15.11.- 33.Niedziela zwykła(otwórz)

PROSIMY O ZAPISYWANIE SIĘ NA MSZĘ SW. U WYZNACZONYCH OSÓB,W KONKRETNYCH KOSCIOŁACH.LIMIT – 30 OSÓB PODCZAS MSZY SW.

PROSIMY O NOSZENIE MASECZEK W KOŚCIOŁACH I ZACHOWANIE DYSTANSU.

Uwaga! Prowadzone są zapisy na msze święte, uczestnictwo we mszy tylko po wcześniejszym zapisaniu sięProszę nie zwlekać, gdyż listy się szybko zapełniają. NAJLEPIEJ UCZYNIĆ TO W PIERWSZYCH DNIACH NOWEGO TYGODNIA.

JEŚLI ZAPISALIŚMY SIĘ, A NIE MOŻEMY BYĆ OBECNI NA MSZY – PROSIMY TAKŻE O KONTAKT I ZGŁOSZENIE TEGO, GDYŻ INNE OSOBY CHĘTNIE SKORZYSTAJĄ Z MOŻLIWOŚCI BYCIA NA MSZY.

PRZY WEJŚCIU DO KOŚCIOŁA – PODAJEMY SWOJE DANE, DEZYNFEKUJEMY RĘCE I SIADAMY , ZACHOWUJĄC DYSTANS PÓŁTORA METRA OD SIEBIE, CHYBA ŻE JESTEŚMY RODZINĄ.

NIE ŚPIEWAMY PODCZAS MSZY ŚWIĘTYCH. (MOŻE TO ROBIĆ TYLKO ORGANISTA I OSOBA TOWARZYSZĄCA) NIE PODAJEMY SOBIE RĘKI NA ZNAK POKOJU. KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ PRZYJMUJEMY TYLKO NA RĘKĘ – jest to ZARZĄDZENIE BISKUPÓW HOLENDERSKICH I OBOWIĄZUJE NAS WSZYSTKICH !!!!

UWAGA – NIE MA MSZY SW.niedzielnej W ARNHEM- JEST ZAWIESZONA DO ODWOŁANIA !!!!

14.11. SOBOTA ,GODZ. 10.30 – ZAJĘCIA DLA DZIECI W DRIEBERGEN

GODZ. 16.00 – HENGELO – MSZA SW. NIEDZIELNA: ++ ANNA, JOZEF,WIESŁAW, DUSZE CZYŚĆCOWE

15.11. NIEDZIELA – 33.ND ZWYKŁA

10.00 – MSZA TRANSMITOWANA Z ERMELO – W INT. PARAFIAN

12.30 – UTRECHT: w intencji dusz czyśćcowych

16.00 – TIEL: + BRONISŁAWA HRYNISZAK

18.30 – PUTTEN : w intencji Wiolety

MSZE ŚWIETE W TYGODNIU :

WTOREK/ŚRODA /CZWARTEK /PIATEK -TRANSMISJE Z ERMELO O GODZINIE 19.30. PO MSZY – CODZIENNIE NABOŻEŃSTWO OKOŁO GODZ.20.00 ( OD WTORKU DO SOBOTY)

SOBOTA 21.11. – HENGELO – MSZA SW. O GODZINIE 16.00: ++ ADAM,WŁADYSŁAWA RAMOWSCY,KRYSTYNA BUSZKIEWICZ

NIEDZIELA 22.11. – UROCZYSTOŚĆ CHRYSTUSA KRÓLA( ZAKOŃCZENIE ROKU LITURGICZNEGO )

10.00 – MSZA SW. Z ERMELO

12.30 UTRECHT : + GEZINA BROUWER ( 17.R.+)

16.00 TIEL. pÓŁ GODZINY WCZEŚNIEJ – ADORACJA NAJSW. SAKRAMENTU

18.30 PUTTEN : ELZBIETA I MIROSŁAW – 35 ROCZNICA SLUBU. PO MSZY SW. – ADORACJA NAJSW. SAKRAMENTU – W CISZY.

W KAZDYM KOSCIELE – PÓŁ GODZINY PRZED MSZĄ SW. – OKAZJA DO SPOWIEDZI…

***********************************************************************

XXXIII niedziela zwykła

Bez pracy nie ma nie tylko kołaczy

ANDREAS GÖLLNER FROM PIXABAYBez pracy nie ma nie tylko kołaczy
… ale i dobra w świecie za mało.

Komentarze biblijne i liturgiczne, propozycje śpiewów, biblijne konteksty, homilie.

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA ROKU A

CZYTANIA MSZALNE

Prz 31,10–13.19–20.30–31
Ps 128
1 Tes 5,1–6
Mt 25,14-30

Wszystko mamy od Boga. On ubogacił nas swymi darami, swą łaską, miłością, zbawieniem. Przez swe życie, wiarę i dobrą wolę mamy pomnażać dobra otrzymane od Boga. Jak słudzy bojaźliwi stajemy przed Bogiem z pustymi rękami, okaleczeni przez grzech, osłabieni przez brak gorliwości i słabość wiary. Prośmy o przebaczenie i pomoc, byśmy mogli pomnażać otrzymane talenty i mogli kiedyś wejść do radości naszego Pana.

Każdy z ludzi otrzymał od Boga różne dary i zdolności. Człowiek ma tylko współpracować z Bogiem i pomnażać otrzymane dobra. Obrazowo ukazuje to ewangeliczna przypowieść o talentach. Kiedy powróci Chrystus – to rozliczy nas, czy umieliśmy współpracować z Nim, który dał nam wiarę i swoją sakramentalną obecność w Kościele. Zasłużymy wtedy na nagrodę i pochwałę, jaką sławi Księga Przysłów pracowitą kobietę. Przyjście Chrystusa jednak będzie niespodziewane, św. Paweł zachęca więc do czujności i trzeźwości.

 Pomnażajmy także talenty doczesne, by nasze życie i praca służyły także innym i pomagały im spotkać Chrystusa. Chrześcijanin swą wiarą ma służyć całej ziemi, służyć także niewierzącym, ukazując nadprzyrodzone wartości życia.


Niedziela, 15 listopada 2020 roku, XXXIII tydzień zwykły, Rok A, II

CZYTANIA

Dobrze sługo dobry i wierny (…), wejdź do radości twego Pana (Mt 25, 23).

W ostatnich tygodniach roku liturgicznego Kościół daje nam pod rozwagę słowa Jezusa wzywające nas do oczekiwania na Jego powtórne przyjście. Powinniśmy przygotować się na ten powrót przez postawę szczerego nawrócenia. Nie ma to być postawa przepełniona lękiem, ludzkim strachem, ale gotowością na spotkanie się z samym Jezusem Chrystusem. Dlatego też dzisiaj Jezus opowiada nam przypowieść o talentach. Chce nam tak jasno i konkretnie pokazać, że ci, którzy w Niego wierzą i oczekują na Jego powrót, są jak owi słudzy mający pomnożyć otrzymane od swojego pana talenty.

Warto więc postawić sobie dzisiaj kilka pytań.

Czym są owe talenty? lub też Czy i ja otrzymałem takie talenty od Pana, aby oczekiwać na Jego powrót?

Termin talent ma dzisiaj zupełnie inne znaczenie niż to miało miejsce kiedyś. W starożytnej Grecji była to konkretna miara wagi. Najczęściej można znaleźć wytłumaczenie, że jeden talent to 34,2 kg. Mogły to być talenty złota bądź też talenty srebra. Niezależnie od tego, o jaki kruszec chodziło, był to potężny majątek. My natomiast gdy dzisiaj mówimy o talentach, nie mamy na myśli miary wagi, lecz raczej pod tym terminem rozumiemy różnorakie zdolności w jakiejś dziedzinie życia: intelektualnej, ruchowej lub artystycznej.

Co więc łączy ze sobą starożytne i współczesne rozumienie talentu?

Tak jak ewangeliczny człowiek złożył w ręce sług swoje dobra materialne, po to by je pomnażali, tak samo nasz Pan składa w nas różnorakie dary. Są to nasze talenty, nasze zdolności. Dane są nam po to, abyśmy je pomnażali, a nie zakopywali. Talent pomnażany przyniesie kolejne talenty. Talent zakopany zostanie tylko zatrzymany dla mnie samego, bądź też zaniknie.

Jednak wśród tych czysto ludzkich talentów, które otrzymaliśmy, znajdujemy szczególny talent. Jest to „talent” wiary, który możemy pomnożyć w naszym życiu bądź też zakopać go głęboko w ziemi naszego życia. Ma on korzenie w naszym chrzcie świętym. Każdemu z nas dał początek nowego życia za pośrednictwem daru łaski uświęcającej i uwolnienia od grzechu pierworodnego. Na mocy tego sakramentu wezwani jesteśmy do trwałej współpracy z łaską Bożą, do rozwijania naszego „talentu” wiary. Ma się to dokonywać poprzez konsekwentne pogłębianie swojej relacji z Bogiem, poznawanie swojej wiary, praktykowanie sakramentów świętych, zaangażowanie się w życie swojej wspólnoty parafialnej. Każdy z nas powinien – według zdolności, jakie posiada – wnosić swój wkład, by wspólnota, w której żyje, służyła dla wzrostu osobistego, ale i każdej osoby znajdującej się w niej. Człowiek, który w taki sposób przechodzi przez swoje ziemskie życie, może ufać, że usłyszy słowa jak owi słudzy, którzy pomnożyli talenty otrzymane od Pana: Dobrze sługo dobry i wierny (…), wejdź do radości twego Pana (Mt 25, 23).

Ale możemy być też ludźmi, którzy nie wykorzystali otrzymanego talentu. Podobnie jak uczynił to ów trzeci sługa. Zwycięża obawa, miłość własna, osobisty interes, egoizm… W ten sposób możemy usprawiedliwić wiele w naszym życiu: naszą bierność, niewychylanie się, bo co inni pomyślą, lepiej jest, jak jest…

Jezus pokazuje nam, że taka postawa nic dobrego nam nie przyniesie. Może prześlizgniemy się w miarę szczęśliwi przez to życie. Jednak w perspektywie wieczności pojawi się pustka i lęk przed odejściem z tego świata. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 25, 28-29).

Prośmy w tę dzisiejszą niedzielę, abyśmy umieli być jak słudzy pomnażający talenty otrzymane od swojego Pana. By to, co od Niego otrzymaliśmy, służyło dobru naszemu i naszych bliźnich. Módlmy się o to, aby to, co ludzkie, nie przysłaniało nam tego, co prowadzi do wieczności. Niech pomocą na tej drodze, będzie dla nas sam Jezus Chrystus, którego sakramentalnie podczas każdej Mszy św. przyjąć możemy do naszego życia.

Duszpasterz Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech – Monachium

o. Rafał Nowak CSsR
******************************************************************

Tłumne omamienie

Tłumne omamienie

Myśl wyrachowana: Tłum wołający „To jest wojna!” z reguły tworzą pacyfiści.

Łaska tłumu na pstrym koniu jeździ i to, o co dziś tłum walczy, jutro może zwalczać. Tłum w ogóle kieruje się osobliwymi prawami. Gdyby tak wyłowić z niego dzisiejszego przeciętnego „rewolucjonistę”, poczekać, aż opróżni pojemnik ze sprayem i wypluje z siebie wszystkie „wyp…ać”, „je…ać”, a potem usiąść z nim i zapytać, o co mu chodzi, okazałoby się, że ogólnie o to, żeby było dobrze, a konkretnie – to nie wie. Gdyby zaś ten człowiek pozwolił sobie spokojnie wyjaśnić, że to „dobro”, o które walczy, oznacza wyłącznie koszmarne zło dla konkretnych ludzi, stałby się gorącym przeciwnikiem dopiero co głoszonych haseł.

Tłum myśli inaczej niż składający się nań pojedynczy ludzie. A precyzyjniej mówiąc: tłum nie myśli, tłum wyzwala emocje i je wzmacnia. Tłum wręcz, nomen omen, tłumi myślenie. Blokuje indywidualny rozsądek, każąc ludziom działać pod dyktando rozbuchanych uczuć.

Nie zawsze jest to złe, wszystko zależy od motywu, w jakim tłum się gromadzi. Zależy też od tego, kto i dlaczego tym tłumem steruje, bo steruje bardzo często. Tak jak kiedyś w Jerozolimie elita narodu sterowała ludem. Doszło wtedy do przedziwnej sytuacji: lud wykrzyczał wyrok śmierci na Kogoś, kto uzdrawiał, wyganiał złe duchy, wskrzeszał, rozmnażał chleb. Tłum zażądał najgorszej kaźni dla Kogoś, kto nigdy nikomu nie wyrządził najmniejszej krzywdy, a za to tysiącom wyświadczył największe dobrodziejstwa. Ten tłum wreszcie skorzystał z opcji „za wyborem” i wybrał życie dla bandyty, byle tylko nie ocalał Jedyny Sprawiedliwy. A przecież każdy z osobna placowy krzykacz, przyciśnięty do muru, musiałby przyznać, że nie wie, dlaczego się tak zachował.

Więc co to za sens? Jaka w tym logika? Owszem – była logika wtedy i jest dziś. Jej podstawą jest kłamstwo. To samo, co u zarania ludzkości: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. Przyjęcie sugestii, że Bóg stworzył nas po to, żeby nam wszystkiego zakazać, skutkuje poczuciem, że zagraża On naszemu interesowi. Zanika wtedy świadomość, że Boży zakaz (dla niewierzących – zakaz wynikający z prawa naturalnego) jest w istocie znakiem ostrzegawczym przed odrzuceniem własnego szczęścia.

Kiedyś panowało wśród chrześcijan pełne pychy przekonanie, że „Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa”. Oni. Bo my jesteśmy czyści. My byśmy Go wyłącznie bronili.

Aha. A to zbiorowe „ukrzyżuj”, jakie wciąż i wciąż rozlega się na ulicach pod adresem braci najmniejszych Jezusa, to co, krasnoludki? •1 2

OCEŃ TEN ARTYKUŁ

FRANCISZEK KUCHARCZAK

GN 46/2020.

FRANCISZEK KUCHARCZAK

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, 

************************************************************************

Ks. prof. Kobyliński: To najgłębszy kryzys w historii polskiego katolicyzmu

Ks. prof. Andrzej Kobyliński / Źródło: arch. prywatne ks. prof. Kobylińskiego

Dodano wczoraj 16:4946 9 89 4983– Nigdy przez ponad tysiąc lat Stolica Apostolska nie nałożyła na żadnego polskiego kardynała takich kar, jak stało się to w przypadku kardynała Henryka Gulbinowicza. Nigdy w naszych dziejach tak wielu młodych ludzi nie było ateistami, agnostykami lub osobami obojętnymi religijnie jak obecnie. Nigdy w przeszłości tłumy ludzi nie wykrzykiwały przed pałacami biskupimi wulgarnych słów na „w” czy „j”. W przyszłości Kościół katolicki w naszym kraju będzie zdecydowanie słabszy, biedniejszy i bardzo podzielony na środowiska konserwatywne i liberalne, które będą prowadzić ze sobą bratobójczą wojnę religijną – mówi portalowi DoRzeczy.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof, etyk, prof. UKSW w Warszawie.

Coraz częściej można zaobserwować oburzenie ludzi ochrzczonych na to, co dzieje się w Kościele w kwestiach pedofilii i innych nadużyć seksualnych. Czy w tym momencie Kościół, przede wszystkim w Polsce, znalazł się na zakręcie i grozi mu z jednej strony laicyzacja, a z drugiej schizma lub masowe zmiany wyznań przez ludzi wierzących?

Ks. prof. Andrzej Kobyliński (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie): Laicyzacja – tak, masowe konwersje – nie, schizma – być może. To najgłębszy kryzys w dziejach polskiego katolicyzmu. Nigdy przez ponad tysiąc lat Stolica Apostolska nie nałożyła na żadnego polskiego kardynała takich kar, jak stało się to w przypadku kard. Henryka Gulbinowicza. Nigdy w przeszłości Watykan nie zamknął karnie w naszym kraju seminarium duchownego, jak to miało miejsce niedawno w Kaliszu. Nigdy w naszych dziejach tak wielu młodych ludzi nie było ateistami, agnostykami lub osobami obojętnymi religijnie jak obecnie. Nigdy w przeszłości tłumy ludzi nie wykrzykiwały przed pałacami biskupimi wulgarnych słów na „w” czy „j”.

Formalnych aktów apostazji jest ciągle niewiele, ale o wiele ważniejsza jest apostazja mentalna – duchowe i intelektualne oddalanie się milionów ludzi od Kościoła jako instytucji. Idziemy w kierunku Irlandii. W przyszłości Kościół katolicki w naszym kraju będzie zdecydowanie słabszy, biedniejszy i bardzo podzielony na środowiska konserwatywne i liberalne, które będą prowadzić ze sobą bratobójczą wojnę religijną.

Pojawiają się też opinie, że ostatnie wydarzenia, gwałtowność antykościelnych protestów mają pewien pozytywny wymiar, ponieważ świadczą o tym, że nie ma obojętności, a wiara w Polsce jest wciąż żywa. Co ksiądz o tym sądzi?

Nie zgadzam się z taką opinią. Starcia przed kościołami między lewicowymi anarchistami a narodowcami nie są dobrym papierkiem lakmusowym, gdy chodzi o rzetelną diagnozę naszych nastrojów społecznych. Więcej o stanie naszej polskiej duszy mówią m.in. ostatnie badania socjologiczne, które potwierdzają dramatyczny spadek zaufania młodych ludzi do instytucji Kościoła katolickiego. Oczywiście Polska jest ciągle najbardziej religijnym krajem w całej Unii Europejskiej. Nasz obecny konflikt światopoglądowy potwierdza fakt, że kwestie religijne są u nas ciągle ważne dla dużej części społeczeństwa. Reszta społeczeństw europejskich jest w dużym stopniu postchrześcijańska, a religią, która zyskuje u nich na znaczeniu jest islam. Te dwa nurty ideowe będą coraz bardziej rządzić Europą: z jednej strony oświeceniowa myśl liberalno-ateistyczna, z drugiej – religia muzułmańska.

Kryzys w Kościele katolickim wokół skandali i nadużyć seksualnych jest faktem. Czy widzi ksiądz jakiekolwiek światełko w tunelu, nadzieję na to, że uda się ten kryzys w najbliższych latach przezwyciężyć?

Jestem na froncie tej wojny od ponad 20 lat. Jeszcze kilkanaście lat temu byłem optymistą, natomiast dzisiaj wszystkie przesłanki prowadzą mnie do pesymistycznych wniosków. Owszem, nie ma już tuszowania pedofilii, gdy chodzi o przenoszenie księży pedofilów z parafii do parafii. Tę zmianę wymusił Watykan oraz nacisk opinii publicznej. Jednak nie nastąpiła zmiana mentalności. Znakomita większość biskupów, infułatów, prałatów, kanoników, proboszczów, wikariuszy, zakonników nie traktuje molestowania seksualnego nieletnich jako realnego problemu społecznego. Dominuje mentalność oblężonej twierdzy. Zwycięża pragnienie świętego spokoju. Świetnym potwierdzeniem obecnych nastrojów w Kościele jest skandaliczny pozew sądowy kanclerza kurii tarnowskiej przeciwko ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, który poświęcił całe swoje życie osobom niepełnosprawnym i jest bohaterem walki z pedofilią. Niestety, niektórzy biskupi akceptują ten pozew. Chcą wyroku skazującego dla bohatera. Wcześniej, nie dopuszczono do tego, żeby ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski został członkiem komisji państwowej ds. pedofilii.

W przypadku pedofilii nie da się uciec od pytań o rolę św. Jana Pawła II. Czy możemy spodziewać się pisania historii tej wielkiej postaci na nowo?

To już dzieje się na naszych oczach. 13 listopada na łamach „National Catholic Reporter” ukazał się artykuł redakcyjny pt. „US bishops, please suppress the cult of St. John Paul II”. To apel skierowany do biskupów amerykańskich, aby zlikwidować kult publiczny św. Jana Pawła II. „National Catholic Reporter” to główne medium amerykańskiego katolicyzmu liberalnego, podobnie jak dla katolicyzmu konserwatywnego w USA głównym punktem odniesienia jest „National Catholic Register”. Należy potraktować z największą powagą to, co dzieje się obecnie wśród katolików za oceanem. W Stanach Zjednoczonych mieszka ok. 65 milionów katolików. Są oni podzieleni mniej więcej po połowie, gdy chodzi o skrzydło konserwatywne i skrzydło liberalne. Postulat swego rodzaju „dekanonizacji” papieża Wojtyły musi być szczególnie bolesny dla Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy stanowią 15 proc. członków Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych. Rzetelna analiza pontyfikatu Jana Pawła II jest konieczna. Papież nie mógł nie popełniać błędów. To oczywiste. Nie wolno się nimi gorszyć. Jan Paweł II podejmował także błędne decyzje, ponieważ był człowiekiem. Doskonały jest tylko Bóg.

Czy tzw. pokolenie JPII istniało rzeczywiście, czy było wyłącznie medialnym mitem i wynikało z popularności Ojca Świętego, a nie rzeczywistej popularności nauczania papieża-Polaka w społeczeństwie?

To zdecydowanie medialny mit. Osobiście byłem przerażony banalnością wielu publikacji na ten temat po śmierci Jana Pawła II. Można mówić o pokoleniu JPII tylko w sensie historycznym, gdy chodzi o ludzi, którzy przeżyli swoje dzieciństwo oraz młodość w okresie pontyfikatu polskiego papieża. Ale nie ma żadnego pokolenia JPII w sensie socjologicznym czy aksjologicznym, tzn. nie istnieje znacząca grupa społeczna, która ukształtowała swoje postawy światopoglądowe w oparciu o nauczanie moralne i religijne papieża Wojtyły. Osobiście wiele zawdzięczam pontyfikatowi Jana Pawła II. Fragmenty niektórych jego przemówień znam na pamięć. Obecny dramat dotyka mnie do żywego. Dla dobra pamięci o „papieżu z dalekiego kraju” jego najbliższe otoczenie powinno wziąć dużą część odpowiedzialności za wiele błędnych decyzji, szczególnie z ostatnich lat pontyfikatu, gdy papież – schorowany, cierpiący i osłabiony – przekazywał wiele swoich kompetencji najbliższym doradcom.

Ciężko się oprzeć wrażeniu, że oferta polskiego Kościoła w ostatnich dekadach została mocno spłycona. Był kult św. Jana Pawła II, ale sprowadzony do emocji, do miłych wspomnień z pielgrzymek, kremówek, a nie rzeczywistych trudnych wyzwań, które Ojciec Święty stawiał. Z drugiej strony ciężko oprzeć się też wrażeniu, że w ostatnich latach stosunkowo mało było ze strony ludzi polskiego Kościoła wyraźnych przesłań moralnych i społecznych, a wiele skupiania się na objawieniach prywatnych, pewnym dość naiwnym mistycyzmie, dla młodych ludzi dość infantylnym.

Zgadzam się z tą diagnozą. To nie tylko kremówki. Niezwykle głębokie zmiany w polskiej religijności nastąpiły w ostatnich kilkunastu latach, gdy chodzi przenikanie do Polski nowych form religijnych z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Symbolem tego nowego nurtu były Rekolekcje Narodowe prowadzone na Stadionie Narodowym w Warszawie przez ks. Johna Bashoborę z Ugandy. W lipcu 2017 r. ukazał się na łamach „Do Rzeczy” mój artykuł pt. Egzorcyzm nad Polską i pentekostalizacja. Napisałem w nim następujące słowa: „Nowe formy religijności zielonoświątkowej wlały się szerokim strumieniem do wnętrza Kościoła katolickiego w Polsce. Coraz więcej katolików w naszym kraju pije wodę egzorcyzmowaną, stosuje olejek radości czy sól egzorcyzmowaną, przeżywa podczas nabożeństw tzw. upadki (spoczynek w duchu, hipnoza, trans, autosugestia), przesadnie koncentruje swoją uwagę na działaniu złych duchów, doświadcza podczas spotkań modlitewnych histerycznego śmiechu, nazywanego Błogosławieństwem z Toronto itp. Głębokiej zmianie podlega także nauka religii w szkole. W marcu 2016 r. media ogólnopolskie informowały o rekolekcjach szkolnych w Lesznie. Wzięło w nich udział ok. 700 dzieci. W trakcie nabożeństw niektóre osoby padały na ziemię, trzęsły się, krzyczały. Tym niebezpiecznym praktykom religijnym towarzyszyli księża i nauczyciele”.

Słowa o tym, że pokolenie młodych ludzi jest dla Kościoła stracone odpowiadają rzeczywistości, czy też jest jeszcze przed kapłanami do wykonania praca? Jeśli tak, to jak ona powinna wyglądać?

Twierdzenie o utracie całego pokolenia jest oczywiście hiperbolą, która ma zwrócić uwagę na bardzo poważny problem. Pierwszą kwestią do natychmiastowej zmiany jest obecny model nauczania religii w szkole. Nie zgadzam się z naszymi liderami kościelnymi, że jest świetnie. Obecna forma wychowania religijnego prowadzi do masowej ateizacji. Mówię o tym od kilkunastu lat. Jestem zwolennikiem modelu włoskiego: jedna godzina religii w szkole prowadzona przez świeckich nauczycieli oraz druga godzina prowadzona przez księży i katechetów w budynkach parafialnych. Trzeba czym prędzej odbudować życie duszpasterskie ludzi młodych w przestrzeni parafialnej. Jedną z konsekwencji ateizacji młodego pokolenia jest kryzys powołań kapłańskich i zakonnych. Gdy w latach 1986-1992 studiowałem w Wyższym Seminarium Duchownym, było tam wówczas prawie 200 kleryków. Obecnie jest ich ok. 20.

Wracając do tematu pedofilii – czy polski Kościół ma jeszcze jakąś możliwość naprawienia sytuacji, czy też muszą być raczej wdrożone nadzwyczajne działania Watykanu, a może nawet wariant chilijski, który postulują niektórzy?

Wariant chilijski to swego rodzaju kreacja medialna. W Chile prawie wszystko zostało po staremu. Owszem, 18 maja 2018 r. wszyscy 34 biskupi należący do episkopatu Kościoła katolickiego w Chile podali się do dymisji w związku z przypadkami nadużyć seksualnych wobec nieletnich lub próbami ich ukrycia, ale papież Franciszek przyjął rezygnację tylko kilku biskupów, którzy byli tuż przed emeryturą. Dla Watykanu Polska nie ma większego znaczenia. W Stolicy Apostolskiej nikt nami się nie interesuje. Owszem, w Rzymie będą procedowane sprawy dotyczące naszych oskarżonych biskupów czy księży, ale pragnienie rozwiązania tych kwestii musi być obecne przede wszystkim w naszym kraju. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie będziemy obserwować ujawnianie kolejnych skandali obyczajowych czy finansowych. Obawiam się, że wielką bombą może być Komisja Majątkowa.

Co w tak trudnej dla wszystkich sytuacji powiedzieć „zwykłym” katolikom, ludziom, dla których świętość Kościoła była oczywistością, a wiara właśnie teraz jest wystawiona na ciężką próbę?

Nie chcę ranić osób wierzących, ale mam żal do wielu osób, gdy chodzi o ich obojętność na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Osobiście zacząłem głośno mówić o różnych problemach w Kościele ponad 20 lat temu. Z tego powodu utraciłem prawie wszystkich przyjaciół i znajomych. Gorliwi katolicy, moi dobrzy znajomi, nie chcieli słuchać o pedofilii, współpracy biskupów i księży z UB czy SB, skandalach finansowych, molestowaniu sióstr zakonnych. Zamykali oczy, zatykali uszy. W 2002 r. „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł o arcybiskupie Juliuszu Paetzu. Uważam, że to był przełom. Od tego momentu katolicy w Polsce nie mogli udawać, że nie wiedzą, co rzeczywiście dzieje się w Kościele katolickim w naszym kraju. Osobiście uważam, że dzisiaj najważniejsza jest trafna diagnoza – dlaczego Kościół znalazł się w tak wielkim kryzysie i kto za to odpowiada? Przede wszystkim trzeba obudzić się ze snu, letargu, zbiorowej hipnozy. Nie oglądamy teraz kolejnego filmu o Kościele. To wszystko wokół nas dzieje się naprawdę.Analiza: Czy McCarrick był rosyjskim szpiegiem?DO RZECZYRowiński: Odpowiedzialność leży po stronie tych, którzy osłaniają nieprawości w KościeleDO RZECZY/ Źródło: DoRzeczy.pl12