18.11.- 33.Niedziela Zwykła

33.nd. zwykła : Ewangelia Mk 13,24-32.

Pan Jezus mówi nam,że Ten,na którego czekamy ,jest już z nami,przy nas, choć Go nie widzimy.

Przypominamy sobie historie z przeszłości,martwimy się o przyszłość.Tylko Jezus jest blisko.

” Królestwo niebieskie „? -Raczej żyjemy w Królestwie Holandii,o tej porze roku z deszczami od rana do zmroku, ponure,ciemne,bez skrawka błękitnego nieba.

A jednak Jezus nas zapewnia ,że ” bliskie jest Królestwo niebieskie”.

Blisko nas jest Bóg pogodny,dający wewnętrzną radość,rozgrzeszenie,światło przenikające nawet bolesne tajemnice naszego życia…

16.11.,piątek 19.00 UTRECHT : ++ Zofia,Jan Michałów

17.11. sobota Driebergen 10.30 : Zajecia dla dzieci    w szkole polskiej.

17.11. sobota 19.00 TIEL :  ++ Henryk,Helena Wesołowscy

18.11. NIEDZIELA – 33.NIEDZIELA ZWYKŁA

ARNHEM 9.30 :++Maria,Witold Dziaduch.Anna,Stanisław Szczygieł.

UTRECHT 12.30 : +Gezina (15.r.+)

HENGELO 16.00 : ++Anna,Józef,Wiesław,dusze czyśćcowe

PUTTEN  19.00 : + Adam Obara

Pół godziny przed Mszą – okazja do spowiedzi sw,wypominki.

21.11. środa godz. 19.00 – Lunteren : + Wiesława

23.11. piatek godz. 19.00 – Utrecht : W int. Cristiny ( 10. r. urodzin)

24.11. sobota godz. 19.00 – Tiel : + Józef Misztela ( 16.r.+)

25.11.NiedzielaChrystusa Króla

ARNHEM 9.30 : w int. Maszy, z ok. urodzin

UTRECHT 12.30 : W int. Michelle ( 16.urodziny)

HENGELO 16.00:……………………………………….

PUTTEN 19.00:…………………………………………..

*********************************************************************************************

powstała Polska Grupa AA – „PANORAMA”  w VEENENDAAL

Adres : Dr Colijnstraat 70

3904 ET VEENENDAAL

Spotkania – w soboty , o godzinie 19.00

Telefony kontaktowe: Krzysztof – 06.15.94.74.89 / Krystian 0031-6.33.27.92.99

Jacek – 0031-6.15.00.46.87

AA- to wspolnoty ludzi,którzy spotykają sie,aby osiagnąć i utrzymać trzeźwość.Warunek uczestnictwa – pragnienie zaprzestania picia alkoholu.Nie ma żadnych skladek za członkostwo .

*********************************************************************

ISTNIEJE PUNKT NIEODPŁATNEJ POMOCY PRAWNEJ W UTRECHCIE

prowadzony przez fundację BARKA.

Adwokat swiadczy darmowe konsultacje prawne w językach : polskim, holenderskim oraz angielskim.

Wymagana jest Rejestracja na spotkania: Alicja Serafin-Pospiech,Fundacja Barka NL.

Telefon 0031 682 516 612 ( poniedziałek – czwartek w godzinach 10.00- 16.00)

Mail : [email protected]

Spotkania  w miejscach ( co dwa tygodnie): Noordpolderkade 161 B  2516 JD w Hadze

lub    CES Barka,Utrecht Lijsterstraat 16.

XXXIII Niedziela Zwykła

Niedziela, 18 listopada 2018 roku, XXXIII tydzień zwykły, Rok B, II

CZYTANIA

Schyłek roku kościelnego przypomina nam o naszym powołaniu do wieczności oraz o przemijalności i kruchości tego świata. Ale myśl o końcu świata budzi w wielu ludziach przerażenie, dlatego niechętnie o tym mówią. Z drugiej strony niektórzy twórcy filmowi lubują się w fantastycznych wizjach na ten temat. Zaś niektóre sekty na zapowiedziach końca świata budują ideologię zastraszania swoich wyznawców.

Dzisiejsze czytania biblijne, ukazując apokaliptyczne wizje końca czasów, chcą nam powiedzieć, że istnieje kres wyznaczony przez Bożą Opatrzność. Dzieje świata są prowadzone przez Boga ku ostatecznemu celowi, ku pojawieniu się Jego królestwa. Zapowiedziany przez Jezusa koniec świata nie jest jakąś tajną bronią w ręku groźnego Boga, ale wyraźną obietnicą, która daje nadzieję zbawienia. Chrystus zapewnia nas także, że ten moment pozostanie na zawsze tajemnicą. Podkreśla, że dzień końca świata znany jest jedynie Bogu. My zaś nie wiemy, w jaki sposób i kiedy Pan do nas ponownie przyjdzie:

Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec
(Mk 13, 32).

W dzisiejszej Ewangelii Jezus zachęca nas do czujności i umiejętnego odczytywania znaków Jego nadejścia. Słyszymy najpierw o zakłóceniu sił natury, ale zaraz potem o porównaniu końca świata do nadchodzącego lata. Tak jak obserwujemy świat przyrody i wyciągamy wnioski o czasie plonu, zbioru owoców, zmianie pór roku, podobnie mamy obserwować dokonujące się w świecie wydarzenia.

Potrzeba nam także czujności w oczekiwaniu na ostateczne przyjście Pana. Taka postawa pozwoli nam być przygotowanymi, aby dostrzec Mesjasza, gdy przyjdzie. Powinniśmy być otwarci, aby Go przyjąć i dać się poprowadzić na tym ostatnim odcinku naszej drogi wiary. W dzisiejszej Ewangelii Jezus ukazuje to w sposób plastyczny:

A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że bliskie jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach (Mk 13, 28-29).

Otwartość i oczekiwanie to cechy, których ciągle na nowo mamy się uczyć, aby być gotowymi na ponowne przyjście Mesjasza. Dlatego nie powinniśmy się lękać czy podtrzymywać postawy strachu przed zapowiadanymi kataklizmami, ale rozwijać w sobie postawę czujności. A czujność polega na umiejętnym przeżywaniu życia w dwóch wymiarach: doczesnym i wiecznym, czyli na widzeniu codzienności z perspektywy wieczności.Wypełniając nasze codzienne zadania, przypominajmy sobie często, że czekamy na przyjście dobrego Pana, który daje nam to, co dobre. Czekamy na Pana, który uczy nas, jak nie zmarnować wolności, ale jej dobrze używać. On jest dobry i kocha nas, bo dla nas stworzył świat i dał nam udział w jego urządzaniu. Trzeba więc na nowo uznać Chrystusa za Pana, czyli zgodzić się na to, by Jego wola była na pierwszym miejscu w naszym życiu. Trzeba nam kierować się Bożą mądrością w swoim postępowaniu, mając świadomość, że tylko On może uczynić nasze życie szczęśliwym i pięknym.Kto przyjął słowo Jezusa i doświadczył Jego miłości, może z nadzieją i utęsknieniem oczekiwać na Jego powtórne przyjście, gdyż wie, że będzie to spotkanie z dobrym Panem. Takie świadectwo dał na początku II wieku św. Polikarp, który w obliczu męczeńskiej śmierci, czekającej go, jeśli przed rzymskim sędzią nie zaprze się Jezusa, powiedział:

„Służę mu już 86 lat, a nic mi złego nie uczynił, owszem dobrodziejstwami obsypywał”.

Utwierdzeniem nas w tej postawie czujności i zaufania niech będą słowa psalmu 16, który dzisiaj śpiewamy: Ty ścieżkę życia mi ukażesz, pełnię radości przy Tobie i wieczne szczęście po Twojej prawicy. Piękną modlitwę podsuwa nam także refren dzisiejszego psalmu: Strzeż mnie, o Boże, Tobie zaufałem. Jeśli ufamy Bogu i opieramy się o Niego, to On sam będzie nas strzegł i nieustannie ukazywał nam ścieżkę życia wiodącą do pełnej radości z Nim i w Nim.

Oczekując na nasze spotkanie z przychodzącym Panem, przypominajmy sobie często, że Jezus jest miłującym nas Panem, który czyni nas prawdziwie wolnymi i szczęśliwymi. Czuwajmy, pełniąc w naszym życiu Jego wolę. Słuchajmy Go i korzystajmy z Jego mądrości! Niech słowo Jezusa i dary Ducha Świętego umacniają nasze serca, abyśmy byli gotowi na dzień Jego ostatecznego przyjścia.

Wykładowca teologii duchowości w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów
w Tuchowie oraz Dyrektor Domu Rekolekcyjnego  „Góra Tabor” w Lubaszowej

o. Sylwester Cabała CSsR

Holenderski ksiądz wzruszająco pisze o Polakach

HOLENDERSKI KSIĄDZ O POLAKACH

Pewien holenderski ksiądz napisał w sieci bardzo miły komentarz pod adresem swoich polskich parafian. Prawdopodobnie nie wyszedłby on poza krąg rodaków, którzy mówią w języku Niderlandów, gdyby nie wychwycił ich popularny w Polsce aktor – Redbad Klynstra-Komarnicki.

Ks. Jan-Jaap van Peperstraten w Holandii w katolickich kręgach znany jest jako Twitterowy ksiądz, ze względu na to, że wykorzystuje media społecznościowe do ewangelizacji. Duchowny 14 listopada napisał kilka pochlebnych słów na temat Polaków-katolików mieszkających w Holandii.

 

JJ v. Peperstraten@jjvpeperstraten

Vandaag lijkt me een mooie dag om te zeggen hoe gelukkig ik ben met onze Poolse parochianen. Zij zijn een grote aanwinst voor ons land en onze Kerk en ik hoop dat ze nog lang willen blijven.

Post na Twitterze wychwycił Redbad Klynstra-Komarnicki, aktor holendersko-fryzyjskiego pochodzenia, który od lat mieszka, żyje i tworzy w Polsce. Postanowił przetłumaczyć wpis ks. Peperstratena i umożliwić zrozumienie go polskojęzycznym .
ks. Marek Radomski

Dziękuję, księże, za Twoje słowa. Nie wdając się w szczegóły – polonijna diaspora rozprzestrzenia się (nie)chcący po całym świecie. Gdziekolwiek jesteśmy, chcemy być cennym nabytkiem i cieszę się, gdy widzę Twoje słowa!

Helena Polska@Kaszubka_Polka

Zapraszamy księdza na wakacje do Gdańska!!!!!

Oto jak jest w … czyśćcu! Niezwykłe świadectwo

Wikimedia Commons
Czyściec, dusze czyśćcowe… To świat niemalże nieznany nam, ludziom pielgrzymującym przez życie doczesne ku wieczności. Ale czy zupełnie nieznany?… – czytamy na portalu www.milujciesie.org.pl

OTO FRAGMENT:

Pismo św. kilkakrotnie sugeruje istnienie miejsca, w którym po śmierci dusze żyją i oczyszczają się, by móc osiągnąć pełnię chwały (2 Mch 12,32.38-45; Mt 5,23-26; Mt 12,32; 1 Kor 3,10-15; 1 P 3,18-20; 1 P 4,6). Katechizm Kościoła katolickiego naucza:

„Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba” (KKK 1030).

Łaskę zobaczenia czyśćca otrzymali niektórzy święci. Na przykład św. s. Faustyna opisuje to doświadczenie w swym Dzienniczku:

„Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam tych dusz, jakie jest ich największe cierpienie. I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. (…) [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: »Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe«” (20).

Święta Katarzyna z Genui w dziełku Traktat o czyśćcu opowiada o tym, co widziała:

„Dusze niektórych zmarłych wobec doskonałej świętości Boga czują się tak brudne i niegodne zbliżenia się do Niego, że same poddają się niewypowiedziane wielkiej, lecz oczyszczającej męce. Są pomimo to szczęśliwe, gdyż wiedzą, że są zbawione”. Święty o. Pio powiedział kiedyś swemu duchowemu synowi, ks. Domenicowi Labellartemu, założycielowi czterech instytutów życia konsekrowanego: „Synu, lepsze całe życie w największych kaźniach niż jeden dzień w czyśćcu”.

BRAT DANIEL

Do grona ludzi, którym dane było poznanie czyśćca, zalicza się także br. Daniel Natale, zmarły w 1994 r. kapucyn. W lipcu br. w San Giovanni Rotondo rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.

Michele – pod takim imieniem ochrzcili go rodzice – urodził się 11 marca 1919 roku w San Giovanni Rotondo jako czwarte dziecko spośród siedmiorga rodzeństwa. Ukończył zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej. Jako dziecko pomagał rodzicom w polu. 4 czerwca 1933 roku, w dzień Zielonych Świąt, udał się do klasztoru, aby uczestniczyć we Mszy św., złożyć życzenia świąteczne tamtejszemu gwardianowi i otrzymać od niego błogosławieństwo przed wstąpieniem do niższego seminarium braci kapucynów. W zakrystii spotkał się z o. Pio. Jego zaskoczenie i radość były ogromne, gdyż Ojciec od dwóch lat nie miał kontaktu z wiernymi. Otrzymał wówczas od niego specjalne błogosławieństwo na drogę życia zakonnego.

Gdy dotarł do Vico del Gargano, okazało się, że seminarzystów już tam nie ma. Pozostał więc w klasztorze przez 9 miesięcy jako postulant, po czym został przeniesiony do Foggii. Ojciec prowincjał, chcąc wypróbować młodego postulanta, dał mu do przeczytania żywot św. Konrada z Parzham. Piętnastolatek przeczytał książkę jednym tchem, a następnie stanął przed prowincjałem, by ten go przepytał. Ojciec Bernardo d’Apicella był zaskoczony bystrością chłopca i polecił mu przygotować się do wyjazdu, gdyż zwolniło się miejsce w seminarium. Na to usłyszał odpowiedź:

„Nie, ojcze, chcę zostać zwykłym bratem! Przyszedłem do klasztoru, by zostać świętym, i czytając życie św. Konrada, zrozumiałem, że nie trzeba koniecznie być kapłanem, by osiągnąć świętość”.

W 1935 r. wstąpił do nowicjatu, przybierając imię Daniel. Rok później złożył śluby czasowe, a w 1940 roku śluby wieczyste. Podczas II wojny światowej pracował w Kurii Prowincjalnej Braci Kapucynów w Foggii jako kwestarz i kucharz. W 1943 r. podczas bombardowań spieszył z pomocą rannym, grzebał zmarłych, ratował przedmioty użytku sakralnego. Po wojnie pomagał tułającym się żołnierzom. W 1952 r. w klinice Regina Elena miało miejsce niezwykłe wydarzenie, które wpłynęło znacznie na późniejsze życie br. Daniela.

W KLINICE

Co wydarzyło się w klinice Regina Elena? Otóż brat Daniel od jakiegoś czasu odczuwał bóle brzucha. Poszedł więc do lekarza i poddał się badaniom. Postawiono najgorszą diagnozę: miał raka śledziony, co w tamtych czasach oznaczało wyrok śmierci. Z tą smutną wiadomością udał się do o. Pio, który powiedział mu: „Poddaj się operacji”. Odpowiedział:

„Nie ma sensu. Lekarz nie dał mi żadnej nadziei. Wiem, że umrę”.

Na to o. Pio:

„Nieważne, co ci powiedział lekarz”.

Skierował go do konkretnej kliniki i konkretnego lekarza, mówiąc:

„Nie martw się, ja zawsze będę z tobą”.

A mówił to z taką siłą i przekonaniem, że brat Daniel natychmiast udał się do Rzymu i odnalazł wskazanego mu profesora Riccarda Morettiego. Lekarz początkowo nie zgadzał się na operację, ponieważ był pewien, że pacjent jej nie przeżyje. W końcu jednak, pod wpływem jakiegoś wewnętrznego impulsu, postanowił spróbować. Operacja odbyła się następnego dnia rano. Brat Daniel pomimo podania mu narkozy pozostał świadomy. Odczuwał wielki ból, ale nie okazywał tego, wręcz zadowolony, że może swoje cierpienie ofiarować Jezusowi. Jednocześnie miał wrażenie, że doświadczany przezeń ból coraz bardziej oczyszcza jego duszę z grzechów. W pewnym momencie poczuł, że zasypia… Lekarze natomiast stwierdzili, że po przeprowadzonej ciężkiej operacji pacjet zapadł w śpiączkę. Przebywał w niej przez trzy dni. Niestety, po tych trzech dniach zmarł. Wypisano akt zgonu. Zebrała się rodzina, aby modlić się za zmarłego… Jednak po kilku godzinach, ku zdumieniu zebranych, umarły nagle powrócił do życia.

DWIE GODZINY CZYŚĆCA

Co działo się z br. Danielem w ciągu tych kilku godzin? Gdzie przebywała jego dusza? Oto jego własna opowieść:

„Stanąłem przed tronem Bożym. Widziałem Boga, ale nie jako surowego sędziego, ale jako miłosiernego i pełnego miłości Ojca. Wówczas zrozumiałem, że Pan troszczył się o mnie od pierwszej do ostatniej chwili mego życia, kochając mnie tak, jak gdybym był jedynym istniejącym stworzeniem na ziemi. Zdałem sobie jednak sprawę, że nie odwzajemniłem tej nieskończonej Bożej miłości… Zostałem skazany na dwie do trzech godzin czyśćca. »Jak to? – zapytałem samego siebie – tylko dwie-trzy godziny? A potem będę mógł pozostać na wieki przy Bogu – odwiecznej miłości?«. Podskoczyłem z radości i poczułem się wybrańcem. (…)

Doświadczałem okrutnego i intensywnego bólu, który nie wiadomo skąd się brał. Zmysły, które najbardziej obraziły Boga na tym świecie: oczy, język… doświadczały największych cierpień, a były to cierpienia nie do uwierzenia, ponieważ w czyśćcu dusza czuje się tak, jak gdyby miała ciało… Nie minęło parę chwil tego cierpienia, a mnie się wydawało, że minęła już wieczność. (…)

Pomyślałem, że pójdę do pewnego mojego współbrata, powiem mu, że jestem w czyśćcu, i poproszę go, by modlił się za mnie. Ten współbrat był zdziwiony, bo słyszał mój głos, ale nie widział mnie. Zapytał: »Gdzie jesteś? Dlaczego cię nie widzę?«. (…) Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam ciała. Zadowoliłem się więc tym, że powtórzyłem z naciskiem, by modlił się za mnie, i odszedłem.

»Jak to? – mówiłem do samego siebie – czyż nie miały to być tylko 2-3 godziny czyśćca?… Minęło już przynajmniej trzysta lat!«. Tak mi się przynajmniej wydawało. W pewnym momencie ukazała mi się Panna Maryja, którą zacząłem błagać i zaklinać, mówiąc: »O Najświętsza Dziewico Maryjo, Matko Boga, wyproś dla mnie u Boga łaskę powrotu na ziemię, abym tam mógł żyć i działać już tylko z miłości do Niego!«.

Spostrzegłem obecność ojca Pio i błagałem również jego: »Dla twego okrutnego cierpienia, dla twoich błogosławionych ran, ojcze Pio, wstawiaj się za mną u Boga, aby mnie uwolnił od tych płomieni i dał łaskę odbycia czyśćca na ziemi«. Potem nic więcej już nie widziałem, ale zdałem sobie sprawę z tego, że ojciec rozmawiał z Maryją.

Po kilku chwilach znów ukazała mi się Dziewica Maryja… Pochyliła głowę i uśmiechnęła się do mnie. Dokładnie w tym momencie wróciłem do ciała… Nagłym ruchem uwolniłem się od prześcieradła, którym byłem przykryty. Ci, którzy czuwali przy mnie i modlili się, przerażeni rzucili się do drzwi, szukając pielęgniarzy i lekarzy. Po kilku chwilach cała klinika była postawiona na nogi. Wszyscy sądzili, że jestem jakąś zjawą”.

CAŁOŚĆ CZYTAJ TUTAJ

Źródło: www.milujciesie.org.pl