1.11. UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Wszystkich Świętych. Czy wiesz, że jesteś powołany do bycia świętym, czyli do życia w wiecznej wspólnocie z Bogiem? Czy masz jakiegoś ulubionego świętego, do którego często się zwracasz? A może warto „odnowić znajomość” ze swoim patronem, którego imię nosisz?

Od uroczystości Wszystkich Świętych aż do 8 listopada można uzyskać odpust zupełny dla zmarłych.

Dwaj ludzie modlili sie do tego samego Boga.Dobry faryzeusz – chciał iść złą drogą do Boga, a zły  celnik – znał dobrą drogę prowadzącą do Boga….Do Boga nie można iść złą drogą – będąc pysznym i osądzając innych.Sądzenie innych ludzi jest grzechem.Ci ,których my źle osądzamy – mogą się jeszcze nawrócić i zostać świętymi, my- choć pobożni ,możemy różnie skończyć.

**********************************************************************************************

25.10.     piątek  , PUTTEN     18.00 – katecheza dla dzieci  …18.30 rózaniec, spowiedź 19.00 – Msza sw.

26.10.     sobota  TIEL       18.30 rózaniec, spowiedź .      19.00 – Msza w int. Roberta i Iwony( rocz.slubu)

27.10 .                         NIEDZIELA – ROCZNICA POSWIĘCENIA KOSCIOŁA

9.30 ARNHEM : + ANTONINA CZEREP

12.30 UTRECHT : O Boże błog. dla Amelii, Leny,Nicolasa i Zuzanny-od Rodziców

16.00 HENGELO : ++ ZA ZMARŁYCH

19.00 PUTTEN :  W intencji Parafian

             MSZE W PARAFII NA WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH I DZIEŃ ZADUSZNY

31. 10 . CZWARTEK ,UTRECHT  18.30 WYPOMINKI  19.00- MSZA WIGILIJNA Z UROCZYSTOSCI WSZYSTKICH SWIĘTYCH

1.   11. PIĄTEK  – 

ARNHEM ( POLSKA KAPLICA NA PIĘTRZE)   18.30 – wypominki 19.00- Msza sw.

godz. 20.15 – Cmentarz w Osterbeek – procesja na groby, modlitwa za Zmarłych

 

2.11. SOBOTA  – UTRECHT godz. 15.00 – CMENTARZ SW. BARBARY  -wypominki i modlitwa nad grobami    przy Polskiej Kwaterze

2.11. SOBOTA : TIEL GODZINA 17.00 – WYPOMINKI W KOSCIELE  17.30 – MSZA ŚWIĘTA

UWAGA,   OGŁOSZENIA    DLA PARAFIAN Z UTRECHTU:

1./W ŚRODĘ 30.10. O GODZINIE 12.00 ZAPRASZAMY DO UTRECHTU  NA CMENTARZ SW.BARBARY – DO WYSPRZATANIA POLSKIEJ KWATERY  GROBÓW.KTO MOŻE OFIAROWAĆ JEDNA GODZINE SWEGO CZASU NA TĘ PRACĘ SPOŁECZNĄ ?

2./            10.LISTOPADA W NIEDZIELĘ-  NIE MA MSZY W KOSCIELE SW. RAFAŁA W UTRECHCIE ,PRZY ULICY LICHTEBERCHDREEF 4.

   MSZA JEST PRZENIESIONA  NA GODZ. 12.30 – DO KOSCIOŁA    ALOYSIUS KERK , ADRES 

   ADRIAEN VAN OSTADELAAN 2   35 83 AJ UTRECHT.

*********************************************************************************************

Uroczystość Wszystkich Świętych

Piątek, 1 listopada 2019 roku, XXX tydzień zwykły, Rok C, I

 

CZYTANIA

Wspominamy Wszystkich Świętych, którzy osiągnęli niebo. Święci, podobnie jak i my, przeszli przez życie po tej ziemi, wierzyli w Boga, słuchali tej samej Ewangelii. Dzisiaj my żyjemy na ziemi, a oni radują się wiecznym szczęściem w niebie. Święci przypominają, że droga do nieba rozpoczyna się na ziemi. A droga prowadząca do nieba nazywa się świętością życia. No właśnie, czym jest świętość? Doskonałością, bezgrzesznością…, a może…

 

 

Zdarzyło się pewnego razu, że w piękny słoneczny dzień, podczas spaceru mama weszła razem ze swoim kilkuletnim synem do kościoła.

Mateusz, dziecięcym zwyczajem wskazując palcem na przedmioty, pytał: „Mamusiu, co to jest?” „To jest ambona, to ołtarz, a to stacje drogi krzyżowej” – cierpliwie wyjaśniała mama. „A to co jest?” – zapytało dziecko, wskazując na prześwietlony słońcem witraż z wizerunkiem Świętego Kazimierza. „To jest święty” – odpowiedziała mama. Jakiś czas później w przedszkolu pani katechetka, opowiadając o uroczystości Wszystkich Świętych, zapytała dzieci: „Kto to jest święty?” Padały rożne odpowiedzi, w końcu Mateusz podniósł rękę i pamiętając niedawną wizytę w kościele, odpowiedział: „Święty to taki człowiek, przez którego świeci słońce!”.

 

Czasem, aby nazwać proste sprawy, szukamy skomplikowanych definicji, teologicznych formułek, mądrych słów. Skutek jest taki, że zamazują one istotę, a przez to stają się obce. Tak może stać się ze świętością, która wydać się może tak piękna, że aż nieprawdziwa. „Święty to człowiek, przez którego świeci słońce” – powiedziało z dumą dziecko. Światło słońca to obraz miłości Pana Boga. Świętość to przyjmowanie promieni Bożej miłości. To zgoda, akceptacja, aby Boża obecność rozświetlała zakamarki ludzkiej grzeszności. Jeśli zabraknie światła słońca, witraż wydaje się jedynie zaciemnionym oknem. Podobnie dzieje się z człowiekiem – jeśli zabraknie Boga, pojawia się egoizm, grzech, zło, ciemność.

 

Świętość nie jest ludzką doskonałością, ale jest nieustannym przeżywaniem życia w obecności Boga. Tę prawdę ukazuje św. Jan w pierwszym czytaniu z Księgi Apokalipsy:

Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli? To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka (por. Ap 7, 13-14).

Święci na ziemi doświadczali ucisku, walczyli ze złem, egoizmem, lenistwem, chciwością, nieczystością. Wiedzieli, że grzeszne życie spycha ich na mieliznę. Dlatego przychodzili do Boga i szukali Jego obecności. Swoją codzienność ukierunkowali na Boga, swoje grzeszne życie wystawiali na promienie Bożej obecności. Wiedzieli, że człowiek sam z siebie nie jest zdolny do świętości. To w spotkaniu z Bogiem dokonywało się ich uświęcenie.

 

Kiedy wpatrujemy się dziś w życie wszystkich świętych, tych oficjalnie kanonizowanych i tych, którzy w cichości wiedli święte życie, przypominamy sobie prawdę, że do Boga prowadzi wiele dróg. Może być ich tyle, ilu jest ludzi, którzy Go poszukują. W poszukiwaniu mojej drogi do Boga można się oprzeć na wskazaniach, których udzielili swoim życiem święci. Dlatego warto zaglądać do życiorysów świętych, warto podpatrywać ich życie. Oni mogą nas wiele nauczyć. Święci mogą stać się naszymi przyjaciółmi. Dziś tak wielu ludzi wierzących umieszcza obrazy świętych jedynie na ścianach, a zapomina, że przykład ich życia można wypisywać w każdej chwili w swoim sercu. Święci mogą być dla nas niezawodnymi drogowskazami w drodze do Boga, bo sprawdzili się w życiu, nie przegrali swojego życia.

 

Święci żyją także między nami. Błogosławieni będziemy, jak to podkreśla Ewangelia, ale i błogosławieni możemy być już teraz. Wszystko, co nas aktualnie spotyka w życiu, możemy przeżywać w perspektywie życia wiecznego, w którym już jesteśmy zanurzeni. Są między nami cisi, pokorni, czystego serca, pragnący sprawiedliwości i miłosierdzia, nie przez szumne deklaracje, ale przez proste, zwyczajne i święte życie.

 

Założyciel Zgromadzenia Redemptorystów Święty Alfons Liguori powiedział jakże ważne słowa: „Pamiętaj, ostatecznie możesz być albo świętym, albo nikim!” Bądźmy świętymi!

 

 

 

Kapelan Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach Sp. z o.o. – Gliwice

o. Mariusz Więckiewicz CSsR

***************************************************************************************************

1 XI 2006 — Msza św. w uroczystość Wszystkich Świętych

W uroczystość Wszystkich Świętych o godz. 10 rano Benedykt XVI przewodniczył w Bazylice Watykańskiej Eucharystii, w której uczestniczyli liczni kardynałowie, biskupi, kapłani, osoby konsekrowane, rzymianie i pielgrzymi z różnych krajów świata. W homilii Papież wskazał na to, co stanowi o świętości chrześcijanina: «wypełniać wolę Bożą z miłością i wiernością».

Drodzy Bracia i Siostry!

Rozpoczęliśmy sprawowanie Eucharystii wezwaniem: «Radujmy się wszyscy w Panu». Liturgia zaprasza nas do radowania się wraz ze świętymi w niebie, do zakosztowania tej ich radości. Święci nie stanowią nielicznej kasty wybranych — jest ich niezliczona rzesza, a liturgia zachęca nas dzisiaj, byśmy ku niej skierowali nasze spojrzenie. Tę rzeszę tworzą nie tylko oficjalnie uznani święci, ale ochrzczeni ze wszystkich epok i narodów, którzy starali się wypełniać wolę Bożą z miłością i wiernością. Nie znamy twarzy, ani nawet imion większości z nich, ale oczyma wiary widzimy, jak jaśnieją na Bożym nieboskłonie niczym gwiazdy, pełni chwały.

Kościół matką świętych

Dzisiaj Kościół świętuje swoją godność jako «Matka świętych, obraz miasta niebieskiego» (A. Manzoni) oraz ukazuje swoje piękno nieskalanej Oblubienicy Chrystusa, który jest źródłem i wzorem wszelkiej świętości. Oczywiście, nie brak w nim krnąbrnych czy wręcz zbuntowanych synów, ale to w świętych rozpoznaje on swoje charakterystyczne rysy i właśnie dzięki nim doznaje najgłębszej radości. Autor Księgi Apokalipsy opisuje ich w pierwszym czytaniu jako «wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków» (Ap 7, 9). Ten lud obejmuje świętych Starego Testamentu, poczynając od sprawiedliwego Abla i wiernego patriarchy Abrahama, oraz świętych Nowego Testamentu, licznych męczenników z początków chrześcijaństwa, a także błogosławionych i świętych z późniejszych wieków, aż po świadków Chrystusa w naszych czasach. Łączy ich wszystkich pragnienie realizowania w swoim życiu Ewangelii, pod natchnieniem odwiecznego ożywiciela Ludu Bożego, jakim jest Duch Święty.

Być świętym znaczy żyć blisko Boga

Ale «czemu służy nasze oddawanie chwały świętym, nasza danina chwały, i czemu służy ta nasza uroczystość?» Od tego pytania zaczyna się słynna homilia św. Bernarda na dzień Wszystkich Świętych. To pytanie możemy sobie postawić również dzisiaj. Aktualna jest też odpowiedź, jaką daje nam ten święty: «Nasi święci — jak mówi — nie potrzebują naszych honorów, a nasz kult niczego im nie przydaje. Ze swej strony muszę wyznać, że kiedy myślę o świętych, rozpalają się we mnie wielkie pragnienia» (Disc. 2; Opera Omnia Cisterc. 5, 364 nn.). Taki jest zatem sens dzisiejszej uroczystości: patrząc na świetlany przykład świętych, mamy rozbudzić w sobie wielkie pragnienie, by być jak święci — szczęśliwi, że żyjemy blisko Boga, w Jego świetle, w wielkiej rodzinie przyjaciół Boga. Być świętym znaczy żyć blisko Boga, żyć w Jego rodzinie. Do tego jesteśmy powołani wszyscy, co potwierdził z naciskiem Sobór Watykański II, a co dzisiaj na nowo i w sposób uroczysty jest nam przypomniane.

Droga do świętości

Ale jak możemy stać się świętymi, przyjaciółmi Boga? Na to pytanie można odpowiedzieć przede wszystkim w formie negatywnej: żeby zostać świętymi, nie trzeba dokonywać nadzwyczajnych dzieł ani posiadać specjalnych charyzmatów. Później przychodzi odpowiedź pozytywna: trzeba przede wszystkim słuchać Jezusa i iść Jego śladem, nie tracąc odwagi w obliczu trudności. «Kto zaś chciałby Mi służyć — mówi Jezus — niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec» (J 12, 26). Kto Mu ufa i kocha Go szczerze, zgadza się umrzeć dla samego siebie, niczym ziarno pszenicy zagrzebane w ziemi. Wie bowiem, że kto stara się zachować swoje życie dla siebie, straci je, a kto daje siebie, kto traci siebie, właśnie w ten sposób odnajduje życie (por. J 12, 24- -25). Doświadczenie Kościoła pokazuje, że choć różne drogi prowadzą do świętości, dochodzi się do niej zawsze drogą krzyża, drogą wyrzeczenia się samego siebie. Biografie świętych przedstawiają mężczyzn i kobiety, którzy poddawszy się Bożym planom, doświadczali czasem nieopisanych cierpień, prześladowań i męczeństwa. Wytrwali w swoim postanowieniu, «przychodzą z wielkiego ucisku — czytamy w Apokalipsie — i opłukali swe szaty, i we krwi Baranka je wybielili» (7, 14). Ich imiona są zapisane w księdze życia (por. Ap 20, 12); ich mieszkaniem na wieki jest raj. Przykład świętych jest dla nas zachętą, byśmy poszli tymi samymi śladami, doświadczyli radości będącej udziałem tych, którzy ufają Bogu, ponieważ jedyną prawdziwą przyczyną smutku i braku szczęścia człowieka jest życie z dala od Niego.

Świętość możliwa dla każdego

Świętość wymaga stałego wysiłku, ale jest możliwa dla wszystkich, ponieważ bardziej niż dziełem człowieka jest przede wszystkim darem Boga, po trzykroć Świętego (por. Iz 6, 3). W drugim czytaniu słyszymy słowa apostoła Jana: «Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy» (1 J 3, 1). Tak więc to Bóg pierwszy nas ukochał i w Jezusie uczynił nas swymi przybranymi dziećmi. Wszystko w naszym życiu jest darem Jego miłości: jakże pozostać obojętnym wobec tak wielkiej tajemnicy? Jakże nie odpowiedzieć na miłość Ojca niebieskiego żyjąc jako Jego pełne wdzięczności dzieci? W Chrystusie dał nam się całkowicie i wzywa nas do osobistej i głębokiej więzi z sobą. Im bardziej zatem naśladujemy Jezusa i pozostajemy z Nim złączeni, tym głębiej wchodzimy w misterium świętości Bożej. Odkrywamy, że miłuje nas nieskończenie, a to z kolei skłania nas do miłowania braci. Miłość zakłada zawsze wyrzeczenie się siebie, «stracenie samego siebie», i w ten sposób czyni nas szczęśliwymi.

Śladami Jezusa

I tak doszliśmy do Ewangelii dzisiejszej uroczystości, do Błogosławieństw, które przed chwilą usłyszeliśmy w tej Bazylice. Jezus mówi: błogosławieni ubodzy w duchu, błogosławieni, którzy się smucą, błogosławieni cisi, błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, błogosławieni miłosierni, czystego serca, wprowadzający pokój, cierpiący prześladowanie dla sprawiedliwości (por. Mt 5, 3-10). Tak naprawdę Błogosławiony w całym tego słowa znaczeniu jest tylko On, Jezus. On jest bowiem prawdziwie ubogi w duchu, smucący się, cichy, złakniony i spragniony sprawiedliwości, miłosierny, czystego serca, wprowadzający pokój; to On cierpi prześladowanie dla sprawiedliwości. Błogosławieństwa ukazują nam duchowy wizerunek Jezusa i w ten sposób wyrażają Jego misterium — tajemnicę śmierci i zmartwychwstania, męki i radości zmartwychwstania. To misterium, będące tajemnicą prawdziwej szczęśliwości, zachęca nas do pójścia za Jezusem, a tym samym do pójścia drogą prowadzącą do niej. W takiej mierze, w jakiej przyjmujemy Jego propozycję i wchodzimy na drogę naśladowania Go — każdy konkretnie w swoim życiu — również i my możemy mieć udział w Jego szczęśliwości. Z Nim to, co niemożliwe, staje się możliwe, i nawet wielbłąd przechodzi przez ucho igielne (por. Mk 10, 25). Z Jego pomocą, i tylko z Jego pomocą, możemy stać się doskonali, jak doskonały jest Ojciec niebieski (por. Mt 5, 48).

Drodzy bracia i siostry, dochodzimy teraz do centralnego momentu celebracji eucharystycznej — jej serca — który jest wezwaniem do świętości i jej pokarmem. Za chwilę będzie wśród nas obecny w najgłębszy sposób Chrystus, prawdziwy Krzew Winny, w który — niczym latorośle — włączeni są wierni żyjący na ziemi i święci w niebie. Dlatego ściślejsza stanie się komunia Kościoła pielgrzymującego w świecie z Kościołem triumfującym w chwale. W Prefacji będziemy głosić, że święci są naszymi przyjaciółmi i wzorami życia. Prośmy, aby nam pomagali naśladować ich, i starajmy się wielkodusznie odpowiedzieć — tak to uczynili oni — na Boże wezwanie. Prośmy zwłaszcza Maryję, Matkę Pana i Zwierciadło wszelkiej świętości. Niech Ona, cała Święta, sprawi, byśmy byli wiernymi uczniami Jej Syna, Jezusa Chrystusa! Amen.

Ks. Skrzypczak: świętowanie i promowanie Halloween jest grzechem



Ks. Skrzypczak: świętowanie i promowanie Halloween jest grzechem

Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay.com

Świętowanie Halloween i promowanie tego zwyczaju jest grzechem – podkreślił w rozmowie z KAI ks. Robert Skrzypczak, odnosząc się do obchodzonego w wielu krajach zwyczaju przebierania się w stroje demonów, upiorów i czarownic. Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami.

 

Zdaniem ks. Roberta Skrzypczaka tradycja świętowania Halloween zupełnie nie przyjęła się w polskich warunkach i jest obecnie zjawiskiem marginalnym. – Nasze społeczeństwo miało moment fascynacji tą imprezą, ale mam wrażenie, że on minął i dojrzeliśmy. Ta tradycja nie pasuje do naszej mentalności – stwierdził.

 

Duchowny dodał, że jedynym miejscem, w którym widoczne jest jeszcze zainteresowanie zagranicznym świętem, są niektóre przedszkola, szkoły i uczelnie, organizujące tego dnia imprezy dla swoich podopiecznych.– Świętowanie Halloween i promowanie tego zwyczaju jest grzechem. Tylko w krajach zlaicyzowanych ludzie się tym podniecają. Zamiast podjąć refleksję nad własnym życiem i śmiercią wolą namalować sobie plastikowy uśmiech błazna i schować się za śmiesznym przebraniem, żeby tylko nie myśleć poważnie o swoim życiu – stwierdził.

 

Jak podkreślił ks. Skrzypczak, koniec października powinien być czasem zadumy nad własnym życiem, a także okazją do modlitwy za bliskich zmarłych. – To czas kiedy wierni powinni udać się do spowiedzi, dokonać rachunku sumienia. Trzeba wejść w atmosferę zadumy. Jeżeli ktoś pójdzie 31 października na imprezę zakrapianą alkoholem, jak ma następnego dnia godnie przeżywać 1 listopada? – dodał.

 

Duchowny podkreślił, że Halloween to jednak przede wszystkim zagrożenie duchowe i nie należy specjalnie narażać się na jakikolwiek kontakt z działaniem złego. – To tak jakby iść na oddział chorób zakaźnych bez maseczki. Tu naprawdę nie ma żartów. A posyłanie dziecka na tego typu imprezy to głupota i narażanie go na niebezpieczeństwo – podsumował.

 

KAI


DATA: 2019-10-29 13:04

XXX Niedziela Zwykła —Niedziela, 27 października 2019 roku,   30. tydzień zwykły, Rok C, I

CZYTANIA

 

Faryzeusz i celnik…

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik (Łk 18, 10) – tak zaczyna się przypowieść opowiedziana przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii.

Na początku trzeba powiedzieć, że celem przypowieści nie jest krytyka faryzeuszy, ale raczej krytyka postawy, która jest daleka od ewangelicznej nauki o miłości bliźniego i wyraża się w pogardzie wobec innych. Prawdą biblijną jest to, że każdy przed Bogiem jest grzesznikiem i od każdego Bóg oczekuje nawrócenia, aby go doprowadzić do zbawienia.

 

Są takie chwile, kiedy nawet modląc się, zamykamy sobie wejście do królestwa niebieskiego. Kiedy się to dzieje? Przypowieść Jezusa wymienia dwa zagrożenia.

 

Po pierwsze, wtedy, kiedy gardzimy innymi. We wstępie do przypowieści Jezus mówi o tych co gardzili innymi… (por. Łk 18, 9). Widać bardzo wyraźnie, że Jezus stawia niezwykle radykalnie kwestię miłości bliźniego – bez niej nie ma zbawienia. Bóg nie usprawiedliwi tych, którzy nie są zdolni kochać innych i nie są zdolni do przebaczenia. Sprawiedliwość w Biblii mierzy się relacją z Bogiem i moją relacją z drugim człowiekiem.

 

Po drugie, i tu dochodzimy do sedna, ta przypowieść jest opowiedziana tym, którzy ufali sobie, że są sprawiedliwi… (por. Łk 18, 9). Ta przypowieść Jezusa jest skierowana do tych, co są przekonani, że mogą się usprawiedliwić, pozbyć grzechu własnym wysiłkiem, ascezą, jakimiś cudownymi działaniami – bojąc się czy nie chcąc oddać swojego życia w ręce Boga. Faryzeusz w swej modlitwie nie zostawił miejsca dla Boga, który mógł go wybawić do grzechu. Nie chciał stanąć przed Bogiem jako grzesznik, jako słaby, potrzebujący i dlatego nie został usprawiedliwiony.

 

Zapytajmy zatem, dlaczego celnik, a nie faryzeusz został usprawiedliwiony? Celnik swoją modlitwą pokazuje, że dostrzegł całą brzydotę swego dawnego postępowania i nawraca się. Co więcej, ufa Bogu i wie, że tylko On może okazać mu łaskawość i przebaczyć winy. Jezus stawia go za wzór do naśladowania nie dlatego, że jest on celnikiem, ale ponieważ dzięki uznaniu pełnej prawdy o sobie i dzięki swej pokorze staje się godny odejść usprawiedliwiony.

 

W ostatnią niedzielę byliśmy zaproszeni przez samego Jezusa do wytrwałej i ufnej modlitwy na wzór wdowy. A dzisiaj zaproszeni jesteśmy do uznania, że podstawą prawdziwej modlitwy jest pokora i skrucha, jak również autentyczne uznanie swej słabości i otwarcie się na łaskę Bożą, dającą zbawienie wszystkim tym, którzy zechcą ją przyjąć.

 

Faryzeusz w swej modlitwie ujawnia pychę i zapatrzenie w siebie, to jest stan, w którym modlitwa nie może oderwać się od człowieka i dotrzeć do Boga. Pokora celnika natomiast zjednuje życzliwość Boga i dzięki niej człowiek odchodzi do domu pojednany ze swym Zbawicielem.

 

Na koniec warto sobie postawić pytanie: jak się modlę, jaką przyjmuję postawę wobec Boga, czy ja Go rzeczywiście potrzebuję i ufam, czy towarzyszy mi w mojej rozmowie z Bogiem pokora i zaufanie? Stańmy przez Bogiem w prawdzie, ponieważ On wie o nas wszystko. Zna nas do głębi i nic nie jest przed Nim zakryte.

Wykładowca liturgiki w Wyższym Seminarium Duchowym Redemptorystów
w Tuchowie oraz Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Tuchów

o. Ryszard Bożek CSsR

********************************************************************************************************

Nie pierwszy to przypadek, kiedy – na fali oskarżania Kościoła o wszystko – ofiarą pomówień o pedofilię staje się kapłan. Gorzej, gdy w takiej sytuacji – w obawie o posądzenie o zachowawczość i ochronę księży-pedofilów – to Kościół staje się zbyt zachowawczy w dociekaniu prawdy.

Fot. pixabay.com/CC0
Ksiądz José Antonio Molina z jednej z parafii w Panchimalco w Salwadorze, trzy lata temu w trybie pilnym został  suspendowany przez papieża Franciszka, zwolniony ze wszystkich stanowisk i funkcji oraz wydalony, w trybie natychmiastowym i nieodwołalnie, ze stanu kapłańskiego za zbrodnię pedofilii.

Rzekoma ofiara ks. Moliny, wówczas 35-letni Ernesto Mendoza w liście skierowanym w lutym 2016 roku do tamtejszej kurii twierdził, że jako ministrant był przez niego molestowany seksualnie w latach 1993-1996. Przeciw kapłanowi wystąpiły także, z oskarżeniem o nieobyczajne zachowanie wobec nich jako nastolatek, dwie kobiety.

Oskarżenia w ciagu kilku dni spowodowały suspendowanie kapłana i rozpoczęcie wobec niego kurialnego dochodzenia, a w grudniu 2016 roku Watykan oficjalnie w trybie natychmiastowym i nieodwołalnie wydalił ks. Molinę ze stanu kapłańskiego za zbrodnię pedofilii.

Paradosksalnie eks-kapłan zaczął szukać sprawiedliwości w sądzie cywilnym. Gdy rozpoczęło  się dochodzenie przez świeckie organy sprawiedliwosci, szybko okazało się, że całe oskarżenie opierało się jedynie na fałszywych zeznaniach domniemanych ofiar, nie zaś jakichkolwiek dowodach. Ustalone fakty wręcz wykluczyły zarzucane ks. Molinie czyny.

W październiku 2019 roku Isaí Ernesto Mendoza przyznał przed sądem, że jego oskarżenia były od początku kłamstwem i przeprosił publicznie ks. José Antonio Molinę za zniesławienie. Podobnie swoje zeznania odwołały wspomniane kobiety, ówczesny prokurator, który oskarżał kapłana przyznał, że zarzuty były bezpodstawne i publicznie przeprosił ks. Molinę, a sąd całkowicie oczyścił go z zarzutów.

Jestem zadowolony. Prawda zawsze zwycięży nad kłamstwem. Wybaczam Cinty i Karen Gutierrez, a także Isaíowi Ernesto Mendozie Martinezowi, których nawet nie znałem

– mówił w rozmowie z lokalnymi mediami José Antonio Molina. Kto jednak odwoła nieodwołalną decyzję Watykanu o usunięciu księdza ze stanu kapłańskiego? Wg prawa kościelnego może to zrobić jedynie sam papież Franciszek.

Jak na razie eks-ksiadz Antonio poprosił sąd o przekazanie orzeczenia o jego niewinności arcybiskupstwu San Salvadoru i nuncjaturze apostolskiej. Z pewnością jednak ta historia każe zapytać o rozwagę Kościoła w sprawach oskarżeń kapłanów.

Z pedofilią w swoich szeregach Kościół musi z całą bezwzględnoscią walczyć, jednak nie może – kierowany naciskami z zewnątrz – walczyć działajac po omacku: zbyt szybko i pochopnie wobec obwinionego, zbyt powściągliwie wobec prawdy.

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., redaktor naczelny portalu idziemy.pl
[email protected]

**********************************************************************************************

*******************************************************************************************************
Redakcja | 25 Października 2019

Szczepan Wójcik: 4 lata temu mówiliśmy holenderskim kolegom, że zbyt mocno ustępują ekologom. Dziś połowa z nich musi szukać nowej pracy

Szczepan Wójcik: 4 lata temu mówiliśmy holenderskim kolegom, że zbyt mocno ustępują ekologom. Dziś połowa z nich musi szukać nowej pracy

Już ponad 4 lata temu mówiliśmy holenderskim kolegom, że będą mieli problem, że zbyt mocno ustępują organizacjom ekologicznym. Pukali się wtedy w czoło i mówili, że to niemożliwe, że Holandia to rolnictwo i uprawy, że nie ma możliwości, żeby ktoś zabronił nam bycia rolnikami. (…) Mamy rok 2019 i połowa farmerów z Niderlandów ma sobie szukać nowej pracy i właśnie to się dzieje tam, w Holandii – mówił w czwartkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Rolnicy w Polsce, ale również w innym krajach Europy, muszą zmagać się z dyktatem ekoterrorystów. W Holandii oraz Niemczech doszło z tego powodu do masowych protestów rolników, którzy wjechali ciągnikami do wielu miast w swoich krajach.

Aby zrozumieć genezę protestów w Holandii, należy wrócić do roku 2016 i wyroku sądu w Hadze.

– Sąd w Hadze wydał wyrok w sprawie, którą przeciw holenderskiemu państwu złożyły organizacje ekologiczne. Przedstawiciele tych środowisk uznali bowiem, że tamtejsi politycy robią stanowczo za mało, aby chronić naszą planetę i nie walczą wystarczająco z ociepleniem klimatu. Oczywiście, taki absurdalny zarzut wobec kraju, który uchodzi za najbardziej zielony w Europie, nie był traktowany poważnie do tego czasu, aż sąd nie wydał wyroku, który zmusza Holandię, aby ta do 2020 roku zredukowała emisje gazów cieplarnianych o 25 proc. Politycy wpadli więc na pomysł, że najlepszym rozwiązaniem będzie ograniczenie rolnictwa o połowę

– tłumaczył gość „Aktualności dnia”.

Holenderscy dziennikarze pisali, że takie propozycje przyniosły do rządu organizacje tzw. prozwierzęce, zaś rząd się na nie zgodził. W efekcie ekoterroryści osiągnęli dwa cele – wskazał prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Dopięli swego względem tzw. walki o klimat i doprowadzili do potężnego ograniczenia hodowli zwierząt, bo uważają, że rolnicy, hodując zwierzęta, znęcają się nad nimi w ten sposób. Potem była seria ataków na gospodarstwa rolne przez ekoterrorystów i to chyba przelało czarę goryczy. Trzeba też zaznaczyć, że październikowe protesty rolników holenderskich są największymi w historii Królestwa Niderlandów, bo na ostatnim proteście wszystkie drogi dojazdowe do administracyjnej stolicy kraju blokowało ponad 5 tys. ciągników i kilkadziesiąt tysięcy farmerów. Rząd przestraszył się do tego stopnia, że poprosił o pomoc wojsko

– zwrócił uwagę hodowca zwierząt futerkowych.

Założyciel Fundacji Polska Ziemia zaznaczył, że w dużym błędzie są osoby, które uważają, że zapędy ideologów lewicowych skupione są tylko wokół jednego tematu.

– Trzeba to powiedzieć jasno: w całej tej batalii, którą prowadzą oni przeciwko tradycyjnemu pojmowaniu świata, musimy zdać sobie sprawę z tego, że to jest pewne przemodelowanie, a w zasadzie całkowite przewartościowanie pojęć. To jest rewolucja neobolszewicka i to nie jest moim wymysłem, ale faktem, który potwierdza wielu ekspertów i naukowców. Z tym mamy dzisiaj do czynienia

– akcentował Szczepan Wójcik.

– Z rolnictwem w Polsce i Europie walczy sowicie sponsorowana, głośna i wpływowa lewica nihilistyczna. Ta grupa ludzi próbuje bawić się w inżynierię społeczną

– ocenił gość Radia Maryja.

– Ten nurt, który od lat działa już w Europie zachodniej, ale już podnosi przecież głowę w Polsce, działa na wielu frontach. Pierwszy to – nazwijmy to umownie – aktywność ekologiczna. Drugi to windowanie zwierząt ponad najdoskonalsze stworzenie, jakim jest człowiek posiadający wolną wolę. Trzeci to marksizm kulturowy, czyli wspomina już inżynieria społeczna. Te trzy płaszczyzny rewolucji, które jesteśmy świadkami, również w Polsce, muszą budzić sprzeciw. Nie ma bowiem a kraju aktywisty ekologicznego, który jednocześnie nie byłby zwolennikiem ideologii LGBT, który nie byłby zwolennikiem aborcji, który nie chodziłby w czarnych marszach. Tym ludziom nie chodzi – jak twierdzą – o rolnictwo, o zwierzęta. Im chodzi o zmianę systemu wartości

– zaznaczył.

Holenderscy rolnicy zignorowali ostrzeżenia, które otrzymywali od polskich rolników przed czterema laty. Efekty tego zaniechania widzimy dziś – zauważył prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Już ponad cztery lata temu mówiliśmy holenderskim kolegom, że będą mieli problem, że zbyt mocno ustępują organizacjom ekologicznym. Pukali się wtedy w czoło i mówili, że to niemożliwe, że Holandia to rolnictwo i uprawy, że nie ma możliwości, żeby ktoś zabronił nam bycia rolnikami. (…) Mamy rok 2019 i połowa farmerów z Niderlandów ma sobie szukać nowej pracy i właśnie to się dzieje tam, w Holandii. W Holandii było też tak, że najpierw wprowadzono pewne zakazy, oczywiście pod naciskiem ideologów. Najpierw zlikwidowali hodowlę zwierząt na futra, czyli zrobili to samo, czego próbowali dokonać w Polsce. Holendrzy oddali ten poważny sektor gospodarki rolnej w zasadzie bez walki, w ogóle nikt o to nie walczył. Dziś widmo bankructwa spogląda już do innych gospodarstw

– wskazał hodowca zwierząt futerkowych.

Całą rozmowę ze Szczepanem Wójcikiem w „Aktualnościach dnia” Radia Maryja.

******************************************************************************************************

Terlikowski: Na naszych oczach dzieje się rewolucja

Papież Franciszek
Papież Franciszek / Źródło: Flickr Long Thiên / CC BY-SA 2.0
Kapłaństwo kobiet byłoby całkowitym zerwaniem z tradycją apostolską Kościoła – mówi nam Tomasz Terlikowski, filozof i publicysta „Do Rzeczy”.

Damian Cygan: Większość uczestników synodu amazońskiego poparła możliwość wyświęcania na kapłanów żonatych mężczyzn. Co to oznacza dla Kościoła?

Tomasz Terlikowski: Święcenie żonatych mężczyzn nie jest wbrew doktrynie katolickiej. Od bardzo wielu wieków mamy żonatych księży katolickich w obrządkach wschodnich i od kilkudziesięciu lat w obrządku łacińskim, bo Jan Paweł II udzielił dyspensy żonatym duchownym anglikańskim czy luterańskim przechodzącym na katolicyzm. Warto jednak wskazać, że synod zgodził się na wyświęcanie na prezbiterów diakonów stałych, którzy pracują w różnych miejscach i już sam ten fakt sugeruje, że nie chodzi tylko o Amazonię, ponieważ tam diakonów stałych prawie nie ma. Gdzie są? Np. w Niemczech, ponad 2 tys. Co to oznacza? Że synod amazoński mydli nam oczy. Wcale nie jest na temat Amazonii, tylko na temat całego Kościoła.

Co więcej, decyzja o wyświęcaniu żonatych mężczyzn głęboko zmienia postrzeganie i rozumienie łacińskiego kapłaństwa w Kościele rzymskokatolickim. To jest bardzo głęboka i trudna reforma, która wywołała szerokie reperkusje. Jeśli od wieków całe kapłaństwo łacińskie jest związane z celibatem, to zniesienie go oznacza wielką rekonstrukcję społeczną, religijną i duchową. A wszystko dzieje się w sytuacji, kiedy postrzeganie samego kapłaństwa jest w głębokim kryzysie. Dlatego moim zdaniem decyzja synodu jest przedwczesna, i może niebezpieczna dla Kościoła, choć w wymiarze doktrynalnym możliwa do uzasadnienia.

Przy okazji synodu wypłynęła również druga kontrowersyjna kwestia – diakonat kobiet.

Ta sprawa pojawiła się w trakcie debaty, ale w dokumencie podsumowującym synod napisano jedynie tyle, że trzeba szukać nowych metod posługi dla kobiet.

Czyli uchylono furtkę do dalszych zmian.

Diakonat kobiet byłby decyzją dużo bardziej doktrynalną. Takiego postulatu nie ma w oficjalnych dokumentach, jest sugestia o konieczności dyskusji. Ale jeśli diakonat kobiet, to dlaczego nie prezbiterat czy biskupstwo? W tej sprawie mamy jasne decyzje Jana Pawła II, który powiedział, że Kościół nie ma władzy, żeby wyświęcać kobiety. Gdyby chciano to zmienić, trzeba byłoby uznać, że papież i cała dotychczasowa tradycja Kościoła była w głębokim błędzie. Mówiąc wprost, gdyby Kościół katolicki zaczął wyświęcać kobiety na diakonki, tak naprawdę zerwałby z całą tradycją apostolską Kościoła. Czy to jest możliwe? Moim zdaniem nie, ale wiele rzeczy niemożliwych już widzieliśmy.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski powiedział w jednym z wywiadów, że jeśli te rewolucyjne zmiany będą wprowadzane, to Kościołowi grozi schizma. Pan też widzi takie zagrożenie?

Oczywiście, że tak. Na naszych oczach dzieje się rewolucja, wbrew temu, co nam powtarzają nasi polscy biskupi, że nic się nie stało. Cały projekt progresywistów katolickich jest w tej chwili realizowany. Przypominam, że wcześniej mieliśmy dwa synody o małżeństwie, których skutkiem jest dopuszczenie osób rozwiedzionych do komunii św. i spowiedzi. A to oznacza – co prawda nie wprost – że Kościół katolicki de facto uznał rozwody. Zniesienie celibatu jest mniejszym problemem doktrynalnym, ale stanowi potężną rewolucję wizerunkową. Natomiast potencjalne święcenie kobiet na diakonów czy prezbiterów jest całkowitym zerwaniem z tradycją apostolską. Dlatego bardzo wielu wierzących katolików, kapłanów, biskupów i kardynałów zostanie postawionych przed pytaniem: uczestniczymy w tym, czy nie?

Czy jest możliwość, że papież Franciszek nie przychyli się do prośby synodu związanej z wyświęcaniem żonatych mężczyzn na kapłanów?

Proszę nie żartować. Synod amazoński został zwołany przez Ojca Świętego i to on wskazał jego głównych architektów. Synod przebiegał dokładnie w myśli poleceń papieża, a on sam wygłosił na koniec przemówienie, w którym powiedział, że będą elity katolickie krytyczne wobec dokumentu posynodalnego, zatem trzeba dostrzec jego wielkość. To wszystko są postulaty Franciszka i jego wizja Kościoła.