28.06.- 13. Niedziela zwykła

Kubek wody

Ewangelia wg sw.Mateusza 10,37-42

  • ZAPRASZAM NA TRANSMISJĘ MSZY SW. PARAFIALNEJ  Z DOMOWEJ KAPLICY W ERMELO. –  NIEDZIELA 28.06. – GODZINA 11.00

    CODZIENNIE  NABOŻEŃSTWO EUCHARYSTYCZNE O GODZINIE 20.00 ( FB Parafia Polska Utrecht  oraz  STRONA PARAFIALNA  parafiapolska .nl :TRANSMISJA NA ZYWO)

    29.06. poniedziałek ,Swiętych Apostołów Piotra i Pawła,uroczystość  –MSZA SW.  GODZINA 19.30 .Po niej ,nabożeństwo.

    30.06. wtorek ,godz. 20.00 – nabożeństwo eucharystyczne

    1.07. środa ,godz. 20.00 –   nabożeństwo eucharystyczne

    2.07. czwartek 19.30 Msza sw.( 1. czwartek miesiąca)+ adoracja eucharystyczna

    3.07. piątek 19.30 Msza sw.( 1.pt m-ca) + adoracja NS.

    4. 07. sobota 20.00 – Msza św.niedzielna (antycypowana,dla tych, którzy nie mogą być w niedzielę w kościele) – transmisja z Ermelo poprzez FB (Parafia Polska Utrecht) i na naszej stronie ,w zakładce : TRANSMISJA NA ŻYWO.

  • PO MSZY SOBOTNIEJ – ADORACJA NAJSW. SAKRAMENTU  I RÓŻANIEC- 1. SOBOTA M-CA

  • UWAGA – NIE BĘDZIE JUZ TRANSMISJI NA YOU TUBE !!!

  • 5.07. NIEDZIELA -ARNHEM -MSZA SW. O GODZINIE 9.00

              MOŻE WZIĄĆ W NIEJ UDZIAŁ 110 OSÓB.ZAPISY OD

          PONIEDZIAŁKU – KS. CZESŁAW  06.19.17.84.79 ( SMS-em, podajemy nazwisko i liczbę osób oraz numer telefonu

  • bądź na mail :  czemarek @onet. eu.

  •          UTRECHT – MSZA SW. O GODZ. 12.30.MOŻE WZIĄĆ UDZIAŁ 80 OSÓB.ZAPISY – OD PONIEDZIAŁKU DO CZWARTKU U PANI BARBARY OLSZEWSKI-SAMMLER:

    [email protected]     lub telefonicznie  w godz. 9-12 ,pod numer 06.252.26.330

    ******************************************************

    MSZA W HENGELO –        SOBOTA         4.07.     godzina 17.00 ( poł godziny przed Mszą – okazja do spowiedzi,dwóch księży !)

  • ZAPISY – PANI TERESA BUSCH – TEL. 06.25.22.43.99  LUB MAIL : [email protected]

  • PODAJEMY IMIĘ ,NAZWISKO ,ILOŚĆ OSÓB  ORAZ SWÓJ NUMER TELEFONU.

  • **********************************************************************************************
  • MSZE W TIELU I PUTTEN – DOPIERO OD 3.NIEDZIELI LIPCA BĘDĄ ODPRAWIANE!!!

  • UWAGA, ważne  !!!   W KOŚCIOŁACH NIE BĘDZIE MOŻNA KORZYSTAĆ Z TOALET .

    **************************************************************************************************

    • W CZERWCU br. WŁADZE KOŚCIOŁA W HOLANDII POZWOLIŁY NA ODPRAWIANIE MSZY NIEDZIELNYCH DLA 30 OSÓB . PARAFIE ,W KTÓRYCH KORZYSTAMY Z KOŚCIOŁÓW ZDECYDOWAŁY,ŻE W CZERWCU – NIE BĘDZIE ODPRAWIANYCH MSZY ,TAKŻE POLSKICH.

    • OD LIPCA 2020 – ILOŚĆ OSÓB NA MSZACH BĘDZIE ZWIĘKSZONA DO STU.MAMY NADZIEJĘ SPOTKAĆ SIĘ W NASZYCH KOŚCIOŁACH OD LIPCA.

    Wszystkie wytyczne dotyczące zasady zachowania półtora metra odległości oraz higieny – mycie rąk podczas wchodzenia do kościoła, kaszlenie i kichanie w łokieć, używanie chusteczek higienicznych a w wypadku przeziębienia i / lub podwyższonej temperatury pozostania w domu   mają być ściśle przestrzegane. Ci, którzy biorą udział w uroczystościach, robią to na własne ryzyko.

    Celebracja liturgiczna

    REZERWACJA• Trzeba się wcześniej zapisać.  HIGIENA• Po wejściu postępować zgodnie ze wskazówkami dotyczącymi umieszczenia, a wychodząc, postępować zgodnie ze wskazówkami, aby bezpiecznie opuścić kościół.• Przy znaku krzyża nie dotykać ciała.SŁUŻBA SŁOWA• Przy potrójnym znaku krzyża przed ewangelią nie dotykać ciała.MODLITWA PRZY OŁTARZU• Wierzący nie trzymają się za ręce podczas modlitwy Pańskiej.• Wierzący nie podają sobie rąk na znak pokoju.• Nie organizować procesji z darami do ołtarza.PRZYJMOWANIE KOMUNII ŚWIĘTEJ• Zachowć odległość półtora metra od siebie.• Umyć ręce przed otrzymaniem Hostii.• Dzieci, które nie przystępują do Komunii, są błogosławione w odległości półtora metra bez dotyku.• Jeśli nie chcesz bezpośrednio dotykać Hostii , możesz zabrać ze sobą własny korporał i w ten sposób przenieść Świętą Hostię do ust. KOLEKTA• Można to zrobić wrzucając pieniądze do puszki na stole przy wyjściu, przelewem bankowym lub za pośrednictwem aplikacji na darowiznę. SAKRAMENT SPOWIEDZI• Nie można spowiadać się w konfesjonale.• Można spowiadać się w pomieszczeniu z wentylacją, w odległości 1,5 metra od księdza.

    CHRZEST

    • Chrzty są odroczone.

    • W nagłych wypadkach chrzest w domu może być prowadzony przez samych rodziców (chrzest nagły), w porozumieniu z kapłanem. W późniejszym czasie, nastąpią inne obrzędy w kościele (w tym namaszczenie).

    • Jeśli chrzest nie zostanie przełożony, należy zastosować półtora metrową odległość.

    BIERZMOWANIE

    • Otrzymanie darów Ducha św. zostało przełożone.

    PIERWSZA KOMUNIA

    • Grupowe przyjecie Pierwszej Komunii jest odroczone.

    SAKRAMENT NAMASZCZENIA

    • Podczas namaszczenia przestrzegana jest zasada półtora metra odległości, tak bardzo, jak to możliwe.

    ŚLUB

    • Gratulacje podczas uroczystości weselnych należy składać bez fizycznego dotyku i z należytym przestrzeganiem półtora metra odległości. Nie tylko w budynku kościoła, ale także w procesji ślubnej zachować trzeba półtorametrowy dystans.

    POGRZEB

    • Kondolencje na pogrzebach odbywają się bez kontaktu fizycznego i z zachowaniem zasady 1,5 metra. Nie tylko w budynku kościoła, ale także na cmentarzu i podczas procesji pogrzebowej zachować trzeba tę odległość.

     SŁUŻBA SŁOWA DZIECIĘCEGO

    • Dzieci mogą iść na własny program i do opiekunki natychmiast po wejściu do kościoła.

     WSPÓŁPRACA MUZYCZNA I WOKALNA

    • Śpiewa tylko grupa muzyczna bez udziału wiernych.

     PO MSZY ŚWIĘTEJ

    • Ze względu na obowiązujące zasady nie można rozmawiać w grupach i pić kawy w budynku kościoła, ale jest to możliwe się w sali parafialnej lub w ogrodzie przy kościele, w odległości 1,5 metra od siebie.

    MODLITWA I ZAWIERZENIE MARYII

    • Nie można dotykać ani całować figury, obrazu ani ikony Matki Boskiej. Zabierająć wodę święconą z grot Lourdes i kaplic Maryjnych, używać trzeba własnej butelki / puszki.

    ŚWIĘCI

    • Statuy świętych, obrazy, ikony lub relikwiarze nie mogą być dotykane ani całowane.

    ŚWIECE

    • Podczas palenia świec i modlitwy przestrzegać trzeba zasady 1,5 metra.

    • Płatności za świece najlepiej dokonywać bezdotykowo.Jeśli nie jest to możliwe, przed dokonaniem płatności należy zdezynfekować ręce.

    • Świeca zapalać się od innej już płonącej świecy.

    Jeśli nie jest to możliwe, użyj własnej zapalniczki lub zapałki.

  • ***************************************************************************
  • https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/poranna-rozmowa/news-bp-milewski-chcialbym-przeprosic-za-milczenie-polskich-bisku,nId,4575024
  • Trzy poziomy gościnności
    Ks. Tomasz Raćkos SDS
    2 Krl 4,8-11.14-16; Rz 6,2-4.8-11; Mt 10,37-42

    Spośród wszystkich wyrazów, jakie usłyszeliśmy w czytanej dziś Ewangelii, najczęściej występującym jest słowo „przyjmować”. Ta czynność „przyjmowania człowieka sprawiedliwego”, „przyjmowania proroka”, czy „przyjmowania samego Jezusa”, sugeruje nam, że biblijnym tematem dzisiejszej niedzieli jest gościnność.

    Już w pierwszym czytaniu z Księgi Królewskiej słyszeliśmy o postawie gościnności bogatego małżeństwa z miejscowości Szunem, które ochoczo otwarło drzwi domu przed prorokiem Elizeuszem. Tamta postawa otwartości została wkrótce nagrodzona spełnieniem marzeń bezdzietnej żony i męża. Po upływie roku, małżeństwo z Szunem cieszyło się darem upragnionego dziecka.

    Zastanawiając się nad gościnnością, chyba wszyscy tu obecni zgodzimy się z faktem, że na co dzień  okazujemy sobie wzajemną gościnność najczęściej na trzy sposoby.
    1. Przez otwarcie drzwi domu przed gościem, który do nas przychodzi.
    2. Przez otwarcie umysłu, jakie dokonuje się podczas rozmowy i wzajemnego słuchania, dialogu.  Wreszcie
    3. wymiarem gościnności jest otwartość serca, która wyraża się w postawie szczerości i wzajemnym porozumieniu, wspólnym odczuwaniu czyli zdolności do empatii.
    Ta potrójna otwartość wpisana w naszą gościnność, dotyczy nie tylko ludzi ale także Boga, któremu zależy, aby wejść w nasze życie, aby być obecnym w naszym rozumowaniu i sercu.

    Doświadczenie wskazuje, że najmniej trudności mamy z pierwszym poziomem gościnności, która wyraża się w zewnętrznym geście. Wszak gościnna postawa, związana z serdecznością i suto zastawionym stołem, uznawana jest nawet za jedną z narodowych cech Polaków.  Z podobną gościnnością spotykamy się również w innych narodach.

    Zauważmy, że takim powszechnym, zewnętrznym gestem gościnności, współczesne społeczeństwa obejmują nie tylko ludzi, ale także Boga. Nawet w Kodeksie Ruchu Drogowego mamy znak informujący o terenie zabudowanym, gdzie na białej tablicy widnieją ciemne kontury budynków mieszkalnych, wśród których jest także strzelista wieża kościoła. Bo teren zabudowany, to nie tylko drogi, budynki i urzędy, ale także miejsce, w którym pośród ludzi mieszka Bóg.

    Niezliczone przydrożne krzyże i kapliczki, a przede wszystkim zadbane świątynie i przyozdobione ołtarze, mówią o naszej ludzkiej, autentycznej gościnności wobec Boga. O tej gościnności świadczą także krzyże obecne w domach, szkołach i urzędach. Również nasz sposób świętowania niedzieli, odświętne ubranie i obecność w świątyni, są wyrazem gościnności, tj. zewnętrznym gestem otwartości na Boga. Można by tu mnożyć te zewnętrzne argumenty potwierdzające, że jesteśmy pokoleniem ludzi, które „przyjęło proroków”, „przyjęło Jezusa”; pokoleniem „otwartym na obecność Boga”.

    Ale prawdziwa gościnność nie ogranicza się tylko do zewnętrznych gestów uprzejmości. Być gościnnym, to także otworzyć swój umysł, to umieć słuchać drugą osobę. Otwartość umysłu wyraża się w umiejętności prowadzenia dialogu i wspólnym poszukiwaniu rozwiązań. Niestety jakość prowadzenia sporów i debat w naszym społeczeństwie, świadczy, że mamy pewne trudności z tym typem gościnności. Podobnie w stosunku do Pana Boga, o ile chętnie w zewnętrznych gestach wyrażamy nasze przywiązanie do Niego, to już znacznie rzadziej w dorosłym życiu staramy się zgłębiać Jego Objawienie, czyli prawdę o Nim. Przyzwyczailiśmy się kończyć osobistą katechizację na poziomie szkolnym. Katechizm czytają najczęściej tylko dzieci w roku szkolnym. Nawet telewizyjne teleturnieje uświadamiają nam, że z poziomem naszej wiedzy religijnej, niestety nie jest najlepiej. Po śmierci Jana Pawła II w wielu komentarzach dziennikarskich pojawiała się opinia, że wszyscy szanowaliśmy i kochaliśmy papieża odwiedzającego Polskę, ale nie zawsze umieliśmy go słuchać. Ochoczo przyjmowaliśmy dar jego osoby, ale mieliśmy problemy z przyjęciem jego nauki.

    Wreszcie trzeci poziom gościnności, czyli otwartości na Boga, wydaje się być najrzadziej spotykanym. Bo chyba najtrudniej jest otworzyć przed Bogiem własne serce i pozwolić, aby On je przemienił. Czytany dziś w liturgii 10 rozdział Ewangelii Mateusza jest fragmentem mowy Chrystusa wygłoszonej przed rozesłaniem uczniów. Jezus stara się im uświadomić, że w życiu chrześcijanina Bóg musi być na pierwszym miejscu. Bóg jest najważniejszym odniesieniem, najwyższą wartością. On jest ponad wszystkim, nawet ponad ludzkimi więziami jakie łączą  matkę i dziecko albo ojca miłującego syna czy córkę. Bo z rodzicami łączy nas ciało, geny, psychika, podobieństwo, i wspólna historia, natomiast z Bogiem łączy nas wieź duchowa, która nie przemija i nie może być przerwana przez chorobę, cierpienie, niedostatek ani nawet przez śmierć.

    Uczeń Jezusa to człowiek wpatrzony w wartości większe niż te, które oferują mu kolorowe reklamy. To człowiek, który wie dokąd zmierza. Człowiek, który nie boi się nawet krzyża i żyje nadzieją nagrody, nadzieją nieba. To człowiek, którego świat nazywa „naiwnym”, ale św. Paweł w Liście do Rzymian pisał o chrześcijanach, jako o tych, którzy „umarli dla grzechu” i „żyją dla Boga”…

    A zatem nie wystarczy nam Bracia, tylko szanować Jezusa, nie wystarczy tylko starać się Go zrozumieć, ale trzeba Go naśladować. Nasze czasy charakteryzuje deficyt naśladowców Jezusa. Ilość afer, kłamstw, obłudy i korupcji. Brak szacunku dla godności człowieka i jego pracy, a także ilość zniszczonych małżeństw i przelanych dziecięcych łez, świadczą o kryzysie trzeciego poziomu gościnności. Bo również w naszym pokoleniu, mimo że wiele jest serc szanujących Boga i uznających Jego istnienie. Mimo, że nie brakuje  umysłów, które zdobyły wszechstronną wiedzę. To ciągle wiele serc pozostaje szczelnie zamkniętych na Boże działanie.

    Wypada nam dzisiaj poszukać odpowiedzi o stopień otwartości własnego serca przed Bogiem. W czym wyraża się moja gościnność wobec Boga:
    czy tylko w zewnętrznych gestach;
    czy w otwartości umysłu zdolnego do słuchania;
    czy także w postawie serca otwartego na obecność i współdziałanie z Jezusem? Ks. Tomasz Raćkos SDS

    Bp Milewski: Chciałbym przeprosić za milczenie polskich biskupów. Mamy wreszcie przełom

    „Chciałbym – mając na uwadze to, co się działo w diecezji kaliskiej, te gorszące skandale – przeprosić za milczenie polskich biskupów w tej sprawie” – mówił w Porannej rozmowie bp Mirosław Milewski – biskup pomocniczy diecezji płockiej odnosząc się do afery wokół tamtejszego biskupa Edwarda Janiaka, który jest oskarżany o tuszowanie pedofilii wśród księży. Jego obowiązki decyzją papieża przejął arcybiskup Grzegorz Ryś. „Jestem wdzięczny papieżowi Franciszkowi za to, że podjął taką decyzję. Mamy wreszcie przełom w tej sprawie. Tak dalej być po prostu nie mogło” – dodał.

    To, co tam (w diecezji kaliskiej – przyp. red.) się działo, to jest klasyczny przykład działania lawendowej mafii w Kościele – mówił Porannej rozmowie ks. Mirosław Milewski – biskup pomocniczy diecezji płockiej – odnosząc się do ujawnionych przez „Wieź” skandalicznych działań biskupa Edwarda Janiaka, który miał tolerować homoseksualizm i tuszować pedofilię wśród duchownych. Homoseksualiści kryją homoseksualistów, tuszują afery i udają, że nic się nie dzieje. Żyją w innym świecie – nie jest to świat Kościoła – dodał.

    Ten list czytałem – mówię o liście biskupa Edwarda Janiaka – z przerażeniem – przyznał w RMF FM bp Milewski, odnosząc się do dokumentu, w którym hierarcha oskarżany o tuszowanie pedofilii atakował Episkopat i Prymasa Polski. To jest list pełen kłamstw, przekłamań. To jest obrona człowieka oskarżonego, który nie panuje nad słowami, emocjami – wyliczał. Zabrakło jednego głosu Episkopatu, że jesteśmy razem z naszym delegatem, którego sami wybraliśmy – przyznał duchowny. Po tym liście zadzwoniłem do Prymasa Polaka. Zadzwoniłem i mówię: księże Prymasie – w sprawach związanych z oczyszczeniem Kościoła, z walką z pedofilią i homoseksualistami w szeregach kapłańskich proszę zawsze na mnie liczyć – relacjonował gość Roberta Mazurka.

    Tak, ale moim zdaniem tej determinacji jest wciąż za mało – tak bp Milewski odpowiedział w Porannej rozmowie w RMF FM na pytanie, czy polski Episkopat ma wolę i energię, by walczyć z pedofilią wśród duchownych.

    Jak miliony katolików Polsce, po prostu mam już dosyć tej sytuacji. Ja się po prostu wstydzę i nie chciałbym dalej być w Kościele, w którym są przestępstwa, księża, którzy nie powinni być księżmi i uważam, że musi się coś zmienić. Absolutnie – stwierdził w Porannej rozmowie w RMF FM bp Mirosław Milewski. Musi mieć miejsce coś takiego, jak rewolucja moralna w myśleniu biskupów. Nie ma czasu na zastanawianie się: ‘czy, jak’. Tylko ‚jak bardzo’ musimy iść do przodu w tych sprawach. Trzeba (…) na pewno karać pedofilów zdecydowanie bardziej surowo – ocenił stanowczo biskup pomocniczy płocki. Według niego, w przypadku udowodnienia kapłanowi czynów pedofilskich, „powinien on być automatycznie usuwany z szeregów kapłańskich”.

    Wśród problemów Kościoła biskup dostrzega też „środowiska homoseksualne”. Trzeba odciąć wreszcie zasilanie szeregów kapłańskich przez księży o skłonnościach homoseksualnych – dodał. W rozmowie z Robertem Mazurkiem bp Milewski przyznał, że jego kuzyn jest gejem. Jest bardzo sympatycznym człowiekiem. Lubimy się, znamy – stwierdził gość RMF FM.

    Treść całej rozmowy:

    Robert Mazurek, RMF FM: Watykan przemówił. Trzeba było artykułów prasowych i alkoholowego skandalu, by wreszcie wyrzucić z diecezji biskupa Edwarda Janiaka.

    Bp Mirosław Milewski: Zanim zaczniemy rozmawiać o tych sprawach, poważnych sprawach, chciałbym w tym miejscu, mając na uwadze właśnie to, co się działo w diecezji kaliskiej, te gorszące skandale, chciałbym przeprosić za milczenie polskich biskupów w tej sprawie. Ja osobiście uważam, że ten głos był bardzo potrzebny.

    Ale spóźniony?

    Tak.

    Głos z Watykanu przyszedł dwa i pół roku po tym, jak tak naprawdę raport w sprawie zachowania biskupa Edwarda Janiaka napisał rektor seminarium. Ksiądz Piotr Górski, który zresztą został przez biskupa Janiaka zesłany na najmniejszą z możliwych parafii.

    Lepiej późno niż wcale. Ja osobiście jestem wdzięczny papieżowi Franciszkowi za to, że podjął taką decyzję i mamy wreszcie przełom w tej sprawie. Bo tak dalej być po prostu nie mogło. A co do wzmiankowanego księdza Piotra Górskiego, to rzeczywiście to jest człowiek, który dał wielu księżom przykład tego, jak powinno się postępować.

    To wyjaśnijmy może naszym słuchaczom, o co chodzi. Otóż biskup Edward Janiak, biskup kaliski, chronił księdza pedofila, co pokazał drugi z filmów braci Sekielskich. Tak naprawdę to jest tylko wierzchołek góry lodowej, bo co się okazało? W „Więzi” przeczytaliśmy artykuł o tym, że przez 15 lat od ujawnienia przestępstwa diecezja kaliska nie rozpoczęła dochodzenia w sprawie innego księdza prawomocnie skazanego za znęcanie się i molestowanie ośmiolatków. Mało tego – sam biskup Janiak promował i bronił kleryka, który miał pornografię gejowską, który zamiast uczyć religii, umawiał się z gimnazjalistami na schadzki, na nocne schadzki. Tam dochodziło do strasznych rzeczy i jedyną osobą, która poniosła konsekwencje tego, był właśnie rektor seminarium, który nie chciał na to godzić.

    I to jest skandal, i jeszcze raz powtórzę: decyzja Ojca świętego była konieczna, oczekiwana, jest potrzebna. I ja mam tylko nadzieję, że ta sprawa będzie do końca wyjaśniona. Natomiast panie redaktorze, ja przeczytałem od deski do deski ten artykuł i inne artykuły, ale tu mówimy o tym artykule redaktora Nosowskiego. Mi się słabo zrobiło. Ja dałem w jakimś sensie upust tym emocjom moim właśnie na Twitterze i byłem bardzo wzburzony po lekturze tego. I powiem panu tak, i mówię to z pełną świadomością i z bólem serca, że to, co tam się działo, to jest przykład taki klasyczny działania „lawendowej mafii” w Kościele, czyli krycia…

    „Lawendowej”,  czyli mafii homoseksualnej?

    Homoseksualnej. Homoseksualiści kryją homoseksualistów, tuszują afery i udają, że nic się nie dzieje. Żyją w innym świecie i nie jest to świat Kościoła.

    Przepraszam najmocniej. Biskup Janiak był jedyną osobą, która też nie milczała w tej sprawie. On napisał list, w którym oskarżył o ataki na Kościół kogo? Prymasa Polski. Stwierdził, że biskupi w Episkopacie wcale nie chcecie walczyć z pedofilią. I co się działo. Żaden ze stu polskich biskupów się nie odezwał i nie chce się wyzłośliwiać nad księdzem, księże biskupie, ale ja księdza zaprosiłem ponad tydzień temu do naszego programu, i ksiądz nie przyszedł. Ksiądz odmówił.

    Może przypomnijmy, czy powiedzmy właśnie słuchaczom, bo to jest moim zdaniem ważny też wątek. Tydzień temu, ponad tydzień temu, rzeczywiście rozmawialiśmy. Pan redaktor mnie zaprosił i to była długa rozmowa, trudna rozmowa przez telefon. Ja odmówiłem. Mieliśmy spięcie przez telefon…

    Nie, nie mieliśmy spięcia. Ksiądz biskup po prostu odmówił. Ja powiedziałem: dobra, to ja sobie znajdę innego rozmówcę, bardziej odważnego.

    Mi odwagi akurat nie brakuje. Natomiast chciałbym panu powiedzieć, że kiedy emocje opadły po naszej rozmowie, wieczorem, ja żałowałem, że się nie zgodziłem na tę rozmowę. Ale dzisiaj tutaj jestem u pana i chcę rozmawiać. Bo rzeczywiście trzeba o tym mówić. Ja się oglądałem na innych. Myślałem, że będzie jakiś głos, że ktoś inny coś powie na ważniejszych od siebie. Przypomnę, że ja jestem po prostu prostym, skromnym biskupem, sufraganem (biskupem pomocniczym – red.). i znam swoje miejsce, ale zaprosił mnie pan po raz drugi. I ja jestem za to wdzięczny, bo możemy rozmawiać o tych sprawach.

    Dobrze, ale księże biskupie. Dwa i pół roku milczał Watykan. Polscy biskupi też milczeli bardzo długo. Dlaczego? Nie potrafiliście nawet stanąć w obronie księdza prymasa? Nawet we własnej obronie?

    Ja ten list, panie redaktorze, czytałem – mówię o liście biskupa Edwarda Janiaka, który trafił do mnie w tamtym tygodniu na biurko – z przerażeniem, bo mogę jednoznacznie powiedzieć: uczestniczyłem w tych obradach, podczas tych głosowań. To jest list pełen kłamstw, przekłamań. I to jest najzwyczajniej w świecie obrona człowieka oskarżonego, który nie panuje nad słowami, nad emocjami. To jest list kłamliwy. Natomiast zabrakło… tu też wracamy do punktu wyjścia… Zabrakło… Ja jestem tego świadomy i myślę, że to musi się zmienić w przyszłości, zabrakło takiego głosu, jednego głosu Episkopatu, że jesteśmy razem z naszym delegatem, którego sami wybraliśmy (delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży w Episkopacie jest prymas Polski abp Wojciech Polak – przyp. red.). Ja panu i państwu coś powiem. Ja po tym liście, gdy go dostałem fizycznie, przeczytałem go, zadzwoniłem do prymasa Polaka. Nie jestem zwolennikiem list poparcia, angażowania się w jakieś takie projekty, ale zadzwoniłem i mówię: „Księże prymasie. W sprawach związanych z oczyszczeniem Kościoła, z walką z pedofilią i homoseksualistami w szeregach kapłańskich, proszę zawsze na mnie liczyć”.

    Biskup Janiak twierdzi, że Kościół, że Episkopat wcale nie chce walczyć z pedofilią, że to wszystko, ta fundacja (św. Józefa – przyp. red.), którą powołał, to jest tylko zasłona dymna dla takich jak my, dla świeckich, a tak naprawdę wcale nie chcecie walczyć z pedofilią. Biorąc pod uwagę, jak długo to trwa, to może jednak on ma rację?

    To jest ten moment listu, który bardzo mocno ruszył, bo ta fundacja… Oczywiście były dyskusje, jak ma wyglądać, jaki kształt…

    Czy polski Episkopat naprawdę ma wolę i energię, by walczyć z pedofilią w Kościele?

    Krótko panie redaktorze: tak. Ale moim zdaniem tej determinacji jest wciąż za mało.

    ***************************************************************************

    Ks. Piotr Górski: Sądziłem, że już po mnie, a teraz jakbym miał nowe życie

    • Ks. Piotr Górski
      Ks. Piotr Górski. Fot. Wojciech Neubauer

    Inni twierdzą, że dla dobra Kościoła trzeba różne rzeczy ukrywać. A ja uważam, że dla właściwie rozumianego dobra Kościoła trudne kwestie trzeba otwarcie podejmować – mówi były retor kaliskiego seminarium duchownego.

    Zbigniew Nosowski: Czuje się Ksiądz bohaterem?

    Ks. Piotr Górski: Nie. Absolutnie nie.

    Ale dobrze Ksiądz wie, że to sytuacja absolutnie wyjątkowa, aby urzędujący rektor seminarium duchownego złożył skargę na swojego biskupa ze względu na niewłaściwe reagowanie przez niego na przypadki wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez księży i tolerowania aktywnego homoseksualizmu wśród duchownych.

    – Owszem, to sytuacja bardzo rzadka w Kościele. Ale skoro Pan pyta o to, czy czuję się bohaterem, to zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie. Po prostu zrobiłem to, co do mnie należało.

    Tyle że tym czymś było przeciwstawienie się własnemu biskupowi z powodów moralnych. Jak połączył to Ksiądz z posłuszeństwem, które ślubują duchowni przy święceniach?

    – Posłuszeństwo nie zwalnia z myślenia, nie może być bezrefleksyjne. A tym bardziej posłuszeństwo nie zwalnia z własnej odpowiedzialności. Jeśli za coś odpowiadam, to nie mogę się zasłaniać wolą mojego przełożonego. A za dopuszczanie kleryków do święceń odpowiada rektor seminarium. Potwierdzam moje słowa przytoczone w Pańskim artykule „Jak to się robiło w diecezji kaliskiej (2)”, że nie mogłem na swoje sumienie wziąć decyzji o dopuszczeniu do święceń właściciela pedofilskich zdjęć i filmów pornograficznych – nawet jeśli biskup się tego domagał.

    Była to dla Księdza samotna walka?

    – Może nie całkiem samotna, ale na pewno nierówna. Bo wobec biskupa zwykły duchowny jest z góry na pozycji przegranej.

    Bał się Ksiądz?

    – Zależy czego. Nie bałem się degradacji, utraty stanowiska. Przecież nie dlatego zostałem księdzem, że chciałem robić karierę albo że nie miałem co robić w życiu. Poszedłem do seminarium w przekonaniu, że Pan Bóg tego ode mnie oczekiwał. Dzięki temu w tej godzinie próby wiedziałem, że On jest po mojej stronie. A księdzem mogę być gdziekolwiek, niekoniecznie pełniąc funkcje w instytucjach diecezjalnych. Bylebym mógł głosić Dobrą Nowinę i odprawiać Eucharystię.

    O co Ksiądz wtedy walczył?

    – O Kościół i o prawdę. Od razu dodam, że – choć tak to zewnętrznie niektórzy postrzegają – nie walczyłem z biskupem.

    To św. Jan Paweł II wprowadził kiedyś to rozróżnienie, przestrzegając Polaków, by nasza walka za czasów PRL nie stała się walką z kimś, lecz walką o coś.

    – Tak to właśnie rozumiem. Bp Edward Janiak nie był dla mnie wrogiem czy przeciwnikiem. Szanuję go cały czas jako mojego biskupa. Ale sytuacja wymagała konfrontacji.

    Posłuszeństwo nie zwalnia z myślenia ani z odpowiedzialności, nie może być bezrefleksyjne. Jeśli za coś odpowiadam, to nie mogę się zasłaniać wolą mojego przełożonego

    Użyję formuły stosowanej często w celu zamiatania trudnych spraw pod dywan: zrobiłem to dla dobra Kościoła. Inni twierdzą, że dla dobra Kościoła trzeba różne rzeczy ukrywać. A ja uważam, że dla właściwie rozumianego dobra Kościoła trudne kwestie trzeba otwarcie podejmować.

    A co by Ksiądz odpowiedział tym, którzy uważają, że w ten sposób atakuje się diecezję kaliską?

    – Nie sadzę, żeby decyzja papieża Franciszka była atakiem na diecezję kaliską. A to on zdecydował najpierw o mianowaniu administratora apostolskiego sede plena diecezji kaliskiej, a później o przeprowadzeniu wizytacji w naszym seminarium duchownym. Bp Janiak został zaś całkowicie odsunięty od sprawowania władzy i otrzymał polecenie przebywania poza diecezją na czas toczącego się przeciwko niemu postępowania.

    Tyle że bardzo długo musiał Ksiądz czekać na jakiekolwiek efekty swojej skargi złożonej w warszawskiej nuncjaturze już ponad dwa lata temu.

    – Niestety, to już nie ode mnie zależało.

    A spotkał się Ksiądz z życzliwością ze strony nuncjatury?

    – Tak. Również ostatnio – dwie godziny przed opublikowaniem papieskiej decyzji o wizytacji w kaliskim seminarium – otrzymałem wiadomość z nuncjatury, że nuncjusz prosił o poinformowanie mnie o tej decyzji.

    Czy będzie Ksiądz brał udział w tej wizytacji?

    – Nic mi o tym nie wiadomo. Być może jeszcze jest na to za wcześnie. Rzecz jasna, jeśli zostanę o to poproszony, to mógłbym co najmniej wskazać sprawy, które wymagają sprawdzenia przez wizytatorów. Jest też spora dokumentacja mojej korespondencji, w tym pisma i zapytania do kurii, na które nigdy nie otrzymałem odpowiedzi.

    Co teraz Ksiądz odczuwa, gdy sprawa skargi na biskupa stała się własnością publiczną – i okazało się, że wreszcie jest jakaś reakcja?

    – Najkrócej mówiąc: sądziłem, że już po mnie, a teraz jakbym miał nowe życie.

    Brzmi to jednak bardzo groźnie: „sądziłem, że już po mnie”?

    – Bo, jak już wcześniej wspomniałem, jednak pewnych rzeczy się bałem. Obawiałem się nawet, że może wydarzyć się coś, co sprawi, że – wbrew mojej woli – będę musiał odejść z kapłaństwa. A to jest moje życie! Starsi koledzy ostrzegali mnie, że mogę paść ofiarą jakiejś prowokacji. Albo że ktoś wymyśli na mnie jakieś oskarżenie. Całe szczęście nic takiego się nie stało.

    A w jakim sensie zaczęło się dla Księdza nowe życie?

    – Choć wszystkie procesy są jeszcze w toku, to dla mnie ta historia już się w jakimś sensie skończyła. Skoro sprawa ujrzała światło dzienne, to już nie da się jej zamieść pod dywan. Jeżeli papież podejmuje decyzję o odsunięciu biskupa, nawet tymczasowym – to znaczy, że są ku temu poważne przesłanki. Nie znam sytuacji, żeby po czymś takim odsunięty biskup wrócił do diecezji. A zresztą gdyby wrócił, ja bym to zaakceptował.

    Dlaczego?

    – Bo mi nie chodzi o zemstę na biskupie czy o jego krzywdę. Chciałem przedstawić sprawę Kościołowi, w przekonaniu, że Stolica Apostolska oceni ją i podejmie decyzje, które zawsze zaakceptuję.

    Cały czas modli się Ksiądz „za naszego biskupa Edwarda”?

    – Oczywiście, on jest nadal moim biskupem. Wymieniam go we Mszy świętej, modlę się też za niego jako człowiek i ksiądz. W moim przekonaniu on pobłądził, ale zawsze ma szansę nawrócenia. Pewnie nie wypada, żeby zwykły ksiądz mówił o biskupie, że ten powinien się nawrócić. Ale co mi tam! Św. Augustyn powiedział o sobie: „dla was jestem biskupem, z wami jestem chrześcijaninem”. I podkreślał, że to pierwsze jest przyjętym obowiązkiem, a drugie łaską. W tym właśnie sensie mogę powiedzieć biskupowi – jak jeden chrześcijanin drugiemu – że potrzebuje nawrócenia. Musi tylko przyznać się do swoich pomyłek. A wtedy może jeszcze rozpalić w sobie charyzmat Boży, jak mówi św. Paweł.

    Przez pół roku był Ksiądz mobingowany przez biskupa jako rektor seminarium. Potem przyszły kolejne groźby i szykany. Nie miał Ksiądz wtedy pokusy, żeby wyjechać za granicę, co biskup proponował? Byłby spokój…

    – Spokój byłby. Ale byłaby to też ucieczka od problemu. Zresztą nuncjusz apostolski – wiedząc, że jestem nakłaniany przez biskupa do wyjazdu zagranicznego – też mnie prosił, żebym nie wyjeżdżał i spokojnie na miejscu czekał na zakończenie sprawy.

    Bp Edward Janiak nie był dla mnie wrogiem czy przeciwnikiem. Szanuję go cały czas jako mojego biskupa. Ale sytuacja wymagała konfrontacji

    Za granicę na pewien czas mógłbym pojechać, ale nie w tamtej sytuacji. I nie na zawsze. Mogłoby to być dla mnie ciekawe doświadczenie Kościoła w innym kraju. Inne miejsce, inny Kościół, inni ludzie…

    A jak jest Księdzu na parafii w Tursku?

    – Bardzo dobrze! Mój kłopot z Turskiem nie polegał na tym, że mnie się tu nie podoba, albo że uważam to miejsce za degradację. To piękna parafia! W samym Tursku i okolicznych wsiach mam łącznie 1054 parafian. Można budować wspólnotę. W mojej sytuacji trudność bycia administratorem, a nie proboszczem, polegała na braku stabilności. Każdego dnia mogłem znaleźć w skrzynce na listy dekret wysyłający mnie gdzie indziej. Ponieważ nie dałem się zmusić do wyjazdu za granicę, mogłem być traktowany jako zapchajdziura w diecezji.

    Nie tęskni Ksiądz za kierowaniem seminarium duchownym?

    – Jako ksiądz mam pójść tam, dokąd pośle mnie biskup. W Tursku jestem na takim właśnie miejscu. Owszem, patrząc w szerszych kategoriach, skoro jestem całkowicie odsunięty od seminarium, nie mogę tam nawet wykładać, to nie są w diecezji wykorzystywane wiedza i doświadczenie, jakie zdobyłem.

    Marnowanie talentów?

    – Można i tak to nazywać. Ale żadną miarą nie chodzi mi o jakąś kościelną karierę.

    A jak parafianie z Turska zareagowali na publikację informacji, których o Księdzu nie znali?

    – Wieczorem od razu przyszło parę osób z wyrazami wsparcia. Usłyszałem wiele ciepłych słów. Potem była niedziela, więc niektórzy się spodziewali, że coś więcej powiem. Ale uznałem, że Msza święta nie jest miejscem na moje komentarze w tej sprawie. Powiedziałem, że w internecie można znaleźć sporo informacji, więc nic już nie będę dodawał. Ludzie się śmiali i dopytywali, czy mnie zabierają z Turska – to było dla nich najważniejsze.

    A zabierają?

    – Na razie w Tursku zostaję. Tego typu decyzje personalne będą – o ile wiem – podejmowane po ostatecznym zakończeniu spraw badanych obecnie przez Watykan.

    Parafianie z Turska się cieszą. A jak reagują na tę sytuację koledzy księża?

    – Miałem ostatnio w ciągu 10 dni trzy ważne wydarzenia: publikację Pańskiego artykułu, urodziny i imieniny. Z tych osobistych okazji sporo ludzi się odzywało, więcej niż zazwyczaj. Także koledzy duchowni. A publikacja zaowocowała licznymi wiadomościami o wsparciu, jakie otrzymałem nawet z Australii.

    Są jakieś głosy krytyczne?

    – Do mnie bezpośrednio nie trafiły. Ale koledzy mówią, że kaliscy kurialiści wydzwaniają po księżach, szukając tych, co donoszą mediom. Jeden z kurialistów miał stwierdzić, że są w naszej diecezji trzy kategorie księży: ci, którzy donoszą; ci, którzy szukają rozgłosu w mediach (to niby ja!); i ci, co ciężko pracują.

    A w Księdza sercu? Jest pokój?

    – Tak, zdecydowanie. Żal tylko zmarnowanego czasu. Dlaczego trzeba było aż takiego wstrząsu, żeby coś się ruszyło? Choć z drugiej strony patrząc, jest to także lekcja Kościoła. Bo okazuje się, że do odnowy Kościoła potrzebni są świeccy dziennikarze, którzy pokażą prawdę. Byleby tylko wtedy nie krzyczeć, że oni atakują Kościół, lecz pokornie się przyznać do win i zaniedbań.

    O czym Ksiądz myślał, gdy niedawno – już po premierze filmu „Zabawa w chowanego” – odbywały się w atmosferze sporego zamieszania święcenia kapłańskie kleryków, których Ksiądz wychowywał w seminarium?

    – Przede wszystkim cieszyłem się, że otrzymują święcenia. A wiem dobrze, że to piękne, choć trudne powołanie. Mogłem im wcześniej przez 4 lata towarzyszyć. Gdy musiałem odejść z seminarium, wielu z nich mnie odwiedzało. Chcieli mnie nawet wspierać finansowo podczas mojego rocznego urlopu. Cieszyłem się więc, że zostają księżmi.

    Mi nie chodzi o zemstę na biskupie czy o jego krzywdę. Chciałem przedstawić sprawę Kościołowi, w przekonaniu, że Stolica Apostolska oceni ją i podejmie decyzje, które zawsze zaakceptuję

    Przykry, rzecz jasna, był fakt, że dokonywało się to w takich okolicznościach. Że oni wcześniej musieli być w seminarium świadkami scen gorszących. Wielu na skutek tych doświadczeń bardzo dojrzało. Skoro nie odeszli, przeżywając tamten trudny czas w seminarium, to można mieć nadzieję, że teraz będą dobrymi księżmi.

    A jak to się robi, że gdy Ksiądz zostawał rektorem kaliskiego seminarium, to było zaledwie trzech kandydatów na pierwszy rok, zaś dwa lata później było ich siedemnastu?

    – Wtedy trwał Nadzwyczajny Rok Świętego Józefa. To przede wszystkim Jego zasługa. Poza tym my też jako seminarium staraliśmy się ciężko pracować, aby pojawiały się nowe powołania. Nie przypisuję tu sobie szczególnych zasług. Ja jedynie pozwoliłem, żeby seminarium duchowne było otwartym domem i miejscem doświadczania wiary. Odbywały się w seminarium warsztaty liturgiczne, rekolekcje, inne spotkania. Młodzi chłopcy przyjeżdżali tu, spotykali się z klerykami i wkrótce traktowali to miejsce jako swój dom. To rodziło dobre owoce.

    Wychodziliśmy z założenia, że seminarium diecezjalne powinno dawać klerykom doświadczenie Kościoła jako wspólnoty wspólnot, a nie zamknięcia przed światem. Dlatego kaliscy klerycy wyjeżdżali m.in. do Kazachstanu, Izraela czy Holandii. Chciałem, żeby mieli szerszy ogląd Kościoła powszechnego. Żeby widzieli, że Kościół to nie tylko Polska. Dojrzewali w ten sposób.

    Nie dlatego zostałem księdzem, że chciałem robić karierę albo że nie miałem co robić w życiu. Poszedłem do seminarium w przekonaniu, że Pan Bóg tego ode mnie oczekiwał. Dzięki temu w tej godzinie próby wiedziałem, że On jest po mojej stronie

    Po pierwszym roku takiej pracy było dziesięciu nowych kandydatów do kapłaństwa, a rok później – rzeczywiście siedemnastu. Trudno to jednak zmierzyć linijką. Pod tym względem nie ma jasnych zależności. Raz przychodzi niewielu, innym razem dużo więcej. Trudno to jednoznacznie wyjaśnić ludzkimi działaniami. Czasem trzeba się odwołać do czynników nadprzyrodzonych.

    Co dziś najbardziej zagraża Kościołowi w Polsce? I o co trzeba się najbardziej troszczyć?

    – Do Kościoła przychodzi się jak do studni. Musi więc w nim bić źródło wody żywej! Dlatego najbardziej nam zagraża to, że nasza studnia może okazać się pusta. A troszczyć się trzeba najbardziej o to, żeby była pełna.

    Zespół Luxtorpeda śpiewał kilka lat temu utwór „Pusta studnia”. Jego przesłanie uważam za współczesne memento dla naszego Kościoła: „W serce placu wbito studnię z granitowymi murami / Taka piękna, ale nie ma w sobie wody / Pusta studnia, monument, zbudowany dla ozdoby. […] Zdobny dach osłaniał studnię przed brudem tego świata / Z kałuży piłem mętną wodę tak łapczywie / To kałuża tuż przy studni uratowała życie. […] Pusta studnia, kraina się wyludnia / Pusta studnia, kraina się wyludnia // Z głębokiej wołam otchłani / By usłyszeć głos człowieka / A studni zimny kamień / Dał wodę, na którą czekam”.

    Ks. Piotr Górski – ur. 1981, duchowny diecezji kaliskiej, doktor teologii dogmatycznej. W latach 2015–2018 rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu. Od grudnia 2019 r. administrator parafii w Tursku i kustosz tamtejszego sanktuarium maryjnego.

    Chcemy wiedzieć i rozumieć więcej, bo tylko to tworzy podstawę do dialogu i porozumienia. Publikujemy informacje i nieoczywiste komentarze na Więź.pl, wydajemy kwartalnik oraz książki do biblioteki prawdziwego inteligenta, a także prowadzimy ważne projekty społeczne. Jeśli doczytałaś lub doczytałeś powyższy artykuł do końca; jeśli się zgadzasz z autorką lub autorem albo masz własne, odmienne zdanie, ale cenisz nasz punkt widzenia – wesprzyj „Więź” przez serwis Patronite i pomóż nam realizować naszą misję.
    Możesz także wpłacić pieniądze bezpośrednio na nasze konto. Więcej informacji tutaj.

     – ur. 1961, mąż z 35-letnim stażem, ojciec, teść i dziadek. Absolwent socjologii i teologii. Od 1989 redaktor „Więzi”, od 2001 –­ redaktor naczelny. Autor książek „Parami do nieba. Małżeńska droga świętości”, „Szare a piękne. Rekolekcje o codzienności”, „Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II”, „Krytyczna wierność. Jakiego katolicyzmu Polacy potrzebują”; współautor książki i cyklu telewizyjnego „Dzieci Soboru zadają pytania”. W latach 2001 i 2005 był świeckim audytorem Synodu Biskupów w Watykanie. W latach 2002-2008 konsultor Papieskiej Rady ds. Świeckich. Chrześcijański współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów w latach 2007-2009 i ponownie od 2017 r. Dyrektor programowy Laboratorium „Więzi”. Współtwórca i rzecznik prasowy Inicjatywy „Zranieni w Kościele”. Doktor honoris causa Uniwersytetu Szczecińskiego. Mieszka w Otwocku.