21.01. – 3. NIEDZIELA ZWYKŁA

„Zbawia” się cały świat, kosztem Polski. To jest zakłócenie ładu społecznego, które musi być naprawione, jeżeli nasza Ojczyzna ma przetrwać w pokoju, jeżeli ma osiągać ład gospodarczy. Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny (Prymas Tysiąclecia).

 

                       MSZE NIEDZIELNE W NASZEJ PARAFII

 

20.01. SOBOTA        NIJMEGEN :17.00

W INT.EMILII(3LATKA),DARII(5.MIESIECY),ZA BABCIE I DZIADKÓW..

                                TIEL:19.00+JANINA KOTWICA(4.R.+)

 

21.01. NIEDZIELA – 3.NIEDZIELA ZWYKŁA-(DZIEN BABCI)

9.30 ARNHEM :++IRENA,LUCJAN PIETRZAK

12.30 UTRECHT :URODZINOWA: JULIA,MACIEJ.

16.00 HENGELO:++ GOLISZEWSCY,WEJNEROWSCY

19.00 PUTTEN : W INT. WSZYSTKICH PARAFIAN

 

III Niedziela Zwykła

Niedziela, III Tydzień zwykły, Rok B, II

 

 

 

 

CZYTANIA

 

 

 

 

Nierzadko pytamy samych siebie o sens swojego życia: Właściwie, po co ja żyję? Do czego mnie, Boże, stworzyłeś? Jakie znaczenie ma moja praca, mój czas, moje poświęcenie

 

Jeśli tylko pracujemy „na życie” i „żyjemy po to, by żyć”, to czy naprawdę warto żyć? – pytają mnie nastolatki. A ja odpowiadam: Jeśli nie ma czegoś znacznie ważniejszego od życia, to nie da rady pięknie żyć.

 

 

Podczas wizyty papieża w Polsce w roku 1999 doszło do niecodziennego spotkania.Kiedy Jan Paweł II zwiedzał jezioro Wigry, przypomniał sobie rodzinę Milewskich, która przed czterdziestu laty podczas wyprawy kajakowej ugościła go i poczęstowała szklanką mleka. Jedno tylko wspomnienie papieża wystarczyło, aby odnaleźć tę rodzinę. Pewnego przedpołudnia samochody z biskupami z Rzymu oraz z papieżem podjechały piaszczystą drogą do położonego na uboczu gospodarstwa. Telewizja nie poinformowała, o czym rozmawiał papież z rolnikiem i jego rodziną. Tydzień po tym wydarzeniu pan Milewski opowiedział dziennikarzowi, że od czasu tej wizyty coś się w nim zmieniło:

Zrozumiałem, że zostałem powołany dokładnie do takiego życia, jakie wiodę – a nie do innego, jak myślałem do tej pory. Dawniej przeklinałem moje ubóstwo, wydawało mi się, że mojemu życiu brakuje sensu. A teraz Ojciec Święty przybył do naszej rodziny i docenił nasze trudy. Od tego dnia coś się dla mnie zmieniło. Teraz idę z radością do obory, aby troszczyć się o zwierzęta. Do tej pory robiłem to tylko z poczucia obowiązku. Teraz już nie wyrzucam sobie, że moje dzieci noszą tylko używane ubrania.

 

Zobaczmy, jak bardzo spotkanie z papieżem odmieniło życie rolnika. Jak to spotkanie wpłynęło na jego myślenie czy przeżywanie. Jak to spotkanie sprawiło, że jego zwyczajność, szarość życia nabrała kolorów, smaku, wartości, słowem, nabrała nadzwyczajności.

 

 

O spotkaniu, które potrafi przemienić człowieka, które potrafi nadać sens życiu, nadać mu właściwy kierunek, przypomniała dzisiejsza Ewangelia. Widzimy Jezusa, który przychodzi do prostych rybaków, którzy są utrudzeni swoją pracą. Jedni zarzucali sieci w jezioro, a drudzy naprawiali swoje sieci. Jezus pragnie włączyć rybaków w swoją misję głoszenia Ewangelii:

Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi.

Ewangelista zaznacza, że natychmiast zostawili wszystko – sieci i ojca – i poszli za Jezusem. Czy wiedzieli, na jak trudną drogę życia zdecydowali się wejść? Ile czeka ich na tej drodze trudu i cierpienia? Czy przewidywali, że skończy się ona – podobnie jak życie Tego, który ich powołał – męczeńską śmiercią? Uwierzyli Jezusowi i dali się Jemu poprowadzić przez życie. To Bóg nadał sens i wartość ich całemu życiu.

 

 

I dziś, każdego z nas, Bóg powołuje, abyśmy wypełnili swoje życiowe zadanie. Ilu jest ludzi, tyle jest powołań, tyle jest życiowych zadań. Nasze życie na tej ziemi to nie przypadek, ale to wielki dar Boży. I dlatego każde życie ludzkie trzeba szanować, od poczęcia aż do naturalnej śmierci.

 

I dziś Bóg przychodzi, aby nadać naszemu życiu sens, właściwy kierunek. Okazuje się bowiem, że prawdziwy sens życia jest poza nami, przed nami, nad nami… Tylko Bóg może wypełnić treścią i znaczeniem wszystko, nawet to, co wydaje się prozaiczne. Potrzeba tylko żywej wiary i wspaniałomyślnej współpracy z Bożą łaską.

 

 

Opowiadał pewien kapłan, że wyjechał z młodzieżą na wycieczkę do Zakopanego. Młodzi zaczęli pić zaraz po wejściu do pociągu. Podczas przesiadki do autobusu uzupełnili zapasy. Sam stał przy ołtarzu i modlił się. Opiekunka, która była pomysłodawcą tej wycieczki, siedziała w pokoju i płakała. Wreszcie trzeciego dnia udało się wyprowadzić młodych na wycieczkę. Miał wielkie obawy, czy dojdą na szczyt. Udało się. Szczyt pokryty był pierwszym, jesiennym śniegiem. Powietrze przeźroczyste. Dolina skąpana w słońcu. W dali wyraźne rysy tatrzańskich grani. Usiadł i zapatrzył się. Nagle poczuł dłoń na ramieniu i usłyszał za sobą potężny głos:

„Stary, czemu nie powiedziałeś, że tu jest tak pięknie. Przecież byśmy nie pili te trzy dni, tylko od razu tutaj przyszli”.

 

Wspomniany kapłan po blisko piętnastu latach szedł ulicą miasta, w którym kiedyś pracował. W pewnej chwili usłyszał wołanie. „Proszę księdza, proszę księdza!” W jego kierunku biegł potężny mężczyzna, ciągnąc za sobą syna.

„Pamięta ksiądz? No, tam na górze… Ta ręka na ramieniu… Stary, czemu nie powiedziałeś, że tu jest tak pięknie”.

Kapłan przypomniał sobie tamto wydarzenie. I wtedy przeżył jedną z piękniejszych chwil w swoim życiu. Bo mężczyzna powiedział do swojego syna:

„Widzisz tego księdza! To dzięki temu księdzu twój tata jest człowiekiem”.

 

 

Tylko Pan Bóg, mimo ludzkich słabości, potrafi nadać prawdziwy sens i wartość naszemu życiu. Każda Eucharystia staje się uprzywilejowanym miejscem udzielania pozytywnej odpowiedzi na nasze powołanie. Życie jest jedno, można je przegrać, ale można je wygrać! Tego uczą dzisiejsi rybacy, którzy stali się apostołami Jezusa!

 

 

 

 

Duszpasterz w Parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka
oraz kapelan szpitala św. Wincentego – Gdynia

o. Mariusz Więckiewicz CSsR

 

 

 

 

 

 

Radek Molenda

Porozmawiajmy o kolędzie

Idziemy

 

fot. Sweta Meininger


 

Z bp. Markiem Solarczykiem, biskupem pomocniczym diecezji warszawsko-praskiej, rozmawia Radek Molenda

 

Czemu służy kolęda? Spotykanie się z księdzem w czasie niedzielnych Mszy Świętych nie wystarczy?

 

Wspomnę wydarzenie, które uporządkowało moje podejście do kolędy. Będąc już proboszczem katedry praskiej, czyli na terenie dobrze mi znanym jeszcze z czasów, gdy byłem wikariuszem, odwiedziłem z wizytą duszpasterską jedną z rodzin. Właścicielka mieszkania prosiła o poświęcenie pomieszczeń, ale głównie łazienki. Gdy to zrobiłem, ta pani opowiedziała mi o tragicznym wydarzeniu związanym z jej synem, które miało miejsce w tej łazience.

 

Ta historia pozwoliła mi zrozumieć, jak ważne jest wnoszenie Bożego błogosławieństwa w każdy zakątek, gdzie dzieje się życie ludzi tworzących wspólnotę rodzinną czy parafialną. To ich życie stanowi wielkie bogactwo nie tylko doświadczeń radosnych, ale także bolesnych, wymagających uleczenia, naprawy. Tam wszędzie przychodzi szafarz Bożej łaski, aby pobłogosławić naszą codzienność, wnieść nadzieję i Bożą moc już nie tylko w nasze serca, jak to jest podczas Eucharystii, ale we wszystkie aspekty naszego życia. I to jest ten element, który z perspektywy ponad dwudziestu trzech lat mojego kapłaństwa i ponad czterech lat posługi biskupiej widzę jako główny sens kolędy.

 

Łatwo jest księdzu wchodzić w progi swoich parafian?

 

Wizyta duszpasterska to pod wieloma względami duże wyzwanie dla obu stron. Kapłan, kiedy doświadcza otwartości swoich parafian, musi sprostać skojarzeniom, wyobrażeniom – zarówno tym, które mają wierni wobec Kościoła, kolędy i jego samego, jak i wyobrażeniom, jakie on z kolei ma na temat wiernych. To zawsze element wzajemnego odkrywania siebie, zwłaszcza w częstej dziś sytuacji, kiedy ktoś na teren parafii niedawno się sprowadził. Ksiądz, przychodząc do kogoś po kolędzie, nie jest pozbawiony obaw o to, jak zostanie przyjęty. Może przychodzi do domu, gdzie kapłan się komuś niemiło kojarzy, gdzie księża nie cieszą się dobrą opinią. I kolęda może przynieść wiele dobra, kiedy ktoś np. stwierdza, że tyle się o księdzu słyszało, a on taki normalny, taki swój, że było miło, szczerze się pomodliliśmy…

 

Poza wszystkim może być i tak, że ksiądz, przychodząc do naszego domu, jest zwyczajnie zmęczony. Tym bardziej powinien pamiętać, po co przychodzi. W czasie kolędy mogą zdarzać się najprzeróżniejsze sytuacje; każdy ksiądz z własnego doświadczenia może przywołać wiele nietypowych historii. Jednak są one drugorzędne wobec tego, że wnosi on do domu odwiedzanej rodziny Bożą moc i błogosławieństwo. 

 

Kiedy już ksiądz pobłogosławi dom, o czym ma rozmawiać z odwiedzaną rodziną?

 

Odpowiedź zahaczałaby o instruktaż (śmiech). Mogę powiedzieć, jak sytuacja wygląda w praktyce. Kiedy wchodzi się do domu ludzi, których się zna, widzi się ich w kościele, wspólnie z nimi przeżywa tajemnicę życia wiarą w parafialnej wspólnocie, to sprawa jest prosta. Jest okazja do rozmowy o tym, co wspólne: o parafii, roratach, rekolekcjach, spędzonej wigilii itd.

 

Zawsze – niezależnie od tego, czy ksiądz z daną rodziną zadzierzgnął wcześniejszy kontakt – kolęda jest dla niego okazją do wejścia w życie wiernych, okazją do poznania – bez osób postronnych – ich trosk, problemów, domowych tajemnic, ale także radości i nadziei. A dla osób odwiedzanych to okazja, by się tym wszystkim z księdzem podzielić i by tym, co przeżywają, mogli się wspólnie – ksiądz i wierni – martwić lub cieszyć. Ten element czysto ludzki bardzo pomaga w lepszym przeżywaniu parafialnej wspólnoty.

 

Mamy prawo przywołać podczas wizyty duszpasterskiej swoje problemy, zadać pytanie, poradzić się. Niejednokrotnie to okazja do zrobienia pierwszego kroku, kiedy ktoś nie odważyłby się pójść do parafii i poprosić księdza o rozmowę. I wzajemne kontakty, rozmowa, wcale nie muszą się skończyć wraz z wyjściem księdza z naszego domu.

 

Kolęda to dobra okazja do rozmowy o tym, co się dzieje w parafii, co nam się nie podoba, albo o księdzu, jak mu się żyje, jakie ma potrzeby i zmartwienia?

 

Tak – o ile nie zapomnimy o punkcie wyjściowym i właściwym celu, czyli o wniesieniu Bożego błogosławieństwa w próg odwiedzanego domu i wspólnej modlitwie. Cała reszta, kiedy rozmawia się na wszystkie tematy, które są dla nas ważne, to także element tworzący wspólnotę parafialną.

 

Gdy gościmy kogoś, kto nie przychodzi na co dzień, to całkowicie naturalne wydaje się pytanie: „Co u księdza słychać?” lub „Co u Was słychać?”. I to proste pytanie może się pięknie rozwinąć w dobrą znajomość, otoczenie się np. wzajemną, troskliwą modlitwą. Ale można także w odpowiedzi usłyszeć: „A co cię to obchodzi?”. Może to być odebrane jako wścibstwo.

 

Usłyszał Ksiądz Biskup kiedyś taką odpowiedź?

 

Zasadniczo nie zadaję tego pytania. Być może, żeby tego nie usłyszeć. Ale przyznaję, że kiedy się wchodzi do domu człowieka, którego się nie zna, staje się w jego progu z pewną delikatnością i bezradnością. Ze świadomością, że ten krok może otworzyć coś bardzo pięknego, ale może także zranić, zaszkodzić.

 

I co wtedy?

 

Doświadczeni duszpasterze dają swoje świadectwo o życiu parafii, zapraszają taktownie do włączenia się w jej życie. Można zapytać o opinię pani czy pana na temat tego, co się w parafii dokonuje, co wspólnota parafialna ich zdaniem może wnieść w ich życie oraz co oni sami chcieliby i mogli wnieść w życie parafii.

 

Z doświadczenia wiem, że wizyta duszpasterska – niezależnie od tego, co kto myśli o Kościele i kapłanach – jest okazją, by na różnych płaszczyznach wspólnota parafialna mogła komuś pomóc, zaczynając od duszpasterstwa i sakramentów dla osób, które już nie mogą wyjść z domu, a na pomocy materialnej kończąc.

 

Co zrobić, gdy ksiądz pobłogosławi mieszkanie i od razu chce uciekać?

 

(Śmiech) Mimo wszystko spróbować go zatrzymać. Nieraz trzeba księdza zrozumieć, kiedy już czekają na niego inne rodziny. Warto jednak o tę dłuższą chwilę kolędy zawalczyć, np. tłumacząc księdzu, że skoro się spotkaliśmy, to spróbujmy tę naszą znajomość choć trochę pogłębić.

 

Mała porada: jeśli – teoretycznie rzecz biorąc – usłyszymy od księdza: „ale ja jeszcze…”, od razu można odpowiedzieć: „no to umawiamy się, kiedy możemy się u księdza pojawić na spokojniejszą rozmowę”.

 

Pokolędowa rewizyta?

 

Sugerowałbym wykorzystywanie czasu dyżuru księdza w kancelarii. Z własnego – jako proboszcza – i księży wikarych w katedrze doświadczenia wiem, że dwugodzinny dyżur w rzeczywistości często trwa trzy godziny. Jeśli ktoś chciał, potrzebował rozmowy – nie odmawialiśmy. Zresztą, tak jest i obecnie, kiedy jestem biskupem.

 

Przychodzenie z kolędą do domów osób niewierzących ma sens?

 

Z pewnością tak. Także gdy chodzi o osoby należące do innych Kościołów.

 

Kategoria „osoba niewierząca” nie oznacza jednej postawy. Za niewierzące uważają się także osoby poszukujące, o ogromnej wrażliwości serca i ducha. I kiedy ksiądz się z taką osobą spotyka, w sposób naturalny rodzi się w nim modlitwa, żeby Bóg dał jej łaskę wiary, bo właściwie cała reszta już jest. Wiary nie można nakazać czy wymusić.

 

Bywają i tacy, którzy wychodząc od stwierdzenia: „jestem niewierzący”, odmawiają przyjęcia wizyty duszpasterskiej. A między tymi dwoma biegunami jest cała masa jeszcze innych doświadczeń związanych z osobami niewierzącymi. Generalnie rzecz biorąc – mówię z mojej perspektywy – takie wizyty nie były łatwe, ale uczyły i pomagały mi obronić w sobie spojrzenie z szacunkiem na drugiego człowieka, który przecież przeżywa coś, co mogło go doprowadzić do deklaracji niewiary. Inna sprawa, co takie spotkanie osoby uważającej się za niewierzącą z księdzem może rozpocząć i jak się pięknie potem w jej życiu różne dzieła Boga mogą realizować.

 

Rozpoznawał Ksiądz Biskup, stojąc przy ołtarzu, osoby, u których był z wizytą duszpasterską, a które bliżej poznał?

 

Zdecydowanie tak. I pamiętając o realiach ich życia, trudach, potrzebach, włączam ich życie – to, co jest trudem, i to, co jest radością – w sprawowaną ofiarę eucharystyczną. I jest moją ogromną radością, kiedy te osoby wstają, podchodzą do Komunii Świętej, a ja mogę powiedzieć: zobacz, oto Twoje, przemienione przez Ciało Chrystusa, życie.

 

Jako proboszcz, właśnie po jednym z kolędowych spotkań, uświadomiłem sobie, że doświadczenie wizyt duszpasterskich stanowi i dla odwiedzanych, i dla księdza tak wielkie bogactwo, że wprowadziliśmy w katedrze raz w miesiącu Mszę Świętą za naszych parafian. Na tej Mszy są w sposób szczególny zawierzane intencje właśnie tych parafian z konkretnych ulic, któreśmy odwiedzali z wizytą duszpasterską. Okazało się, że to było ważne dla ludzi, którzy chętnie w tych Mszach uczestniczą, a dla mnie samego to piękne dopełnienie czasu kolędy – że to, co podczas kolędy miałem okazję poznać, możemy zawierzać Bogu.

 

Rozmawiał Radek Molenda

 

 

 

 

 

 

 

islam

Kard. Robert Sarah: Zachód umiera - ratujcie się!22.01.2018, 

 

fot. Francois-Reis Salefran, lic. CC BY-SA 4.0 via Wikipedia

Kard. Robert Sarah: Zachód umiera – ratujcie się!

13      

,,Nie rodzą się dzieci. A wy przeżywacie teraz inwazję innych kultur, innych ludów, które stopniowo was zdominują pod względem liczebnym i całkowicie zmienią waszą kulturę, wasze przekonania i wartości'' – ostrzegał przed rokiem ks. kardynał Robert Sarah. Przypominamy dziś jego słowa.

Obawiam się, że Zachód umiera – wyznał kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego. W ostatnich dniach przebywał on we Francji. W jednym z udzielonych z tej okazji wywiadów przyznał się do swych obaw o losy cywilizacji zachodniej. Jego zdaniem wiele rzeczy wskazuje na jej obumieranie. „Nie rodzą się dzieci. A wy przeżywacie teraz inwazję innych kultur, innych ludów, które stopniowo was zdominują pod względem liczebnym i całkowicie zmienią waszą kulturę, wasze przekonania i wartości” – powiedział szef watykańskiej dykasterii.

Jego zdaniem dla Europejczyków liczą się dziś tylko pieniądze i technika. „Najbardziej niepokoi mnie to, że Europa nie uświadamia już sobie skąd pochodzi. Straciła własne korzenie, a drzewo bez korzeni obumiera” – powiedział kard. Sarah. Przyznał też, że zależy mu na umocnieniu i konsolidacji wiary w ludziach. Bo dzięki wierze odnajduje się Boga, a wraz z Nim pewną orientację w życiu, pewne prawa i chrześcijańskie wartości.

Zapewnił On, że Bóg bynajmniej nie milczy, lecz na swój sposób jest obecny w świecie. To my nie chcemy Go słuchać i dostrzec. Kard. Sarah ponownie wskazał na potrzebę odkrycia wartości ciszy, w której człowiek odkrywa samego siebie i Boga.

mod/Radio Watykańskie

 

 

Kościół ustępuje islamowi i lewicy

  

Taką tezę stawia Luigi Negri, włoski arcybiskup, od niedawna na emeryturze, wieloletni profesor filozofii. W rozmowie z dziennikiem „Libero” na pytanie, czy jest optymistą co do sytuacji Kościoła, stwierdza, że raczej niezbyt. „W ostatnich dziesięcioleciach bowiem, pomimo nadzwyczajnego nauczania Jana Pawła II i Benedykta XVI, Kościół znalazł się na równi pochyłej, która prowadzi go do kapitulowania wobec rosnącej siły antychrześcijaństwa: poddaje się dominującej mentalności”. Zdaniem hierarchy, papież Franciszek początkowo przeciwstawiał się temu dominującemu myśleniu, ale z czasem jest coraz bardziej przez nie instrumentalizowany.

Arcybiskup Negri ubolewa nad fałszywym spokojem, jałowym dialogiem, rozmywaniem się Kościoła w świecie. Uważa, że mamy do czynienia z pewną niedobrą koegzystencją chrześcijaństwa i laicyzmu. W konsekwencji Kościół „wydaje się niezdolny do mówienia światu »nie«, kiedy jest to absolutnie koniecznie”. Wielu katolików zadowala się egzystowaniem w zakątkach wytyczonych im przez zlaicyzowane rządy. Świadectwo Kościoła jest osłabione moralnymi upadkami jego członków, szczególnie duchownych. Nie to jednak – zdaniem włoskiego arcybiskupa – jest głównym problem, gdyż skandale moralne w Kościele były od początku. Głównym problemem jest paktowanie z sekularyzmem, redukowanie katolicyzmu do elementu folkloru, który „nie niepokoi w niczym zateizowanego społeczeństwa”. Tymczasem Kościół nie powinien bać się wchodzić w konflikty. Arcybiskup odwołuje się Jeana Guittona, który mawiał, że to wiara ma osądzać świat, a nie na odwrót, jak to się dzieje dzisiaj.