13.09. -24. niedziela zwykła(otwórz)

EWANGELIA SW. MATEUSZA 18,21-35.

Tyle warte wobec wieczności nasze spory

DIMITRIS VETSIKAS FROM PIXABAY Tyle warte wobec wieczności są nasze spory

PRZEBACZENIE JAKO SWIADECTWO MIŁOŚCI. DANTE UMIESCIŁ W PIEKLE TYCH, KTÓRZY NIE ZDĄŻYLI PRZEBACZYĆ ZA ŻYCIA.BÓG ,KIEDY PRZEBACZA,NIE PAMIĘTA ZŁEGO.TO TYLKO CZŁOWIEK PRZEBACZA I NIE POTRAFI ZAPOMNIEĆ.

PROGRAM W NASZEJ PARAFII

12.09. SOBOTA – HENGELO 17.00 – MSZA ŚWIĘTA .KATECHIZACJA

GODZINA 20.00 – MSZA SW. Z ERMELO , W INTENCJI PARAFIAN ( FB- PARAFIA POLSKA UTRECHT I STRONA PARAFIALNA – TRANSMISJA NA ŻYWO). PO MSZY, OK. 20.40 – NABOŻEŃSTWO EUCHARYSTYCZNE ( POŁ GODZINY)

13.09. – 24. NIEDZIELA ZWYKŁA

9.00 ARNHEM – MSZA DZIĘKCZYNNA. PO MSZY – W KAPLICY NAJSW. SAKRA. – PÓŁGODZINNA ADORACJA N.S.

12.30 UTRECHT : ++ ZOFIA I JAN

16.00 TIEL : w INT.WIKTORII I HUBERTA Z OK. URODZIN. PRZED MSZĄ SW. – PÓŁGODZINNA ADORACJA NAJSW.SAKRAMENTU

18.30 PUTTEN : + HELENA ŻAK. PO MSZY – ADORACJA NAJSW. SAKR.(PÓŁ GODZINY)

PROSIMY O ZAPISYWANIE SIĘ NA MSZĘ ŚWIETĄ DO WYBRANYCH KOŚCIOŁÓW , U WŁAŚCIWYCH OSÓB ZA TO ODPOWIEDZIALNYCH.

PÓŁ GODZINY PRZED MSZĄ – OKAZJA DO SPOWIEDZI.

14.09. PONIEDZIAŁEK -19.30 – MSZA ŚWIĘTA – PODWYŻSZENIE KRZYŻA SWIĘTEGO , TRANSMISJA FB Z ERMELO. PO MSZY – NABOZEŃSTWO.

15.09. WTOREK -19.30 – NAJŚW. MARYI PANNY BOLESNEJ – MSZA ŚW. I RÓŻANIEC

18.09. PIATEK – 16.30 – PUTTEN – KATECHEZA DLA DZIECI

GODZ. 19.30 – ERMELO : + WANDA JURGOWSKA ( +70 UR.)

19.09. SOBOTA – 10.30 DRIEBERGEN: SZKOŁA POLSKA

17.00 HENGELO : MSZA SWIETA + STANISŁAW WILK ( 30.R.+)

20.00 ERMELO : MSZA SW. (FB,STRONA PARAFIALNA) W INTENCJI PARAFIAN

20.09. – 25.NIEDZIELA ZWYKŁA

ARNHEM 9.00 : W INTENCJI ANNY I PATRYKA

UTRECHT 12.30:

TIEL 16.00 : + ANIELA POPIEL

PUTTEN 18.30 :

*****************************************************************


WIDEO NA NIEDZIELĘ

Wybaczaj. Biblijny wideokomentarz

XXIV niedziela zwykła… Przebaczyć 77 razy. Czy to nie przesada?więcej »NASZ CYKL

Będziesz wybaczał

Rozwiążesz? Przetniesz?

JÓZEF WOLNY /FOTO GOŚĆ Rozwiążesz? Przetniesz?
A co by było, gdyby Bóg nie zdecydował się nam przebaczyć, dopóki sprawiedliwie swojej winy nie odkupimy?

Garść uwag do czytań XXIV niedzieli roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.

Ile razy mam wybaczyć? Zawsze – mówi Jezus. A gdzie sprawiedliwość? Czyżby Jezus nagle przestał się przejmować cichymi, krzywdzonymi, jak grzyby deszczu łaknącymi sprawiedliwości i cierpiącymi dla niej prześladowania? Właśnie o wartości przebaczania są czytania tej niedzieli.

XXIV niedziela zwykła… Przebaczyć 77 razy. Czy to nie przesada?

Sęk w tym, że kiedy na zło odpowiadamy złem, świat staje się coraz gorszy. Jeśli przez przebaczenie luzujemy spiralę niechęci, świat staje się lepszy. Zresztą…

Powiedzmy uczciwie: są krzywdy prawdziwe i faktycznie wielkie. Szukanie sprawiedliwości – nie zemsta – są wtedy jak najbardziej na miejscu. Ale bywa i tak, że chodzi o drobiazg czy nawet tylko jakąś urażoną ambicję, o dyshonor… Czy wtedy warto domagać się sprawiedliwości? Czy to nie za duże słowo?

Przebaczając – otwieramy sobie drogę do Bożego miłosierdzia

W pierwszej kolejności, przebaczając, pomagamy samym sobie. Jedyną przeszkodą, która blokuje dostęp do Bożego miłosierdzia, jest zatwardziałość serca względem naszych dłużników. Słyszeliśmy o tym w dzisiejszej Ewangelii, jak to król na wieść, że jego sługa nie darował marnego długu swemu współsłudze, uniesiony gniewem anulował okazane miłosierdzie i kazał wydać go katom. A w pierwszym czytaniu mędrzec Syrach zachęcał nas: Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy. Podobnie i my codziennie, zapewne kilkakrotnie, prosimy Boga: Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Kiedy nie przebaczamy, budujemy mur, którym odgradzamy się nie tylko od bliźniego, ale także od Boga. A przecież pamiętać musimy, że jedynie miłosierni dostąpią miłosierdzia.

Przebaczając – stajemy się wolni

Podczas podróży apostolskiej papieża Franciszka do Albanii w 2014 roku usłyszeliśmy poruszające świadectwo kapłana Ernesta Simoni. Po wysłuchaniu tego, co miał do powiedzenia, papież wzruszył się do łez i przytuliwszy go, trwał w tym geście szacunku i podziwu przez dłuższą chwilę.

Otóż, dziś już 92-letni albański kapłan, a od 2016 roku kardynał opowiadał o prześladowaniach za czasów komunistycznego reżimu Envera Hodży. Został aresztowany po pasterce, którą odprawił w 1963 roku. Wielokrotnie torturowano go, by zmusić do opowiedzenia się przeciwko Kościołowi, a gdy odmówił, został skazany na śmierć. Wyrok ten jednak zamieniono na 18 lat więzienia. Po odbyciu kary został skazany na 10-letni pobyt w obozie pracy przymusowej. W więzieniu z pamięci odprawiał Msze Święte po łacinie i potajemnie udzielał Komunii św. Jest żywym świadectwem bestialstwa, którego ofiarami w jego kraju byli ludzie wierzący w Boga. Nie tylko modlił się za swoich prześladowców i donosicieli, ale potrafił przebaczyć im w imię Chrystusa. Po latach spotkał na ulicy człowieka, który skazał go na śmierć. Gdy ten próbował ukryć się, ks. Ernest zawołał: „Stój! Nie uciekaj! Nie bój się!” Podszedł do niego, przytulił go i powiedział: „Przebaczam ci!”.

Ks. Ernest mimo iż spędził 28 lat w więzieniu, zawsze był wolny. Nie ma wolności bez przebaczenia. Brak przebaczenia, noszenie się z chęcią zemsty czyni człowieka zniewolonym. Przebaczając, człowiek staje się wolny.

Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński mówił, że przebaczenie jest potrzebne każdemu z nas, gdyż jest „przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku do własnej celi więziennej. Zemsta zamyka duszę w więzieniu nienawiści”. Sam zawsze przebaczał swoim prześladowcom potwierdzając, że jest wolnym człowiekiem. W 1953 roku w „Zapiskach więziennych” pisał: „Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził”, a w 1969 r. w tzw. testamencie warszawskim, odnosząc się do działań władz państwowych, napisał: „Świadom wyrządzonych mi krzywd, przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili”.

Przebaczając – nie zacieramy granic między dobrem i złem

Może się nam niekiedy wydawać, że przebaczając, banalizujemy zło. Jednak to nie jest tak. Prawdziwe przebaczenie musi być osadzone na prawdzie, niekiedy bardzo bolesnej, która ma moc oczyszczającą i jasno pokazuje dobro i zło, ofiarę i prześladowcę.

Ks. Zdzisław Peszkowski, obrońca prawdy o zbrodni katyńskiej i prawdy o polskiej Golgocie Wschodu, orędownik przebaczenia i pojednania, nauczyciel młodzieży i harcmistrz, swój program działania streścił w pięciu pojęciach – tak zwane: „Pięć razy P”: prawda, pamięć, prawo, przebaczenie, pojednanie. Przebaczenie na fundamencie prawdy prowadzi do pojednania, które daje szansę budowania lepszej przyszłości.

Ks. Peszkowski na początku II wojny światowej trafił do obozu w Kozielsku, skąd wszystkich wywożono do Katynia. Jednak ostatni transport, w którym się znalazł, został skierowany do innego miejsca i wszyscy zostali ocaleni. Nazywał siebie kapelanem pomordowanych na Wschodzie. Kiedy dokonywała się ekshumacja pomordowanych w Katyniu w latach 90-tych, ks. Peszkowski sam z własnej inicjatywy dołączył się do ekipy. Podczas ekshumacji polskich oficerów każdą czaszkę osobiście brał w dłonie, dotykał ją i błogosławił różańcem otrzymanym i poświęconym przez Jana Pawła II.

Pomimo tak wielu bolesnych doświadczeń Ks. Peszkowski był autorem „Aktu pamięci, przebaczenia i zawierzenia”, wypowiedzianego po raz pierwszy przez przedstawicieli Rodzin Katyńskich na Jasnej Górze 18 kwietnia 1993 roku, w którym przebaczają zbrodniarzom NKWD, kolaborantom polskim, wszystkim, którzy współpracowali z KGB w likwidowaniu polskich oficerów. Św. Jan Paweł II, zachęcając do tego aktu, mówił: „Nikt nie może zapomnieć tej zbrodni, ale trzeba przebaczyć w imię Chrystusa”.

Przebaczając – dajemy szansę „naszym winowajcom” na przemianę

Wiemy o tym dobrze z własnego doświadczenia, że ilekroć nam zostały przebaczone nasze przewinienia, tylekroć wstępowały w nas siły oraz nowy zapał i chęć do podejmowania bardziej skutecznej pracy nad sobą. Zatem zawsze, kiedy przebaczamy „naszym winowajcom” inwestujemy w nich, w nadziei na ich przemianę, na ich zbawienie.

Wspomniany już Sługa Boży Stefan Wyszyński w „Zapiskach więziennych” pod datą 31 grudnia 1953 pisał:

„Nie mam żalu do prezydenta Bieruta, chociaż uważam, że nie wypełnił swego obowiązku obrony obywatela wbrew prawu pozbawionego wolności. – Pomimo to, nie czuję uczuć nieprzyjaznych do nikogo z tych ludzi. Nie umiałbym zrobić im najmniejszej nawet przykrości. Wydaje mi się, że jestem w pełnej prawdzie, że nadal jestem w miłości, że jestem chrześcijaninem i dzieckiem mego Kościoła, który nauczył mnie miłować ludzi, i nawet tych, którzy chcą uważać mnie za swego nieprzyjaciela, zamieniać w uczuciach na braci (…)”.

Trzy lata później, 13 marca 1956 roku, w dniu śmierci Bolesława Bieruta, pisał:

„Pragnę modlić się o miłosierdzie Boże dla człowieka, który tak bardzo mnie ukrzywdził. Jutro odprawię Mszę Świętą za zmarłego; już teraz «odpuszczam mojemu winowajcy», ufny, że sprawiedliwy Bóg znajdzie w tym życiu jaśniejsze czyny, które zjednają Boże miłosierdzie. (…) Tyle razy w ciągu swego więzienia modliłem się za Bolesława Bieruta. Może ta modlitwa nas związała tak, że przyszedł po pomoc. Oglądałem się za nim, we śnie – i nie zapomnę o pomocy modlitwy. Może wszyscy o nim zapomną rychło, może się go wkrótce wyrzekną, jak dziś wyrzekają się Stalina – ale ja tego nie uczynię. Tego wymaga ode mnie moje chrześcijaństwo”.

Wszyscy potrzebujemy przebaczenia i wszyscy mamy komu okazać przebaczenie. Można przebaczać zawsze.

Umocnieni przykładem ludzi przebaczających zawsze – przebaczajmy i my, bądźmy miłosierni, jak Ojciec nasz jest miłosierny, abyśmy mogli doznawać skutków Bożego miłosierdzia.

Kazania-homilie:XXIV niedziela zwykła, Rok A, II

o. Dariusz Paszyński CSsR  (13 września 2020 roku, Rok A, II)

CZYTANIA

W słynnej (i znakomitej) powieści Miki Waltariego Egipcjanin Sinuhe faraon egipski Horemheb prowadzi na pustyni wojnę z Hetytami. Początkowo porozdzielał swe wojsko na małe oddziały, by skuteczniej niszczyć składy wody przeciwnika. Później jednak dochodzi do wniosku, że stać go na wydanie potężnemu nieprzyjacielowi walnej bitwy. Ale jak to zrobić, skoro wojsko rozproszyło się po rozległych obszarach pustyni? Horemheb wpada na pomysł: na najwyższym w okolicy wzgórzu rozpala olbrzymie ognisko. Jego żołnierze domyślają się, że to dowódca ich wzywa, i zewsząd ściągają na to miejsce. Po kilkudziesięciu godzinach faraon ma już całe wojsko pod sobą i może wyruszyć na nieprzyjaciela.

Ta scena może nam pomóc w zrozumieniu sensu dzisiejszego święta – Podwyższenia Krzyża Świętego. Wywyższa się coś po to, by było z daleka widoczne, by mogło służyć jako znak koncentracji. Tak np. w czasie pielgrzymek chorążowie poszczególnych grup podnoszą wysoko w górę znak rozpoznawczy grupy, by ci, co się zgubili, wiedzieli, gdzie jest ona zgromadzona. Tak też w czasie wędrówki po Synaju Mojżesz podniósł wysoko w górę pal z miedzianym wężem, aby wszyscy mogli nań patrzeć i dzięki temu ocalić życie. Krzyż jest też takim właśnie znakiem podniesionym wysoko w górę na Golgocie, by dzieci Boże, zagubione i rozproszone na drogach życia, miały przed oczami miejsce, gdzie mogą się skupić, gdzie mogą znaleźć uzdrowienie ze swych ran, gdzie mogą stworzyć wspólnotę połączoną jednym celem, która stanowiłaby siłę zdolną do przemiany świata.

Ale podwyższenie ma jeszcze inne znaczenie. Mówcy wchodzą na podest nie tylko dlatego, aby mogli być lepiej widziani i słyszani, ale by i oni lepiej widzieli swoich słuchaczy, a widząc ich, wyczuwali ich nastroje, nastawienie, oczekiwania, potrzeby. W Ewangelii wg św. Jana (12, 32) Jezus mówi: Gdy zostanę wywyższony nad ziemię, przyciągnę wszystkich do siebie. Jezus wywyższony na krzyżu patrzy z góry na swą owczarnię, by ją strzec – tak jak kwoka z góry patrzy na swe pisklęta, gotowa, by w razie potrzeby natychmiast schować je pod skrzydła. Wywyższenie na krzyżu jest więc znakiem miłości Jezusa, i wcale nie przypadkowo w powyższym fragmencie mówi On o przyciągnięciu – Jego szeroko na krzyżu rozciągnięte ramiona symbolizują właśnie ów gest przyciągnięcia, objęcia.

W żadnej religii nie występuje znak tak bardzo dla wszystkich czytelny, tak natychmiast identyfikujący jej wyznawców jak krzyż w chrześcijaństwie. To jest symbol naprawdę z niczym nieporównywalny, jedyny w swoim rodzaju! Bo to jest symbol rzeczywistości z niczym istotnie nieporównywalnej: miłości Boga do człowieka posuniętej aż do tego, by przyjąć na siebie straszliwie okrutną, krwawą mękę. Kiedy stawiamy gdzieś krzyż, kiedy przed nim przyklękamy, czcimy tę właśnie miłość. Czy można by było sobie taką miłość wymyślić? Twierdzę, że nie, bo ludzka wyobraźnia jest ograniczona. Dla mnie dowodem prawdziwości naszej wiary jest właśnie to, że tego wszystkiego, o czym ona mówi, naprawdę nie można było sobie wymyślić: tego, że Bóg stał się człowiekiem (stał się naprawdę, nie narzucił na siebie ludzkie ciało, jak wkłada się ubranie!), a już tym bardziej tego, że ten Bóg-człowiek dał się z miłości dla nas sponiewierać jak ostatni łachman i zginął śmiercią przestępcy na krzyżu, czyli miejscu hańby. Najbardziej ewidentnym dowodem tego, że nie można było sobie tego wymyślić, są muzułmanie, dla których to wszystko jest straszliwą zniewagą Boga, czymś absolutnie nie do przyjęcia. Oni reprezentują właśnie normalne, naturalne ludzkie myślenie – ale dla Boga granice ludzkiego myślenia nie istnieją.

Kiedyś ktoś w starożytnym Rzymie – niewątpliwie jakiś sadysta, okrutnik, osobowość perwersyjna – wymyślił dla niewolników sposób śmierci, który miał być na wskroś okrutną zemstą ich panów za nieposłuszeństwo, bunt: śmierć na drzewie krzyża. I z pewnością dość często z tego „wynalazku” korzystano. I pewnego dnia na takim krzyżu w odległej prowincji cesarstwa rzymskiego, w Palestynie, powieszono jeszcze jednego człowieka, choć sam jego sędzia stwierdził, że jest niewinny. W tym wszystkim można widzieć zbieg przypadków – ale w Bożych planach przypadków nie ma. Syn Boży miał zginąć właśnie na krzyżu, a nie na przykład poprzez ukamienowanie, co było u Żydów normalną karą za bluźnierstwo religijne (i nie poprzez strącenie z góry, jak kiedyś próbowano Go zabić – Łk 4, 29-30). Jego śmierć na tym „drzewie hańby” nie była przypadkowa – dokonała się właśnie dlatego, by to drzewo mogło się stać najbardziej czytelnym, najwięcej mówiącym i – by się tak wyrazić – najłatwiejszym w zastosowaniu znakiem rozpoznawczym Jego uczniów. Znakiem, wokół którego mogą się oni gromadzić.

Święto dzisiejsze ma wiele wspólnego z uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata. Jezus wywyższony na krzyżu jest jak król na wysokim tronie. Ukazuje ono sens królowania Jezusa, tak różnego od królowania ziemskich władców. Jak u nich wywyższenie jest najczęściej znakiem pychy, arogancji, fizycznej siły – tych rzeczywistości, które tak dają się poddanym we znaki, ale w rzeczywistości są słabe i ulotne jak poranna mgła – tak królowanie Jezusa jest służbą miłości, która pozornie słaba, bezbronna, w rzeczywistości jest jedyną trwałą i niezwyciężalną siłą.

Kazania-homilie: Święto Podwyższenia Krzyża Świętego, Rok A, II

o. Janusz Serafin CSsR  (14 września 2020 roku, Rok A, II)