzenia inżynierii społecznej opiekuńczego państwa dobrobytu byt poprodukcyjny staje się dla systemu opieki zdrowotnej jedynie kosztem. Dlatego jest tak wiele argumentów na rzecz zwiększenia efektywności funkcjonowania tych systemów, także od strony kosztowej. Naturalnie argumentacja etyczna w tym zakresie jest bulwersująca i sprowadza się do moralnego uzasadniania wygaszania życia, czyli eutanazji.

Legalne zabójstwa czy wspomagane samobójstwa ludzi starszych weszły już do porządku dziennego wielu krajów Europy, jednak eutanazyjne szaleństwo przybiera coraz rozleglejsze formy. Zanim je opiszę, chciałbym jednak poddać pod refleksję istotę rzeczy: skoro w normalnym czasie funkcjonowania ludziom oferuje się możliwość zakończenia życia przy różnych przypadkach, to jak uzasadniać ratowanie życia osób w podeszłym wieku, obarczonych rozmaitymi chorobami, w przypadku pandemii koronawirusa?

W Europie Zachodniej możliwości eutanazyjne stale się rozszerzają. W Holandii zaczęto je praktykować już w 1973 r. W 2002 r. dołączyły do niej Belgia, potem Szwajcaria i Luksemburg. Wkrótce wspomagane samobójstwo zaczęło być w krajach Beneluksu jedną z istotnych przyczyn śmierci. W 1991 r. zanotowano 128 tys. zgonów z różnych przyczyn, w tym 2300 z powodu eutanazji, ale do tego procederu aplikowało aż 25 tys. ludzi!

Najbardziej bulwersujące jest jednak to, co dzieje się w Belgii. Od 2014 r. zupełnie legalnie można zabijać tam dzieci, a od 2015 r. – także z powodu depresji. Aktualnie wachlarz powodów do odebrania sobie życia w majestacie prawa jest bardzo szeroki. Obejmuje także złe samopoczucie czy niezadowolenie ze swojego wyglądu.

Trzy lata temu Belgowie zabili dwójkę dzieci w wieku 9 i 11 lat. 9-latek miał guza mózgu, natomiast 11-latek mukowiscydozę. Dzieci zadecydowały o tym same, a rodzice przytaknęli.
Obecnie przed sądem w Gandawie toczy się proces wobec trzech lekarzy oskarżanych o nadużycie „słodkiej śmierci”, jak lansuje się ją wśród postępowców. Asystowali oni przy odebraniu życia Tinie Nys, która była zupełnie zdrowa, ale wpadła w dołek psychiczny po rozstaniu z chłopakiem. Po kilku sesjach lekarze wydali autorytarną opinię, że 38-letnia kobieta nadaje się do eliminacji.

W Holandii natomiast zdarzył się przypadek, że lekarz nie pytał pacjentki o zgodę i po prostu ją uśmiercił. Sąd uniewinnił go, ponieważ „potwierdzenie woli pacjenta nie jest koniecznym środkiem ostrożności”.
Jest czymś niewyobrażalnym, że to, co zostało zapoczątkowane w obozach koncentracyjnych – Dachau, Auschwitz, Buchenwald czy Gross-Rosen, wdrażane pod przymusem i groźbą śmierci w celu eliminacji zbędnego życia – dzisiaj w Unii Europejskiej traktowane jest jako ostateczny przejaw empatii i wolności wyboru.

„Tak. Myśl taka pojawiła się u Hitlera po raz pierwszy jesienią 1939 r.” – zeznał podczas procesu norymberskiego H.H. Lammers, szef Kancelarii III Rzeszy. Poskutkowało to rozkazem z 1 września z 1939 r. do prof. K. Brandta, w którym Hitler przyznaje niemieckim lekarzom przywileje eutanazyjne (tzw. śmierć z łaski). Szacuje się, że w samych Niemczech dokonano co najmniej 200 tys. takich aktów łaski.
Obecnie w krajach, gdzie praktyka jest legalna, statystyki eutanazji są ukrywane.

Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji
(www.globalizacja.org)