12.05.-4.NIEDZ.WIELK.

 

„Jaka twoja Msza, taka wiara.

Jaka wiara, taka moralność.

Jaka moralność, takie życie.

A jakie było twoje życie, taka będzie twoja wieczność.”

Bp. Thiamer Toth

            NIEDZIELA W PARAFII:

9,30 ARNHEM-+MIÇHAL JUDYCKI(1,ROCZN.)

12,30 UTRECHT-+ALEKSANDRA

16,00 HENGELO -ANNA,JOZEF,WIESLAW,DUSZE CZYSCCOWE.

19,00 PUTTEN- +Andrzej Mrozinski

20 minut przed každą Mszą-litania loretanska,okazja do spowiedzi.

11.05./12.05.W TIEL ,W KINIE ARCAPLEX-„MILOSC I MILOSIERDZIE”- POLSKI FILM O SIOSTRZE FAUSTYNIE.

12,05.NIEDZIELA-UTRECHT-KINO PATHE-LEJDISCHE RIJN-GODZ.16,00-TAKZE PROJEKCJA TEGO FILMU.

********************************************************************************************************

10.06.2019-PONIEDZIALEK – Swięto NAJSW.MARYI PANNY,MATKI KOSCIOLA

70.POLONIJNA PIELGRZYMKA DO SANKTUARIUM MARYJNEGO W SCHERPENHEUVEL, BELGIA.

(180KM OD UTRECHTU)

11,00-MSZA SWIETA.13,00-CZAS NA POSILEK.14,30-PROCESJA EUCHARYSTYCZNA.16,00-KONCERT ZESPOLU KLERYCKIEGO,,GITAŘY   NIEPOKALANEJ „Z OBRY.

ZAPRASZAMY DO UDZIALU. ZAPISY U PANI BARBARY SAMMLER Z UTRECHTU.

TEL. 06 25 22 63 30

https://goo.gl/maps/SMyJ6dF6srwejVGu6

*************************************************************************************************

IV Niedziela Wielkanocna – Niedziela Dobrego Pasterza

Niedziela, 12 maja 2019 roku, IV tydzień Wielkanocny, Rok C, I

CZYTANIA

Wilk w pasterskiej skórze

„Tylko nie mów nikomu” to film, który każdy może i pewnie wykorzysta po swojemu. Nie możemy jednak zapomnieć, że stawką nie jest dobre imię Kościoła czy przestępców, ale ból ofiar, którym nikt nie powinien manipulować.

Niedziela Dobrego Pasterza, południe. Od premiery filmu Sekielskiego minęło 24 godziny. Licznik na YouTube przekroczył 3 mln wyświetleń. Teraz kiedy to piszę (22:00), dobija 5 mln. Nie spodziewam się, żeby każdy z tych 5 mln obejrzał 121 minut tego dokumentu. Niektórym wystarczy parę minut by utwierdzić się w swoich przekonaniach. W przekonaniu, że Kościół to organizacja przestępcza, albo że ludzie Kościoła mocno się pogubili i niczym rurobomba – poranili wszystkich wokół. Sekielski nie uniknie zarzutów o stronniczość, bo film rzeczywiście tym trąci. Z dwóch powodów – tendencyjnego montażu i odmowy udziału przedstawicieli Episkopatu. Przez to nie mamy możliwości poznania opinii czy wyjaśnień drugiej strony.

Grzech ma to do siebie, że choć tuż przed i w trakcie jego popełniania wydaje się atrakcyjny, to już chwilę po jego popełnieniu pojawia się wyrzut sumienia. Grzech nie rani tylko popełniającego, ale też tych przeciwko komu został popełniony. Jest tak perfidny, że jego macki docierają jeszcze dalej. Dotyka bliskich sprawcy i ofiary. Dotyka w końcu Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa i samego Boga. Nie ważne czy to drobna kradzież, czy przestępstwo pedofilii. Niczym kropla upuszczona na nieruchomą taflę, zatacza coraz szersze kręgi. Księża pedofile zranili więc nie tylko siebie i dzieci. Zranili Kościół, zranili swoich braci, którzy godnie służą Jezusowi. Zranili wszystkich wierzących i tym, którzy Kościołowi i jego przedstawicielom ufali. Nie wiem, czy coś jest w stanie wypełnić przepaść ich winy.

Obraz Sekielskiego był wstrząsający i można powiedzieć, że jego zwiastun widzieliśmy już w „Klerze”. To tam bodajże biskupowi Mordowiczowi wyświetlane są świadectwa ofiar pedofilii. Bardzo podobną stylistykę przejął Sekielski. Sami krzywdziciele też (moim zdaniem) nie zostali wybrani przypadkowo. To księża „z górnej półki” – często zasłużeni dla swoich diecezji, zakonu, nawet kraju, o czym świadczą ich godności. A ofiary? To dziś ludzie z połamanymi życiorysami. Z krzyżem, który muszą dźwigać całe życie, a przecież pokazanie twarzy w filmie to dopiero początek. Oni bardzo potrzebują naszej modlitwy i sprawiedliwego wyroku dla oprawcy, tak by mogli spokojnie spać.

Film ten to kolejny dowód na to, że problem istnieje – owszem, pewnie mocno wyolbrzymiony, przez utożsamienie grupy społecznej duchownych z pedofilią. Nawet jeśli w rzeczywistości jest to tylko procent, to i tak istnieje. Wygłupiłby się ten, kto by powiedział, że go nie ma.

Księży pedofili nie da się obronić. Każdą sprawę należy szczegółowo przebadać tak, by nie skrzywdzić ani ofiary, ani domniemanego krzywdziciela. Statystyki opublikowane przez Episkopat pokazują, że rośnie też świadomość społeczna, że umiera mit „Świętego Księdza”, który przecież jest tylko człowiekiem i zamiast dobrego pasterza jest złym wilkiem.

Ani „Kler”, ani „Tylko nie mów nikomu” nie zachwiał moją wiarą. W moim życiu przewinęło się wielu, wielu księży. Byli księża „spoko”, „z powołania”, zmęczeni, kreatywni, stuknięci, krzywdzeni przez świeckich, impulsywni, niedojrzali, strachliwi. Jedni mnie do Boga przybliżali, inni oddalali. Nigdy nie pisałem listów do kurii, żeby kochanego księdza nie przenosili, nawet jeśli z jakimś darliśmy koty – rozumiałem, że tak po prostu bywa, że nie każdego muszę kochać, ale każdego muszę szanować i po prostu się za niego modliłem.

Jakiś czas temu nazywana głosem młodego Kościoła Jola Szymańska zastanawiała się nad odejściem z Kościoła. Wielu innych też, bo oburzył ich „Kler”. Jestem pewien, że w tym tygodniu też będziemy mieli wysyp takich oświadczeń. Jola nie jest moim głosem. Wiecie – ja do Kościoła nie chodzę dla księdza, bo jak wspomniałem, różni oni są. Chodzę do Kościoła bo potrzebuję relacji z Bogiem, bo ciągle Go szukam, bo liczę, że da mi odpowiedzi na moje pytania. A kapłan jest jak to gliniane naczynie – czasem ukruszone i pęknięte, niekiedy nawet całkiem rozbite, ale dzięki niemu Bóg przychodzi do mnie w sakramentach. Odchodzenie od Kościoła, bo jego ludzie są ludźmi i grzeszą jest pójściem na łatwiznę, żeby nie powiedzieć zdradą. Nie odejdę, bo Kościół ma dziś oblicze molestowanych dzieci, martwą twarz człowieka, który zginął w zamachu, wierzących pomimo wszystko. Nie odejdę, bo kocham Kościół.

Często dziś powtarzany frazes o atakach na Kościół nie jest bezpodstawny. Owszem, czas jest trudny, atmosfera gorąca, ale wszyscy sobie ten garnek podgrzewaliśmy, a mam jakieś przeczucie, że jeszcze nie wykipiał. Czy scenariusz z Irlandii czy Chile powtórzy się w Polsce? Wszystko w naszych rękach – Episkopatu, diecezji, parafii i parafian, dziennikarzy (jeśli rzeczywiście zależy im na pomocy ofiarom, a nie tylko jakiejś dziwnej zemście na Kościele).

Doceniam gesty ze strony Episkopatu – ks. Prymasa, abp Gądeckiego i każdego biskupa, który podjął temat. Brakuje mi jeszcze tylko jednego – odwagi do mówienia o tym w parafiach. Każdy praktykujący Katolik słyszał o grzechu pedofilii, ale oświadczenia głów polskiego Kościoła nie zostaną wyemitowane w telewizji (bardzo się zdziwię, jeśli padnie na ten temat jakieś zdanie). Brakuje mi listu Episkopatu, czy nawet lepiej – listu każdego biskupa ordynariusza do swoich diecezjan, gdzie wyłoży kawę na ławę – było tyle i tyle przypadków, zrobiliśmy, albo nie zrobiliśmy wszystkiego co w naszej mocy, przepraszamy za zgorszenie, módlcie się za nas, abyśmy mieli siłę do walki z tym grzechem.

Dobrze, że ten film ukazał się dzisiaj – u początku Tygodnia Modlitw o Powołania. Bardzo potrzeba nam dzisiaj świętych ludzi Kościoła. Pamiętam jak na jednej ze swoich homilii niezwykły bp Leszek Leszkiewicz z mojej diecezji poprosił wszystkich o modlitwę o powołania. Mówił, że wierzymy, że Pan Bóg wysłuchuje modlitw wierzących, że wszyscy jak jesteśmy w tym kościele w Boga wierzymy. I poprosił by przy wieczornym pacierzu poprosić Boga o jedno powołanie, o jednego świętego księdza czy siostrę zakonną.

Nie wiem jaki ten post będzie miał zasięg, nie wiem czy przeczyta go 5 osób, czy 500. Ale bardzo Cię proszę, skoro dotarłeś aż tutaj, podejmij jeszcze jeden wysiłek – pomódl się dzisiaj o jedno święte powołanie, albo za księdza, diakona czy kleryka, który przeżywa kryzys tego powołania. Jeśli wierzysz choć trochę – choć trochę pomożesz.

 

 modlitwa autorstwa bł. Michała Sopoćki:

„Boże miłosierny, daj Kościołowi swemu wielu gorliwych i świętych kapłanów! Wybierz i powołaj ich sam spośród ludu swego, aby żaden niepowołany między nimi się nie znalazł, a żaden powołany nie został pominięty. Kształtuj ich sam łaską Ducha Świętego, jak niegdyś przysposobiłeś przez Niego apostołów! Niech prawdę Twoją i Twoje nakazy głoszą słowem, przykładem i życiem! Niech pracują w Twojej winnicy bez znużenia, oczekując w pokorze wyników swej pracy tylko od Ciebie i nie szukają niczego prócz Twojej chwały. Wzbudź na nowo w Kościele owego Ducha, którego wylałeś na apostołów! Amen”.

 

Jasna Góra: 9-dniowa różańcowa modlitwa ekspiacyjna za profanację wizerunku Maryi



Jasna Góra: 9-dniowa różańcowa modlitwa ekspiacyjna za profanację wizerunku Maryi

źródło: Twitter / Jasna Góra News

Od 8 maja (środa) do 16 maja (czwartek) w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze będzie trwać 9-dniowa różańcowa modlitwa ekspiacyjna za profanację Maryi w znaku jasnogórskiej Ikony. 

 

O modlitwie poinformowano na oficjalnym koncie na Twitterze klasztoru na Jasnej Górze. „Wobec uderzeń w serce Polaków nie możemy milczeć. Upominamy się o szacunek, prosimy o opamiętanie i zrozumienie”, napisano.

 

„Od dziś w #KaplicaMatkaBoża o 16.00 rozpoczyna się 9-dniowa różańcowa modlitwa ekspiacyjna za profanację Maryi w znaku jasnogórskiej Ikony”

*****************************************************************************************************

Trendy -szokowe prowokacje. Walka o tron.

Zarówno sztuka, jak ojczyzna, same przez się niewiele znaczą. Znaczą one bardzo wiele, gdy człowiek, poprzez nie wiąże się z istotnymi, najgłębszymi wartościami bytu.(Witold Gombrowicz)

Postanowiłam zamieścić w jednym artykule dwa spojrzenia na ten sam problem. Pierwszy z nich to wynik moich emocji. Drugi jest kompilacją przepisów i ich interpretacji.

Wasze matki, wasi ojcowie.

Należymy do pokolenia powojennego. Przyszło nam wzrastać i dojrzewać za czasów PRL. Mimo to, wychowani zostaliśmy przez naszych dziadków i rodziców w wierze katolickiej i wg zasad dekalogu staraliśmy się tak dalece, jak to było możliwe, zachować polską wiarę, tradycję i kulturę. A nie było łatwo. Represje wobec księży katolickich, naciski, inwigilacja i morderstwa na księżach- wspomnę tylko ostatnie z lat70/ 80-tych: funkcjonariusze SB doprowadzali do śmierci lub dokonywali głośnych morderstw na księżach: w 1976 na ks. Romanie Kotlarzu, w 1984 na ks. Jerzym Popiełuszce, w 1989 na ks. Stanisławie Suchowolcu, ks. Stefanie Niedzielaku, ks. Sylwestrze Zychu.
Maryja Jasnogórska jest dla nas samych Matką Polskiego Narodu, której obraz jest symbolem naszej wiary chrześcijańskiej. Jest on także do dzisiaj najbardziej rozpoznawalnym obrazem symbolizującym wiarę chrześcijańską Polaków. Dla nas, Waszych rodziców i dziadków to miejsce i szczególny symbol naszej wiary. Pod Jej ołtarzem- ikoną na Jasnej Górze modlili się, do niej pielgrzymują i modlą miliony Polaków. Jej kaplicę odwiedzały głowy państw.·.Jasnogórska Pani dawała Polakom od wieków nadzieję na wolność narodu i ducha. I ten symbol postawiono sprofanować. Tak, sprofanować. To nas przeraża i boli. Godzi w najgłębsze uczucia religijne. Bo Czarna Madonna to dla nas świętość. Każdy element tego, niepowtarzalnego obrazu.  Czy tego chcieliście? Pokazać brak szacunku dla naszej wiary i nas samych? Pod płaszczykiem wyzwolenia, od czego? Od zwykłej przyzwoitości i szacunku do naszych poglądów? Czy nie macie świadomości, ze bezczeszcząc niepowtarzalny wizerunek Maryi Jasnogórskiej bezcześcicie także nas samych? Z przerażeniem myślę o tym, gdzie popełniliśmy błąd wychowawczy. Czyim wpływom ulegacie, godząc się na prześmiewcze traktowanie naszych symboli? Czyż to nie my właśnie uczyliśmy Was tego by walczyć za wolność Waszą i Naszą? Czy to nie my uczyliśmy Was, czym jest Honor, Ojczyzna? Szanować inne światopoglądy?
Jeśli byliście lub staliście się ateistami to czy w tak brudny sposób musicie swój ateizm sygnalizować? Bo nie uwierzę, żeby ktoś wierzący mógł kpić sam lub aprobować pod hasłem „to jest performerska wizja artystyczna” Ta sama opcja, która za chwilę ujawnia właściwy sens swoich protestów w obronie koleżanki – aktywistki. Mają kolejny event: „ W mediach społecznościowych organizatorzy protestu przekonują, że w ich działania nie mają nikogo obrażać. Dzisiejsze wydarzenie nazwali jednak prześmiewczo „Z Tęczową Maryjką u Brudzińskiego vol. 2”.”
Nic nas już nie spaja? Można wsadzać flagi polskie w psią kupę i rechotać, że facet pójdzie siedzieć, ale my mamy świetną zabawę!. Można mówić, ze polskość jest obciążeniem, która w nowoczesnym śweicie nie powinna mieć miejsca, bo jest zaściankowa? Jak daleko się w tej nowoczesności posuniecie? Zakażecie nam procesji Bożego Ciała, Pochodu 3 Króli czy Dróg Krzyżowych na ulicach, zezwalając na parady „równości mniejszości z większością”?. Uznając życie poczęte za „galaretkę”, zmierzacie wprost do „dobroczynnej eutanazji”. Tak dobroczynnej jak ten „artystyczny performing” z Madonną Jasnogórską – Dla Was Maryjką. Gdzie dobroczynność będzie nakierowana na wasz interes. To straszna wizja. Obym była niesprawiedliwa w dopuszczeniu takiego jej nakreślania.
Co mnie upoważnia do takich przewidywań? Dość dużo podróżowałam po świecie. Byłam w krajach różnych religii. Ilu z was, z szacunku dla buddyzmu zakładało szaty na nieprzystojne dla danej religii ubrania. Ilu nakrywało głowy chustami, odwiedzając meczety? Widziałam. Pokorni wszyscy. Zwykle czyniliście to z dwóch powodów- inaczej nie bylibyście wpuszczeni no i nie chcieliście urażać uczuć tubylców. Nieurażanie uczuć własnych rodaków, w tym własnych dziadków, rodziców, rodzeństwa i znajomych – nie jest waszym celem. Nie czujecie potrzeby. Ba, dla miana bycia nowoczesnym, wykształconym i światowym – ochotnie współ-plujecie na przeszłość własnej Ojczyzny, kpicie z wiary, bawi Was każda forma prowokacji wobec naszych wartości.
Zaczęło się od frontalnego ataku na duchowieństwo. Film Kler, obalanie pomnika księdza Jankowskiego, film Sekielskiego. Zjawisko pedofilii zostało ujawnione przed laty. Stanowisko Ojca Świętego i polskiego Episkopatu jest jednoznaczne: Episkopat potępił pedofilię. „Poważne zło moralne oraz jedno z najcięższych przestępstw”. Ale to twórców nagonki na instytucję Kościoła nie zadowala. Wyciągają, co obrzydliwsze momenty z tego moralnego zła, po to by użyć jak pałki na wierzących i dominującą niepodzielnie, większość kapłanów z powołania. Po co? Ano po to, aby wywołać bunt. Aby wywołać nienawiść. Wtedy łatwiej namówić do aktów prowokacji wobec wierzących. Tych, którzy bronią się przed prawnym narzuceniem im reguł, nieakceptowalnych z nauką chrześcijańską.
Nie zadziałało zgodnie z oczekiwaniami? To potem ruszył atak wprost na wierzących. Prowokacją niszczenia i profanowania atrybutów religii chrześcijańskiej chcieli wywołać zamierzone reakcje i znowu użyć bicza w postaci nadania etykiety „zacofaństwa „itp. Nieustające stygmatyzowanie nas, jako wsteczniaków, nieprzystających do wielkiego mondu.  Teraz idziecie dalej: a nam szyderczo każecie – jak zwykle ochotnie w takich sytuacjach nawiązując do Biblii – nadstawiać drugi policzek? Ja mówię: dość. Jeśli nie rozumiecie tego sami, że tak po prostu nie wolno, niech nauczy Was prawo. Prawo jednakie dla wszystkich: wierzących i niewierzących. Z przypomnieniem sentencji: dura lex,sed lex.   Jestem wierzącą, praktykująca katoliczką. Atak na moją wiarę budzi we mnie sprzeciw. Tak jak sprzeciwiam się atakowi na ludzi innych poglądów. Czy tak trudno zrozumieć, że wasze rechoty i prowokacje są dla nas bolesne?
Wy tego nie możecie pamiętać. Ale w okresie do lat 60-tych w wielu szpitalach pielęgniarkami były siostry zakonne. Siostry zakonne prowadziły zakłady rehabilitacyjne. Siostry zakonne prowadziły ochronki i zakłady dla dzieci upośledzonych umysłowo. Nienawiść komunistów do kościoła te posługi zlikwidowała. O tej działalności instytucji Kościoła dzisiaj nikt nie chce pamiętać.

     Art. 169 KodeksuKarnego stanowi  jasno: Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. I chociaż nie jest prawo idealne (brak dookreślenia, co jest znieważeniem) to rezygnacja z niego byłaby –wobec niepokojących zachowań wielu ugrupowań politycznych –w mojej ocenie, błędem. Może, wzorem USA należy sformułować standardy poszanowania, podobne jak wobec flagi USA?*Zarzut, ze art.196 KK jest niekonstytucyjny jest chybiony. „Skoro Konstytucja pozwala na swobodny wybór wyznania oraz praktykowanie wybranej religii, ustawodawca karny ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek wprowadzić typ czynu zabraniającego naruszania owego prawa. Wydaje się zatem, że na płaszczyźnie przedmiotu ochrony nie ma argumentów za usunięciem typu czynu zabronionego z art. 196 z kodeksu karnego”.
    Sprofanowano obraz Maryi z Jasnej Góry. Kłamliwe tłumaczenia o performansie artystycznym to wymysł. Doskonale obnażony przez obrońców „performerki”. Obrońców, którzy multiplikują profanację. Napisali jasno, czym jest dla nich Czarna Madonna: „ Z Tęczową Maryjką u Brudzińskiego””. Obywatele RP nie odpuszczają”
Każdy element tego obrazu ma swoją wymowę. Świetlista aureola jest symbolem glorii i świętości Matki Chrystusa. Obraz jest przyozdobiony zachowanymi do dzisiaj XV wiecznymi srebrnymi i złotymi blachami ofiarowanymi przez króla Władysława Jagiełłę, powstałymi w krakowskim warsztacie złotniczym[10]. Blachy te pokrywają zarówno tło, jak i koliste nimby otaczające głowy Maryi i Dzieciątka. Koliste nimby zdobi trybowany i grawerowany motyw chmurkowego fryzu z promienistą glorią z charakterystyczną liczbą promieni: 56 (aureola Maryi), co odpowiada tradycyjnemu wiekowi ziemskiego życia Matki Bożej i 33 (aureola Dzieciątka), co odpowiada długości życia ziemskiego Chrystusa. Kopia obrazu Czarnej Madonny peregrynowała po Polsce od 1957 roku do roku Milenijnego, czyli 1966. Potem obraz został zaaresztowany przez komunistów. Najpierw w Warszawie później w Częstochowie. Zakonnicy umieścili obraz w kaplicy św. Pawła, za kratą i opatrzyli napisem: „Tu znajduje się uwięziony przez Władze Obraz, który wędrował po Polsce”. Przy bramach klasztoru władze ustawiły posterunki milicji. Odtąd wszystkie samochody wyjeżdżające z klasztoru były rewidowane, także samochód prymasa. Tymczasem po Polsce wędrowały puste ramy kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, bo choć milenium się zakończyło, to peregrynacja obrazu po kolejnych diecezjach była kontynuowana. Teraz rozumiecie, co znaczy dla nas,wierzących Polaków, obraz Czarnej Madonny?

„Tego ludzie nigdy nie wybaczą księdzu”. Ks. Isakowicz-Zaleski o problemach polskiego Kościoła

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski / Źródło: PAP Radek Pietruszka
Dodano 149 12 99 13204
Czy obecnie obserwujemy apogeum ataku na Kościół? Czy hierarchowie sami „podkładają się” wrogom Kościoła? Czy zwierzchnicy polskiego Kościoła to sieroty po Janie Pawle II? Czego ludzie nigdy nie wybaczą księdzu? Jak silne jest homolobby? – o tym w rozmowie z Anną M. Piotrowską mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Anna M. Piotrowska: Mamy za sobą premierę filmu „Kler” i związaną z nim gorącą dyskusję, artykuł nt. księdza prałata Henryka Jankowskiego i nagłośnienie problemu pedofilii wśród duchownych oraz jawnie antyklerykalne postulaty Roberta Biedronia. Czy to co obserwujemy jest jakimś apogeum ataku na Kościół?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Widzę tu dwie płaszczyzny. Po pierwsze, Kościół ma kłopoty z rozwiązywaniem swoich wewnętrznych spraw. Myślę tu oczywiście o Kościele polskim. To się zaczęło kiedy była sprawa lustracji. Widać było wówczas ogromną niechęć do wyjaśnienia tych spraw. Tuż po śmierci papieża Jana Pawła II wybuchały kolejne afery: dotyczące księdza Malińskiego, ojca Hejmy, później księży biskupów. Kiedy podejmowałem ten temat pisząc książkę „Księża wobec bezpieki”, chciałem uprzedzić tę sytuację, rozwiązać te problemy, żeby tego nie robili inni. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że Kościół absolutnie nie chce tego robić. Wie o pewnych sprawach, ale nie chce ich rozwiązywać. Drugą taką płaszczyzną, która się ujawniła w ostatnim czasie, to skandale obyczajowe. Pedofilia jest oczywiście straszliwą rzeczą i tu nie ma żadnej dyskusji, jest to zło które trzema wyplenić. Natomiast są inne problemy, które były ukrywane. I co się teraz stało? W ramach kampanii wyborczej, oczywiście kropkę nad i postawił film „Kler”, zaczęła się fala ataków na Kościół. Niektórzy uznali to za dobre paliwo wyborcze, stwierdzili, że Kościół sam się podkłada. Z jednej strony próbuje pouczać polityków, a z drugiej sam nie rozwiązuje wewnętrznych spraw. Myślę, że w cyniczny sposób różne środowiska zaczęły nagle być obrońcami ludu przed „ciemnym klerem”. I to jest coś, co będzie się nasilało. Może dopiero po wyborach sytuacja się uspokoi. Jestem natomiast zaskoczony bezradnością władz kościelnych, które zachowują się tak, jakby nie wiedziały jak mają na pewne rzeczy reagować i jak te problemy rozwiązywać.

Zwrócił Ksiądz uwagę na retorykę środowisk lewicowych, że „Kościół sam się podkłada”. Ale czy w rzeczywistości tak właśnie nie jest? Że to Kościół swoją biernością daje preteksty do ataków? Przecież to można by w znacznej mierze ograniczyć.

Moim zdaniem daje te preteksty. Jako przykład można tu podać ostatnie wydarzenia. Nie ukrywam, że liczyłem na to, że będzie zmiana chociażby we władzach Episkopatu, że przyjdą młodsi, lepiej rozumiejący pewne problemy. Tak się jednak nie stało, zapanowała zasada nihil novi. Później była konferencja prasowa na temat pedofilii i muszę przyznać, że sam bylem nią zaskoczony – rozejściem się rzeczywistości z tym co na temat tej rzeczywistości się mówi. Widać więc wyraźnie, że tu nie wyciągnięto żadnej lekcji. A przecież już wcześniej była partia Palikota, były ataki ze strony „Gazety Wyborczej” i różne inne środowiska, które waliły w Kościół. Trzeba było wtedy się zastanowić jaka jest odpowiedź. Moim zdaniem powinna być jedna: wszystkie trudne sprawy należy rozwiązywać.

Dlaczego więc taka nie jest?

Ja poruszam tę sprawę w wywiadzie, jakiego udzieliłem do książki Tomasza Rowińskiego i Pawła Milcarka „Alarm dla Kościoła”. To, co przy tej okazji było dla mnie ciekawe to to, że mówiłem w nim dokładnie to samo, co w wywiadzie sprzed 9 lat. I nie chodzi tu o to, że ja jako jedyny mam patent na prawdę. Nie, bo to samo mówią np. Tomasz Terlikowski, wielu księży takich jak ks. prof. Dariusz Oko czy ks. Andrzej Kobyliński. Jest ogromna liczba ludzi, która mówi wielkim głosem, że Kościół musi chcieć rozwiązywać te sprawy i mieć relacje ze światem zewnętrznym. Ważne, żeby nie było to relacje na zasadzie wykładu akademickiego czy listu pasterskiego, którego nikt już nie słucha po trzech minutach, bo to kolejny wykład. Widać wyraźnie rozejście się w takim normalnym komunikowaniu się ze społeczeństwem. Najwięcej cierpią na tym księża, którzy uczą w szkole, wikariusze, proboszczowie, którzy są na „pierwszej linii frontu” i to oni biorą baty za to, że „góra” nie potrafi pewnych rzeczy rozwiązać. Ja dostaję bardzo wiele listów od księży, którzy piszą, że czują się bezradni, bo wiedzą co mają powiedzieć parafianom, ale jak ksiądz biskup wyśle list pasterski, to oni muszą go „tłumaczyć na język polski”, żeby ludzie zrozumieli. Pojawił się więc mur i to jest niebezpieczne, bo jednak w czasach „Solidarności”, komuny czy nawet tych pierwszych lat po 1989 roku Kościół był ze społeczeństwem. Orientował się co społeczeństwo mówi i robi i umiał do tego społeczeństwa dotrzeć. A teraz się odcina od wielu spraw i żyje w jakiejś szklanej bańce.

Mamy diagnozę, ale pozostaje pytanie: skąd taka postawa hierarchów?

Muszę to powiedzieć, choć wiem, że to jest obrazoburcze: to jest przyzwyczajenie się do tego, że papież był Polakiem i de facto to papież przez 27 lat rozwiązywał problemy. To on był liderem Kościoła polskiego. Jan Paweł II był tak silną osobowością, że reagował na wiele spraw – wypowiadał się w obronie życia poczętego, potrafił napisać krytyczny list do „Tygodnika Powszechnego”, zareagował kiedy wybuchła afera z Juliuszem Paetzem. I myślę, że jest to pewien paradoks: Jan Paweł II przyzwyczaił hierarchów, że mają oparcie w Watykanie i że stamtąd w pewnym momencie przyjdzie sygnał czy w lewo czy w prawo, co należy zrobić. To widać wyraźnie, że łatwo stawia się pomniki Janowi Pawłowi II, ale czuje się bezradność wobec konieczności samodzielnego podejmowania decyzji.

Są osieroceni…

Tak, są osieroceni po Janie Pawle II. To jest ostre słowo „sieroty”, ale w jakiś sposób tak to właśnie wygląda. Jest jeszcze inny problem. Obok sprawy lustracji widać powiązania w złych sprawach – chodzi o homolobby. To nie jest tylko chwytliwe hasło. Znam bardzo wielu biskupów z młodszego pokolenia, uczciwych, prawych. Jednak jest też wyraźna grupa ludzi, która zajmuje się tuszowaniem tych powiązań. Jeżeli ktoś jest homoseksualistą, to promuje następnych, a ci kolejnych. I tu już nie chodzi o to, czy oni współżyją ze sobą czy nie, bo to jest osobny problem – grzechu szóstego przykazania, ale o to, iż widać, że jest taka tkanka ludzi, którzy świetnie się w tym środowisku czują. Co ciekawe, pozostali się nie przebijają, a ci się przebijają. Sprawa arcybiskupa Paetza – choć minęło 18 lat – jest do dzisiaj nie wyjaśniona. Nikt nie chce powiedzieć czy był winny czy nie i kto tuszował. Wiadomo już, że tuszował nuncjusz papieski a późniejszy prymas Józef Kowalczyk. A gdzie on dzisiaj jest? Czy dziś jako były prymas zabiera głos? On w ogóle zniknął z życia publicznego. Natomiast miał wpływ na wszystkie nominacje przez 22 lata. Jest jeszcze sprawa z seminarium sosnowieckim, gdzie wybuchły afery na tle homoseksualnym. Rozwiązano seminarium, wyciszono problem. Czy ktoś coś powiedział? Wyjaśnił to? I dzisiaj biskup mówi, że nie ma kandydatów. No jak mają być kandydaci w diecezji sosnowieckiej, jeżeli po takiej aferze młodzi ludzie są wyczuleni na prawdę, a tej prawdy nigdy nie powiedziano.

Wspomniał Ksiądz o kwestii homoseksualizmu wśród duchownych. W jakim stopniu problem ten dotyczy Kościoła w Polsce: czy jest to środowisko liczne czy po prostu wpływowe?

Zdecydowanie chodzi o siłę tego środowiska. Ja polemizuję z niektórymi moimi konfratrami, którzy mówią, że to 30-50 proc. księży. Może tak jest, ale w USA. W Polsce moim zdaniem mniej. Natomiast ich siła jest ogromna. Widać to było na przykładzie ks. Krzysztofa Charamsy. Przecież on był promowany od samego początku. Już będąc na drugim roku studiów został przez swojego biskupa wysłany do Rzymu. Robił błyskotliwą karierę. I co, nie wiedziano kim on jest? Wiedziano. Ktoś mu tę karierę ułatwiał. Natomiast kiedy wybuchł skandal, nagle okazało się, że jest sierotą, bo nikt się do niego nie przyznaje. To samo działo się z abp. Józefem Wesołowskim, o którym wcześniej wielu ludzi wiedziało, że ma skłonności, ale nic sobie z tego nie robiono. Był nuncjuszem w jednym kraju, drugim, trzecim, był zapraszany do Krakowa jako przedstawiciel Watykanu. A co zrobiła Kuria Krakowska, kiedy wybuchła afera? Usunęła jego nazwisko ze spisu księży zamieszczonego na stronie internetowej. Kiedy to opisałem, to z powrotem go tam wpisali. Wiadomo, że zawsze znajdą się czarne owce. Ale o co chodzi? Posłużę się tu cytatem Joachima Gaucka, byłego pastora ewangelickiego, który zajmował się lustracją: „Przecież wśród 12 apostołów był Judasz. Co więcej, Piotr zaparł się Jezusa. Można więc powiedzieć, że obaj zdradzili”. I on zadał takie pytanie: Czy apostołowie mogli to przemilczeć? No oczywiście, mogli – sam sobie odpowiadał. I kto by dzisiaj wiedział o istnieniu Judasza? Zatuszowaliby, powiedzieli, że wszystko było pięknie i taką Ewangelię byśmy mieli. Ale jednak to opisali. Gauck tłumaczył, że zrobili tak, ponieważ po pierwsze – byli wierni prawdzie, a po drugie – pokazali różnicę pomiędzy Judaszem a św. Piotrem. Jeden zdradził i drugi. Tylko Judasz nie potrafił przeprosić, popełnił jeszcze samobójstwo, a Piotr znalazł drogę do pojednania z Chrystusem. To była pewna lekcja moralności. I Kościół mając tę Ewangelię, sam nie rozwiązuje swoich problemów według niej. Nie jest zgorszeniem to, że pojawiają się grzechy, ale brak reakcji na nie i tuszowanie ich.

Czy to nie jest ze strony hierarchów działanie samobójcze? Czy tym zamiataniem trudnych spraw pod dywan Kościół nie podważa swojego moralnego prawa, a przez to i tych wspomnianych przez Księdza kapłanów z „pierwszej linii frontu” do wypowiadania się w kwestiach ważnych?

To jest rzeczywiście samobójstwo, bo Kościół idzie na wiarygodności. Jak ludzie stracą wiarygodność to koniec. I dlatego wziąłem udział w napisaniu wspomnianej wcześniej książki, bo uważałem, że jeżeli nie będzie się biło na alarm, że należy zmienić pewne rzeczy, to zostanie tak jak jest. Chciałbym podkreślić jedno: ja nie słyszę od ludzi, że wymagają od księży, żeby byli aniołami bez grzechu. Chodzi raczej o to, że jeżeli ksiądz naucza o moralności, spowiada, prowadzi rekolekcje, powinien sam się do tego stosować; żeby kiedy się potknie wiedział jak wrócić, żeby był uczciwy i szczery. Były nawet takie badania prowadzone przez instytut kościelny nt. tego, co ludzie wybaczą księżom, a czego nie. Dużo rzeczy wybaczą, nawet łamanie celibatu. Ale dwóch rzeczy nie wybaczą: pazerności na pieniądze i zakłamania, czyli głoszenia czegoś z ambony, a postępowania zupełnie inaczej. I ja mogę się pod tym podpisać. Po tylu latach, a jestem księdzem 35 lat, mogę śmiało powiedzieć, że ksiądz może znaleźć porozumienie z parafianami w najtrudniejszych sytuacjach, ale w tych dwóch przypadkach jest spalony. Jestem zdziwiony, że nie ma jasnego wsparcia tego poglądu w działaniach Episkopatu.

Co jeszcze musi się zdarzyć, żeby w myśleniu i postępowaniu zwierzchników Kościoła nastąpiła zmiana?

Ja może jestem naiwny, ale myślę, że jedyną drogą są tego typu książki, jak „Alarm dla Kościoła” i wypowiedzi odważne ludzi, nie tylko księży, ale i świeckich, zaangażowanych katolików, którzy będą się upominać publicznie o rozwiązywanie tych spraw.

Kropla drąży skałę?

Tak. Mogę powiedzieć, że kiedy 12 lat temu wydałem książkę o lustracji, myślałem że to nie ma sensu, bo opór materii jest tak potworny, że może powstać nawet sto książek, a i tak się to nie zmieni. Z czasem jednak przekonałem się, że wiele osób zaczęło mówić na ten temat, że tabu zostało przełamane. Dlatego myślę, że tylko tą drogą, która czasem wydaje się syzyfowa, można coś zmienić.

Myśli Ksiądz, że wystarczy czasu? Że nie będzie tak, że zanim nastąpi oczyszczenie, ludzie zdążą odwrócić się od Kościoła, a polskie świątynie będą świeciły pustkami?

Może jestem naiwny, ale ciągle wierzą i chcę działać na tym polu, żeby jednak te zagrożenia powstrzymać. Jeżeli będzie to robiło więcej osób, księża którzy mają już pewną pozycję zarówno naukową, jak i duszpasterską, to nie będzie już mowa o działalności wąskiej grupy ludzi. Zapewne ostatnie spotkanie Episkopatu nie wskazuje, że może się coś zmienić, ale nie jest wykluczone, że kolejne działania zwrócą uwagę hierarchów na istniejące zagrożenia. Bo one są bardzo liczne. I mogą spowodować, że z powodu nierozwiązanych wewnętrznie spraw kościelnych opustoszeją kościoły. Nie dlatego, że ludziom się znudzi nauka ewangeliczna czy nagle przestaną być wierzący, ale dlatego że nie widzą w Kościele pozytywnych zmian, samooczyszczenia.

Czyli raczej jest Ksiądz optymistą. Drugiej Irlandii w Polsce nie będzie?

Nie wiem. To jest taki obowiązek jak Kasandry: powiedzieć, że jest niebezpieczeństwo. Natomiast co z tym ostrzeżeniem zostanie zrobione, zależy od tych, którzy decydują. Kasandra przestrzegała przed koniem trojańskim. Dla mnie takim koniem trojańskim jest homolobby. Absolutnie. Bo ono demoralizuje, rozkłada od wewnątrz, jest zagrożeniem szczególnie dla młodego pokolenia, które jest – w mojej ocenie – słabsze niż poprzednie roczniki zahartowane w sporach z komunizmem.

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ api