22.11.- Uroczystość Chrystusa Króla( otwórz)

PROSIMY O ZAPISYWANIE SIĘ NA MSZĘ SW. U WYZNACZONYCH OSÓB,W KONKRETNYCH KOSCIOŁACH.LIMIT – 30 OSÓB PODCZAS MSZY SW.

PROSIMY O NOSZENIE MASECZEK W KOŚCIOŁACH I ZACHOWANIE DYSTANSU.

Uwaga! Prowadzone są zapisy na Msze święte, uczestnictwo we Mszy tylko po wcześniejszym zapisaniu sięProszę nie zwlekać, gdyż listy się szybko zapełniają. NAJLEPIEJ UCZYNIĆ TO W PIERWSZYCH DNIACH NOWEGO TYGODNIA.

JEŚLI ZAPISALIŚMY SIĘ, A NIE MOŻEMY BYĆ OBECNI NA MSZY – PROSIMY TAKŻE O KONTAKT I ZGŁOSZENIE TEGO, GDYŻ INNE OSOBY CHĘTNIE SKORZYSTAJĄ Z MOŻLIWOŚCI BYCIA NA MSZY.

PRZY WEJŚCIU DO KOŚCIOŁA – PODAJEMY SWOJE DANE, DEZYNFEKUJEMY RĘCE I SIADAMY , ZACHOWUJĄC DYSTANS PÓŁTORA METRA OD SIEBIE, CHYBA ŻE JESTEŚMY RODZINĄ.

NIE ŚPIEWAMY PODCZAS MSZY ŚWIĘTYCH. (MOŻE TO ROBIĆ TYLKO ORGANISTA I OSOBA TOWARZYSZĄCA) NIE PODAJEMY SOBIE RĘKI NA ZNAK POKOJU. KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY TYLKO NA RĘKĘ – jest to ZARZĄDZENIE BISKUPÓW HOLENDERSKICH I OBOWIĄZUJE NAS WSZYSTKICH !!!!

UWAGA – TYMCZASOWO NIE MA MSZY SW.niedzielnej W ARNHEM- JEST ZAWIESZONA DO ODWOŁANIA !!!!

Chrystusa Króla Wszechświata

Pantokrator

HENRYK PRZONDZIONO /FOTO GOŚĆ / Pantokrator
Czyli Pan Wszystkiego

W ostatnią niedzielę roku kościelnego zbieramy się na Eucharystii, by oddać cześć Chrystusowi Królowi, który umarł i zmartwychwstał, by przygotować nam królestwo za każdy dobry czyn, za to żeśmy Go dostrzegli w świecie i przypominali światu, że On ukochał każdego człowieka.Jesteśmy grzeszni i słabi. Chrystus nie raz stawał przed nami w osobach potrzebujących prosząc nas o pomoc, a myśmy Go nie dostrzegali Prośmy więc o przebaczenie, byśmy się znaleźli w Jego Królestwie, gdy przyjdzie sądzić świat.Chrystus Król to sprawiedliwy Sędzia i Dobry Pasterz, który będzie sądził ludzi za to, czy umieli Go dostrzec w potrzebujących i za Jego przykładem przyjść im z pomocą.

W NASZEJ PARAFII

SOBOTA 21.11. – HENGELO – MSZA SW. O GODZINIE 16.00: ++ ADAM,WŁADYSŁAWA RAMOWSCY,KRYSTYNA BUSZKIEWICZ

NIEDZIELA 22.11. –

10.00 – MSZA SW. Z ERMELO :+ BOLESŁAW SOLSKI,+ JÓZEFA MIKOLISZYN ( 5.R.+)

12.30 UTRECHT : + GEZINA BROUWER ( 17.R.+)

16.00 TIEL: MSZA W INTENCJI PARAFIAN PÓŁ GODZINY WCZEŚNIEJ – ADORACJA NAJSW. SAKRAMENTU

18.30 PUTTEN : ELZBIETA I MIROSŁAW – 35 ROCZNICA SLUBU. PO MSZY SW. – ADORACJA NAJSW. SAKRAMENTU – W CISZY.

W KAZDYM KOSCIELE – PÓŁ GODZINY PRZED MSZĄ SW. – OKAZJA DO SPOWIEDZI…

OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU – MSZE Z ERMELO (ONLINE O GODZINIE 19.30. PO MSZACH – NABOŻEŃSTWO EUCHARYSTYCZNE Z MODLITWĄ ZA ZMARŁYCH ).MOŻNA ZAMAWIAĆ INTENCJE MSZALNE W CIĄGU TYGODNIA: [email protected] lub tel:06.19.17.84.79.Ks. Czesław

23.11. PONIEDZIAŁEK – W INT. BENIAMINA,URODZINOWA

28.11. PIĄTEK GODZ. 16.30 : KATECHEZA W ERMELO

28.11. SOBOTA GODZINA 10.30 : KATECHEZA W DRIEBERGEN

GODZ. 16.00,MSZA SW. W HENGELO : 2.R. +MANFRED

29.11. – 1. NIEDZIELA ADWENTU

ERMELO 10.00 : (TELEWIZYJNA) : +ELZBIETA GRZYBOWSKA ( 1. R.+)

UTRECHT 12.30 : +STANISŁAW OCHMAN (3 R.+)

TIEL 16.00 :………..

PUTTEN 18.30 : W INT. NAOMI ( 2.R.URODZIN)


ks. Leszek Smoliński

W klasztorze św. Katarzyny na górze Synaj znajduje się pochodząca z VI w. po Chr. ikona Chrystusa Pantokratora, czyli Pana wszystkiego, Sędziego Wszechświata. W postaci Chrystusa zostało wyeksponowane oblicze: żywe i naturalne. Jednak najbardziej znaczącym elementem twarzy są oczy. Zdają się pełne zadumy, miłości i miłosierdzia. Emanują pokojem i jednocześnie budują w wiernym przekonanie, że dla Boga nigdy nie jest się kimś anonimowym. Jezus na ikonie prawą ręką błogosławi, a lewą przytrzymuje zamkniętą księgę. Chrystus, który zasiada na tronie, jest otoczony światłem, jasnością i chwała Boga. Obok Jego tronu stoją „owce” i „kozły”, czyli ludzie, którzy za życia żyli miłością i ci, dla których brak miłość stał się życiową normą.

Nie wystarczą zatem słowa, choćby nawet brzmiące najpiękniej. Chrystusowi chodzi o konkretne uczynki, a przed wszystkim o dostrzeganie człowieka potrzebującego. Emerytowany papież Benedykt zauważa, iż „miłość bliźniego jest drogą do spotkania również Boga, a zamykanie oczu na bliźniego czyni człowieka ślepym również na Boga” (DCE 16). Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata, która kończy rok liturgiczny, uświadamia nam, że istotą królestwa Bożego jest miłość. Jezus Chrystusa przyszedł na ziemię, aby objawić nam miłość Ojca. W tym planie miłości każdy człowiek ma swoje wyjątkowe i niezastąpione miejsce, jako oryginał. Niestety, wielu czyni tak, że pod koniec swojego ziemskiego życia wygląda jak marna kopia. Powód? Brak życia miłością na co dzień. Tylko miłość jest twórcza i wyzwala w nas to, co najlepsze, najszlachetniejsze.

W naszym upodabnianiu się do miłosiernego Chrystusa Króla ważne jest najpierw wsłuchiwanie się w Jego wolę, na wzór św. Faustyny Kowalskiej. Jezus powiedział jej m.in.: „Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić (…) bo nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków” (Dz. 742). Z powyższych słów wynika jasno, że świadectwo miłosierdzia polega w tym wypadku na postawie miłosierdzia wobec bliźnich. Faustyna jako „świadek miłosierdzia”, nie tylko głosiła miłosierdzie Boże, ale przede wszystkim czyniła je względem bliźnich. Chodzi wprawdzie o czynności zewnętrzne, które nie są jednak tylko zwykłą działalnością charytatywną czy jakąś formą dobroczynności, ale wypływają z osobistej świętości. Tak rozumiana realizacja miłosierdzia, objawiona przez Jezusa, jest bardzo trudna dla współczesnego człowieka, gdyż wymaga osobistej świętości i systematycznej formacji w duchu miłosierdzia, aby tą drogą dążyć do coraz pełniejszego zjednoczenia mistycznego z Bogiem w Chrystusie i do coraz ofiarniej służby drugiemu człowiekowi. Warto więc nieustannie przypominać sobie, że pierwszym zadaniem człowieka wierzącego w miłosierdzie Boga, jest realizacja go w czynie. Dopiero na drugim miejscu jest słowo, a na końcu modlitwa. Dlatego – jak mówi Jezus – „gdyby dusze umiały gromadzić sobie skarby wieczne, nie byłyby sądzone – uprzedzając sądy moje miłosierdziem” (Dz. 1317).

KS. PROFESOR ANDRZEJ KOBYLIŃSKI ( UKSW WARSZAWA)- WYWIAD

Dodano 18 listopada 2020,  16:4973 11 114 8616

– Nigdy przez ponad tysiąc lat Stolica Apostolska nie nałożyła na żadnego polskiego kardynała takich kar, jak stało się to w przypadku kardynała Henryka Gulbinowicza. Nigdy w naszych dziejach tak wielu młodych ludzi nie było ateistami, agnostykami lub osobami obojętnymi religijnie jak obecnie. Nigdy w przeszłości tłumy ludzi nie wykrzykiwały przed pałacami biskupimi wulgarnych słów na „wyp….ć” czy „j”. W przyszłości Kościół katolicki w naszym kraju będzie zdecydowanie słabszy, biedniejszy i bardzo podzielony na środowiska konserwatywne i liberalne, które będą prowadzić ze sobą bratobójczą wojnę religijną – mówi portalowi DoRzeczy.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof, etyk, prof. UKSW w Warszawie.

Coraz częściej można zaobserwować oburzenie ludzi ochrzczonych na to, co dzieje się w Kościele w kwestiach pedofilii i innych nadużyć seksualnych. Czy w tym momencie Kościół, przede wszystkim w Polsce, znalazł się na zakręcie i grozi mu z jednej strony laicyzacja, a z drugiej schizma lub masowe zmiany wyznań przez ludzi wierzących?

Ks. prof. Andrzej Kobyliński (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie): Laicyzacja – tak, masowe konwersje – nie, schizma – być może. To najgłębszy kryzys w dziejach polskiego katolicyzmu. Nigdy przez ponad tysiąc lat Stolica Apostolska nie nałożyła na żadnego polskiego kardynała takich kar, jak stało się to w przypadku kard. Henryka Gulbinowicza. Nigdy w przeszłości Watykan nie zamknął karnie w naszym kraju seminarium duchownego, jak to miało miejsce niedawno w Kaliszu. Nigdy w naszych dziejach tak wielu młodych ludzi nie było ateistami, agnostykami lub osobami obojętnymi religijnie jak obecnie. Nigdy w przeszłości tłumy ludzi nie wykrzykiwały przed pałacami biskupimi wulgarnych słów na „w” czy „j”.

Formalnych aktów apostazji jest ciągle niewiele, ale o wiele ważniejsza jest apostazja mentalna – duchowe i intelektualne oddalanie się milionów ludzi od Kościoła jako instytucji. Idziemy w kierunku Irlandii. W przyszłości Kościół katolicki w naszym kraju będzie zdecydowanie słabszy, biedniejszy i bardzo podzielony na środowiska konserwatywne i liberalne, które będą prowadzić ze sobą bratobójczą wojnę religijną.

Pojawiają się też opinie, że ostatnie wydarzenia, gwałtowność antykościelnych protestów mają pewien pozytywny wymiar, ponieważ świadczą o tym, że nie ma obojętności, a wiara w Polsce jest wciąż żywa. Co ksiądz o tym sądzi?

Nie zgadzam się z taką opinią. Starcia przed kościołami między lewicowymi anarchistami a narodowcami nie są dobrym papierkiem lakmusowym, gdy chodzi o rzetelną diagnozę naszych nastrojów społecznych. Więcej o stanie naszej polskiej duszy mówią m.in. ostatnie badania socjologiczne, które potwierdzają dramatyczny spadek zaufania młodych ludzi do instytucji Kościoła katolickiego. Oczywiście Polska jest ciągle najbardziej religijnym krajem w całej Unii Europejskiej. Nasz obecny konflikt światopoglądowy potwierdza fakt, że kwestie religijne są u nas ciągle ważne dla dużej części społeczeństwa. Reszta społeczeństw europejskich jest w dużym stopniu postchrześcijańska, a religią, która zyskuje u nich na znaczeniu jest islam. Te dwa nurty ideowe będą coraz bardziej rządzić Europą: z jednej strony oświeceniowa myśl liberalno-ateistyczna, z drugiej – religia muzułmańska.

Kryzys w Kościele katolickim wokół skandali i nadużyć seksualnych jest faktem. Czy widzi ksiądz jakiekolwiek światełko w tunelu, nadzieję na to, że uda się ten kryzys w najbliższych latach przezwyciężyć?

Jestem na froncie tej wojny od ponad 20 lat. Jeszcze kilkanaście lat temu byłem optymistą, natomiast dzisiaj wszystkie przesłanki prowadzą mnie do pesymistycznych wniosków. Owszem, nie ma już tuszowania pedofilii, gdy chodzi o przenoszenie księży pedofilów z parafii do parafii. Tę zmianę wymusił Watykan oraz nacisk opinii publicznej. Jednak nie nastąpiła zmiana mentalności. Znakomita większość biskupów, infułatów, prałatów, kanoników, proboszczów, wikariuszy, zakonników nie traktuje molestowania seksualnego nieletnich jako realnego problemu społecznego. Dominuje mentalność oblężonej twierdzy. Zwycięża pragnienie świętego spokoju. Świetnym potwierdzeniem obecnych nastrojów w Kościele jest skandaliczny pozew sądowy kanclerza kurii tarnowskiej przeciwko ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, który poświęcił całe swoje życie osobom niepełnosprawnym i jest bohaterem walki z pedofilią. Niestety, niektórzy biskupi akceptują ten pozew. Chcą wyroku skazującego dla bohatera. Wcześniej, nie dopuszczono do tego, żeby ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski został członkiem komisji państwowej ds. pedofilii.

W przypadku pedofilii nie da się uciec od pytań o rolę św. Jana Pawła II. Czy możemy spodziewać się pisania historii tej wielkiej postaci na nowo?

To już dzieje się na naszych oczach. 13 listopada na łamach „National Catholic Reporter” ukazał się artykuł redakcyjny pt. „US bishops, please suppress the cult of St. John Paul II”. To apel skierowany do biskupów amerykańskich, aby zlikwidować kult publiczny św. Jana Pawła II. „National Catholic Reporter” to główne medium amerykańskiego katolicyzmu liberalnego, podobnie jak dla katolicyzmu konserwatywnego w USA głównym punktem odniesienia jest „National Catholic Register”. Należy potraktować z największą powagą to, co dzieje się obecnie wśród katolików za oceanem. W Stanach Zjednoczonych mieszka ok. 65 milionów katolików. Są oni podzieleni mniej więcej po połowie, gdy chodzi o skrzydło konserwatywne i skrzydło liberalne. Postulat swego rodzaju „dekanonizacji” papieża Wojtyły musi być szczególnie bolesny dla Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy stanowią 15 proc. członków Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych. Rzetelna analiza pontyfikatu Jana Pawła II jest konieczna. Papież nie mógł nie popełniać błędów. To oczywiste. Nie wolno się nimi gorszyć. Jan Paweł II podejmował także błędne decyzje, ponieważ był człowiekiem. Doskonały jest tylko Bóg.

Czy tzw. pokolenie JPII istniało rzeczywiście, czy było wyłącznie medialnym mitem i wynikało z popularności Ojca Świętego, a nie rzeczywistej popularności nauczania papieża-Polaka w społeczeństwie?

To zdecydowanie medialny mit. Osobiście byłem przerażony banalnością wielu publikacji na ten temat po śmierci Jana Pawła II. Można mówić o pokoleniu JPII tylko w sensie historycznym, gdy chodzi o ludzi, którzy przeżyli swoje dzieciństwo oraz młodość w okresie pontyfikatu polskiego papieża. Ale nie ma żadnego pokolenia JPII w sensie socjologicznym czy aksjologicznym, tzn. nie istnieje znacząca grupa społeczna, która ukształtowała swoje postawy światopoglądowe w oparciu o nauczanie moralne i religijne papieża Wojtyły. Osobiście wiele zawdzięczam pontyfikatowi Jana Pawła II. Fragmenty niektórych jego przemówień znam na pamięć. Obecny dramat dotyka mnie do żywego. Dla dobra pamięci o „papieżu z dalekiego kraju” jego najbliższe otoczenie powinno wziąć dużą część odpowiedzialności za wiele błędnych decyzji, szczególnie z ostatnich lat pontyfikatu, gdy papież – schorowany, cierpiący i osłabiony – przekazywał wiele swoich kompetencji najbliższym doradcom.

Ciężko się oprzeć wrażeniu, że oferta polskiego Kościoła w ostatnich dekadach została mocno spłycona. Był kult św. Jana Pawła II, ale sprowadzony do emocji, do miłych wspomnień z pielgrzymek, kremówek, a nie rzeczywistych trudnych wyzwań, które Ojciec Święty stawiał. Z drugiej strony ciężko oprzeć się też wrażeniu, że w ostatnich latach stosunkowo mało było ze strony ludzi polskiego Kościoła wyraźnych przesłań moralnych i społecznych, a wiele skupiania się na objawieniach prywatnych, pewnym dość naiwnym mistycyzmie, dla młodych ludzi dość infantylnym.

Zgadzam się z tą diagnozą. To nie tylko kremówki. Niezwykle głębokie zmiany w polskiej religijności nastąpiły w ostatnich kilkunastu latach, gdy chodzi przenikanie do Polski nowych form religijnych z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Symbolem tego nowego nurtu były Rekolekcje Narodowe prowadzone na Stadionie Narodowym w Warszawie przez ks. Johna Bashoborę z Ugandy. W lipcu 2017 r. ukazał się na łamach „Do Rzeczy” mój artykuł pt. Egzorcyzm nad Polską i pentekostalizacja. Napisałem w nim następujące słowa: „Nowe formy religijności zielonoświątkowej wlały się szerokim strumieniem do wnętrza Kościoła katolickiego w Polsce. Coraz więcej katolików w naszym kraju pije wodę egzorcyzmowaną, stosuje olejek radości czy sól egzorcyzmowaną, przeżywa podczas nabożeństw tzw. upadki (spoczynek w duchu, hipnoza, trans, autosugestia), przesadnie koncentruje swoją uwagę na działaniu złych duchów, doświadcza podczas spotkań modlitewnych histerycznego śmiechu, nazywanego Błogosławieństwem z Toronto itp. Głębokiej zmianie podlega także nauka religii w szkole. W marcu 2016 r. media ogólnopolskie informowały o rekolekcjach szkolnych w Lesznie. Wzięło w nich udział ok. 700 dzieci. W trakcie nabożeństw niektóre osoby padały na ziemię, trzęsły się, krzyczały. Tym niebezpiecznym praktykom religijnym towarzyszyli księża i nauczyciele”.

Słowa o tym, że pokolenie młodych ludzi jest dla Kościoła stracone odpowiadają rzeczywistości, czy też jest jeszcze przed kapłanami do wykonania praca? Jeśli tak, to jak ona powinna wyglądać?

Twierdzenie o utracie całego pokolenia jest oczywiście hiperbolą, która ma zwrócić uwagę na bardzo poważny problem. Pierwszą kwestią do natychmiastowej zmiany jest obecny model nauczania religii w szkole. Nie zgadzam się z naszymi liderami kościelnymi, że jest świetnie. Obecna forma wychowania religijnego prowadzi do masowej ateizacji. Mówię o tym od kilkunastu lat. Jestem zwolennikiem modelu włoskiego: jedna godzina religii w szkole prowadzona przez świeckich nauczycieli oraz druga godzina prowadzona przez księży i katechetów w budynkach parafialnych. Trzeba czym prędzej odbudować życie duszpasterskie ludzi młodych w przestrzeni parafialnej. Jedną z konsekwencji ateizacji młodego pokolenia jest kryzys powołań kapłańskich i zakonnych. Gdy w latach 1986-1992 studiowałem w Wyższym Seminarium Duchownym, było tam wówczas prawie 200 kleryków. Obecnie jest ich ok. 20.

Wracając do tematu pedofilii – czy polski Kościół ma jeszcze jakąś możliwość naprawienia sytuacji, czy też muszą być raczej wdrożone nadzwyczajne działania Watykanu, a może nawet wariant chilijski, który postulują niektórzy?

Wariant chilijski to swego rodzaju kreacja medialna. W Chile prawie wszystko zostało po staremu. Owszem, 18 maja 2018 r. wszyscy 34 biskupi należący do episkopatu Kościoła katolickiego w Chile podali się do dymisji w związku z przypadkami nadużyć seksualnych wobec nieletnich lub próbami ich ukrycia, ale papież Franciszek przyjął rezygnację tylko kilku biskupów, którzy byli tuż przed emeryturą. Dla Watykanu Polska nie ma większego znaczenia. W Stolicy Apostolskiej nikt nami się nie interesuje. Owszem, w Rzymie będą procedowane sprawy dotyczące naszych oskarżonych biskupów czy księży, ale pragnienie rozwiązania tych kwestii musi być obecne przede wszystkim w naszym kraju. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie będziemy obserwować ujawnianie kolejnych skandali obyczajowych czy finansowych. Obawiam się, że wielką bombą może być Komisja Majątkowa.

Co w tak trudnej dla wszystkich sytuacji powiedzieć „zwykłym” katolikom, ludziom, dla których świętość Kościoła była oczywistością, a wiara właśnie teraz jest wystawiona na ciężką próbę?

Nie chcę ranić osób wierzących, ale mam żal do wielu osób, gdy chodzi o ich obojętność na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Osobiście zacząłem głośno mówić o różnych problemach w Kościele ponad 20 lat temu. Z tego powodu utraciłem prawie wszystkich przyjaciół i znajomych. Gorliwi katolicy, moi dobrzy znajomi, nie chcieli słuchać o pedofilii, współpracy biskupów i księży z UB czy SB, skandalach finansowych, molestowaniu sióstr zakonnych. Zamykali oczy, zatykali uszy. W 2002 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł o arcybiskupie Juliuszu Paetzu. Uważam, że to był przełom. Od tego momentu katolicy w Polsce nie mogli udawać, że nie wiedzą, co rzeczywiście dzieje się w Kościele katolickim w naszym kraju. Osobiście uważam, że dzisiaj najważniejsza jest trafna diagnoza – dlaczego Kościół znalazł się w tak wielkim kryzysie i kto za to odpowiada? Przede wszystkim trzeba obudzić się ze snu, letargu, zbiorowej hipnozy. Nie oglądamy teraz kolejnego filmu o Kościele. To wszystko wokół nas dzieje się naprawdę.

*********************************************************

„Ręce precz od Jana Pawła II”. Ważne słowa kard. Ruiniego w obronie Papieża

„Kto kwestionuje świętość Karola Wojtyły, a jest wśród nich również garstka katolików, nie wie co mówi”. Kardynał Ruini nie ma wątpliwości, że poddawanie w wątpliwość świętość papieża nie ma żadnego uzasadnienia, a był jednym z najbliższych współpracowników Jana Pawła II.

 2020-11-20 15:18

 Włodzimierz Rędzioch
/Korespondent Tygodnika Katolickiego „Niedziela”
/Rzym

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

 Il Foglio

Od 1991 do 2008 r. sprawował funkcje wikariusza papieskiego dla diecezji rzymskiej, przez wiele lat przewodniczył Episkopatowi Włoch, przez niemal 30 lat uważany był za jedną z najbardziej wpływowych postaci Kościoła we Włoszech. Mimo, że skończył 89 lat pozostał niezwykle przenikliwym obserwatorem życia kościelnego i politycznego we Włoszech i na świecie. W najnowszym numerze „Il Foglio”, opiniotwórczej, włoskiej gazety, ukazał się wywiad z purpuratem, który ma być odpowiedzią kard. Ruiniego na ataki skierowane przeciwko Janowi Pawłowi II.

Na początku wywiadu Matteo Matzuzzi, watykanista „Il Foglio”, prosił kardynała o skomentowanie artykułu w „New York Times”, w którym utrzymuje się opinię, że Jan Paweł II został świętym zbyt pochopnie. W odpowiedzi kard. Ruini wspomniał moment śmierci Papieża i jego pogrzeb, który według niego był „apogeum Kościoła katolickiego, w którym trudno nie dostrzec ręki Boga”, oraz okrzyki ludzi „Santo Subito” (Święty zaraz).

Wyjawił również, że po pogrzebie kard. Tomko podjął inicjatywę zbierania podpisów kardynałów, którzy zamierzali prosić przyszłego papieża o zwolnienie z pięcioletniego okresu oczekiwania przed rozpoczęciem procesu beatyfikacji. „Podpisy złożyło ponad osiemdziesięciu kardynałów, a Tomko wręczył mi petycję jako kardynałowi wikariuszowi (procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne papieży odbywają się w diecezji rzymskiej, której papieże są biskupami – przyp. W.R.)”. – wspom kard. Ruini i doda: „Na pierwszej audiencji, której udzielił mi Benedykt XVI, przedstawiłem mu ją i nowy papież natychmiast się zgodził. Co do reszty, proces beatyfikacyjny, a następnie kanonizacyjny, przebiegał z absolutną regularnością, z zachowaniem wszelkich norm”.

Kardynał wyjaśnił fakt, że szybkość procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych zależy w dużej mierze od uznania cudów wymaganych przepisami, a w przypadku Jana Pawła II cuda były: „I to jakie cuda!” Poza tym kard. Ruini podkreślił fakt szeroko rozpowszechnionego, światowego kultu św. Jana Pawła II, również przy jego grobie w bazylice św. Piotra.

Dziennikarz poprosił purpurata, by odpowiedział tym wszystkim, którzy kwestionują „świętość” Jana Pawła II. „Będąc w bliskim kontakcie z Janem Pawłem II przez prawie dwadzieścia lat stopniowo nabrałem przekonania, że mam do czynienia z wielkim świętym, ale także z wielkim człowiekiem. Intensywność jego modlitwy uderzyła mnie od samego początku – natychmiast i całkowicie pogrążał się w modlitwie, gdy tylko pozwalały mu na okoliczności, i nic, co się wokół niego działo, nie rozpraszało go”.

Drugim „elementem” świętości papieża, była niezwykła zdolność przebaczania. „Często musiałem sygnalizować mu krytyki, nawet bardzo zdecydowane, linie jego pontyfikatu i jego samego. Papież reagował próbując przede wszystkim zrozumieć je i do pewnego stopnia uzasadniać te sprzeciwy. Nigdy nie brał pod uwagę hipotezy odwetu”. Następnie włoski purpurat wspomniał rys osobowości Papieża, o którym rzadko się mówi: „Jan Paweł II był całkowicie oderwany od dóbr ziemskich, a o jego osobiste rzeczy dbali inni z miłości do niego. Natomiast sam bardzo chętnie pomagał biednym, począwszy od ‘głodnych ludów’, na przykład mieszkańców Sahelu” (Jan Paweł II utworzył 22 lutego 1984 r. Fundację dla Sahelu, której celem było niesienie pomocy mieszkańcom tej części Afryki, szczególnie zagrożonej suszą – przep. W.R.).

W podsumowaniu wypowiedzi o świętości Jana Pawła II kard. Ruini wypowiedział zdecydowane słowa: „Kto kwestionuje jego świętość, jest zaślepiony uprzedzeniami i nie wie, co mówi. Szczególnie przykro, gdy takie stanowisko zajmują katolicy”.

Druga część wywiadu poświęcona jest spekulacjom wokół opublikowanego ostatnio Raportu dotyczącego McCarricka. Dziennikarz zapytał kardynała, czy słuszne są zarzuty, że Papież w sposób zbyt powierzchowny traktował kierowanie Kurią rzymską i nominacje biskupie. W odpowiedzi Ruini wyjaśnił, że „Jan Paweł II starannie wybierał swoich najbliższych współpracowników i darzył ich wielkim zaufaniem, nie był kimś, kto chciał skupiać władzę w swoich rękach. (…) Jednocześnie miał bardzo duże poczucie własnej odpowiedzialności i misji, która obejmowała również wymiar rządów.

Gdy przychodziło do podjęcia ważnych decyzji, jakimi z pewnością są nominacje biskupów, zwłaszcza ważnych diecezji, przeznaczał na to więcej czasu i poświęcał ten czas na modlitwę i refleksję. Nie będę wchodził w kwestię nominacji McCarricka, ponieważ jej nie znam i nie brałem w niej udziału, ponieważ wykraczało to poza moje obowiązki dotyczące diecezji rzymskiej i Kościoła włoskiego.

Mogę jednak powiedzieć, że zarzucanie Janowi Pawłowi II powierzchowności jest fałszywe i głęboko niesprawiedliwe – nic w jego sposobie bycia i działania nie było powierzchowne”.

W wywiadzie poruszono również sprawę roli kard. Stanisława Dziwisza, osobistego sekretarza Jana Pawła II, któremu wiele osób zarzuca, że miał zbyt duży wpływ na decyzje papieża, począwszy od decyzji o mianowaniu McCarricka arcybiskupem Waszyngtonu. Purpurat podkreślił, że „don Stanislao”, bo tak go wszyscy nazywali w Watykanie, który „jest prawdziwym kapłanem, całkowicie oddanym swojej posłudze”, „był całkowicie wierny Janowi Pawłowi II”, dlatego „papież bardzo mu ufał, uważając go nie bez powodu za cenną i zawsze lojalną pomoc”.

Kardynał Ruini przytoczył epizod, który miał miejsce w styczniu 2005 r., w którym papież stanowczo sprzeciwił się „don Stanislao”. „Wpływ ks. Stanisława, nawet w ostatnim okresie pontyfikatu Jana Pawła II, nie był w stanie odwrócić ról – tym, który decydował, był papież, a i sam „don Stanislao” nigdy nie chciał, żeby było inaczej”.

Kardynał Ruini odrzuca też tezę, że Jan Paweł II był „onieśmielony” ekspansywnością i silną pozycją McCarricka. „Myślenie, że McCarrick, a nawet ludzie znacznie ważniejsi od niego, mogliby zastraszyć Jana Pawła II, jest po prostu śmieszne. Jego zdanie wypowiedziane na początku pontyfikatu ‘Nie lękajcie się’ pozostało sławne, a Jan Paweł II osobiście nie bał się nikogo na świecie. W wielu okolicznościach mogłem zobaczyć, że odwaga, zarówno fizyczna, jak i moralna, była w nim czymś naturalnym.

Brak lęku i zastraszenia szedł w parze z wielką uwagą i szacunkiem dla każdego, również dla osób najskromniejszych, a tym bardziej dla biskupów – dlatego Jan Paweł II z wielką roztropnością przyjmował oskarżenia przeciwko ludziom”.

W obecnych dyskusjach o misji Jana Pawła II i jego świętości, w których zabierają głos ludzie, którzy nie znali i nie mieli nic wspólnego z papieżem, warto wsłuchać się w głos prawdziwych świadków jego działalności i życia, a takim jest niewątpliwie kard. Camillo Ruini.