26.04.- 3.NIEDZIELA WIELKANOCNA

            Dz 2,14.22b–28   /   Ps 16     /1 P 1,17–21      /          Łk 24,13–35

ZAPRASZAM NA NIEDZIELNĄ EUCHARYSTIĘ ODPRAWIANĄ W ERMELO – O GODZINIE 11.00 ,W INTENCJI WSZYSTKICH PARAFIAN Z DIECEZJI UTRECHt  ORAZ TYCH,KTÓRZY UCZESTNICZA W TRANSMISJI. MSZA ŚW.POPRZEDZONA KORONKĄ DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA – 15 MINUT.

MSZA TRANSMITOWANA PRZEZ YOUTUBE I  FB ( PARAFIA POLSKA UTRECHT).MOŻNA W NIEJ UCZESTNICZYĆ ,KLIKAJĄC W ZAKŁADKĘ POWYŻEJ – TRANSMISJA NA ŻYWO.

CODZIENNIE O GODZINIE 20.00 – ADORACJA NAJSW. SAKRAMENTU, WSPÓLNA MODLITWA Z DOMOWEJ KAPLICY W ERMELO.ZAPRASZAM !

1.05. – godz. 19.30 – EUCHARYSTIA  ,GODZ. 20.00 – ADORACJA 1.PIĄTKOWA

2.05. – GODZ. 20.00 – NABOŻENSTWO MARYJNE  1. SOBOTY  MIESIĄCA

***********************************************************************************************

 

HOMILIA NA DZISIEJSZĄ NIEDZIELĘ- 3.ND WIELKANOCNĄ

Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twojego przyjścia w chwale – w czasie każdej Eucharystii wyznajemy tymi słowami naszą wiarę w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Mówimy te słowa razem, ale różnie. Czasem wymawiamy je z pełną świadomością, chyba częściej „z rozpędu”, mechanicznie. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa stoją w tych świętych dniach bardziej niż kiedykolwiek w centrum Mszy Świętej. Smutek Wielkiego Piątku i radość Wielkiej Nocy tworzą dramatyczną, pełną napięć całość. Poruszamy się między skrępowaniem i uwolnieniem. Świętujemy uroczyście tajemnice naszej wiary, ale często wkradają się też wątpliwości.

Jak można i trzeba to wszystko rozumieć, zwłaszcza w naszym stuleciu, w którym niemal wszystko się kwestionuje?

Dlaczego Jezus musiał umrzeć na krzyżu?

Czy On naprawdę zmartwychwstał?

A jeśli tak, to jakie może mieć to dla nas dziś znaczenie.

Nie jesteśmy sami z tymi pytaniami i wątpliwościami. Dopiero co słyszeliśmy Ewangelię o uczniach idących do Emaus. Są jeszcze przepełnieni tym, co ostatnio stało się w Jerozolimie. Jezus, który otworzył przed nimi zupełnie nową rzeczywistość, z którym zaczęli nowe życie, w którym pokładali całą nadzieję, nagle, niespodziewanie umarł. Ba, nie tylko po prostu zwyczajnie umarł, ale zginął okrutną, haniebną śmiercią jako przestępca, odrzucony przez naród i osądzony przez jego przywódców. Ich nadzieja legła w gruzach. To, na co postawili, okazało się złudzeniem. Czy po takiej śmierci to, co Jezus głosił, ma jeszcze jakiś sens? Czy to nie było zwykłą mrzonką, rojeniami marzyciela? Po co w ogóle było to wszystko?

Możemy się łatwo domyślić, z jak przybitą duszą szli ci uczniowie, których imion nie znamy. Z psychologicznego punktu widzenia istnym skarbem był dla nich nieznajomy, który się do nich przyłączył i przed którym mogli się wyżalić, gdy on słuchał – długo i cierpliwie. A potem okazało się, że on zna odpowiedź na wszystkie te pytanie, wobec których oni byli bezradni, całkowicie bezradni – tak bezradni, jak tylko człowiek być może. Okazało się, że potrafi im towarzyszyć nie tylko w drodze fizycznej, ale też w drodze wiary – o wiele trudniejszej. Ukazuje im coś, o czym nie mieli zielonego pojęcia: cały sens historii zbawienia, dziejów spotkań Boga z człowiekiem; tej historii, w której Jezus nie był przypadkowym epizodem, ale samym jej centrum. O tym zresztą nikt nie miał pojęcia, a oto oni dowiadują się o tym jako pierwsi w świecie. Nie ma się co dziwić, że później powiedzą: Czyż serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? Bo oto odradza się w nich nadzieja; jeszcze nie ma ona konkretnego kształtu, ale już ją widać na horyzoncie.

Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Kiedy wędrowcy przybywają do Emaus, zapraszają współtowarzysza podróży, by im towarzyszył także w domu. Tam, gdy obcy łamie chleb, uczniowie natychmiast rozpoznają w nim Jezusa – bo to był gest tak dla Niego charakterystyczny. A więc On nie pozostawił ich samymi z ich niezrozumieniem i rozczarowaniem. On żyje, a więc nic z tego, co się zdarzyło, nie było daremne i bezsensowne. I ich nadzieja także nie była daremna. Nic się nie skończyło – przeciwnie, wszystko zacznie się od nowa, i to w sposób, jakiego nikt nie mógł przewidzieć. Z taką wiedzą nie mogli ani spać spokojnie w gospodzie, ani nawet pozostać sami – chyba się więc nie dziwimy, że mimo zmęczenia podróżą natychmiast ruszyli z powrotem do Jerozolimy, aby o tym wszystkim opowiedzieć innym uczniom Jezusa, podobnie jak oni załamanym i zniechęconym. Aby w nich wskrzesić umarłą już nadzieję.

Spróbujmy jeszcze połączyć dwa zdania: Oczy ich były jakby na uwięzi i A myśmy się spodziewali… Dlaczego ich oczy były jakby na uwięzi, tak że nie mogli rozpoznać Jezusa? Może właśnie dlatego, że się spodziewali… Wyobrazili sobie jakąś określoną przyszłość – na swoją miarę, na ludzką miarę. Ale Bóg nie ma obowiązku stosować się do ludzkich miar, one są dla Niego za ciasne, dlatego On je zawsze przekracza. Dopóki człowiek jest całkowicie skoncentrowany na sobie, na swoich wizjach świata, swoich wyobrażeniach i zamierzeniach, dopóty Bożych dzieł nie rozumie, a Boga nie widzi. Musi się otworzyć na Bożą „mowę”, musi zacząć patrzeć choćby odrobinkę „Bożymi oczami”. Tak właśnie się stało z tymi dwoma wędrowcami: pod wpływem słów Jezusa zaczęli się stopniowo otwierać na nową rzeczywistość, na Boże działanie, a gest Jezusa przy stole dopełnił tego zbawiennego procesu. Wtedy otworzyły się im oczy…

Warto sobie przypomnieć tę wspaniałą perykopę biblijną, gdy przygniatają nas te uczucia, które przygniatały tych dwóch uczniów: niezrozumienia, załamania, beznadziei. Bo wtedy z nami też idzie Jezus, tak jak szedł z nimi – i tak samo na ogół nie rozpoznany, przynajmniej na początku (choć ten początek może nieraz trwać długo…). Jezus towarzyszy nam zawsze na drodze naszego życia, tak jak towarzyszył idącym do Emaus. Często nie widzimy i nie czujemy Jego obecności, ale ona jest, ona naprawdę jest! On – i zresztą tylko On – ma moc wskrzesić w nas gasnącego ducha, umierającą nadzieję. I na pewno nie zostawi nas w sferze mroku, gdzie jesteśmy szczególnie narażeni na ataki złego ducha. A gdzie jest On, tam zawsze jest możliwy nowy początek, tam zawsze możliwe jest z-martwych-wstanie, bo przecież On to pokazał swoim życiem. Gdzie jest On – i tylko tam, gdzie jest On – tam można odnaleźć sens życia, gdyż On jest zwornikiem wszystkiego; bez Niego wszystko się rozsypuje i traci sens, wszystko staje się niezrozumiałe tak jak dla uczniów z Emaus. Jezus wszystkim nam oferuje nową nadzieję, przed nami wszystkimi otwiera nową przyszłość. Dlatego możemy z pełnym przekonaniem mówić: Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twojego przyjścia w chwale.

Pracownik redakcji kwartalnika „Homo Dei” i wydawnictwa Homo Dei – Kraków

o. Janusz Serafin CSsR

****************************************************************************************************

To prawda, że Pana Jezusa można spotkać wszędzie, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy uronić łzy, widząc zamknięte kościoły.

Wśród pozytywnych rzeczy, jakie zdaniem różnych komentatorów może przynieść Kościołowi pandemia koronawirusa, jest ożywienie tego, co nazywamy Kościołem domowym. I nie chodzi tutaj o małżeńsko-rodzinny ruch świeckich, działający w ramach Ruchu Światło–Życie, który nazywa się właśnie Domowym Kościołem, ale w ogóle o świadomość wiernych, że podstawą wzrastania i dojrzewania w wierze jest rodzina. Rzeczywiście, restrykcje związane z koronawirusem sprawiły, że w wielu katolickich domach jest więcej nie tylko indywidualnej, ale i wspólnej modlitwy, w tym pobożnego uczestnictwa w Mszach transmitowanych przez telewizję, radio czy internet. Wzruszające są szczególnie opowieści o modlitwach małych dzieci, które na swój sposób wyczuwają zagrożenie i proszą Boga, by „zabrał tego koronawirusa”. Sobór Watykański II, w Konstytucji dogmatycznej o Kościele, mówiąc o małżeństwie i rodzinie, stwierdza: „W tym domowym niejako Kościele rodzice przy pomocy słowa i przykładu winni być dla dzieci swoich pierwszymi zwiastunami wiary” (nr 11). Naukę tę rozwinął Jan Paweł II, m.in. w adhortacji „Familiaris consortio” (zob. nr 21). Katechizm Kościoła Katolickiego naucza natomiast, że rodzina powołana jest do modlitwy, czytania słowa Bożego i ewangelizowania (zob. nr 2205). To nauczanie znajduje swoje zakorzenienie w Piśmie Świętym, szczególnie w listach św. Pawła. Kończąc List do Rzymian, apostoł prosi, by pozdrowić Pryskę i Akwilę, a także „Kościół, który się zbiera w ich domu” (16,5). W Liście do Filemona Paweł zwraca się m.in. do „Archipa i do Kościoła gromadzącego się w tym domu” (2). W początkach Kościoła nie było wszak świątyń chrześcijańskich, co więcej, chrześcijanie nie zawsze mogli swobodnie się gromadzić, a zatem spotykali się na modlitwie i sprawowali liturgie w domach nawróconych rodzin. Trzeba jednak podkreślić, że nie ma żadnej „rywalizacji” pomiędzy świadomością roli Kościoła domowego a misją Kościoła parafialnego i duszpasterzujących w nim księży. Te rzeczy, dobrze rozumiane, nawzajem się umacniają. Przyznam, że razi mnie retoryka tych, którzy zachwycają się internetowym życiem liturgicznym w taki sposób, jakby nie widzieli, że obecna sytuacja Kościoła jest jednak dramatem. To prawda, że Pana Jezusa można spotkać wszędzie, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy uronić łzy, widząc zamknięte lub ograniczone w swych funkcjach kościoły. Takie łzy zapewne będą miłe Bogu…•

*************************************************************************************************

Holenderskie „tak” dla eutanazji osób z demencją

Holandia wytacza kolejne niechlubne szlaki w promowaniu kultury śmierci. Sąd Najwyższy tego kraju wydał właśnie werdykt legalizujący eutanazję osób z demencją. „Może być ona przeprowadzona także w sytuacji, gdy pacjent nie jest w stanie wyrazić swojej woli” – czytamy w oświadczeniu holenderskiego trybunału.

 2020-04-23 17:48
Decyzja sądu jest odpowiedzią na śmierć 74-letniej kobiety dotkniętej chorobą Alzhaimera, której w 2016 r., aby móc dokonać jej eutanazji, do kawy wsypano środki usypiające.

Kobieta straciła przytomność, po chwili się jednak ocknęła i córka musiała ją przytrzymać aż do zakończenia śmiertelnego zastrzyku.

Sprawa wyszła na jaw, a lekarkę oskarżono o zabójstwo bowiem nawet permisywna legislacja holenderska stwierdza, że pacjent chcący umrzeć musi potwierdzić wolę dokonania eutanazji. Sprawa trafiła do sądu niższej instancji, który uwolnił lekarkę z wszelkich zarzutów, a następnie „w interesie prawa” na wokandę Sądu Najwyższego, który wyrok podtrzymał.Córka zmarłej wzięła stronę lekarki twierdząc, że ta jedynie uwolniła jej matkę z więzienia niefunkcjonującego umysłu, w którym się znalazła. Przypomniała zarazem, że matka dużo wcześniej podpisała tzw. testament biologiczny, zawierający możliwość przeprowadzenia eutanazji. Kobieta zastrzegła sobie jednak, że o tym, czy i kiedy do tego dojdzie zadecyduje w późniejszym czasie. Decyzję podjęto jednak za nią.

Liberalne media świętując kolejny „eutanazyjny sukces” okrzyknęły decyzję sądu historyczną. Zupełnie jednak przemilczały jej negatywny aspekt. Pozwala ona bowiem coraz szerzej wprowadzać eutanazję zalegalizowaną w Holandii przed 20 laty. Obrońcy życia alarmują, że takie praktyki całkowicie negują wolność pacjenta i łamią jego podstawowe prawa. Przestrzegają też przed wprowadzeniem tzw. testamentu życia, który kolejne kraje chcą legalizować, ponieważ, jak pokazuje ta historia, może się on stać śmiertelną pułapką, nie pozostawiając potencjalnym samobójcom możliwości odejścia od swej decyzji. Istnieje groźba, tak jak to się wydarzyło w przypadku tej 74-letniej pacjentki, że bez uprzedzenia podana nam zostanie zatruta kawa. Środowiska pro-life alarmują, że holenderska machina śmierci coraz bardziej się rozpędza i przeciera kolejne szlaki, aby decydować o ludzkim życiu.

*************************************************************************************************

**************************************************************************************************

PROSBA DO MIESZKAŃCÓW ARNHEM i OKOLIC. POLKA Z USA POSZUKUJE SWOJEJ BEZDOMNEJ SIOSTRY !

Moje nazwisko Mirosława Sztuczka ,jestem Polką mieszkającą w USA wraz z rodziną.Zwracam się do księdza z prośbą o pomoc w skontaktowaniu sie z moją siostrą mieszkającą w Holandii .
Od roku 2019 moja siostra stała sie osobą bezdomną i przebywa aktualnie w Arnhem.Ostatni kontakt z Nią mieliśmy zeszłego roku w lutym.
Moim celem jest zabranie jej do USA ,Jednakze obecny czas pandemii utrudnia mi to .Bardzo Prosze by ksiadz pomogl mi w kontakcie z Nią. Ostatno siostra przebywa w okolicach scheltere IrisZorg Doorstroomvoorziening Arnhem – takie informacje otrzymalam od detektywa.Nie posiada ID , nie jest zarejestrowana.Czy ksiądz moze mi pomóc przekazać jej zdjęcie z informacją, żeby się skontaktowala z księdzem ? Zeby jej przekazac te informacje, o ktorych ja piszę.
Przesyłam księdzu artykuł z gazety. Dane moje siostry :
Bernadette Gondek Van Eerden ur 11 kwietnia 1960 w paszporcie holenderskim ma date 1 kwietnia 1960.
Moja siostra cierpi na zaburzenia osobowosci typy borderline byla kilkakrotnie leczona .

Miroslawa Sztuczka 
22125 Le Fever Ave.
48091 Michigan USA 
tel. 3135663509
email.    [email protected] Gmail.com

***********************************************************************************************

PONIŻEJ – ZDJĘCIE  BERNADETTY,POSZUKIWANEJ PRZEZ SWOJA SIOSTRĘ Z USA.

Bezoekers van Het Stoelenproject in de huiskamer van Tonnie van den Herik. Van links naar rechts: Teodoor Mirkovic, Bernadette Gondek van Eerden en Ronald Koudijs. Foto: Rolf Hensel.

PREMIUM
Bezoekers van Het Stoelenproject in de huiskamer van Tonnie van den Herik. Van links naar rechts: Teodoor Mirkovic, Bernadette Gondek van Eerden en Ronald Koudijs. Foto: Rolf Hensel. © Rolf Hensel

Arnhemse daklozen noemen tijdelijke sluiting van Het Stoelenproject ‘pure discriminatie’

ARNHEM – Het voorstel van het bestuur van Het Stoelenproject om de nachtopvang in Arnhem komende zomer een maand lang te sluiten, stuit op weerstand bij de daklozen.

Sommigen noemen het plan voor de meest kwetsbare bezoekers zelfs een kleine ramp. ,,Zij zijn niet in staat zichzelf op straat te redden. Voor hen is dit een ongelooflijk groot probleem”, zegt Teodoor Mirkovic, die al een jaar of vier dakloos is.

Dat vindt ook Bernadette Gondek van Eerden, die pas een paar weken dakloos is. ,,Wat denk je van mensen die last van psychoses hebben of medicijnen gebruiken. Die stuur je ’s nachts toch niet alleen de straat op. Deze mensen zijn afhankelijk van een nachtopvang als Het Stoelenproject.”

************************************************************************************************

DROGA ŚWIATŁA – VIA LUCIS

droga światła

Skąd się wzięła i co zawiera Droga Światła?

Za Zmartwychwstałym

Chrystusowe przejście z ciemności do światła znajduje swoje uosobienie we freskach z katakumb św. Kaliksta w Rzymie, które stają się zachętą do dalszego trwania przy Zmartwychwstałym. Stąd nazwa nabożeństwa, które chcemy lepiej przybliżyć – Droga Światła. Rozważania można prowadzić w formie wędrówki od stacji do stacji, znanych dobrze z Drogi Krzyżowej (Via Crucis). Odnotowane w Nowym Testamencie wydarzenia składają się na następujące propozycje:

• Stacja I – Jezus powstaje z martwych
• Stacja II – Apostołowie przybywają do pustego grobu
• Stacja III – Zmartwychwstały Pan objawia się Marii Magdalenie
• Stacja IV – Zmartwychwstały Pan ukazuje się uczniom na drodze do Emaus
• Stacja V – Zmartwychwstały Pan objawia się uczniom przy łamaniu chleba
• Stacja VI – Zmartwychwstały Pan ukazuje się apostołom
• Stacja VII – Zmartwychwstały Pan przekazuje uczniom władzę odpuszczania grzechów
• Stacja VIII – Zmartwychwstały Pan umacnia wiarę Tomasza
• Stacja IX – Zmartwychwstały Pan spotyka uczniów nad Jeziorem Galilejskim
• Stacja X – Zmartwychwstały Pan przekazuje władzę pasterską Piotrowi
• Stacja XI – Zmartwychwstały Pan daje uczniom nakaz misyjny
• Stacja XII – Zmartwychwstały Pan wstępuje do Ojca
• Stacja XIII – Uczniowie z Maryją oczekują w wieczerniku na Zesłanie Ducha Świętego
• Stacja XIV – Zmartwychwstały Pan posyła uczniom obiecanego Ducha

Wielkanocne nabożeństwo Via Lucis staje się coraz bardziej popularnym w Kościele – Zmartwychwstałego Chrystusa spotykamy w czternastu stacjach, w jego spotkaniach z uczniami, co służy przeżywaniu tajemnic paschalnych. Historia sięga rodziny salezjańskiej, a powstało najprawdopodobniej we Włoszech (1988 rok). W latach 90. stopniowo rozpowszechniało się na całe Włochy. 2002 rok to oficjalnie zatwierdzenie nabożeństwa przez rzymską Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Wtedy to wprowadzano w wielu parafiach na świecie jej odprawianie.

Nasze misterium wiary zwieńczone przeżyciem Triduum Paschalnego nie kończy się bynajmniej na złożeniu ciała Jezusa do grobu. Idziemy dalej, aby podkreślić znaczenie czasu wielkanocnego w Kościele i odkryć tajemnice Jego zmartwychwstania. Droga światła jest nabożeństwem stanowiącym tym względzie wielką pomoc.

Ze względu na małą popularność tego nabożeństwa jego ostateczny kształt nie jest jednoznacznie ustalony. Nie ma też żadnych sugestii, jak często i w jakie dni ma się ono odbywać. Dobrze jest odprawiać nabożeństwo po zapadnięciu zmroku, aby podkreślić symbolikę światła. Jeśli to możliwe, droga światła powinna mieć formę procesji. Wówczas na jej czele jest niesiony paschał, krzyż z czerwoną stułą lub figura Zmartwychwstałego i ewangeliarz. Wierni niosą zapalone świece.

źródła: www.vialucis.kapucyni.pl