28.07.- 17.Niedziela zwykła

1.08.1944-1.08.2019

EWANGELIA SW. Łukasza 11, 1-13.

MAMY STARAĆ SIĘ ODNALEŻĆ W SOBIE WIZERUNEK PANA JEZUSA.MOŻE ON JEST UBRUDZONY W NAS,MOZE PRZYKRYTY RUTYNĄ POBOŻNOŚCI,WYSWIECHTANYMI FORMUŁKAMI…MOŻE ZGUBILISMY GO W SOBIE…

ŻEBYSMY POTRAFILI ODNALEŻĆ JEZUSA W NASZYM ZYCIU.

 

27.07. SOBOTA – MSZA SW. W TIEL : W INTENCJI PARAFIAN

28.07. NIEDZIELA

9.30  ARNHEM + KAZIMIERA GORZELANNA.

po mszy krótki koncert zespołu,mozliwość kupna pamiatek – i spotkanie kawowe w salce przykoscielnej.Zapraszamy !

12.30 UTRECHT 2 R.+ ALEKSANDRA

16.00  HENGELO : ++ ANNA,JÓZEF,WIESŁAW,DUSZE CZYŚĆCOWE

19.00  PUTTEN :+Władysław Turek

PIATEK 2.08.  UTRECHT 18.00 – ADORACJA NAJSW. SAKR. ,SPOWIEDŻ.

19.00 MSZA W INT. MITCHELL-O BOŻE BŁOGOSŁ.

SOBOTA 3.08. TIEL    18.30 – ADORACJA NAJSW. SAKR. ,ROZWAZANIE ROZAŃCA,SPOWIEDŻ.

19.00 – MSZA SWIETA

NA MSZACH SWIETYCH W  NIEDZIELE ,28.07.2019 ROKU,

GOSCIMY W NASZEJ PARAFII ZESPOL UKRAINSKI „ZBRUCZ” Z TARNOPOLA.

BEDA PROWADZIC PIESNI I DADZA KROTKI KONCERT PO MSZY SW.

OFERUJA PAMIATKI REKODZIELA ZE SWOICH STRON,PLYTY CD’A DOCHOD PRZEZNACZAJA NA POMOC CHARYTATYWNA RODZINOM POSZKODOWANYM PRZEZ WOJNE Z ROSJANAMI W DONBASIE.

 

 

XVII Niedziela Zwykła

Niedziela, 28 lipca 2019 roku, XVII tydzień zwykły, Rok C, I

 

 

CZYTANIA

Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom…

 

No, Panie, tego to już za dużo! Zwyczajnie mnie obrażasz! To ja tu przychodzę do kościoła, podejmuję taki wysiłek, by nie powiedzieć, że robię łaskę – a Ty do mnie mówisz, że jestem zły? Przesadziłeś i to bardzo! Nikt nie ma prawa osądzać mnie, oceniać, a tym bardziej mówić, że ktokolwiek jest zły! Teraz wszyscy są dobrzy, bo wszyscy starają się żyć wedługwłasnego uznania, a przecież nikt nie będzie przyznawał, że zasady, według których żyje, są nijakie czy też wprost złe! Wobec tego – jestem uczciwym, porządnym człowiekiem, a także chrześcijaninem, katolikiem.

Kto z nas podpisze się pod takim tekstem, pod takim zarzutem?
Ręka w górę!

Nie widzę nikogo, tzn. że z nami nie jest jeszcze tak źle i możemy to nasze rozważanie kontynuować. Kontynuacją jest też fragment stanowiący pierwsze czytanie. Przed tygodniem do Abrahama przyszło trzech nieznajomych. Po ugoszczeniu padła obietnica dla Sary, że za rok będzie mieć syna. Dziś dwaj z nich poszli do Sodomy, by naocznie przekonać się o wielości i wielkości grzechów, a jednocześnie, by ocalić od zagłady Lota i jego rodzinę. Ten trzeci pozostał z Abrahamem, by poinformować go o nadchodzącej karze.

 

 

W świetle słowa Bożego zwróćmy naszą uwagę na trzy sprawy: grzech, modlitwa, wytrwałość

 

Grzech

Sodoma i Gomora na zawsze kojarzyć się będą z rozwiązłością i karą za niechęć do nawrócenia, za zatwardziałość serca, za próbę wciągania innych, Bogu ducha winnych, w swoje grzeszne praktyki. Kto czytał historię Lota i tych, którzy przybyli w gościnę do Lota, ten wie, jak bardzo zdemoralizowane było to miasto, do czego zdolni byli mieszkańcy Sodomy. Tak wielkie było zdeprawowanie mieszkańców Sodomy, że dopiero cudowna interwencja przybyszów, porażenie ślepotą uratowało zarówno gości jak i samego Lota oraz jego córki.

Niestety wydaje się, że historia zatoczyła kolejny raz koło, a ludzie nie chcą się uczyć na błędach poprzednich pokoleń. Nie uczymy się ani na przykładzie Sodomy i Gomory, ani na przykładzie cesarstwa rzymskiego.

 

Niektórzy badacze historii twierdzą, że upadło ono właśnie wskutek rozwiązłości, demoralizacji oraz rozkładu rodziny. Nie miał kto pracować i bronić tego imperium, bo nie było zdrowych i licznych rodzin. Pewnie, że nie był to natychmiastowy i tak spektakularny upadek jak Sodomy, ale faktem jest, że potężne imperium zostało zawojowane przez ludy stojące o wiele niżej w kulturze, ale takie, gdzie duch walki i przetrwania nie zgasł. Można by powiedzieć – chciało im się o coś walczyć! Powstały nowe narody i nowe państwa, które jako fundament swój przyjęły w końcu Ewangelię Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo już na tyle mocno zakorzeniło się w upadającym mocarstwie, by ewangelizować „barbarzyńców”.

 

Nie wiem, czy uprawnione jest takie porównanie, ale wydaje się, że to, co powstało po cesarstwie rzymskim, czyli Europa, jaką znaliśmy i znamy, idzie podobną drogą.Weszła na taką samą drogę zagłady, samounicestwienia i to niby w imię wolności człowieka.

Tamto cesarstwo walczyło z chrześcijaństwem krwawo przez niemal trzy wieki, nim powtórzyło za Julianem Apostatą „Galilaee vicisti” – „Galilejczyku, zwyciężyłeś!” – dając wolność wyznawania wiary.

 

Ta dzisiejsza Europa też walczy, zwłaszcza w swoich elitach z tym samym znakiem krzyża, z tymi samymi normami moralnymi, z tym samym oczekiwaniem na pełne szczęście poza tym światem. Grzech przestaje być grzechem, zboczenie staje się normą, prawo naturalne zastępuje się prawem ludzkim stanowionym tak naprawdę przez mniejszość.

 

Jak długo jeszcze cierpliwość i łaskawość Boga pozwoli na takie odstępstwo i zaprzeczenie swemu człowieczeństwu?  

 

Tego nie wiemy… możemy jednak mieć pewność, że niebagatelną rolę pełni tu modlitwa.

 

Modlitwa

Abraham stał przed Panem… może to ten trzeci z przybyszów? W każdym razie Abraham ma świadomość obecności Boga, ma również świadomość grożącej kary, jaka zawisła nad grzesznymi miastami. Mamy sławetny targ!

 

Zaczyna, jak się wydaje, z niezbyt wysokiego pułapu – no bo cóż to jest 50 osób na 5 różnych miast. Miał uzasadnioną nadzieję, że taka liczba się znajdzie. A potem coraz mniej i mniej… Nie miał już śmiałości o więcej prosić… Pozostał przy 10 sprawiedliwych. Tylu się nie znalazło! Sodoma oraz Gomora musiały ulec zagładzie.

 

Nie wiem, jaka była proporcja owych 10 sprawiedliwych do ogólnej liczby mieszkańców. Nie wiem, jak to wyglądało w 1917 roku, gdy Matka Boża w Fatimie mówiła, że nie może utrzymać karzącej ręki Syna i jeśli ludzie nie przestaną grzeszyć, to przyjdzie kara w postaci strasznej wojny. Może jednak powinniśmy się nieco zastanowić, może nawet zatrwożyć z racji tak ostentacyjnego lekceważenia Boga w dzisiejszym coraz bardziej zlaicyzowanym świecie. W Liście do Galatów znajdziemy takie zdanie:

 

Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne (Ga 6,7-8).

 

Uprawniony jest chyba pogląd, że Europa łudzi się, iż może bezkarnie z Boga szydzić, że może siać swoje ziarna śmierci, a zbierze kiedyś szczęście życia. Stara Europa łudzi się, że nigdy już nie przyjdzie żaden kataklizm, żadna wojna, że ostatecznie rozprawiono się ze złem osobowym, czyli z szatanem; postępuje jak małe dziecko, które gdy zamknie oczy, to myśli, że go nie ma! Stara Europa łudzi się, że można bezkarnie i długo deptać prawa boskie i ludzkie w imię ekonomii i wygodnictwa, fundując sobie kliniki aborcyjne czy też dopuszczając w majestacie prawa eutanazję.

 

Jeśli jeszcze nie spadł na nas deszcz ognia i siarki, to może dlatego, że przed Bogiem stoi wciąż ktoś, kto targuje się o nas, ktoś, kto próbuje tę liczbę sprawiedliwych jak najbardziej zaniżyć – byle tylko kara została darowana.

 

Nie wiem, kto to jest! Może to te babcie, co w dzień i w nocy samotnie czy przy radiu odmawiają różaniec i inne koronki czy litanie.

Nie wiem, kto to jest! Może młodzi, którzy setkami i tysiącami wciąż jeszcze wędrują pielgrzymimi szlakami, nierzadko w grupach pokutnych.

Nie wiem, kto to jest! Może rodzice, którzy w trudzie niemałym wychowują swoje dzieci jednak w wierności Bogu, Krzyżowi i Kościołowi, choć tak naprawdę niewiele wsparcia mają na tym świecie.

Nie wiem, kto to jest! Może to ci, którym domu odmówiono i tułają się po ośrodkach pomocy i domach starców, podczas gdy dzieci zajęte karierą.

Nie wiem, kto to jest! Może to ci, co już u Pana, Jan Paweł II, Matka Teresa z Kalkuty, Prymas Wyszyński, Brat Roger i inni nieznani z imienia, ale przed Bogiem orędujący.

 

Nie wiem, kto to jest!

 

Pytanie, czy będziemy mieć odwagę dołączyć do nich, czy zostaniemy z boku, jako bierni widzowie liczący na to, że nas kara ominie, bośmy wszak sprawiedliwi. Jeśli tam w Sodomie było 9 sprawiedliwych – zginęli jak inni (choć zapewne inny ich wieczny los).

 

 

Wytrwałość

To trzeci element naszego dzisiejszego rozważania. Możemy śmiało powiedzieć, że żyjemy w epoce zniechęcania się, swoistego rodzaju tymczasowości, czy też dyktatu pierwszych stron gazet, portali internetowych, czy mediów społecznościowych. To, co wczoraj było jako pierwsza wiadomość dnia we wszystkich serwisach, już jutro staje się nieważne, nieistotne, już nikt tego nie śledzi, już się tym nie interesuje. Bo nadeszła nowa wiadomość!

 

Ten brak wytrwałości widać już u dzieci, co jest zrozumiałe, widać u młodzieży, ale widać i u dorosłych. Zbyt łatwo rezygnujemy, poddajemy się, zniechęcamy, gdy coś nam nie wychodzi, gdy efekty nie takie, jakich spodziewaliśmy się.

 

Podobnie jest w naszym życiu duchowym, a może nawet gorzej. Tu pozwalamy sobie na luksus „obrażania się” na Pana Boga, gdy czegoś nie spełnił od ręki, natychmiast, gdy nie był niejako na posyłki dla naszego widzimisię.

 

Bo ileż pretensji miewamy, że spotkała nas choroba, jakieś nieszczęście, nagła a niespodziewana śmierć kogoś bliskiego. Jednocześnie bez mrugnięcia okiem odmawiamy w Modlitwie Pańskiej – bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi.

 

Wytrwałością wykazał się ów ewangeliczny przybysz nocą proszący o chleb.Wytrwałością wykazał się Abraham usiłujący odwrócić karę. Wytrwałością najwyższą wykazał się Jezus, dzięki temu darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża. Słyszeliśmy to w drugim czytaniu.

Obyśmy umieli skorzystać z tego dobra, idąc wytrwale ku ostatecznemu zwycięstwu dobra w nas. Amen.

o. Marian Krakowski CSsR

*************************************************************************************************

Cudowny poród dzięki łasce Nowenny Pompejańskiej [ŚWIADECTWO]

(fot. deposit photos)

Od zawsze bardzo bałam się porodu i od samego początku byłam zdecydowana na cesarskie cięcie. Jednak w trakcie ciąży podjęłam decyzję, że oddam się w ręce Matki Boskiej i zostawię to wszystko jej.

 

Lekarz namawiał mnie na poród naturalny, ciąża przebiegała prawidłowo, więc modląc się zaczęłam nabierać spokoju i zaczęłam uczęszczać na spotkania z położną.

 

Nadal byłam bardziej ukierunkowana na poród za pośrednictwem cesarskiego cięcia, ale po każdym spotkaniu z położną coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że zostawię to całkowicie Matce Boskiej.

 

Na 3 miesiące przed porodem zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską o szybki i szczęśliwy poród naturalny.

 

Modliłam się bardzo gorliwie, po zakończonej Nowennie odmawiałam jeszcze Modlitwę do Św. Rity oraz Św. Józefa, a także Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Moja ciąża zaczęła się przedłużać, był 41 tydzień, zaczęłam się martwić o poród wywoływany… jednak cały czas mówiłam Matko zostawiam to Tobie.

 

W dzień porodu obudziłam się o 4 rano, nie wiedząc jeszcze, że to już. Nie mogłam spać, więc zaczęłam odmawiać Koronkę. Jednak jej już nie skończyłam, bo nagle dostałam silnych skórczy i pojechaliśmy z Mężem do szpitala.

 

Pamiętałam by zabrać ze sobą różaniec. Byliśmy pewni, że będą kazali nam jeszcze wracać do domu. Jednak z każdą minutą skórcze się nasilały, a ja w ostatniej chwili zdążyłam dojechać do szpitala i w momencie gdy położyłam się na łóżko, położna stwierdziła, że już zaczynam rodzić.

 

Mój poród trwał 30 minut, a była to moja pierwsza ciąża. Wszystko tak szybko się działo, że miałam wrażenie, że trwa 5 minut, a położna stwierdziła, że nie przypomina sobie takiej sytuacji w trakcie pierwszego porodu danej kobiety, a miała 30 lat doświadczenia.

 

Moja córeczka urodziła się zdrowa, bez jakichkolwiek oznak wysiłku porodu. Gdy ją objęłam dotarło do mnie, że zostałam wysłuchana, że mój prod był szczęśliwy i niebywale szybki dzięki Maryi Pannie z Pompejów.

********************************************************************************************************

„Ojcze Nasz” wymaga korekty? Odpowiada ks. prof. Chrostowski


„Ojcze Nasz” wymaga korekty? Odpowiada ks. prof. Chrostowski

fot. Jakub Szymczuk / Foto Gosc / FORUM

Czy należy zmienić słowa „I nie wódź nas na pokuszenie”? Nie sądzę, aby jakakolwiek zmiana była konieczna, potrzebne jest natomiast cierpliwe objaśnianie głębokiego znaczenia tej prośby. Modlitwa, odmawiana w tym brzmieniu przez setki lat, a więc miliony razy przez miliony ludzi, bardzo mocno się utrwaliła. Także w obecnym brzmieniu, kiedy jest właściwie rozumiana, jej sens jest głęboki i teologicznie poprawny – mówi w rozmowie z Arkadiuszem Stelmachem ksiądz profesor Waldemar Chrostowski komentując informacje o planach zmiany fragmentu Modlitwy Pańskiej.

 

W związku z doniesieniami medialnymi o sugestii Ojca Świętego Franciszka, jakoby należało zmodyfikować fragment modlitwy „Ojcze Nasz”, chcielibyśmy poprosić Księdza Profesora o komentarz. Czy należy zmienić coś w tekście Modlitwy Pańskiej?

Wszelkie sugestie dokonywania zmian w modlitwach należy przyjmować z ogromną ostrożnością. Może się bowiem okazać, że za postulatem zmiany w jednej modlitwie pójdą  żądania kolejnych zmian, aż po zmiany w samym Credo. To niebezpieczeństwo jest realne, także i dlatego, że zwolennikom politycznej poprawności, mówiąc najdelikatniej, nie wszystko się w chrześcijaństwie podoba.

 

Jeśli chodzi o tę konkretną sprawę, czyli treść modlitwy „Ojcze Nasz”, najlepiej wrócić do Ewangelii.

 

Jest to Modlitwa Pańska, bo nauczył jej nas sam Pan Jezus, a więc stoi za nią Jego autorytet. Powiedział: „Kiedy się modlicie, mówcie”. Słowa tej modlitwy ważą więc bardzo wiele i trzeba się pilnie starać, żeby w rozmaitych językach, gdy ją tłumaczymy, wiernie wyrazić treść oryginału.

 

Oryginał modlitwy, który zachował się w kanonie Nowego Testamentu, jest w języku greckim. Zawiera najpierw wezwanie, niejako „adres”, czyli: „Ojcze Nasz, któryś jest w Niebie”, a następnie siedem próśb. Przedostatnia brzmi po grecku: „Kaí mē eisenénkes hēmás eis peirasmón”.

 

Słowo „peirasmós” w biblijnym języku greckim oznacza „próbę”, i „doświadczenie”, a także „pokusę”. Po polsku można tę prośbę przetłumaczyć: „I nie wystawiaj nas na próbę”, co znaczy: Boże, nie wystawiaj nas na próbę, z której nie wyszlibyśmy zwycięsko, a jeżeli ją dopuszczasz, daj nam moc do jej przezwyciężenia.

 

Ta grecka modlitwa z Nowego Testamentu została już w starożytności przełożona na język łaciński. Po łacinie ów werset brzmi: „Et ne nos inducas in tentationem”.

 

Mamy tutaj wyrażenie „temptatio”, które w języku łacińskim ma dwa zasadnicze znaczenia, a mianowicie „próba” i „pokusa”. Pochodzi od czasownika „tempto”, który ma podstawowe znaczenie „macać”, „dotykać”, a stąd „próbować”, „wystawiać na próbę” i „(wy)badać” oraz „wieść na pokuszenie”, „przerobić”. W tradycyjnym brzmieniu Modlitwy Pańskiej, jakie mamy w języku polskim oraz w innych językach, słuchać drugie znaczenie.

 

„Et ne nos inducas in tentationem” zostało więc w dawnym języku polskim przetłumaczone jako: „I nie wódź nas na pokuszenie”. Ten przekład może sugerować, że tym, kto nas wodzi na pokuszenie, czyli kusi, jest Bóg, co jest teologicznie niepoprawne. Jednak staropolskie „pokuszenie” znaczyło również „próba”, „trudne doświadczenie”.

 

Mając na względzie oryginalny, grecki sens „Nie wystawiaj nas na próbę”, nasuwa się pytanie: Czy Bóg może nas wystawiać na próbę?

Znowu wracamy do Pisma Świętego. Mamy przykład Abrahama w 22. rozdziale Księgi Rodzaju, który przeżył Bożą próbę, z której wyszedł zwycięsko. Mamy przykład Hioba, który został wystawiony na ciężką próbę, z której też wyszedł zwycięsko. Szósta prośba modlitwy „Ojcze Nasz” nawiązuje do tych starotestamentowych wzorców i przypomina postawę wielkich bohaterów wiary, którzy w trudnych okolicznościach pozostali wierni Bogu.

 

Czy zatem należy zmienić słowa „I nie wódź nas na pokuszenie”? Nie sądzę, aby jakakolwiek zmiana była konieczna, potrzebne jest natomiast cierpliwe objaśnianie głębokiego znaczenia tej prośby. Modlitwa, odmawiana w tym brzmieniu przez setki lat, a więc miliony razy przez miliony ludzi, bardzo mocno się utrwaliła. Także w obecnym brzmieniu, kiedy jest właściwie rozumiana, jej sens jest głęboki i teologicznie poprawny.

 

Papież Franciszek sugeruje jednak zmianę w brzmieniu.

Ta sprawa była już w Polsce poruszana. Dyskusja miała miejsce kilkanaście lat temu, gdy pojawił się nowy przekład Pisma Świętego dokonany przez Paulistów, tzw. Biblia Paulistów, a w nim tłumaczenie: „I nie dopuszczaj do nas pokusy”. Reakcje wówczas, tak jak dzisiaj, były różne, lecz najczęściej przeciwne wprowadzaniu jakichkolwiek zmian do modlitwy od wieków utrwalonej w polskiej tradycji.

 

Czyli mamy do czynienia z problemem pewnej ostrożności, jaką należałoby zachować. Mamy bowiem z jednej strony całe dziedzictwo kanonicznych modlitw, którymi Kościół posługuje się od wieków i pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że nagle będzie jakiś nurt reformatorski i zaczniemy wnikać i korygować więcej tekstów, a to groziłoby zamętem.

W naszej wierze i pobożności utrwaliło się „I nie wódź nas na pokuszenie”. Dojrzali katolicy wiedzą o co chodzi, a ci, którzy nie rozumieją tych słów, powinni dołożyć starań, by je poprawnie rozumieć. Wszelkie próby majstrowania, jeżeli tak można powiedzieć, przy tej modlitwie są dwuznaczne. Na ich przedłużeniu, co widać w środkach masowego przekazu, chodzi nie o utwierdzanie wiary chrześcijańskiej, lecz o jej rozmywanie i rozmontowywanie. Wyjmując jedną cegiełkę z potężnej konstrukcji wiary i pobożności Kościoła stwarza się precedens do wyjmowania kolejnych cegiełek, co zresztą na rozmaite sposoby się odbywa.

 

Ksiądz Profesor wspomniał, że Bóg dopuszcza pewne próby i stawia nas w ich obliczu. Czy nie dałoby się również tutaj takiego porównania zrobić między tym, co Pan Jezus nauczył nas w Modlitwie Pańskiej,  z tym, co sam przeżył w Ogrodzie Oliwnym, kiedy modlił się o „odsunięcie tego kielicha”, czyli próby, przed którą miał stanąć. Czy tutaj jest uprawnione porównanie, że sam Jezus był wystawiony na próbę?

Jezus, człowiek i Syn Boży, przeszedł przez wszystko, co  jest udziałem Jego wyznawców – z wyjątkiem grzechu. Jezus, prawdziwy człowiek, przeżył w Ogrójcu bardzo ciężką próbę, z której wyszedł zwycięsko okazując zaufanie i posłuszeństwo Ojcu.

 

Szósta prośba Modlitwy Pańskiej niejako antycypuje, czyli wyprzedza to, co wydarzyło się w Ogrójcu i zostało dopełnione na Krzyżu.

 

Skoro już takie słowa padły, skoro już jest to elementem debaty publicznej, być może należałoby, żebyśmy nawzajem zachęcali się do pogłębienia katechezy na temat Modlitwy Pańskiej. Myślę, że jest dobra okazja ku temu, czyli Adwent.

Od 32 lat prowadzę konferencje biblijne w kościele Zwiastowania Pańskiego w Warszawie. Raz w miesiącu spotykamy się z wiernymi, których jest około pół tysiąca. Temat tegorocznych konferencji brzmi: „Biblijna medytacja nad Modlitwą Pańską”. Do tej pory, podczas dwóch kolejnych konferencji, omawialiśmy wspomniany na początku naszej rozmowy „adres”, czyli „Ojcze nasz, któryś jest w Niebie”. Na początku grudnia rozważaliśmy pierwszą prośbę, czyli „Święć się Imię Twoje”. W styczniu będzie „Przyjdź Królestwo Twoje” i tak dalej. W maju dojdziemy do prośby „I nie wódź nas na pokuszenie”.

 

Każda konferencja na temat poszczególnych wezwań Modlitwy Pańskiej trwa godzinę. Wszystkie konferencje są dostępne również w Internecie. Wiem, że zainteresowanie tegorocznymi konferencjami jest bardzo duże i mam odrobinę satysfakcji, że na kilka miesięcy przed tym, zanim zaczęła się obecna dyskusja, podjęliśmy pogłębioną katolicką refleksję nad modlitwą „Ojcze Nasz”.

 

Kiedy będzie najbliższe takie spotkanie?

15 stycznia 2018 roku o godzinie 19.15 w kościele pod wezwaniem Zwiastowania Pańskiego na ulicy Gorlickiej w Warszawie. Przedmiotem refleksji będzie, jak wspomniałem, druga prośba Modlitwy Pańskiej, czyli „Przyjdź Królestwo Twoje”.

 

Poprzednie konferencje są dostępne w Internecie na stronie Parafii Zwiastowania Pańskiego oraz na stronie internetowej „konferencje biblijne” z moim imieniem i nazwiskiem (http://wch-biblijne.pl/).

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Arkadiusz Stelmach

*****************************************************************************************************

ks. Tomasz Stroynowski
                                                                Jak się modlić
Mateusz.pl

fot. Rawpixel (cc)
Pewnie każdy z nas jakoś się modli, ale czy umiemy się modlić? Człowiek, który wierzy w Boga musi się modlić, nawet, jeśli czasowo poważnie zaniedba modlitwę, to i tak w chwilach szczególnych będzie się modlił. Tak to już jest, jeśli wierzysz, to się modlisz! Usiądźmy dziś wśród uczniów Jezusa i pozwólmy się wprowadzić w świat modlitwy, posłuchajmy jak Jezus mówi o modlitwie.
Mówcie: Ojcze…
Jezus najpierw zwracam nam uwagę na naszą relacje do Boga. Przypomnij sobie, co mówisz do Boga, kiedy zaczynasz się modlić? Jak się do Niego zwracasz, jak Go nazywasz: Ojcze?! A może: Boże, Panie, Panie Boże? Zwrot, którym posługujemy się w modlitwie, najlepiej określa kim jest dla mnie Bóg i kim ja czuję się wobec Niego. Jezus chce nam najpierw uzmysłowić, że kiedy rozpoczynamy modlitwę stajemy przed kimś, kto nas kocha. ON sam zwracał się do Boga: „Abba”. Jest to słowo, które nie ma odpowiednika w języku polskim, a które wyraża wielką czułość i szacunek, moglibyśmy przetłumaczyć je jako: dobry Ojcze, kochany tato, tatusiu. Jezus objawia nam najpierw cudowna prawdę: „Bóg chce twojego dobra, kocha cię tak jak dobry ojciec, a ty jesteś jego dzieckiem”.
Bóg jest kim niesłychanie dobrym. Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, jeżeli chcemy się dobrze modlić, to zaakceptować prawdę o Bogu. On jest Dobrocią. On chce być – ba, On jest – naszym Ojcem.
Wyzwólmy się z lęku przed Bogiem, z nieufności w stosunku do Niego, z fałszywego przekonania, ze musimy zrobić coś nadzwyczajnego, by zostać przez Niego usłyszanym i wysłuchanym. Nie , tak wcale nie jest. Bóg już Cię kocha. Kiedy więc stajesz na modlitwie nie bój się, nie drżyj jak niewolnik, lecz zwróć się do niego bezpośrednio, prosto, ufnie jak dziecko do swojego Taty. Nazwij Boga: „OJCZE”, ponieważ ON chce, byś tak się zwracał do Niego.
Bądź wola twoja…
Ojciec niebieski pragnie naszego dobra i dlatego jego sprawy są na pierwszym miejscu. Często przeciwstawia się sprawy Boże sprawom ludzkim, ale to przeciwstawienie jest fałszywe. To, co jest Boże, nie zagraża człowiekowi. Bóg nie jest rywalem ludzkiego szczęścia, dopiero żyjąc po Bożemu człowiek odnajduje prawdziwe szczęście. Przecież jedyne, czego chce Bóg, to zbawienie człowieka. Bóg chce dla człowieka tego, co jest dla niego najlepsze. Jeśli więc stajesz na modlitwie zastanawiaj się nad tym, czy żyjesz zgodnie z wolą Boga. Modlitwa nie jest po to, by zmusić lub przebłagać Boga, aby odstąpił od swoich planów, ale modlimy się właśnie o to, by żyć zgodnie z Jego wolą , by Ją przyjąć i zrealizować.
U wielu ludzi istnieje jednak przekonanie – wmawiane od 200 lat przez wojujących ateistów – że człowiek żyjący sprawami Bożymi jest oderwany od rzeczywistości; że nie obchodzą go inni, że zajmuje się tylko jakimiś mrzonkami. Gdyby wierzyć w te – przepraszam – brednie, to należałoby sądzić, że człowiek modlitwy jest po prostu mydłkiem, lalusiem, skończonym ciamajdą uciekającym przed kłopotami życia lub w najlepszym razie niepoprawnym idealistą żyjącym w chmurach. Popatrzmy jednak choćby na naszego Papieża. Czy to jest mydłek, ciamajda, człowiek żyjący w obłokach i nieświadomy tego, co się wokół niego dzieje?
Prawdę mówiąc nie dziwię się temu, wypaczonemu pojmowaniu przez ateistów życia modlitewnego, opisują przecież coś, czego nie znają. Gorzej, że wielu ludzi, uważających się za wierzących, wierzy w tego typu rzeczy i zniechęca się do modlitwy. Modlitwa zaś uszlachetnia człowieka, dodaje siły w dążeniu do wielkich rzeczy. Wszyscy święci, to ludzie głębokiej modlitwy i dlatego dokonywali rzeczy niezwykłych. Przypomnijmy św. Maksymiliana, który w ciągu zaledwie kilku lat stworzył najbardziej poczytne czasopismo w Polsce; albo brata Alberta, który nie mając nic karmił tysiące ubogich; lub śp. M. Teresę z Kalkuty – to właśnie modlitwa dała jej tę wrażliwość na los bezdomnych nędzarzy i rozpaliła w niej tak wielkie pragnienie niesienia im pomocy, że bez grosz przy duszy rozpoczęła działalność, która obejmuje dziś wszystkie kontynenty. Tak więc możemy porzucić nasze lęki i fałszywe obawy, troska o sprawy Boże: o świętowanie niedzieli, zachowywanie przykazań, znajomość Bożej miłości i dzieła zbawienia – wcale ludziom nie przeszkodzi w wykonywaniu ich codziennych obowiązków , a może im jeszcze pomoże i uskrzydli w okazywaniu dobroci i angażowaniu się w pomoc bliźniemu.
Chleba naszego…
Jezus każe nam prosić Ojca o sprawy naszej doczesności. i znowu musimy z całą mocą podkreślić kolejną prawdę o modlitwie. Boga możesz prosić o wszystko, bo modlitwa dotyczy twojego prawdziwego życia! Rzeczywistość w której żyjemy nie jest zaprogramowana, my ją tworzymy, a Bóg jest po naszej stronie. On chce byśmy Go zapraszali do niej, On chce nam pomagać tworzyć lepszy świat. Bóg interesuje się naszymi małymi i błahymi problemami, ponieważ dla nas są one poważne. Nie myśl, ze Bóg interesuje się tylko wojnami, katastrofami czy innymi strasznymi nieszczęściami. Bóg interesuje się tobą i to jest kolejna prawda o modlitwie.
I odpuść nam…
Nie można się modlić z nienawiścią, nie można komuś życzyć źle, a samemu liczyć na przebaczenie u Boga. A czy często tak nie jest? Popatrzmy uczciwie na nasze życie. Jak często my żywimy żal do innych, ale chcemy, by Bóg nam wybaczył. Modlitwa ma moc wyzwalającą z nienawiści. Jezus wie, że mogą nas spotkać różne niesprawiedliwe krzywdy od ludzi i chce, byśmy tym wszystkim dzielili się z naszym Ojcem. To u Niego jest moc i siła. Jezus nie chce, abyśmy udawali, że nic się nie stało, ale pragnie byśmy doświadczali miłości Ojca i uwalniał się od nienawiści. Prośba o odpuszczenie win naszym winowajcom jest w rzeczywistości prośbą o miłość większą od nienawiści, którą zostaliśmy zranieni. Jeżeli ktoś Cię skrzywdził i czujesz nienawiść, nie ukrywaj jej, lecz wołaj do Ojca o uzdrowienie Twojego serca.
Proście… Szukajcie… Kołaczcie…
Modlitwa jest trudnym doświadczeniem dla każdego z nas. Dzieje się tak, ponieważ w modlitwie wchodzimy w świat duchowy. Dlatego Jezus zachęca nas do wytrwałości. Na modlitwę musisz mieć czas. Twoja modlitwa zawsze będzie kiepska, jeśli nie będziesz jej poświęcał wystarczająco dużo czasu. Jak możesz oczekiwać, że twoja modlitwa przyniesie ci głębokie doświadczenia duchowe, jeśli nigdy nie pozwalasz nasycić się twojej duszy ciszą i odejściem od gwaru lub przystępujesz do modlitwy wyczerpany pracą całego dnia? Modlitwa musi mieć swoją porę i swój czas, dlatego spróbuj zaplanować sobie modlitwę, sam wyznacz porę i długość twojej modlitwy. Spróbuj poświęcić przynajmniej 10 minut swojego popołudnia.
Bądź wytrwały, nie zniechęcaj się i nie poddawaj się przy pierwszych trudnościach, modlitwa wymaga także wysiłku z twojej strony. Jeśli będziesz próbował, wkrótce sam zobaczysz, że w tym wysiłku nie jesteś sam, a twoja modlitwa stanie się rozmową z Bogiem, żywym, osobowy kontaktem z Kimś kto cię słucha i kto się tobą interesuje.
ks. Tomasz Stroynowski
mateusz.pl