3.12. – I.niedziela Adwentu „B”

 

 

Cud na rekolekcjach dla kapłanów. „Popłakałem się”

 

 

 

 

 

 

 

***

Tata pyta Jasia: 
– Dlaczego chcesz, aby św. Mikołaj przyniósł ci dwa komplety kolejki elektrycznej? 
– Bo ja też chcę się bawić, kiedy jesteś w domu.

 

2.12. SOBOTA – 17.00 KERKDRIEL   w intencji Solenizantki

                            20.00  TIEL :        O ŁASKĘ WIARY DLA SYNÓW

3.12. – I NIEDZIELA ADWENTU

ARNHEM : ++ Z RODZ. LISOWSKICH I PIETRZAKOW

UTRECHT : +SYLWIA GLINKOWSKA (3 R.+)

WEERSELO: ++ANNA,JOZEF,WIESŁAW OBRYK, DUSZE CZYSCCOWE

PUTTEN:   W INTENCJI WSZYSTKICH PARAFIAN

7.12. czwartek  19.00 – msza w Lunteren

8.12.piatek -uroczystosc Niepokalanego Poczęcia Najsw. Maryi Panny

        18.00 Utrecht – Nabozenstwo przed Najsw. Sakramentem:

 "Godzina łaski"-spowiedz, rozaniec

19.00 – Msza pol.-holenderska

a/ +Halina i + Mikołaj         b/ Katarzyna  z ok. Imienin,z prosbą o szcz. rozwiązanie

 

                               I JESZCZE kilka ogłoszeń dodatkowych:

 

         .Od  6. stycznia 2018 r. nastąpi zmiana w grafiku odprawianych Mszy swiętych:

    A/ w kazdą sobotę Msza w Tiel zamiast  20.00 – BĘDZIE o godz. 19.00

         ( od 6.01. 2018 rozpoczynając)

    B/  kończymy odprawianie Mszy w WEERSELO i przenosimy sie,do koscioła ONZE LIEVE VROUVEKERK 7557 GC HENGELO.Sint Janstraat.  Msze bedą odprawiane o godz. 16.00( od 7.01. 2018 rozpoczynając)

   C/  w kazda niedzielę Msza sw. w Putten zamiast  o 20.- będzie o godz. 19.00

( 0d 7.01. rozpoczynajac)

***

Jasio wykręca numer telefonu i grzecznie pyta: 
– Halo, czy to święty Mikołaj? 
– Nie. 
– Skoro pan nie jest świętym Mikołajem, to po co pan podnosi słuchawkę?

 

 

 

 

 

 

 

 

***

Karolek stwierdza:
– Święty Mikołaj jest jeden. Ale niektórzy ludzie przebierają się za Mikołaja, to wtedy nie jest prawdziwy Mikołaj tylko przebrany.
– A Ty skąd o tym wiesz?
– Trochę się już na tym znam.

 

 

Od świętego Mikołaja do Santa Clausa

 

fot. Mike Arney | Unsplash (cc)


 

Święty Mikołaj był biskupem Myry w Azji Mniejszej. Czemu zatem dzieciom mówi się, że mieszka w Laponii i jeździ saniami ciągniętymi przez renifery? Ano dlatego, że znana wszystkim postać zażywnego starca w czerwonych szatach i z białą brodą jest tworem wyobraźni dwóch pisarzy z Nowego Jorku oraz speców od reklamy Coca-Coli.

 

Święty Mikołaj – średniowieczna ikona rosyjskaOd czasu do czasu ktoś przypomina kim naprawdę był święty Mikołaj. Żył na przełomie III i IV wieku (zm. ok. 342 r.). Pełnił obowiązki biskupa Myry (obecnie Demre) – na południowym wybrzeżu Azji Mniejszej (dziś Turcja). Według tradycji był dobroczyńcą wspierającym ubogich. Na Wschodzie czczono go od VI wieku, na Zachodzie jego kult stał się popularny w XI wieku, kiedy relikwie świętego przewieziono do Bari (Włochy). Został patronem niektórych krajów (np. Rosji) i grup zawodowych (np. żeglarzy).

 

W połowie XIII wieku w niektórych krajach powstał zwyczaj obdarowywania się w dzień wspomnienia tego świętego, czyli 6 grudnia. Dawano prezenty zwłaszcza dzieciom. W Polsce zwyczaj ten rozpowszechnił się dopiero w pierwszej połowie XVIII wieku. Podkładano dzieciom prezenty w nocy, mówiąc, że to dar św. Mikołaja.

 

W różnych krajach w tradycji ludowej łączono jednak postać świętego z miejscowymi legendami: w Skandynawii z Gnomami, w Rosji z Dziadem Mrozem, we Włoszech z Dobrą Czarodziejką…
 

W Holandii święty Mikołaj został patronem Amsterdamu i jego kult był wyjątkowo mocny. Przedstawiano go jako starego człowieka w szatach biskupa, jeżdżącego na ośle. Od XVI wieku przypływał statkiem i jeździł na białym koniu. Grzecznym dzieciom rozdawał prezenty, a niegrzecznym rózgi. Nikt się jednak za niego nie przebierał.

 

Sinter Klaas

 

Większość miast w Ameryce Północnej założyli Hiszpanie, Francuzi i Anglicy. Nowy Jork ma jednak korzenie holenderskie. W roku 1624 Holendrzy założyli na wyspie Manhattan miasto Nowy Amsterdam. Czterdzieści lat później miejscowość zdobyli Anglicy i przemianowali na Nowy Jork. Tym niemniej w samym mieście i w jego okolicach pozostało sporo Holendrów. Co roku 6 grudnia kultywowali oni przywieziony z ojczyzny zwyczaj obdarowywania się prezentami w dzień św. Mikołaja, którego zwali w swym języku Sinter Klaas. Anglicy i inni mieszkańcy Nowego Jorku nie potrafili tego wymówić prawidłowo, przekręcali więc imię świętego, wymawiając je Santa Claus.

 

W roku 1809 pisarz i miłośnik folkloru Washington Irving napisał książkę "Historia Nowego Jorku", w której opisał holenderski zwyczaj mikołajkowy. Święty u Irvinga nie miał już szat biskupich, a zamiast na białym koniu, podróżował na pegazie – rumaku ze skrzydłami. Zjawiał się co roku w domach Holendrów. Książka zdobyła dużą popularność. Sinter Klaas nazwany był w niej Santa Claus… I tak już zostało.

 

Czerwona czapa i renifery

 

23 grudnia 1823 roku w jednym z nowojorskich dzienników ukazał się nie podpisany poemat pt. "Relacja z wizyty św. Mikołaja". Kilkadziesiąt lat później okazało się, że autorem był Clement Clark Moore, profesor studiów biblijnych z Nowego Jorku. W poemacie Santa Claus jechał w zaprzęgu ciągniętym przez renifery. Moore przedstawił świętego jako postać wesołą, z dużym brzuchem i niskiego wzrostu. Chciał przez to upodobnić go do gnoma, znanego z legend skandynawskich i brytyjskich. Miał zapewne nadzieję, że w ten sposób ta nowa dla większości społeczności północnoamerykańskiej postać zyska większą akceptację. Jednocześnie przyjazd św. Mikołaja umiejscowił nie w nocy z 5 na 6 grudnia, jak było w Europie, lecz w wigilię Bożego Narodzenia.

 

Ten wykreowany w Nowym Jorku nowy "image" św. Mikołaja zyskał ostateczny kształt w latach 1860-1880. Wtedy to nowojorskie czasopismo "Harper's" opublikowało wiele rysunków znanego amerykańskiego rysownika, Thomasa Nasta. Mikołaj w wykonaniu Nasta był niskim grubasem z poematu Moore'a. Nast umieścił siedzibę Santa Clausa na biegunie północnym. On także, jako pierwszy, konsekwentnie rysował go w czerwonych szatach.

 

Produkt Coca-Coli

 

Pod koniec XIX wieku prężna i ekspansywna kultura północnoamerykańska zaczynała wywierać pewien wpływ na Europę. Wpływ ten stał się silny po I wojnie światowej. Wykreowana w Nowym Jorku postać Santa Clausa została przeniesiona do Wielkiej Brytanii. Tam nazwano świętego Father Christmas, czyli Ojciec Bożonarodzeniowy. We Francji natomiast stał się popularny jako Bonhomme Noël, a potem Pere Noël, co znaczyło mniej więcej to samo.

 

W wielu krajach amerykański święty Mikołaj łączył się z miejscowymi tradycjami. Dlatego w Danii nazywa się Julemanden i przyjeżdża w towarzystwie elfów. W Holandii po staremu przypływa statkiem i jeździ na białym koniu.
 

Po II wonie światowej znany stał się już praktycznie wszędzie, choć w niektórych krajach przyjmowany jest z oporami. W Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej nazywają go z francuska papá Noél. Prezenty dzieciom rozdaje jednak nie on, lecz Trzej Królowie. Hiszpańskie dzieci czekają więc na prezenty miesiąc dłużej.

 

Santa Claus w kampanii Coca-Coli w r. 1931, mal. Habdon SundblomTymczasem ostatni "szlif" amerykańskiej postaci św. Mikołaja nadał… koncern Coca-Cola, w swej kampanii reklamowej w roku 1931.
 

Na zlecenie Coca-Coli Habdon Sundblom nieco zmienił wizerunek wykreowany pół wieku wcześniej przez Thomasa Nasta. Stworzył świętego Mikołaja wysokiego i potężnego, z białymi włosami, wąsami i długą białą brodą. Strój utrzymano w barwach czerwonej i białej, lecz stał się on bardziej atrakcyjny i luksusowy. Modelem dla Sundbloma był emerytowany sprzedawca Lou Prentice.

 

W latach trzydziestych wymyślono także imiona poszczególnych fruwających reniferów, których liczbę ustalono na siedem i dodano inne szczegóły, znane dziś dzieciom z całego świata. Wówczas także duże sklepy zaczęły przebierać pracowników w św. Mikołaja.
 

 

I tylko czasem ktoś przypomni, że święty Mikołaj był biskupem i nie mieszkał w Laponii… 

 

***

List do sw. Mikołaja 

Kohany mikołaju!
Hciałbym super zabawke spejs rendżera na Gwizdke. Byłem gżeczny całyrok.
Twuj pszyjaciel Billy

Drogi Billy,
Ładna pisownia. Jestes na najlepszej drodze do zrobienia kariery w strzyżeniu trawników. A może tak bym Ci wysłał elementarz, żebyś się nauczył pisać i czytać? Twój starszy brat dostanie Space Ranger'a. On przynajmniej umie pisać.
Twój Święty

 

 

I Niedziela Adwentu

 

 

 

 

 

 

 

 

CZYTANIA

 

 

 

W oczekiwaniu na przyjście dobrego Pana…

 

Były przełożony generalny dominikanów ojciec Timothy Radcliffe opowiadał, jak to w czasie rozmowy z czeskimi katolikami rozwinęła się dyskusja na temat tego, co jest najważniejsze w Kościele. Wierni byli przekonani, że chodzi tu o zasady moralne i przykazania. Tymczasem w Kościele najważniejsza jest wolność. Bóg pragnie, byśmy byli wolni. Zadaniem Kościoła jest prowadzić dzieci Boże ku pełnej wolności.

 

 

Czy jednak naprawdę w Kościele na pierwszym miejscu chodzi o wolność? Ewangelia mówi o nadejściu pana domu. Rozumiemy, że chodzi tu o Jezusa, naszego Pana. A skoro Jezus jest Panem, to jesteśmy u Niego na służbie. Do Niego należy dom; ma prawo nam nakazać wykonać to lub tamto. Czy zatem Jego panowanie nie odbiera nam naszej wolności? Jakże możemy być wolni, skoro mamy być posłuszni Panu?

 

W dzisiejszych czasach wielu ludzi uważa wolność za najważniejszą, nienaruszalną wartość.Nie chcą, żeby ktoś im ją ograniczał. Najczęściej też sprowadzają wolność do możliwości dokonywania wyboru. Jest tyle towarów, tyle światopoglądów, tyle przyjemności, spośród których mogę coś wybrać dla siebie i nikt mnie w tym nie ogranicza. Wtedy jestem wolny – myśli człowiek.

 

Tymczasem chrześcijańskie spojrzenie na ludzką wolność wykracza poza możliwość wyboru między produktami tej samej kategorii. Dla św. Jana Pawła II jednym z najważniejszych zdań w Piśmie Świętym jest:

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

Jezus głosi Ewangelię, aby pomóc ludziom wybrać to, co najlepsze, co pozwoli im osiągnąć pełnię rozwoju i co uczyni ich szczęśliwymi. Wolność bez prawdy może okazać się dla człowieka źródłem nieszczęścia.

 

Niedawno spotkałem browarnika, który opowiadał o produkcji piwa. W jego browarze powstaje piwo w ciągu kilku dni, w czym pomaga ponad 30 dodatków chemicznych. Czy takie piwo smakuje i czy jest zdrowe? Browarnik odpowiedział szczerze: Powiem tyle – jeśli ktoś chce być chory, niech pije! Wielu piwoszy o tym nie wie i spośród różnych napojów wybiera właśnie to piwo, bo przecież każdy jest wolny i może kupić to, co chce. A jeśli rzeczywiście konsumpcja tego napoju wywoła chorobę?

 

Jestem wolny, gdy sam mogę podjąć decyzję. Wolność może jednak zaszkodzić człowiekowi, gdy zostanie źle użyta. Wolność pokazuje swą wartość dopiero wtedy, gdy jest oparta na prawdzie i służy realizacji dobra.

 

 

My czekamy na dobrego Pana, który daje nam to, co dobre i uczy nas, jak nie zmarnować wolności. Jest dobry, bo dla nas zbudował swój dom – świat i daje nam udział w jego urządzaniu, czyli w budowaniu królestwa Bożego na ziemi. On nam nie odbiera wolności, ale pokazuje nam prawdę, gdyż chce, abyśmy wiedzieli, kim naprawdę jest człowiek i co powinien czynić, aby prawdziwie stać się człowiekiem. Uznać Go za Pana to zgodzić się na to, by Jego wola się liczyła w naszym życiu i kierować się Jego mądrością w naszym postępowaniu, bo tylko On może uczynić nasze życie prawdziwie wielkim, szczęśliwym i pięknym.

 

 

Jezus wzywa nas do czujności w oczekiwaniu na Jego ostateczne przyjście. To ten sam dobry Pan, który przychodząc po raz pierwszy, objawił się ludziom jako Logos – mądrość odwieczna. To w Nim– jak mówi dzisiaj św. Paweł – zostaliśmy wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie.

 

 

Kto przyjął słowo Jezusa i doświadczył Jego miłości, może z utęsknieniem oczekiwać Jego powtórnego przyjścia, gdyż wie, że jest to dobry Pan. Takie świadectwo daje żyjący na przełomie I i II wieku święty Polikarp w obliczu śmierci męczeńskiej, która go czeka, jeśli przed rzymskim sędzią nie zaprze się Jezusa:

Służę mu już 86 lat, a nic mi złego nie uczynił, owszem dobrodziejstwami obsypywał.

 

Również maltretowana przez okrutnych panów afrykańska niewolnica, błogosławiona Bakhita po przybyciu do Italii w 1882 roku wyznaje:

Do tego czasu znałam jedynie panów, którzy mną gardzili i znęcali się nade mną. We Włoszech natomiast dowiedziałam się, że istnieje Pan panów, Jezus Chrystus, i że ten Pan jest dobry. Powiedziano mi, że to On mnie stworzył, interesował się mną, a nawet pokochał.

 

 

Jezus jest dobrym, miłującym nas Panem, który nie odbiera nam naszej wolności, ale czyni nas prawdziwie wolnymi. Czuwajmy zatem, poddani woli dobrego Pana! Słuchajmy Go i korzystajmy z Jego mądrości! Niech Jego słowo i łaska Ducha Świętego umacniają naszą wolę, abyśmy byli bez zarzutu w dzień Jego ostatecznego przyjscia.

Profesor doktor habilitowany, wykładowca na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie
oraz w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie – Elbląg.

o. Ryszard Hajduk CSsR
 

 

 

 

 

***

Nasz syn jest obecnie w wieku, kiedy musi okazywać przewagę nad kobietkami. Objawia się w to częstych tekstach typu: "a co ty wiesz o…, kobieto?". Ostatnio omawiamy kwestię Mikołaja i bardzo bym chciała synka uświadomić, że to ja JA! jestem sprawcą tych wszystkich prezentów. Na co słyszę:
– Jedyną osobą, która mogłaby być Mikołajem jest mój tata. Wiadomo, że Mikołaj to facet. Ty mogłabyś za renifera robić…

 

Monika Białkowska

Adwent. Sztuka czekania

Przewodnik Katolicki

 

fot. Uroš Jovičić I Unsplash (cc)


 

Możemy uznać, że Roraty są dla nas normalne. Możemy uznać, że o rekolekcjach czy spowiedzi też nikomu przypominać nie trzeba. Czy z Adwentu da się wycisnąć jeszcze więcej? Jaki znaleźć sposób na jego przeżycie?

 

Wyobraź sobie, że jesteś w ciąży. Tak, to może być trudne, ale spróbuj to sobie wyobrazić. Nawet, jeśli jesteś mężczyzną. Nawet, jeśli jesteś siostrą zakonną albo księdzem. Oto słyszysz wiadomość, że rośnie w tobie nowe życie. Boisz się? Uśmiechasz niepewnie? Wzruszasz ramionami? Cokolwiek pomyślałeś, to i tak już się dzieje. Nie masz odwrotu. Nie możesz się wycofać, zrezygnować, stchórzyć i powiedzieć, że może przełożysz to na później, jak będziesz bardziej gotowy. Nowe życie już w tobie jest, a czas biegnie nieubłaganie. Możesz teraz tylko zmierzyć się z tym wyzwaniem, cokolwiek cię czeka. Podejmujesz je?

 

Tylko to
 

Fakt, że urodzi się dziecko, nie jest czymś, co może stać się tematem pobocznym. Ani przez chwilę o tym nie zapomnisz. Do myśli o ciąży w końcu się przyzwyczaisz. Może przestaniesz się wzruszać. Może przyjdzie zmęczenie. Ale nie zapomnisz. Będzie nowe dziecko, ono już jest, w każdej chwili! Każde spotkanie, każdy posiłek, każda najmniejsza nawet aktywność odbywać się będzie w tym kontekście. Odstawiasz papierosy. Na alkohol nawet nie spojrzysz. Zastanawiasz się, czy babcie nie miały racji, odradzając farbowanie włosów, więc na wszelki wypadek rezygnujesz nawet z tego. Każde wyrzeczenie jesteś w stanie podjąć, żeby tylko dziecko było bezpieczne.
 

A Jezus? Czy wszystko, co robisz, jest skupione na tym, że On się narodzi? Czy ani przez moment o tym nie zapominasz? Jesteś gotów do wyrzeczeń, byleby tylko nie zaszkodzić przeżywaniu pierwszego z Nim spotkania?
 

Zacznij chodzić na Roraty. Włącz w samochodzie płytę z adwentowymi pieśniami. Może to dobry czas, żeby przestać robić zakupy w niedzielę? Żadne postanowienia adwentowe nie są pozbawione sensu: jeśli wiesz, że ich celem jest piękniejsze spotkanie, już niedługo!

 

Niepewność
 

Kiedy czekasz na dziecko, jest w tobie niepewność. Właściwie nie wiesz, co się zmieni. Nawet, jeśli czekasz na piąte czy szóste dziecko wiesz, że każde zaskakuje cię inaczej. Wiesz, że nie jesteś w stanie nad tym zapanować – że to dziecko będzie dyktować warunki.
 

A Jezus? Dasz Mu się poprowadzić? Pozwolisz Mu zrobić z twoim życiem, co zechce, nawet jeśli zrobi to inaczej, niż sobie wymyślisz? Nawet, jeśli to pięćdziesiąty Adwent w twoim życiu?
 

Posłuchaj Go. Jego serce bije w tobie. I poznawaj Go już teraz. Wystarczy, że codziennie na pięć minut otworzysz Pismo Święte i poczytasz.

 

Radość
 

Jest i radość. Wyobrażasz już sobie tego dzieciaka: jak bierzesz go na ręce, jak się do ciebie uśmiecha, jak robi pierwszy krok, jak idziecie razem na spacer. Nie znasz go jeszcze, ale wiesz, że życie z nim będzie lepsze i ciekawsze. Mówisz do niego. Opowiadasz o swoich radościach i o tym, co go czeka na świecie. Idziesz ulicą i uśmiechasz się do siebie, bo nawet, jeśli nikt tego nie widzi, ty wiesz, że nosisz w sobie Tajemnicę.
 

A Jezus? Wyobrażasz sobie, że jest tuż obok, że pokazujesz Mu z radością swoje życie: nie po to, żeby cię sądził, ale żeby się z Nim podzielić wszystkim, co masz?
 

Rozmawiaj z Nim. Nie rano i wieczorem, ale w każdej chwili, kiedy coś przeżywasz. Opowiadaj mu o tym, co widzisz pięknego. Opowiadaj o tym, co cię męczy. I za każdym razem mów, jak małemu dziecku: że to wszystko nie ma znaczenia, bo i tak Go kochasz.

 

Porządek
 

Dziecko oznacza zmiany. Trzeba przygotować mu miejsce, kupić łóżeczko i wanienkę, przemeblować pokój, kupić milion drobnych i niezbędnych rzeczy. Potem jeszcze posprzątać, żeby kurzu nie było. I wszystkie niebezpieczne przedmioty zabezpieczyć, bo przecież wiadomo, że rośnie tak szybko, że potem możemy nie zdążyć. Wszystko musi być gotowe.
 

A Jezus? Czekając na Boże Narodzenie, robisz wielkie zakupy i porządki? Spieszysz się, żeby zrobić przedtem zaległy od lat remont kuchni albo kupujesz nową kuchenkę? To nie musi być złe – jeśli pamiętasz, że to nie na  remont czy kuchenkę czekasz. Że wszystko, co kupisz, ma służyć temu, żebyś był lepszy. Może się wtedy okaże, że kupisz mniej, bo to bez sensu?
 

Zrób porządny rachunek sumienia. Choćbyś miał przewertować kilkadziesiąt rachunków sumienia. Choćbyś miał godzinę klęczeć przed Najświętszy Sakramentem. A potem idź do spowiedzi. To najważniejszy porządek, który trzeba zrobić na Jego przywitanie. 

 

Niecierpliwość
 

Najpierw to niecierpliwość pełna entuzjazmu. Patrzysz na zdjęcia USG, słuchasz bicia jego serca i nie możesz się do czekać. Chcesz wziąć je na ręce. Chcesz zobaczyć, do kogo jest podobne, jakie ma oczy, jaki nos. Potem to niecierpliwość zmęczona. Jesteś zmęczona, ciężka, opuchnięta, poruszasz się z coraz większym trudem i nie możesz na siebie patrzeć w lustrze. Chcesz, żeby to się już wreszcie skończyło. Żeby już był kolejny etap, bo ileż można czekać?
 

A Jezus? Czujesz tę ociężałość, ten stan, kiedy jesteś przytłoczony codziennymi obowiązkami? Kiedy myślisz, że kiedyś potrafiłeś się modlić i z ufnością i entuzjazmem, a dzisiaj jakoś tak trudniej? Czujesz, że bardzo potrzebujesz, żeby coś cię z tego powszedniego marazmu wyrwało?
 

Zrób sobie święto z czekania, takie preludium wielkiego święta. Zapal adwentowy wieniec. Odliczaj dni adwentowym kalendarzem, nawet jeśli już dawno nie jesteś dzieckiem.

 

Bez pośpiechu
 

Rozsądek zwycięża nad zmęczeniem. Tak naprawdę wcale nie chcesz, żeby urodziło się wcześnie. Drżysz na każdy najmniejszy skurcz, bo wiesz, że każdy dzień pod Twoim sercem zwiększa szanse na jego przeżycie. Rozumiesz, że dopóki nie przyjdzie właściwy czas, lepsze jest czekanie niż spotkanie.
 

A Jezus? Nie przyspieszasz Jego narodzenia? Nie za wcześnie chcesz poczuć „klimat świąt”? Poczekaj. Doświadczaj czasu. Nie włączaj kolęd. Nie jedz pierników. Nie ubieraj choinki. I dom niech czeka zdobiony adwentowym fioletem, a nie kolorowymi światełkami. Niech świętowanie wybrzmi w pełni, kiedy przyjdzie jego właściwy czas.

 

Drugi człowiek
 

Nie chcesz być sama. Szukasz innych, którzy też czekają na swoje dziecko. Piszesz na forach w internecie albo przynajmniej je czytasz. Sięgasz po książki. Słuchasz rad mam, babć i koleżanek, które już mają swoje dzieci. To ci daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala oswoić lęk przed nieznanym, daje praktyczną wiedzę, która już za chwilę ci się przyda.
 

A Jezus?
 

Nawet Maryja, gdy na Niego czekała, poszła do Elżbiety. Idź do drugiego człowieka. Idź do tego, który ci powie, co dalej, żeby nie zmarnować Boga, który przyjdzie w Twoje życie. Idź na rekolekcje, na dzień skupienia. I idź do człowieka, który cię potrzebuje. Nie przegap kogoś, kto pozornie otoczony jest tłumem znajomych, a święta zamierza spędzić sam nad talerzem kapusty. Nie czekaj. Szukaj ludzi, z nimi jest łatwiej!

 

Monika Białkowska

Przewodnik Katolicki 48/2017