11.02.- 6.NIEDZIELA ZWYKŁA

 

:)))

Modli się mały chłopczyk:
– Panie Boże nie martw się, że nie możesz się doczekać, aż będę lepszy. Póki co jest mi całkiem dobrze z tym, jaki jestem.

 

Czy w Środę Popielcową trzeba iść do kościoła? 6 spraw, które musisz wiedzieć

 Dawid Gospodarek | 13/02/2018

EAST NEWS

  

Co oznacza obowiązujący tego dnia post ścisły i czy dotyczy również dzieci?

Środa Popielcowa rozpoczyna liturgiczny okres Wielkiego Postu. Kończy się karnawał i zaczynają kilkutygodniowe przygotowania do świąt Wielkanocy.

Czytaj także: Walentynki wypadają w Środę Popielcową. Jak świętować i post zachować?

Wielu ludzi w Środę Popielcową idzie na mszę świętą, gdzie tradycyjnie dają sobie posypać głowę popiołem. Czy tego dnia jest obowiązek uczestnictwa w Eucharystii? Nie – kościelne prawo tego nie nakazuje. Dlaczego jednak warto udać się do kościoła?

 

1. Miłość

Przede wszystkim z miłości. Uczestnictwo w każdej mszy świętej jest udziałem w nieogarnionym misterium miłości. Tu uobecnia się kalwaryjska ofiara Jezusa. Podczas mszy jesteśmy świadkami tego, jak Bóg nas umiłował, nie tylko oddając za nas życie, ale i zostawiając Najświętszy Sakrament, w którym możemy adorować i spożywać Boże Ciało. Liturgia eucharystyczna jest przestrzenią, gdzie doświadczamy Bożej miłości oraz gdzie najdoskonalej możemy na tę miłość odpowiedzieć, włączając się w tę ofiarę.

 

2. Świadectwo

Uczestnicząc w liturgii mszy świętej, dajemy świadectwo swojej wiary i budujemy wspólnotę grzeszników uznających swoją słabość i chcących czerpać siłę z krzyża Jezusa. W Polsce najczęściej posypuje się głowę popiołem, ale w innych lokalnych kościołach istnieje zwyczaj robienia znaku na czole z popiołu wymieszanego z wodą. Tak oznakowani chrześcijanie wychodzą z kościoła, a każdy może zobaczyć, że postanowili nawrócić się i wierzyć w Ewangelię, jak nawołuje jedna z formuł wypowiadanych przy posypywaniu popiołem.

 

3. Nawrócenie

Wielki Post jest czasem intensywnego przyglądania się swojej relacji do Boga. Liturgia konkretnie pokazuje nam naszą kondycję – jesteśmy prochem, jesteśmy słabi i grzeszni. Stanięcie w pokorze i przyjęcie tej prawdy o sobie pozwala otworzyć się na łaskę, a Wielki Post jest specjalnym czasem łaski.

 

4. Rytuał

Antropologowie i religioznawcy wskazują na konieczne dla człowieka uczestnictwo w rytuałach. Ważne jest to ze względu na osobisty rozwój, kulturę i dojrzałą religijność. Nie ma tu miejsca na analizowanie teorii np. R. Rappaporta, wskażę tylko na pewną prostą kwestię: tożsamość i piękno.

Rytuały stanowią wyraz religijno-kulturowej ciągłości i są po prostu piękne. Spójrzmy chociażby na to sypanie głów popiołem. Symbolika przemijalności, tego że jesteśmy ze świata (prochu ziemi), pokuty, skruchy, tego że nie jesteśmy samowystarczalni, że potrzebujemy kogoś, kto nas obmyje.

Czytaj także: O czym szepcze popielcowy popiół?

I świadomość ciągłości – nie tylko tego, że szereg pokoleń przede mną brał udział w tym rytuale (już w starożytnym Izraelu!), ale i bliższej: popiół pochodzi ze spalonych palem z ostatniej Niedzieli Palmowej. Mamy tu prosty, ale i trudny rachunek sumienia: jak zeszłoroczne przeżywanie Wielkiego Postu i Triduum wpłynęło na mój rozwój, na moje relacje z Bogiem i ludźmi?

 

5. Przygotowanie do Wielkanocy

Święta wielkanocne są najważniejszymi dla chrześcijanina. Właśnie dlatego poprzedza je tak długi okres przygotowania, czas powstrzymania się od zabaw. Czas, kiedy zalecany jest post, modlitwa i jałmużna.

To, jak przeżywamy Triduum Paschalne, jest tak naprawdę papierkiem lakmusowym naszego chrześcijaństwa. Dlatego warto już od samego początku Wielkiego Postu, od posypania sobie głowy popiołem, zabrać się za porządne przygotowania. Najlepszą pomocniczką jest tu liturgia.

 

6. Post

Kościół nie nakłada obowiązku uczestnictwa we mszy świętej w Środę Popielcową, jednak wszyscy, którzy ukończyli 14 rok życia, zobowiązani są do powstrzymania się od spożywania mięsa, a wszyscy między 18 a 60 rokiem życia zobowiązani są do postu ścisłego (trzy posiłki, w tym tylko jeden z nich do syta).

W chrześcijaństwie post nie jest tylko innym rodzajem diety. Post ma uwrażliwić nas na potrzeby tych, którzy często nie mają co jeść (jedną z ważniejszych wielkopostnych praktyk jest jałmużna). Post ma przede wszystkim wskazać nam na to, że potrzeby naszego ciała to nie jedyne, które mamy. Że „nie samym chlebem żyje człowiek” (Mt 4, 4), że jego dusza pragnie Boga, Boga żywego (Ps 42, 3).

Papież Franciszek w orędziu na tegoroczny Wielki Post napisał: „Post nas przebudza, powoduje, że stajemy się bardziej wrażliwi na Boga i na bliźniego, budzi na nowo wolę posłuszeństwa Bogu, który jako jedyny zaspokaja nasz głód.”. A już wiemy, że Bóg najdoskonalej daje nam się właśnie we mszy świętej, tam daje nam się po prostu jeść, a my mamy tylko pozwolić, by Jego eucharystyczne ciało nas przemieniało.

Czytaj także: Post warzywno-biblijny? 4 wielkopostne przepisy na co dzień

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TRĘDOWATY SAM NIE MÓGŁ SIE WYLECZYC.POMOGŁA MU WIARA W MOC PANA JEZUSA.

ŁASKA BOZA JEST DO ZBAWIENIA KAŻDEMU KONIECZNIE POTRZEBNA.

CHRZEŚCIJAŃSTWO GŁOSI,IZ ZBAWIENIE PRZYCHODZI Z ZEWNĄTRZ.

NIKT NIE MOZE SAM SIEBIE ZBAWIĆ.

BUDDYSCI UWAŻAJA,ŻE MOZNA STAĆ SIE SWIETYM POPRZEZ WŁASNY WYSIŁEK.

WEDŁUG EWANGELII – CZŁOWIEK JEST SKAZANY NA PANA JEZUSA.

JEŚLI ODRZUCI TE PRAWDĘ,POPADNIE W SMUTEK.

"JEŚLI  CHCESZ,MOŻESZ MNIE OCZYŚCIĆ",MODLIŁSIE TRĘDOWATY.

W CIERPIENIU, Z POKORĄ I UFNOŚCIĄ ,MODLIŁ SIE DO PANA JEZUSA.

 

                                    MSZE W NASZEJ PARAFII

9.02.PIATEK GODZ. 19.00 – UTRECHT

       RÓŻANIEC ,   MSZA  – O ŁASKĘ ZDROWIA DLA MARCINA

10.02. SOBOTA , GODZ. 16.30 – MSZA W ZWOLLE : + Marian Mierzejewski

                              GODZ. 19.00- TIEL : +JANINA SASIEL(2 R.+)

11.02. NIEDZIELA

ARNHEM        9.30 – URODZINOWA,W INTENCJI WNUCZEK

UTRECHT     12.30- + ALEKSANDRA ( 7.MIES.+)

HENGELO    16.00 ++JÓZEF,ANNA,WIESŁAW,++ DUSZE CZYŚĆCOWE

PUTTEN        19.00   W INTENCJI PARAFIAN

 

14.02. ŚRODA POPIELCOWA- DZIEŃ POSTU ŚCISŁEGO

           ( obrzęd posypania popiołem odbędzie sie także w najblizszą niedzielę

              podczas Mszy św. w naszej parafii)

           ARNHEM GODZ. 19.00 MSZA W POLSKIEJ KAPLICY……………………

16.02. PIATEK 

            ARNHEM GODZ. 19.00 : DROGA KRZYZOWA I MSZA SW.

               Intencja wolna …………………..    

  UWAGA: W TEN PIĄTEK 16.02. NIE BĘDZIE MSZY   W UTRECHCIE !!!

17.02. SOBOTA : MSZA W TIEL O GODZ. 19.00 + Danuta Jachimek (1.r.+)

18.02. NIEDZIELA 

Arnhem 9.30      …………………………( wolna intencja)

Utrecht 12.30     + Jan (26.r.+),Antonius (23 r.+)

Hengelo 16.00     O zdrowie dla brata Łukasza

Putten 19.00       ……………………………..

 

OGŁOSZENIA PARAFIALNE

1/    11/12 LUTEGO GOSCIMY W NASZEJ WSPOLNOCIE SEMINARZYSTĘ Z POZNANIA,KLERYKA DAMIANA KOMOROWSKIEGO( 1.ROK SEMINARIUM).

POZNAJE PRACĘ DUSZP. W HOLANDII, MODLI SIE Z NAMI I KWESTUJE NA

UTRZYMANIE NASZEGO SEMINARIUM KSIĘŻY CHRYSTUSOWCÓW.

2/ MŁODZI CHCĄCY WZIAĆ UDZIAŁ W KURSIE PRZEDMAŁŻEŃSKIM 

W MIESIĄCU KWIETNIU,PROSZENI SA O ZGŁASZANIE ZAPISÓW NA INTERNETOWY ADRES:     czemarek@onet.eu

PROSZĘ PODAC SWOJE NAZWISKA ORAZ MIEJSCOWOSC ZAMIESZKANIA.

OD TEGO ZALEZY USTALENIE MIEJSCA SPOTKAN ( UTRECHT, LUNTEREN?)

PIEC PIĄTKOWYCH SPOTKAŃ( 2X 30 MINUT),PO WIECZORNEJ  MSZY SW.

3/     10/ 11 MARCA  (SOBOTA/ NIEDZIELA)   ODWIEDZĄ NAS SIOSTRY SZENSZTACKIE Z KOSZALINA. ZORGANIZUJĄ U NAS KIERMASZ PRZEDSWIĄTECZNY , Z KTÓREGO DOCHÓD  SIOSTRY PRZEZNACZĄ  NA BUDOWĘ DOMU PIELGRZYMA W KOSZALINIE.

4.  17- 22.03. REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE W NASZEJ PARAFII PRZEPROWADZI OJCIEC ALARD, FRANCISZKANIN Z KŁODZKA.

5.  21.MAJA,PONIEDZ. PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO,BĘDZIE UDZIELONY

W UTRECHCIE SAKRAMENT BIERZMOWANIA.

OSOBY DOROSŁE,MIESZKAJACE NA TERENIE NASZEJ PARAFII I CHCACE GO OTRZYMAC,PROSZONE SA O WPISYWANIE SIĘ NA ADRES 

czemarek@onet.eu ,z podaniem swego adresu zamieszkania,adresu mail.

Skontaktuję  się z kazdym w pozniejszym czasie,celem zorganizowania przygotowania( Po Wielkiej Nocy,w kwietniu).

 

 

 

 

 

 

 

 

VI Niedziela Zwykła

Niedziela 11 lutego 2018 roku, VI Tydzień zwykły, Rok B, II

 

 

 

 

 

 

 

 

 

CZYTANIA

 

 

 

Jako chrześcijanie, katolicy, w każdą niedzielę trochę czasu poświęcamy Bogu. Chcemy się z Nim spotkać, by usłyszeć słowo do nas skierowane i by skorzystać z Uczty dla nas przygotowanej. Dziś Światowy Dzień Chorego i w wielu kościołach odbywają się specjalne spotkania dla chorych. Kościół chce przygarnąć tych, co cierpią zarówno na ciele, jak i na duszy.

 

Tymczasem przed chwilą słyszeliśmy twarde słowa z Księgi Kapłańskiej:

Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.

Dlaczego tak? Bo ówcześni ludzie wiedzieli, że trąd jest chorobą  zakaźną. A ponieważ nie znali lekarstwa, jedynym ratunkiem dla zdrowych było odosobnienie chorego. To nie było bezduszne skazanie chorego, ale raczej ratowanie zdrowych. To samo czyniono przez setki lat, a gdy już nauczono się żeglować po dalekich morzach i oceanach, bywały wyspy odosobnienia – właśnie dla trędowatych.

 

Pewnie można, a może nawet koniecznym by było mówić o potrzebie odosobnienia, oddzielenia od społeczności tych, co źle na nią wpływają.

 

Może trzeba by odesłać w bezludne strony tych, co tak reformowali nam kiedyś szkolnictwo, że wkrótce dzieci i młodzież nie będą znać własnej historii. Bo w przeciwnym razie – zapanuje nam trąd niepamięci!

Może trzeba by odesłać w jakieś bezludne strony tych, co zamiast dbać o dobro wspólne, zarażają innych prywatą i wyniosłością. Bo w przeciwnym razie – zapanuje nam trąd egoizmu bądź służalczości.

Może trzeba by odesłać w jakieś chłodniejsze a odludne strony tych, co Ojczyznę mają za nic bądź za „postaw czerwonego sukna”, bo sąsiedzi im bliżsi. Bo w przeciwnym razie – zapanuje nam trąd kosmopolityzmu.

 

 

Wróćmy do naszego trędowatego.

 

Całe wieki upłynęły, zanim wynaleziono lekarstwo na tę straszną chorobę.

 

Tylko Jezus miał zawsze moc, by tak od razu, jednym słowem uzdrowić trędowatego. Można powiedzieć – musiały tylko zaistnieć dwa warunki. Najpierw potrzebna była wiara, że Jezus może uzdrowić. I konieczna była odwaga ze strony trędowatego. Trędowaty miał w sobie i jedno i drugie!

 

Musiał narazić się wielu, by znaleźć się w pobliżu Jezusa. Wiedział jednak, że to ostatnia jego nadzieja, ostatnia deska ratunku. Jak tonący brzytwy się chwyta, tak on uchwycił się myśli – muszę stanąć przed tym nauczycielem, jeśli mam być zdrowy. Musiał pokonać strach, co to będzie, jak mnie odrzuci? Musiał pokonać wstyd, bo trudno sobie wyobrazić, by pięknie wyglądał, a musiał pokazać się ludziom. Wszystko to stawało się nieważne wobec nadziei odzyskania zdrowia. Wszystko to stawało się nieważne wobec nadziei powrotu do normalnego życia.

 

 

Swoistym trądem jest grzech. On też jest zaraźliwy. On też potrafi rozszerzać się i to konsekwentnie, niestety! Obserwujemy taki postęp niemal geometryczny zła.

 

Kiedyś, w początkach Kościoła, publicznych grzeszników piętnowano dość zdecydowanie. Nie mieli wstępu na Mszę św. poza liturgię słowa. Stali gdzieś w tyle, w kącie jako ci, co są poważnie „chorzy” na duszy.

 

Dziś byłoby to niemożliwe, bo tak bardzo posunęliśmy się w tolerancji, a jednocześnie tak bardzo spowszedniał nam grzech. Wydaje nam się, że jakiekolwiek piętnowanie grzechu nic nie daje, co najwyżej grzesznik się obrazi i odejdzie. Czy na pewno słuszne jest nasze podejście?

 

Jeszcze nie tak dawno samobójców chowano bez księdza i w niepoświęconej ziemi, gdzieś pod płotem cmentarza. I pewnie niejeden się zastanowił – widocznie targnięcie się na swoje życie jest czymś ważnym i wielkim skoro tak poważnie traktuje to Kościół. Wydaje się, że mniej było tych samobójstw niż dziś. Teraz może się okazać, że samobójstwo stanie się niemal czynem chwalebnym, niemal zalecanym przez co bardziej „otwartych duchownych”. Z niepokojem obserwowaliśmy to jesienią ubiegłego roku.

 

Podobnie niczym trąd rozszerza się dziś grzech rozwodów, rozpadu małżeństw.Kiedyś taki człowiek był napiętnowany i musiał się liczyć z pewnego rodzaju izolacją towarzyską. Ot, był trochę jak trędowaty, nie powinien się zbliżać do zdrowych, by nie zarazić swoim sposobem myślenia i życia.

 

Dziś nie ma problemu i chodzą między nami ludzie, którzy zbyt lekko potraktowali małżeństwo. Czasem zawierali je lekkomyślnie i bez przygotowania, a czasem rozwodzili się pochopnie, bez próby naprawy. Czasem wydaje się, że niektórzy chcą niejako zemścić się za swoją porażkę i szukają ofiar wśród tych, co szczęśliwie dotąd żyli w małżeństwie i rodzinie. A tu powinna być od razu reakcja: od małżonków wara! Podobnie wara od tych, co są wolni i mogą szukać podobnych sobie, zakładając potem katolicką rodzinę.

 

Ileż później pretensji do Kościoła, że nie chce dopuścić do pełnego uczestnictwa w sakramentalnym życiu. Zapewne wielu duszpasterzy ma za sobą takie rozmowy w trakcie wizyty duszpasterskiej. I jak wielu czeka na jakąś furtkę, że Kościół uchyli …

 

 

Każdy z nas jest w takim duchowym sensie trędowaty, bo jest grzesznikiem. Jawi się nam pytanie, czy postępujemy podobnie jak ten z dzisiejszej ewangelii? Czy u nas też wszystko to staje się nieważne wobec nadziei odzyskania zdrowia duchowego? Czy u nas też wszystko to staje się nieważne wobec wiary w Jezusową moc przebaczenia?

 

Niestety, chyba nie zawsze.

 

Ileż mamy problemów z podejściem do Jezusa przebaczającego. Ileż to myśli się kłębi w naszej głowie, gdy mamy podejść do konfesjonału. Jak czasem chcemy pokazać się z lepszej strony, nie zawsze chcemy pokazać te najbardziej chore miejsca.

 

 

Dlaczego się boisz?

Patrzą? Na trędowatego też patrzyli, a on upadł przed Jezusem. To była w sumie niewielka cena za uzdrowienie!

 

Dlaczego się boisz?

Że cię znają? Jego też znali, ale tym bardziej potem mógł się pokazać, bo widzieli, jakim się stał!

 

Dlaczego się boisz?
Czy nie lepiej uwierzyć w to, cośmy śpiewali między czytaniami:

Szczęśliwy człowiek, któremu odpuszczona została nieprawość, a jego grzech zapomniany. … Rzekłem: «Wyznaję mą nieprawość Panu», a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.

 

Zazdroszczę trochę św. Pawłowi. On miał świadomość swego wybrania, a jednocześnie świadomość wierności Jezusowi. Dlatego mógł napisać: Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa.

 

Któż z nas mógłby tak w pełni powtórzyć to zdanie wobec swoich braci w wierze? Chyba każdy by się zawahał – czy nie znajdą od razu śladu mojego własnego trądu i nie odtrącą.

 

 

Jeden jest, który na pewno nie odtrąci, gdy zawołasz jak ten trędowaty:

Panie jeśli chcesz możesz mnie oczyścić!

 

Posłuchaj, co On mówi…

Popatrz, co On czyni…

Byś po wyjściu stąd mógł wiele opowiedzieć innym o Tym, którego spotkałeś.

 

 

 

 

 

Duszpasterz w Parafii św. Józefa i Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy
w Toruniu (Toruń – Bielany)

o. Marian Krakowski CSsR
 

 

 

 

 

 

 

 

wiara

Rady o. Leona Knabita na Wielki Post10.02.2018, 

 

Rady o. Leona Knabita na Wielki Post

7      

Zastanówmy się nad Wielkim Postem. To jest bardzo kontrowersyjny temat ze względu na skrajnie różne rozumienie tego czasu. Znaczna część ludzi, nawet wierzących, nie widzi żadnej różnicy między czasem przed Środą Popielcową, a tym po niej.

Wprawdzie ostatki, tak się to utarło, jednak są, i kończy się zabawy zwykle albo o północy, albo nad ranem w Środę Popielcową. Ale potem żyje się właściwie tak, jakby się nic nie zmieniło. Nawet słyszałem, jak byłem w Warszawie w Wielki Piątek, że z jakiegoś lokalu dochodziła muzyka i odgłosy tańca. Bo niby dlaczego ludzie niewierzący w Chrystusa mieliby jakiś tam Wielki Piątek obchodzić. Chociaż w wielu krajach Europy w Wielki Piątek się nie pracuje. Święty Benedykt postawił taką tezę, a może raczej zadanie, swoim mnichom, że właściwie całe ich życie powinno być jak Wielki Post. Jak jeden Wielki Post. Na czym to polega? Na tym, żeby być opanowanym, jeśli chodzi o używanie dóbr tego świata. I to nie sprzeciwia się wcale temu, żeby mieć i używać, ale z roztropnością, z umiarem. I w takim poczuciu, że człowiek nie jest absolutnym panem dóbr, ani tych, które odziedziczył bez swojej zasługi, ani tych, na które zapracował z wielkim nakładem sił. Jako członek wielkiej rodziny ludzkiej powinien poprzestawać na tym, co mu jest naprawdę niezbędne i co potrzebne do zaspokajania godziwych pragnień. Przecież rozrywka też mieści się w ramach życia człowieka. Praca, rozrywka, są jak radość i cierpienie. Jak światło i cień. Mówią, że bez cienia to tylko robi się operacje. A dla uzyskania pełnego kształtu rzeczy musi być i światło, i cień. A więc posiadanie rzeczy i jednocześnie umiejętność kontrolowania stosunku do nich.

Kiedy św. Benedykt mówi o trzeźwości, wspomina, że napisane jest, iż mnichom wino w ogóle nie przystoi, ale ponieważ dzisiaj nie można ich namówić do całkowitej abstynencja (a to był, przypomnijmy, VI w. i już wtedy nie można było mnichów namówić do tego, żeby wcale nie pili), więc niech nie piją zbyt wiele. Określił w Regule ilość napoju, a jednocześnie powiedział, że ci, którzy zrezygnują z wina, otrzymają specjalne błogosławieństwo od Pana. Chyba na tym polega też ruch abstynencki: w poście: wielu ludzi powstrzymuje się od picia alkoholu, by otrzymać specjalne błogosławieństwo trzeźwości dla siebie i dla wszystkich, którzy stykają się z trzeźwym człowiekiem.

I tak jak z alkoholem, tak ze wszystkimi innymi sprawami. Dobrze byłoby nie mieć nic jak św. Franciszek. Taki miał pierwotny ideał swojego zakonu. Propagował całkowite ubóstwo. To, co zarobimy, oddajemy. Nie mamy mieszkania na stałe. Ubranie tylko to, które jest konieczne. Za to mamy Pana Boga. Tym pełniej Go mamy. A świat dzisiejszy mówi zupełnie co innego: mieć, mieć, mieć. Nawet mieć przed być. Wszystko jedno jaki jestem. Jeśli dużo mam, to wtedy jest dobrze. Mogę używać bez kłopotu. I w Wielkim Poście poza postem w ścisłym tego słowa znaczeniu, pilniejszym przestrzeganiu wstrzemięźliwości w pokarmie w piątki, wstrzymaniem się od oglądania telewizji, rezygnacją z alkoholu czy rzuceniem palenia papierosów, warto przeprowadzić refleksję nad swoim sposobem posiadania i używania rzeczy. Właściwie mam coraz więcej i więcej. Po co? Kiedyś pytał mnie jeden z kolekcjonerów: „Proszę Ojca, ja kolekcjonuję, dajmy na to, lampy naftowe i tak sobie myślę — a co z tym się stanie po mojej śmierci? Może przekażę do jakiegoś muzeum? A może ktoś to wyrzuci, bo powie, że to jemu zupełnie niepotrzebne? A ja całe życie poświęciłem temu. I pieniądze na to wydawałem”. Nie chodzi o demagogię. Nie chodzi o skrajne decyzje, jak u tych ludzi, którzy mają natchnienie od Pana Boga: „Sprzedaj wszystko. Chodź za mną”. Ci celebryci, którzy raptem zostawiają karierę, pieniądze, wszystko. Wstępują do zakonu. Rozdają bardzo chętnie i hojnie swoje dobra na cele charytatywne. Sami się oddają Bogu. Pracują w hospicjach i tak dalej. To już jakieś specjalne dotknięcie Pana Boga. To jest straszna rzecz — spotkać się z Bogiem żywym. Otrzymuje się bardzo wiele, ale bierze się w pełniejszy sposób udział w krzyżu Jezusa Chrystusa. Jarzmo Moje słodkie a brzemię lekkie (Mt 11,30), ale to jednak jest ciężar. Trzeba się na to zgodzić.

Jeśli chodzi o normalnego człowieka, który ma się zastanowić nad swoim stosunkiem do tego, co posiada, to może to zrobić w oparciu o szkielet wielkopostnych ćwiczeń — Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale, rekolekcje, spowiedź. Chodzi o ustawienie całego swojego ja. Czy naprawdę Jezus jest dla mnie tym, który mnie kocha? Który za mnie umarł na krzyżu? Któremu na mnie naprawdę zależy? W takim razie, jeśli wskazuje trudną drogę, to tylko po to, żeby przeszedłszy ten trudny odcinek, cieszyć się zwycięstwem w chwale. Wszystko, każdy sport, każde osiągnięcie, uczenie się do egzaminu, żeby zdobyć licencjat czy magisterium, jest wymagające. Ile się człowiek natrudzi. Ale to trzeba wszystko robić z pogodą ducha. „Nie zwieszaj głowy jak sitowie” (por. Iz 58,5), mówi Pismo Święte, ale bądź pogodny, jasny, radosny. Nie okazuj ludziom, że pościsz, ale pość z prostotą. Jurek Ciesielski, obecnie kandydat na ołtarze, przyjaciel Jana Pawła II, nie mówił o tym, że dąży do świętości. Ale każdy widział, że on to robi. Nie musiał mówić. Nie mówił: „Teraz ja wam daję świadectwo”. A dzisiaj jest sługą Bożym. Nie przypinajmy sobie łatki, że katolik to człowiek umartwiony, poszczący, akuratny. Ale tak postępujmy, żeby patrząc na nas, ludzie widzieli, że ten człowiek rzeczywiście serio traktuje Boga i serio traktuje ludzi. Siebie samego też. Bo miłość zaczyna się od siebie.

Leon Knabit OSB,